Nie odkładaj ojcostwa na później

baby-22194_1920-copy

 

Dla zdrowia dziecka znaczenie ma wiek i kondycja ojca, a szkodzić może już nawet przewlekły stres. Pod wpływem szkodliwych czynników może dochodzić do mutacji w komórkach rozrodczych, a także zmian epigenetycznych, rzutujących na życie potomka.

Nie tylko wiek, w którym kobieta zachodzi w ciążę ma znaczenie, jeśli chodzi o zdrowie dziecka (od dawna wiadomo, że z wiekiem matki zwiększa się ryzyko rozmaitych wad u jej dzieci). Długo sądzono, że wiek ojca nie ma tu wielkiego znaczenia, ale coraz więcej badań wskazuje, że dzieci starszych ojców są po porodzie bardziej narażone na problemy zdrowotne.

Do grona naukowców, którzy wskazują na tę korelację dołączyli badacze ze Stanford University School of Medicine, którzy poddali analizie informacje o dzieciach urodzonych w –  bagatela! – 40 mln porodów na przestrzeni 10 lat.

– Przy ocenie ryzyka towarzyszącemu porodom, mamy zwyczaj patrzeć na czynniki związane z matką, ale to badanie pokazuje, że urodzenie zdrowego dziecka to gra zespołowa i wiek ojca przyczynia się do zdrowia noworodka – podkreśla prof. Michael Eisenberg, autor pracy opublikowanej na łamach „The BMJ”.

Choć badanie nie wskazywało jasno przyczyn i skutków, to po ok. 35. roku życia ojców pojawiło się zauważalne, podniesione ryzyko dla zdrowia potomstwa. Całkowite zagrożenie problemami nadal nie było bardzo wysokie, ale w porównaniu do potomstwa ojców w wieku 25-34 lat, dzieci panów po 45. roku życia:

  • częściej rodziły się przedwcześnie,
  • częściej konieczne było umieszczenie dziecka na neonatologicznym oddziale intensywnej terapii,
  • wyższe było ryzyko wystąpienia drgawek
  • większe było zagrożenie niską masą urodzeniową.

W przypadku ojców w wieku 50 lat lub więcej – ryzyko umieszczenia dziecka na neonatologicznym oddziale intensywnej terapii podnosiło się aż o 28 proc.

Co ciekawe, przy późnym ojcostwie, z jakiegoś powodu rosło także zagrożenie dla matek, które częściej zapadały na cukrzycę.

– Wiele mówi się o wpływie wieku matki dla zdrowia dziecka, ale istnieją silne dowody naukowe na to, że wiek ojców także ma znaczenie – podkreśla dr hab. Beata S. Lipska-Ziętkiewicz, pediatra, genetyk kliniczny, kierownik Pracowni Genetyki Klinicznej Katedry i Zakładu Biologii i Genetyki Medycznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Tytoniowy dym i groźne mutacje

Nie dziwi, że naukowe eksperymenty wskazują także na podstawowe znaczenie stylu życia przyszłych rodziców dla zdrowia potomstwa. Specjaliści z Uniwersytetu w Lund przeprowadzili na przykład badanie z udziałem ponad setki mężczyzn w wieku od 17 do 20 lat, sprawdzając wpływ palenia tytoniu przez ich ojców na jakość nasienia. Po uwzględnieniu ekspozycji matki na nikotynę, czynników społeczno-ekonomicznych i używania przez nich tytoniu, okazało się, że mężczyźni, których ojcowie palili, mieli o 41 proc. mniejsze stężenie plemników w nasieniu i ponad 50 proc. mniejszą ogólną liczbę wytwarzanych plemników niż synowie ojców niepalących.

Według naukowców to zależność nawet silniejsza niż obserwowany wcześniej wpływ palenia matek na jakoś nasienia synów! Na temat przyczyn takiej sytuacji badacze na razie tylko spekulują; obwiniają przy tym mutacje. Jak tłumaczą, produkujące plemniki komórki nieustannie się dzielą, a w trakcie tych podziałów może dochodzić do uszkodzeń w genach. Tymczasem wiadomo, że wiele mutagennych związków znajduje się właśnie w dymie tytoniowym.

Pod tym kątem kobiety wydają się być bezpieczniejsze.

– U kobiet komórki jajowe są od urodzenia przechowywane w trakcie zatrzymanego podziału. Czekające na dalszy podział chromosomy są utrzymywane przez tzw. wrzeciono kariokinetyczne. Nie jest to całkowicie bezpieczne rozwiązanie i dlatego w przypadku kobiet obserwuje się zaburzenia chromosomalne. Z kolei u mężczyzn, po osiągnięciu dojrzałości płciowej, komórki rozrodcze nieustannie się dzielą, co z kolei predysponuje je do powstawania w nich mutacji. Im późniejszy wiek ojca, tym więcej podziałów komórek i tym większe ryzyko powstania mutacji – wyjaśnia dr hab. Lipska-Ziętkiewicz.

Stres a aktywność genów

W grę prawdopodobnie wchodzą jednak także inne, dopiero poznawane mechanizmy. Dobrze pokazali to badacze z University of Maryland School of Medicine w eksperymencie na myszach. Ich projekt pokazał również, że przykre konsekwencje dla przyszłych pokoleń może mieć już nawet nadmierny stres ojców.

Naukowcy zauważyli bowiem, że potomstwo samców cierpiących z powodu łagodnego ale chronicznego stresu także gorzej reaguje na stres. Jednocześnie zauważyli, że w plemnikach takich ojców dochodzi do zmian w kompozycji cząsteczek mikro RNA (miRNA). Cząsteczki te uczestniczą tymczasem w regulacji aktywności genów. Badacze wyjaśniają, że kiedy plemniki dojrzewają, przechowujące je najądrza wydzielają wypełnione miRNA pęcherzyki, które łączą się z plemnikami, wpływając na aktywność przechowywanych w nich genów. Jak się tymczasem okazało, stres powodował zmianę zawartości tych pęcherzyków. Przekazana kolejnemu pokoleniu zmiana została więc przeniesiona nie w postaci uszkodzeń samych genów, ale w postaci tzw. modyfikacji epigenetycznych wpływających na aktywność genów.

Dieta ojca a rak piersi u córek

Badania sugerują, że w podobny sposób mogą powstawać różnego typu problemy. Naukowcy z Uniwersytetu w São Paulo uzyskali na przykład wyniki wskazujące, że dieta ojców może wpływać na ryzyko rozwoju raka piersi u córek. Kiedy u samic szczurów naukowcy wywoływali raka sutka, zawartość tłuszczów zwierzęcych i roślinnych w diecie ojców wpływała na  ryzyko pojawienia się choroby, czasu jej rozwoju oraz śmiertelności chorych komórek. Siłą rzeczy tego rodzaju eksperymentu nie można przeprowadzić na ludziach, ale niewykluczone, że taki mechanizm działa też i u nich.

Podobnie może się dziać np. z zaburzeniami metabolicznymi, na co wskazuje eksperyment zespołu z University of Adelaide. Badacze hodowali dwie grupy myszy, przy czym jedna grupa była karmiona normalnie, a druga według niezdrowej, tłustej diety, która prowadziła do otyłości. Samce z dwóch grup miały następnie potomstwo z normalnie karmionymi samicami.

Urodzone w kolejnym pokoleniu także rozmnażały się z partnerkami karmionymi według zdrowej diety. Wpływ żywienia najstarszego pokolenia rozciągał się aż na dwie kolejne generacje! Dzieci oraz wnuki samców karmionych tłustą, niezdrową karmą częściej cierpiały z powodu zaburzeń metabolicznych, w tym cukrzycy.

Potomstwo uzależnionych ojców odporne na kokainę

Wpływ trybu życia ojców na potomstwo może czasami zaskakiwać. Jak wskazuje przeprowadzone na szczurach badanie naukowców z University of Pennsylvania, synowie gryzoni uzależnionych od kokainy są mniej podatni na działanie tego narkotyku. Mózgi tych zwierząt pochodzących od uzależnionych ojców były tak zmienione, że kokaina dawała im mniej przyjemności i w mniejszym stopniu modyfikowała działanie mózgu. W efekcie takie szczury rzadziej sięgały po narkotyk i wolniej się od niego uzależniały. Oczywiście nie znaczy to, że dla dobra potomstwa należy brać kokainę czy korzystać z innych uzależniających substancji.

Autorzy obu projektów badawczych zaobserwowali zmiany epigenetyczne w komórkach zwierząt.

– W przypadku mutacji genetycznych zachodzi zależność zero-jedynkowa, tzn. albo mutacja jest albo jej nie ma. Natomiast przy zmianach epigenetycznych mamy raczej do czynienia z takimi efektami, że różne zmiany kumulują dając końcowy efekt. Niestety, nie ma na razie testów prenatalnych dedykowanych dla zmian epigenetycznych. Również badania w kierunku obecności nowych mutacji powstałych w trakcie spermatogenezy nie są w chwili obecnej wykonywane w ramach rutynowych badań prenatalnych – wyjaśnia ekspertka z Gdańska.

Dzieci w odpowiednim czasie i zdrowy tryb życia

Warto więc, aby planujący potomstwo mężczyźni o siebie dbali. Badanie zespołu z Ohio State University wskazuje, że pomóc może już niewielka, pozytywna interwencja. W serii eksperymentów część myszy była karmiona normalnie, a część według niezdrowej, tłustej diety. Dodatkowo część osobników z każdej grupy miała ograniczoną możliwość ruchu, a inne były w naturalnym stopniu fizycznie aktywne.

Okazało się, że potomstwo ćwiczących ojców miało zdrowszy metabolizm glukozy, mniejszą masę ciała i  tłuszczu. Co więcej, gorzej w tych obszarach wypadało potomstwo źle karmionych ojców, ale ćwiczenia łagodziły negatywny wpływ niezdrowej diety. Dalsze badania pokazały natomiast zmienione działanie genów w plemnikach ruszających się samców.

Naukowcy twierdzą, że możliwe jest, iż podobnie dzieje się u ludzi. Ich zdaniem już miesiąc regularnego sportu przed poczęciem powinno przynieść pozytywne efekty dla zdrowia ich potomstwa. Co więc robić?

– Do wszystkiego należy podchodzić z rozsądkiem. Ze względu na rzeczywistą wartość ryzyka nie powinno się zniechęcać kobiet ani mężczyzn w starszym wieku do rodzenia dzieci, ale najlepszy okres to wiek 20 – 30 lat. Ważny jest też styl życia, to na jak wiele szkodliwych czynników dana osoba naraziła swoje komórki rozrodcze – podkreśla dr hab. Lipska-Ziętkiewicz.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak w ciąży dbać o zęby nie szkodząc dziecku

pregnant-2771232_1920-copy

Choroby przyzębia i zębów mają wpływ na przebieg ciąży: mogą przyczynić się do przedwczesnego porodu, niskiej wagi urodzeniowej noworodka czy stanu przedrzucawkowego przyszłej mamy.

Specjaliści zalecają, by przyszła mama na samym początku ciąży, a jeszcze lepiej – przed zajściem w nią, wybrała się na konsultację do dentysty.

Podczas ciąży w organizmie kobiety dochodzi bowiem do wielu fizjologicznych zmian na tle hormonalnym; ich skutek może być także widoczny jamie ustnej. Stąd w tym czasie odnotowuje się u kobiet większą skłonność do zapaleń dziąseł, nawet przy zachowaniu prawidłowej higieny jamy ustnej i odpowiednim usuwaniu płytki nazębnej.

– Podczas ciąży w organizmie wrasta poziom progesteronu i estrogenów co sprzyja większemu ukrwieniu tkanek dziąseł. U niektórych pań stają się one rozpulchnione i bardziej wrażliwe na podrażnienia czy urazy. Dziąsła mogą też ostrzej niż zwykle reagować na kontakt z płytką nazębną, co sprzyja infekcji – wyjaśnia lek. stom. Joanna Oleksiak z gabinetu Stankowscy & Białach Stomatologia w Poznaniu.

W rezultacie aż u ok. 40 proc. ciężarnych może rozwinąć się tzw. ciążowe zapalenie dziąseł. Charakteryzuje się ono zaczerwienieniem, obrzękiem i tkliwością tych tkanek. Częstym zwia-stunem jest tzw. „objaw różowej szczoteczki”, ponieważ dziąsła krwawią nawet przy codziennym szczotkowaniu. Jeśli zaś pacjentka cierpi na choroby dziąseł jeszcze przed ciążą, to najpewniej ulegną one zaostrzeniu.

Warto też pamiętać, że zdrowie jamy ustnej ma wpływ na cały organizm przez całe życie.

Zapalenie dziąseł w ciąży: może mieć wpływ na dziecko?

Ciążowe zapalenie dziąseł zwykle nie powoduje nieodwracalnych zmian w przyzębiu, stosunkowo łatwo je leczyć i zazwyczaj ustępuje kilka miesięcy po porodzie.

Najczęściej też nie ma wpływu na zdrowie rozwijającego się płodu. Jednak u ok. 12-15 proc. kobiet w ciąży dochodzi do zaawansowanej choroby przyzębia i ta już może mieć wpływ na parametry rozwijającego się płodu. Badania wykazują, że zapalenia przyzębia powiązane jest z występowaniem trzech rodzajów powikłań ciążowych: niskiej wagi urodzeniowej, przedwczesnego rozwiązania oraz stanu przedrzucawkowego (rozumiany jako wysokie ciśnienie krwi matki  i znaczący białkomocz lub obecność nadmiernej liczby białek w moczu a także występowaniem cukrzycy ciążowej).

Aż ośmiokrotnie zwiększa się ryzyko urodzenia dziecka przed wyznaczonym terminem i ważącego poniżej 2,5 kg. jeśli u kobiety w ciąży dojdzie do zapalenia przyzębia.

Specjaliści sugerują, że bakterie bytujące w jamie ustnej przenosząc się najprawdopodobniej wraz z krwią kolonizują płód i łożysko. Choć wykazano powiązanie mikroorganizmów charakterystycznych dla zapalenia przyzębia z powikłaniami ciążowymi, niewiele wiadomo o tym, jaką rolę spełniają. Wciąż nie wiadomo też, dlaczego u niektórych kobiet cierpiących na zapalenie przyzębia pojawiają się powikłania ciążowe, a u innych nie.

Nadziąślak: co to jest

Zdarza się, że na powierzchni dziąsła pojawia się mały, miękki i zaczerwieniony guz – to może być nadziąślak ziarnisty zwany również nadziąślakiem ciężarnych. Nie przestrasz się , to  ła-godny guz. Zwykle umiejscawia się w przestrzeniach międzyzębowych, ale czasem może przechodzić na wargi, koniuszek języka lub jego brzegi.

– Wpływ na jego rozwój ma wiele czynników, m.in. miejscowe podrażnienia, urazy oraz zmiany hormonalne. Nie boli i zazwyczaj nie ulega zezłośliwieniu – uspokaja lek. stom. Monika Stachowicz z gabinetu Periodent w Warszawie.

Nadziąślaki najczęściej pojawiają się między drugim a piątym miesiącem ciąży. Jeśli nie powodują problemów  w codziennym funkcjonowaniu lub nie mają wpływu na wygląd, nie powinno się ich usuwać podczas trwania ciąży. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zmiany te ustąpią samoistnie po porodzie.

Leczenie próchnicy w czasie ciąży…

…jest koniecznością. Specjaliści przekonują, że obecnie stosowane wypełnienia są całkowicie bezpieczne dla płodu, ze względu na to, że nie przenikają poza strukturę zęba. Dostępne są również specjalne rodzaje środków znieczulających, które są całkowicie bezpieczne dla matki i płodu. – Stres związany z infekcją zęba i możliwe powikłania przy braku leczenia, mogą być groźniejsze dla pacjentki niż samo jego podjęcie  – podkreśla dentystka.

Czy badanie RTG zęba u kobiety w ciąży jest bezpieczne?

Choć pojedyncze badanie zęba z pewnością nie zaszkodzi dziecku, powinno się je wykony-wać tylko wtedy, gdy to konieczne; najlepiej unikać tego rodzaju diagnostyki w 1. trymestrze ciąży, gdy płód jest najbardziej wrażliwy na promieniowanie RTG.

– Obecnie ten typ diagnostyki wykonuje się nowoczesną i w pełni bezpieczną metodą radiowi-zjografii, gdzie dawka promieniowania jest minimalna, a jama ustna mocno oddalona od maci-cy. Również tradycyjne RTG wykonywane jest z należytymi środkami bezpieczeństwa, to znaczy brzuch i tarczyca pacjentki osłaniane są specjalnym ołowianym fartuchem, który stanowi ochronę dla płodu” – wyjaśnia dr Joanna Oleksiak z Poznania.

Jakich zabiegów stomatologicznych unikać w czasie ciąży?

Podczas ciąży nie powinno się korzystać z zabiegów wybielających zęby w gabinecie. Tym bardziej nie powinno stosować samemu preparatów dostępnych w sklepach – ich wpływ na ciążę i płód nie jest do końca zbadany. Mogą one także powodować nadwrażliwość dziąseł. W trakcie ciąży lepiej także unikać zabiegów protetycznych, rekonstrukcyjnych, chirurgicz-nych czy leczenia ortodontycznego.

Higiena jamy ustnej mamy z korzyścią dla dziecka

Specjaliści z Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego zwracają uwagę na to, że bakterie odpowiedzialne za rozwój próchnicy, nie tylko wywołują zakażenia jamy ustnej u kobiet w ciąży, ale są też przyczyną próchnicy zębów u ich dzieci.

– Minimalizując obecność tych bakterii w jamie ustnej mamy, zapobiega się więc również ich namnażaniu w jamie ustnej jej dziecka” – uważa specjalista prof. Tomasz Konopka kierownik Katedry i Zakładu Periodontologii Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego, wiceprezes PTP.

Jak wykazał w swoich badaniach amerykański periodontolog Steven Offenbacher objęcie kobiet w ciąży opieką periodontologiczną mogłoby zmniejszyć aż o 15 proc. liczbę wszystkich przedwczesnych porodów.  Polskie Towarzystwo Periodontologiczne uznając zdrowie jamy ustnej kobiet w ciąży za poważny problem przyłączyło się do programu edukacyjnego realizowanego przez Europejską Federację Periodontologiczną.

Podczas spotkania panelowego w kwietniu tego roku w Warszawie, w którym uczestniczyli polscy eksperci z dziedziny periodontologii, perinatologii oraz ginekologii i położnictwa opracowano wytyczne w sprawie opieki stomatologicznej nad kobietą ciężarną.

Monika Wysocka (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Przeciw HPV powinniśmy szczepić także chłopców?

vaccination-2722937_1920-copy

To FAKT! Wirus HPV jest najczęściej przenoszonym drogą płciową patogenem. Niemal każda aktywna seksualnie osoba zarazi się nim w ciągu swojego życia, jeśli się przeciw niemu nie zaszczepiła. Dzieje się tak w wyniku kontaktu z błonami śluzowymi lub skórą osoby zakażonej. Eksperci podkreślają, że ryzyko zakażenia dotyczy nie tylko kobiet, lecz także mężczyzn.

Mężczyźni mogą być bezobjawowymi nosicielami wirusa HPV, ale niektórzy mogą w wyniku przewlekłego zakażenia zachorować na raka odbytu, raka w obrębie tkanek głowy i szyi lub raka prącia. Na podstawie badań klinicznych już kilka lat temu rozszerzono  wskazania medyczne do szczepień przeciw HPV również dla chłopców. Szczepienia są najskuteczniejsze, kiedy są podawane nastolatkom (w 11-12 roku życia), ale młodzi mężczyźni też mogą być szczepieni.

Korzyści ze szczepienia mężczyzn odnoszą rzecz jasna również kobiety. Eksperci podkreślają, że uodpornieni mężczyźni nie będą nosicielami wirusa HPV i w ten sposób przerwany będzie łańcucha zakażenia HPV, co pomoże zmniejszyć również liczbę przypadków raka szyjki macicy oraz innych nowotworów wśród kobiet.

– Pierwszym krajem na świecie, który ogłosił eliminację raka szyjki macicy jest Australia, w której od wielu lat realizowany jest powszechny program szczepień przeciw HPV. Są one tam realizowane u dziewcząt od 2007 r., a od 2013 r. dodatkowo u chłopców. Według Cancer Council Australia, szczepienie doprowadziło do 77-procentowej redukcji zakażeń typami HPV odpowiedzialnymi za raka szyjki macicy. Tak spektakularny sukces w walce z tym typem nowotworów zachęca do szerszych wskazań dla tych szczepień, ponieważ te same serotypy wirusowe odpowiadają za niektóre nowotwory zlokalizowane w obrębie dróg moczowo-płciowych oraz głowy i szyi u mężczyzn – mówi dr Paweł Grzesiowski, Prezes Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, konsultant szpitali w dziedzinie zakażeń szpitalnych i antybiotykoterapii.

Powszechne szczepienia przeciw HPV dla dziewcząt i chłopców w wieku 12-13 lat są już realizowane w Austrii, Włoszech, Szwajcarii, Czechach, Chorwacji, Serbii, Finlandii, Niemczech oraz Norwegii. Od 2019 roku powszechne szczepienia dla dziewcząt i chłopców będą realizowane również w Wielkiej Brytanii.  Poza Europą szczepienia wszystkich zdrowych nastolatków są również stosowane w Izraelu, Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii oraz wspomnianej wcześniej Australii.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

NIK o ochronie przed promieniowaniem elektromagnetycznym

rays-231631_1920

Od kilkunastu lat następuje dynamiczny rozwój telefonii komórkowej. Rośnie ruch w sieci, rosną oczekiwania użytkowników co do jakości i szybkości usług telekomunikacyjnych, wdrażane są coraz bardziej zaawansowane technologie. To wszystko związane jest z promieniowaniem elektromagnetycznym, na które narażeni są wszyscy. Wiele środowisk zgłasza obawy o niekorzystny wpływ na zdrowie obywateli. Jak państwo kontroluje poziom promieniowania? Lubelska Delegatura NIK, która koordynowała kontrolę tego problemu poprosiła ekspertów z wyższych uczelni oraz instytucji zajmujących się badaniami pół elektromagnetycznych, które pomogą przy opracowaniu szczegółowych wniosków służących udoskonalaniu skutecznej ochrony osób narażonych na oddziaływanie takich pól.

Najdynamiczniej rozwija się przesył danych z wykorzystaniem internetu mobilnego. Prognozuje się, że w Polsce ruch ten wzrośnie do 2030 roku około 24-krotnie. Tempo będzie zbliżone do innych krajów europejskich. Z rozwojem internetu nierozerwalnie związana jest rozbudowa i zagęszczenie infrastruktury telekomunikacyjnej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba stacji bazowych telefonii komórkowej wzrosła w Polsce z ponad 13 tys. w 2003 r. do ok. 40 tys. w 2017 r. (nie licząc liczby anten w ramach poszczególnych systemów nadawczych). Oznacza to, że ludzie poddawani są coraz większemu oddziaływaniu sztucznie wytwarzanych pól elektromagnetycznych.  Taka sytuacja powoduje nieufność i konflikty między mieszkańcami, operatorami sieci komórkowych i organami administracji publicznej. Jednak obawy te mogą być przesadzone.

Uczestnicy panelu wskazywali, że w czasie kontroli muszą być obecni przedstawiciele operatorów telefonii komórkowej a to budzi nieufność  mieszkańców o wiarygodność wyników. Anteny nadawcze często instalowane są na dachach budynków mieszkalnych, wieżach kościelnych, wieżowcach. W wielu sprawozdaniach brakuje informacji o wynikach pomiarów wewnątrz  mieszkań. Znajduje się natomiast zdania mówiące, że ” w żadnym punkcie wokół obiektu i w miejscu przebywania ludzi nie zostały przekroczone wartości dopuszczalne” – co zdaniem wielu jest po prostu poświadczeniem nieprawdy, bo wewnątrz budynku przecież przebywają ludzie. Metody pomiarowe są drogie i trudno wymagać, by zostały zbadane wszystkie anteny, których liczba  idzie już w setki tysięcy. Dlatego potrzebne są nowe przepisy dotyczące pomiarów. Z punktu widzenia inspekcji państwowych i operatorów najważniejsze jest trafne indentyfikowanie i ukierunkowanie pomiarów na miejsca, w których istnieje potencjalnie najwyższe ryzyko przekroczenia limitu promieniowania. Ważne jest przy tym dostosowanie procedur pomiarowych do błyskawicznie rozwijających się technik nadawczych telefonii komórkowej.

NIK zajmowała się już telefonią komórkową. W  kontroli Izba zbadała działalność administracji związaną z budową i funkcjonowaniem stacji bazowych. Okazało się, że brak jest przejrzystych przepisów normujących powstawanie takich stacji, które zapewniałyby już na tym etapie miarodajną ocenę narażenia na zwiększone promieniowanie elektromagnetyczne. Brak przepisów w połączeniu z uproszczonym modelem oceny oddziaływania stacji bazowych na środowisko nie gwarantuje, że nowe i modernizowane bazy nie spowodują przekroczenia w ich otoczeniu dopuszczalnego limitu promieniowania.

Nasza cywilizacja stoi przed nowym wyzwaniem. Jeszcze nie korzystamy z wszystkich możliwości, które daje nam sieć 4 G a już mówi się o powstaniu sieci 5 G. Naukowcy przypuszczają, że w technologii 5 G przesył danych będzie miał prędkość nawet do 100 gigabitów na sekundę. Dziś urządzenia pozwalają na prędkość do 300 megabitów na sekundę. Do tego na rynek wkracza internet rzeczy.  To sieć, w której nie ludzie a rzeczy będą porozumiewały się ze sobą. Na przykład lodówka w inteligentnym domu sama uzna, że brakuje jakiegoś produktu i zamówi go w internetowej hurtowni. To wszystko sprawi, że liczba stacji bazowych może wzrosnąć do poziomu w tej chwili niewyobrażalnego.

Wydaje się, że koniecznym jest dialog społeczny i powszechna edukacja a także transparentne procedury związane z powstawaniem nowej infrastruktury.

Źródło www.nik.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Barwa języka sygnałem różnych chorób

man-540500_1920-copy

Język powinien być jasnoróżowy. Jeśli ma inny odcień albo jest pokryty nalotem, może to sygnalizować poważne choroby – nie tylko w obrębie jamy ustnej. Lekarz może więc powiedzieć: „Pokaż mi swój język, a powiem, co ci dolega”.

Język, który jest zbudowany z mięśni, jest nam potrzebny m.in. do mówienia, jedzenia czy odczuwania smaku. Ale jego wygląd może też wiele powiedzieć o stanie naszego zdrowia.

– Zdrowy język jest jasnoróżowy, gładki i ma wilgotną śluzówkę pokrytą licznymi guzkami, zwanymi brodawkami językowymi. Jeśli jego wygląd odbiega od tego opisu i zauważamy niepokojące naloty czy zmianę zabarwienia, warto skonsultować się z lekarzem. Zmiany w wyglądzie języka mogą mieć swoje źródło w jamie ustnej, ale równie dobrze mogą świadczyć o problemach z trawieniem, układem krążenia czy obniżonej odporności – mówi dentysta Marcin Kopeć, z gabinetu Stankowscy & Białach Stomatologia w Poznaniu.

Ekspert podpowiada, jakie konkretne choroby i zaburzenia może sygnalizować kolor języka:

  • odcień biały (biały nalot, białe guzki lub plamki na powierzchni języka): może oznaczać pleśniawki (rodzaj infekcji grzybiczej wywołanej przez drożdżaki Candida albicans), które są szczególnie częste u osób chorujących na cukrzycę lub o osłabionej odporności, np. w przebiegu HIV/AIDS. Ale to nie wszystko. Biały odcień języka może też wiązać się z leukoplakią (inaczej rogowacenie białe), występującą najczęściej u osób palących papierosy czy nadużywających alkoholu. Nie można bagatelizować tego symptomu, bo leukoplakia zalicza się do stanów przednowotworowych i może prowadzić do raka błon śluzowych jamy ustnej.
  • odcień blady: może występować przy wadach wrodzonych serca u dorosłych, niedoborze żelaza, anemii, odwodnieniu, a także chorobach takich jak liszaj płaski, rak jamy ustnej czy kiła.
  • odcień ciemnoczerwony (a także malinowy czy truskawkowy): może wskazywać m.in. na zapalenie języka, niedobory witamin z grupy B (np. B12), a także płonicę (ostra choroba zakaźna wieku dziecięcego wywołana przez paciorkowce), chorobę Kawasaki (występującą najczęściej u małych dzieci). Zaczerwienienie języka może być również reakcją alergiczną na gluten lub też świadczyć o podwyższonej temperaturze. Co ciekawe, purpurowe zabarwienie samej końcówki języka, może być też oznaką silnego stresu.
  • odcień czarny (lub brunatny): to zazwyczaj symptom dolegliwości zwanej „włochatym językiem” (dochodzi wtedy do nadmiernego rogowacenia i wydłużenia brodawek nitkowatych, co sprawia, że język jest bardziej szorstki i wygląda jakby był „włochaty”). Do rozwoju tego zaburzenia przyczyniać się mogą m.in.: palenie papierosów, cukrzyca, nadmierne spożywanie alkoholu, mocnych herbat, kawy, przewlekła antybiotykoterapia, radioterapia szyi i głowy, suchość w jamie ustnej lub niedostateczna higiena jamy ustnej. Dolegliwość ta nie jest groźna dla zdrowa, ale wpływa na estetykę.
  • odcień brązowy: często spowodowany jest nadmiernym spożywaniem kawy i nałogowym paleniem. Brązowy nalot może też sygnalizować gromadzenie się w organizmie toksyn, czyli tzw. toksemię albo kwasicę.
  • żółty nalot: najczęściej jest skutkiem niedostatecznej higieny (m.in. braku oczyszczania języka), ale jeśli zmiana nawyków higienicznych nie pomaga to warto udać się na konsultację do gastrologa lub urologa. Gruby, żółty nalot często bowiem zdradza problemy z trawieniem i nieprawidłową pracę jelit lub też zakażenia układu moczowego. Może być również objawem żółtaczki, choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy, problemów z wątrobą lub pęcherzykiem żółciowym. Ale uwaga, żółty nalot może być też niegroźnym skutkiem jedzenia intensywnie barwiących przypraw takich jak kurkuma czy curry.
  • odcień niebieski (lub sinawy): może wskazywać na problemy z układem krążenia, np. na fakt, że serce nie pompuje prawidłowo krwi i w efekcie następuje niedotlenienie organizmu.

Innych możliwych powiązań między wyglądem języka a stanem zdrowia jest znacznie więcej, podobnie jak czynników wpływających na jego zabarwienie (np. ciąża, leki onkologiczne czy antybiotykoterapia).

Nic dziwnego, że eksperci radzą bacznie go obserwować i regularnie dbać o jego higienę (m.in. oczyszczać z nalotów specjalnym skrobakiem), obok obowiązkowego szczotkowania i nitkowania zębów.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

WSA: Przymusowa zamiana leków na biopodobne narusza prawa pacjentów

pill-1884777_1920-copy

Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w swoim wyroku utrzymał decyzję Rzecznika Praw Pacjenta, która stwierdzała, że  przymusowa konwersja chorych na leki biopodobne w szpitalu, narusza zbiorowe prawa pacjentów tego szpitala.

 Choć sprawa dotyczyła konkretnego szpitala, dotyczy wielu szpitali Polsce. Sąd wskazał w uzasadnieniu ustawy,  że:

  •  przy zastosowaniu leku w szpitalu kluczowe znaczenie ma aktualny stan wiedzy medycznej i decyzja lekarza (przy współudziale pacjenta)
  •  decyzja o zastosowaniu / zamianie terapii nie może być podyktowana wyłącznie wynikiem przetargu w placówce.
  •  specyfika leków biologicznych uzasadnia ostrożność przy zamianie.

Wyrok WSA nie jest jeszcze prawomocny i może być obiektem zaskarżenia do NSA.

Źródło: za www.politykazdrowotna.com

Fot. www.pixabay.com

Zbyt mało węglowodanów w diecie skraca życie?

breads-387544_1920-copy

To FAKT! W ostatnich latach popularność zyskały diety niskowęglowodanowe. Faktycznie, pozwalają schudnąć, ale ceną może okazać się nowotwór lub choroby układu krążenia.

Do takich diet zaliczamy na przykład: dietę Atkinsa czy dietę Kwaśniewskiego, w których ogranicza się węglowodany, a zjada dużo mięsa i tłuszczu.

Prof. Maciej Banach z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zaprezentował na wrześniowym kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyniki badań swojego zespołu, z których płynie jednoznaczny wniosek: dieta o niskiej zawartości węglowodanów (poniżej 215 gramów na dobę) stosowana w dłuższym okresie jest niekorzystna dla zdrowia.

Dla porównania: łyżeczka cukru to 5-10 gramów węglowodanów. Produkty bogate w węglowodany to pieczywo, makarony, owoce, warzywa.

Zdaniem prof. Banacha maksymalny okres stosowania tego rodzaju diety to sześć do 12 miesięcy. Dłuższy czas, już powyżej jednego roku, skutkuje wzrostem ryzyka śmierci z powodu nowotworu (o 36 proc., jeśli jest stosowana powyżej 6 lat) oraz wzrostem ryzyka śmierci z powodu choroby układu krążenia (analogicznie o 50 proc.).

Zespół profesora dokonał analizy na podstawie danych sześcioletnich obserwacji prawie 25 tys. osób. Co istotne – o ile w badaniach obserwacyjnych wysuwane są często wnioski na podstawie deklaracji pacjentów co do jadłospisu, tu sposób odżywiania codziennie kontrolował odpowiednio wyszkolony personel – są to zatem bardzo wiarygodne dane.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Lek przeciwzakrzepowy wycofany z obrotu.

syringe-1884784_1920

Fraxiparine Multi to popularny lek pomagającym w zapobieganiu tworzenia się zakrzepów w naczyniach krwionośnych lub w leczeniu zakrzepów już uformowanych., w postaci roztworu do wstrzykiwań, podawany podskórnie lub dożylnie. Fraxiparine Multi został wycofany z obrotu ze względu na niebezpieczeństwo zanieczyszczenia leku na etapie produkcji. Jest to decyzja własna Aspen Pharma Trading Limited. Fraxiparine Multi (nadroparin calcium) jest lekiem

Źródło: www.gif.gov.pl

Fot. www.pixabay,com

Aerozol z e-papierosów szkodzi płucom?

beauty-2843930-copy

To FAKT! E-papierosy są reklamowane jako mniej szkodliwe, ponieważ nie ma procesu spalania i palacz nie wdycha dymu z tysiącami substancji przyczyniających się do rozwoju chorób, zwłaszcza płuc. Jednak e-papierosy także mogą szkodzić układowi oddechowemu.

Wątpliwości wokół e-papierosów jest coraz więcej. Są stosunkowo nowym produktem i w związku z tym nie jest możliwe poznanie ich długofalowego oddziaływania na organizm. Jednak wciąż powstają kolejne badania sprawdzające, jak wdychanie aerozolu z e-papierosów wpływa na zdrowie.

Rok temu ukazała się w „American Journal of Physiology – Lung Cellular and Molecular Physiology” praca grupy naukowców, która dokonała systematycznego przeglądu badań sprawdzających wpływ e-papierosów na układ oddechowy. Uwzględnili publikacje z badań przeprowadzonych na komórkach, zwierzętach i z udziałem ludzi. „Podsumowując, rośnie liczba dowodów z badań in vitro, na modelach zwierzęcych i na ludziach, które sugerują, że używanie e-papierosów ma istotnie toksyczny wpływ na układ oddechowy” – ogłosili w konkluzji swojej pracy.

Dwanaście miesięcy później to samo czasopismo opublikowało pracę z badań przeprowadzonych na myszach, z których wynika, iż wdychanie zawartych w aerozolu e-papierosów substancji, zwłaszcza zapachowych, powoduje rozwój stanów zapalnych w płucach i zaburza ich czynność.

Co zawiera aerozol w e-papierosach?

Do cieczy w e-papierosach, z której po podgrzaniu powstaje aerozol, dodawane są (poza nikotyną) m.in. glikol propylenowy i często różne związki zapachowe. Glikol propylenowy to bezbarwna i bezwonna substancja, która jest stosowana w żywności i lekach. Eksperci są zdania, że w takich ilościach, w jakich znajduje się w żywności czy lekach i podany drogą pokarmową, glikol propylenowy nie powoduje szkód. Jednocześnie uważają, że ten sam związek chemiczny, gdy przedostaje się drogą oddechową, może mieć szkodliwy wpływ na organizm.

Jak na wdychanie aerozolu z e-papierosów reaguje układ oddechowy?

Naukowcy z Uniwersytetu w Atenach w Grecji prowadzili badania na czterech grupach myszy, które przez krótszy (trzy dni) lub dłuższy (cztery tygodnie) czas – były narażone na działanie różnych substancji chemicznych w powietrzu.

Jedna grupa gryzoni była narażona na wdychanie dymu papierosowego, a kolejne na wdychanie aerozolu z e-papierosów, który zawierał:

  • glikol propylenowy i glicerynę pochodzenia roślinnego (z której glikol propylenowy powstaje);
  • glikol propylenowy i glicerynę roślinną wraz z nikotyną;
  • glikol propylenowy i glicerynę roślinną wraz z nikotyną i substancją zapachową.

Grupa kontrolna oddychała powietrzem niczym niezanieczyszczonym.

Okazało się, że już po trzech dniach wdychania składników aerozolu z e-papierosów, zwłaszcza tych z nikotyną i substancjami zapachowymi, nasilił się stan zapalny w płucach i oskrzelach myszy (na podstawie badania płynu oskrzelowo-pęcherzykowego – BASF). Ponadto doszło do nadprodukcji śluzu i wzrostu natężenia tzw. stresu oksydacyjnego (nadmiar wolnych rodników uszkadzających ważne składniki komórek) na poziomie zbliżonym, a nieraz nawet większym niż u myszy narażonych na dym papierosowy.

Po trzech dniach u wszystkich myszy wdychających glikol propylenowy obserwowano zmianę elastyczności tkanek w płucach oraz większy opór dróg oddechowych, który przekłada się na zmniejszenie przepływu powietrza. Jednak po czterech tygodniach zmiany mechaniki płuc dotyczyły już tylko myszy wdychających dym papierosowy.

Jak oceniają autorzy pracy, wyniki tego badania wskazują, że ekspozycja na opary z e-papierosów może pobudzać procesy zapalne w układzie oddechowym i negatywnie wpływać na mechaniczną czynność płuc. W wielu przypadkach dodatek substancji zapachowej w e-papierosach nasila te szkodliwe efekty.

Ich zdaniem dowodzi to, że zarówno stosowanie e-papierosów, jak i palenie papierosów konwencjonalnych szkodzi płucom.

Co wiemy o wpływie e-papierosów na układ oddechowy ludzi?

Grecy przeprowadzili badanie na myszach, ale trzeba mieć na uwadze, że wcześniej dwa inne zespoły badaczy, które sprawdzały wpływ e-papierosów na ludzki układ oddechowy wykazały, że użytkownicy e-papierosów mają większą podatność na stany zapalne w płucach i oskrzelach niż osoby ich nie stosujące, niezależnie od tego, czy użytkownicy e-papierosów wcześniej palili tradycyjne papierosy, czy nie (wcześniejsze stosowanie tradycyjnych papierosów mogłoby sugerować, że stany zapalne w układzie oddechowym są pochodną wcześniejszego wdychania dymu).

Naukowcy zwracają szczególną uwagę na to, że dotychczasowe badania wskazują na znaczną szkodliwość substancji zapachowych, które są obecne w aerozolach e-papierosów. Zawiera je większość tzw. liquidów (cieczy) stosowanych w tych urządzeniach, natomiast zwykle nie ma ich tradycyjnych papierosach.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

 

Odra to niegroźna choroba wieku dziecięcego?

sad-3176411-copy

To MIT! Chyba, że ktoś za niegroźną chorobę uznaje taką, w wyniku której od 1/3 do 1/4 chorych z powodu stanu zagrożenia zdrowia lub życia trafia do szpitala.

A tak dzieje się w przypadku odry. Nawet jeśli jednak pacjent znajduje się wśród tych, którzy odrę mogą przeleżeć w domu, trudno mówić o łagodnym przebiegu tej choroby.

Objawy odry to:

  • Wysoka gorączka – do 40 stopni (małe dzieci przy takiej temperaturze ciała mogą mieć drgawki gorączkowe) – która trwa kilka dni;
  • Światłowstręt;
  • Zapalenie spojówek;
  • Suchy, męczący kaszel;
  • Pod koniec choroby – mało estetyczna wysypka na ciele;
  • Ból gardła;
  • Ogólne rozbicie.

Odra może też zakończyć się powikłaniami.

Powikłania odry:

  • Zapalenie ucha (dość częste – 7-9 osób na 100 chorujących na odrę) – zwłaszcza u małych dzieci może doprowadzić do uszkodzenia słuchu;
  • Zapalenie płuc (dość częste – 1-6 osób na 100 chorujących na odrę)  – główna przyczyny śmierci małych dzieci chorujących na odrę.
  • Zapalenie mózgu (rzadkie – 1 osoba na 1000 chorujących na odrę) – może doprowadzić do śmierci lub kalectwa.
  • Podostre stwardniejące zapalenie mózgu (bardzo rzadkie – 1 osoba na 100 000 chorujących na odrę) – nieuleczalna, postępująca i doprowadzająca do śmierci choroba, która może się rozwinąć w wyniku odry w kilka lat po jej przechorowaniu.

Dodajmy, że na odrę najczęściej chorują dzieci, ale mogą na nią zachorować również dorośli – przede wszystkim ci, którzy nie przebyli tej choroby w dzieciństwie albo też ci, którzy nie zostali prawidłowo zaszczepieni przeciwko odrze (czyli dwoma dawkami szczepionki).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com