Promieniowanie UV niebezpieczne dla oczu. Jak mądrze chronić wzrok przed słońcem?

people-2559572_1920

Ponad połowa – bo aż 56% Polaków – nie przywiązuje dostatecznej wagi do ochrony oczu przed niebezpiecznym promieniowaniem ultrafioletowym, a jedynie 6% pamięta o odpowiednim ich zabezpieczeniu przed UV niezależnie od pogody.* Na działanie promieniowania ultrafioletowego jesteśmy narażeni codziennie, przez cały rok. Jednak to okres letni i zimowy jest czasem szczególnie wzmożonej ekspozycji na słońce. Chociaż światło jest niezbędne w procesie widzenia, jego nadmiar może w dużej mierze zaszkodzić oczom. Jak zatem prawidłowo zadbać o wzrok latem?

Nie jest tajemnicą, że nasze oczy przed promieniowaniem powinniśmy chronić cały czas, o każdej porze dnia i roku. Pod jego wpływem powstają wolne rodniki, które poważnie szkodzą naszej skórze i oczom. Ochrona w postaci ronda kapelusza, daszka czy parasola nie wystarczy. Mimo że słońce jest nam niezaprzeczalnie potrzebne do życia – poprawia nastrój, dostarcza niezbędnej dla prawidłowego rozwoju i utrzymania organizmu w dobrej kondycji witaminy D – jego nadmiar i niewystarczająca przed nim ochrona wiąże się z wieloma zagrożeniami i może pociągać za sobą nieodwracalne, negatywne skutki dla naszego zdrowia.

Dlaczego promienie UV są groźne dla naszego wzroku?

Słońce emituje promienie ultrafioletowe w trzech zakresach: UVA, UVB oraz UVC – tylko dwa pierwsze docierają do Ziemi. Oczy niestety bardzo „chętnie” absorbują promieniowanie UV. Brak ich odpowiedniej ochrony może prowadzić do uciążliwych dolegliwości, a w konsekwencji – groźnych schorzeń. W momencie absorbcji promieniowania (rogówka absorbuje głównie UVB, soczewka zaś UVA) dochodzi do przekazania tkance oka całej energii. W tym samym momencie – jeśli nie jest ono dostatecznie chronione – może dojść do poważnych uszkodzeń w obrębie jego struktury, nie tylko na powierzchni, ale i wewnątrz. Zbyt duża dawka UV zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia katarakty. Soczewka oka nie ma naturalnych zdolności regeneracyjnych, dlatego wszelkie negatywne zmiany są nieodwracalne i prowadzą do późniejszych chorób. Nawet jeśli na drodze ewolucji wypracowaliśmy mechanizmy obronne, mające chronić nas przed promieniowaniem UV (mrużenie oczu, zmniejszenie źrenicy w reakcji na światło, obecność w komorze przedniej oka kwasu askorbinowego), to niestety nie są one wystarczająco skuteczne.

Skutki nadmiernej ekspozycji oczu na UV

Szczyt ekspozycji oczu na promieniowanie UV latem nie przypada – wbrew powszechnemu przekonaniu – w samo południe (wówczas bowiem, kiedy słońce znajduje się wysoko nad głową, barierę ochronną oczu stanowią łuki brwiowe), a o godzinie 9.00 rano oraz między 14.00 a 15.00. Zimą natomiast ekspozycja na UV może być nawet 100 razy większa niż latem, ponieważ promienie słoneczne odbijają się od śniegu. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym, na który powinniśmy zwrócić uwagę, jest zapalenie spojówek i nadwrażliwość na światło. Towarzyszy temu zazwyczaj pieczenie, łzawienie, zaczerwienienie i uczucie piasku w oczach. Natomiast przewlekła ekspozycja oczu na promieniowanie UV może skutkować już przyspieszonym rozwojem schorzeń soczewki – na przykład zaćmy.

Jak powinna wyglądać odpowiednia ochrona?

Wystarczy zastosować się do kilku prostych zasad, by odpowiednio uchronić oczy przed negatywnymi skutkami działania promieniowania UV.
  1. Latem i zimą zaopatrz się w okulary przeciwsłoneczne z wysokiej klasy filtrem UV i upewnij się, że posiadają stosowny certyfikat producenta. Wybieraj te, które blokują 99 – 100 proc. promieniowania UVA i UVB.
  2. Idealnie dobrane okulary przeciwsłoneczne są szerokie na tyle, by chroniły całe oczy, a nie tylko ich część.
  3. Latem pamiętaj o kapeluszu z szerokim rondem lub czapce z daszkiem – będą stanowić dodatkową ochronę przed promieniami słonecznymi.
  4. Nawet jeśli nosisz soczewki kontaktowe, które zapewniają częściową ochroną przed UV, nie rezygnuj z okularów przeciwsłonecznych.
  5. Nie zapominaj o diecie bogatej w luteinę – to naturalny filtr siatkówki oka, chroniący przed UV. Wprowadź do swojego jadłospisu zielone warzywa, jak: szpinak, brokuły, sałatę, natkę pietruszki oraz pamiętaj o żółtych, czerwonych i pomarańczowych warzywach i owocach – to doskonałe źródło przeciwutleniaczy, chroniących przed działaniem wolnych rodników.

Szkła Transitions® – inteligentna alternatywa dla okularów przeciwsłonecznych

Świetne rozwiązanie dla osób, które zmuszone są często zmieniać okulary w ciągu dnia. Szkła Transitions® mają zdolność zmiany swojego zabarwienia pod wpływem działania promieniowania UV. W momencie ekspozycji na światło zaczynają zmieniać swoją strukturę, powodując ciemnienie soczewek – czyli w pomieszczeniach pozostają przejrzyste i zachowują się jak zwykłe okulary korekcyjne, a na zewnątrz automatycznie się zaciemniają i chronią oczy przed rażącym słońcem.

Teraz również dla prezbiopów

Prezbiopia jest efektem naturalnych zmian narządu wzroku, zachodzących z wiekiem. Dotyczy niemal każdej osoby po 40. roku życia i objawia się trudnościami z wyraźnym widzeniem z bliska, zwłaszcza przy słabym oświetleniu – tzw. „starcza ślepota”. Nie da się jej zatrzymać (jest to postępujący, pogłębiający się proces), natomiast są sposoby, by złagodzić jej skutki. Odkąd stworzono szkła progresywne, które umożliwiają ostre widzenie zarówno bliży, jak i dali, prezbiopia nie jest już problemem. Przekonuje do tego również kampania Czas na Wzrok 40+, której celem jest edukacja w tym zakresie ludzi po 40. roku życia. Szkła Transitions® dedykowane są również prezbiopom. Zapewniają komfort widzenia bliży i dali, o każdej porze dnia i roku, bez konieczności wymiany okularów na przeciwsłoneczne. Dla osób prowadzących pojazdy zaleca się natomiast stosowanie szkieł EyeDrive w wersji Transitions® Xtractive – zaciemniają się umiarkowanie za szybą samochodu, co oznacza, że w słoneczny dzień zapewnią komfort jazdy każdemu kierowcy.
Więcej na temat prezbiopii oraz kampanii CZAS NA WZROK 40+ na stronie www.czasnawzrok.pl.

Źródło cytowanych danych statystycznych: badanie opinii, postaw, zwyczajów i wiedzy na temat dbania o wzrok, przeprowadzone na zlecenie Grupy Essilor przez PBS Sp. z o.o. w styczniu 2018 r, na reprezentatywnej grupie Polaków n=602 w wieku 40-55 lat.

Źródło: materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Jak przechowywać leki w czasie upału?

medications-257344_1920-copy

Kiedy za oknem i w domu temperatura oscyluje wokół 30 stopni, warto schować leki w chłodne, zacienione miejsce. W przeciwnym razie mogą stać się kompletnie bezużyteczne.

Fale upałów, jakie ostatnio obserwowaliśmy w Polsce, mogą być nie tylko dokuczliwe dla ludzi i zwierząt, ale wpływać na właściwości medykamentów przechowywanych w domowych apteczkach.

– Trzeba pamiętać, że wszystkie leki są aktywne, jeżeli przechowuje się je w temperaturze  pokojowej, czyli 18-20, maksymalnie 22 stopnie Celsjusza. Na pewno nie 28 czy 30 stopni – mówi prof. Bogusław Okopień, krajowy konsultant ds. farmakologii klinicznej, z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Katedry Farmakologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Nie oznacza to, że od razu należy chować leki do lodówki. Według prof. Okopienia wystarczy umieścić je w chłodnym miejscu. Jeśli w domu jest piwnica lub spiżarnia lub schowana głęboko szafka – na pewno panująca tam temperatura będzie na tyle niska, by medykamenty zachowały swoje lecznicze właściwości.

Nie wolno jednak kłaść pełnych opakowań  czy samych blistrów z tabletkami na słońcu.

– Można sobie wyobrazić taką sytuacje:  nasłoneczniona kuchnia, siadam do śniadania, zażywam leki. Nie chce mi się ich chować – kładę je na parapet. A tam pada światło słoneczne i jest temperatura powyżej 30 stopni – ostrzega prof. Okopień.

Takie leki mogą przestać działać.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie
O przechowywaniu leków, w chłodnych i zacienionych miejscach należy pamiętać również na wakacjach. Na przykład cukrzycy, którzy zabierają ze sobą insulinę zazwyczaj wiedzą, że musi być ona przechowywana w lodówce. A lodówka nie zawsze jest w pokoju.

– W temperaturze powyżej 30 stopni insulina może stracić właściwości. Chory będzie ją wstrzykiwał, ale nie osiągnie spodziewanego efektu. Po paru dniach może pojawić się problem hiperglikemii. I nie jest winny pacjent, bo na przykład zaniedbał dietę – przestrzega prof. Okopień.

Stąd zawsze latem i w podróży, chowajmy leki w miejsca, gdzie wiemy, że jest wystarczająco chłodno. Nie w każdej turystycznej miejscowości jest dobrze zaopatrzona apteka i całodobowo dostępny lekarz, który wypisze nam receptę.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Sprawdź, czy upał zmienia działanie Twoich leków

drugs-2907982_1920-copy

Przyjmujesz antydepresanty, antybiotyki, leki moczopędne? Raczysz się naparem z dziurawca? W letnie upały musisz szczególnie uważać. Sprawdź, jak przyjmować niektóre leki, gdy temperatura dobija do 30 stopni.

Upały, zwłaszcza takie powyżej 30 stopni Celsjusza, stanowią nie lada wyzwanie dla dzieci, osób starszych czy chorych. Najgorzej będą je znosić osoby z wahającym się ciśnieniem krwi, ze skłonnością do hiperglikemii, otyłe. Zażywają one zazwyczaj rozmaite leki i powinny pamiętać, że wiele w wysokich temperaturach wiele medykamentów działa inaczej lub człowiek może różnie na nie reagować.

Leki moczopędne a wysoka temperatura

Jednymi z nich są środki moczopędne (diuretyki), które stosuje się, by zmniejszyć obciążenie płynowe organizmu w przypadku chorych z nadciśnieniem i niewydolnością serca.

– W czasie gorących letnich miesięcy w sposób naturalny więcej wypacamy wody, a i zdarzają się biegunki, bo pacjenci częściej jedzą np. niedokładnie umyte owoce. Jeżeli mamy biegunkę, intensywnie się pocimy i do tego są stosowane leki moczopędne, zaczyna pacjentowi brakować wody w organizmie. I to może prowadzić do reakcji hipotensyjnej, czyli nadmiernego obniżenia ciśnienia tętniczego – prof. Bogusław Okopień, krajowy konsultant ds. farmakologii klinicznej, z  Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Katedry Farmakologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Nie odstawiaj leków na własną rękę 
Uwaga! W przypadku nadmiernego obniżenia ciśnienia nie wolno odstawiać leków na własną rękę, taką decyzje może podjąć tylko lekarz: specjalista lub pierwszego kontaktu.

Rozwiązanie problemu? Trzeba po prostu więcej pić. – W czasie takich upałów jak teraz, jeżeli nie ma restrykcyjnych zaleceń od lekarzy – bo czasami są takie przypadki – pacjent powinien wypić dwa i pół litra płynów, a nawet trzy na dobę – mówi prof. Okopień.
Nie można zapominać o tym, że w przypadku odwodnienia zmniejsza się w organizmie  stężenie elektrolitów, głównie sodu i potasu, a to może być wyjątkowo niebezpieczne dla zdrowia, zwłaszcza u osób z problemami sercowymi.  Spadek poziomu potasu skutkuje najczęściej arytmiami.

– Jeżeli pacjent cierpi z powodu choroby niedokrwiennej serca, arytmii komorowej czy nadkomorowej i jeszcze spadnie mu stężenie potasu, może odczuwać przyspieszone, nierówne bicie serca.  Można sobie z tym poradzić, najlepiej wypijając w ramach obowiązkowych 2,5 litra płynów sok pomidorowy czy wielowarzywny, które zawierają naturalny potas – radzi prof. Okopień.
Profesor przypomina, że o przepisaniu preparatów zawierających ten pierwiastek może zadecydować jedynie lekarz. Jeżeli spadkowi poziomu potasu towarzyszy również niedobór magnezu (objawiający się m.in. skurczami czy drganiem powiek) można schrupać kilka migdałów, które są prawdziwą magnezową bombą.

Co do sodu, wiadomo, że nadmiar tego pierwiastka w organizmie prowadzi do podwyższonego ciśnienia tętniczego krwi. Stąd podstawą leczenia nadciśnienia jest ścisła dieta niskosodowa, zatem ograniczająca spożycie soli.

– W czasie upałów te regulacje mogą być nieco poluzowane. Nie znaczy to, że bierzemy łyżkę soli i wrzucamy ją do zupy. Wystarczy, żeby zalecone przez lekarzy niskosodowe wody mineralne na czas upałów zmienić na średnio czy wysoko zmineralizowane. Jest w nich więcej sodu. Wszystko zależy od zaawansowania nadciśnienia czy niewydolności serca. – mówi prof. Okopień.

Uwaga! Pacjenci często mylą zmineralizowanie wody z nasyceniem dwutlenkiem węgla. Nie ma to ze sobą nic wspólnego, nasycenie CO2 ma bardziej znaczenie smakowe, trzeba też pamiętać, że u pacjentów z zaawansowaną chorobą wrzodową wody gazowane raczej są niewskazane.

Po czym poznać, że w organizmie brakuje sodu? Objawem bywa stan splątania, zwłaszcza u ludzi starszych, którzy mają też zaawansowaną miażdżycę. Tracą orientację, co do miejsca i czasu, w którym się znajdują.

Dziurawiec, kiedy (nie)pić

Kiedy gorąco, częściej chodzimy w ubraniach z krótkim rękawem, bluzkach na ramiączkach, odsłaniających nogi. Tymczasem istnieje wiele medykamentów, które są fototoksyczne. To znaczy, uwrażliwiają komórki skóry na światło słoneczne. Jednym z nich jest wywar, czy też wyciąg z dziurawca. Stosowany jest on w leczeniu depresji, wspomaga wątrobę. Zawiera alkaloid – hyperycynę.

– Może ona powodować fotodermatozy, uczulenie na światło słoneczne. W najlżejszym przypadku nadmierna eskpozycja na słońce może prowadzić do wyprysku, a w najgorszych – do złuszczającego zapalenia skóry. Te fotodermatozy mogą wymagać nawet leczenia szpitalnego – ostrzega prof. Okopień.

Leki fototoksyczne

Inną grupą leków, których zażywanie i nadmierna ekspozycja na słońce mogą doprowadzić do zapaleń skóry, są antybiotyki z grupy  fluorochinolonów. Stosuje się je m.in. w leczeniu zakażeń układu moczowego, przez stomatologów np. po ekstrakcji, czy przy zapaleniu oskrzeli. To cyprofloksacyna, ofloksacyna, pefloksacyna. Ponadto do fotodermatoz mogą prowadzić antybiotyki tetracyklinowe: np. tetracyklina czy doksycyklina. Ta ostatnia jest często stosowana po pogryzieniu przez kleszcze jako profilaktyka zakażenia boreliozą.

– Doradzałbym pewną ostrożność, bo zażycie po ukąszeniu przez kleszcza doksycykliny a później marsz po nasłonecznionym miejscu może skutkować właśnie wypryskiem – mówi prof. Okopień.

Inne leki fototoksyczne:

  • chemioterapeutyki stosowane w leczeniu nowotworów,
  • środki przeciwhistaminowe,
  • immunosupresanty, stosowane w chorobach autoimmunologicznych.

Stosując jakikolwiek medykament zawsze warto przeczytać ulotkę, bo opisane są w niej wszystkie ewentualne efekty niepożądane.  A w razie konieczności przyjmowania leków, które mogą być fototoksyczne, należy chronić się przed słońcem, nosząc przewiewne ubrania zasłaniające skórę, kapelusze i regularnie (czyli kilka razy dziennie) stosując kremy z wysokim filtrem.

Leki obkurczające naczynia, czyli np. niektóre antydepresanty

Ostatnią klasą leków, których zażywanie w upały może przynieść niespodziewane rezultaty mogą być związki obkurczające naczynia. Takie działania mają na przykład niektóre środki stosowane w leczeniu depresji, część neuroleptyków czy preparaty zawierające efedrynę (stosowaną często np. w środkach na przeziębienie).

– W krajach arabskich ochrona przed upałem polega na piciu gorącej zielonej czy czarnej herbaty. W ten sposób pobudza się receptory wrażliwe na ciepło w jamie ustnej i u nasady języka. Organizm sam uruchamia wtedy ochronę przed przegrzaniem.  Ta obrona polega na rozszerzaniu się naczyń skórnych i poceniu. Odwrotną sytuacje możemy zaobserwować, gdy zastosujemy związki obkurczające naczynia – opowiada prof. Okopień.

W ten sposób naturalna obrona przed ciepłem będzie zmniejszona, organizm może się przegrzać.

Warto jednak podkreślić, że właściwa ochrona przed słońcem i upałem wskazana jest dla wszystkich, nie tylko osób zażywających leki. Lato jest przyjemne, lecz w zbyt dużych dawkach może być niebezpieczne. Dla każdego.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Czy witamina C chroni przed rakiem?

background-1239436_1920-copy

Wbrew wielu obiegowym opiniom i medialnym doniesieniom, nie ma wciąż wystarczających dowodów naukowych na to, że witamina C, selen lub czosnek zmniejszają ryzyko raka.

Niemal każdego dnia jesteśmy bombardowani przez media i znajomych kolejnymi, huraoptymistycznymi informacjami o prozdrowotnych działaniach różnego rodzaju witamin, produktów spożywczych albo diet. I choć tego typu rewelacje z reguły dodają nam otuchy i poprawiają nastrój, to jednak bardzo często okazują się być nieprawdziwe, w części lub też całości.

– Jakiś czas temu przeanalizowaliśmy blisko 500 artykułów dotyczących prawidłowego żywienia, opublikowanych w poczytnych gazetach i czasopismach. Okazało się, że prawie połowa informacji zawierała fałszywe treści, a kilkanaście procent stanowiły poważne błędy – ostrzega prof. Wojciech Roszkowski z Katedry Żywienia Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (SGGW).

Ponieważ nieprawdziwe lub niepełne informacje na temat zdrowia mogą wyrządzić ludziom wiele szkody, prof. Roszkowski apeluje o bardzo krytyczne podejście do przekazów medialnych na temat związków między żywnością i żywieniem a zdrowiem. Dotyczy to również przekazów powołujących się na badania naukowe.

Czy można wierzyć badaniom naukowym?

– Podstawą do formułowania wniosków z badań o wpływie żywienia na zdrowie jest analiza przyczynowości. Ale wnioskowanie takie jest zazwyczaj przypuszczeniem, więc choć poparte dostępnymi dowodami, to zawsze pozostawia cień niepewności. O wynikach takich badań powinno się więc mówić ostrożnie, nie traktując ich jako 100-procentową prawdę. Tylko pseudonaukowcy podają wnioski z badań autorytatywnie jako pewne, często powołując się przy tym na tradycję, naturalność czy natychmiastowe efekty – mówi prof. Wojciech Roszkowski.

Jak zwykły człowiek może odnaleźć się w tym chaosie i skąd ma wiedzieć, którym informacjom można wierzyć?

Ekspert podpowiada, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i inne poważne instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym różnicują dowody naukowe na co najmniej cztery kategorie: przekonujące, prawdopodobne, możliwe i niewystarczające (biorąc pod uwagę siłę tych dowodów).

Dzięki publikowanym przez WHO i inne instytucje raportom, oceniającym siłę aktualnych dowodów naukowych na temat wpływu różnego rodzaju czynników (np. żywieniowych) na ludzkie zdrowie, można zweryfikować prawdziwość wielu krążących wokół sensacyjnych informacji.

Dieta antyrakowa: co o niej wiemy?

Na przykład, na podstawie przekazów medialnych, wiele osób w ostatnich latach uwierzyło w to, że witamina C, E, cynk, selen, kwasy tłuszczowe omega-3 albo niektóre składniki czosnku, zawarte w produktach spożywczych bądź suplementach diety, mogą skutecznie chronić ludzi przed zachorowaniem na raka. Tymczasem, prof. Wojciech Roszkowski informuje, powołując się na dane WHO, że dowody naukowe na to, iż wymienione wyżej składniki diety zmniejszają ryzyko chorób nowotworowych są wciąż niewystarczające.

Nieco więcej dowodów na ochronne, przeciwnowotworowe działanie nauka ma już w odniesieniu do błonnika pokarmowego. Ale i tak siła dowodów w tej sprawie zaliczana jest tylko do kategorii „możliwe”.

Co zatem należy jeść, żeby skutecznie zapobiegać chorobom nowotworowym?

Eksperci uznają za prawdopodobne dowody naukowe na to, że ryzyko raka zmniejsza spożywanie warzyw i owoców. Dotyczy to w szczególności raka jamy ustnej, przełyku, żołądka i jelita grubego.

Ale jako najskuteczniejszy czynnik chroniący przed nowotworami eksperci uznają jednak aktywność fizyczną. Dowody naukowe na to są uznawane przez ekspertów jako przekonujące, choć dotyczy to przede wszystkim raka jelita grubego.

Dużo więcej wiadomo jednak na temat czynników zwiększających ryzyko raka. Nauka dysponuje już przekonującymi dowodami na to, że ryzyko to zwiększają: nadwaga i otyłość, alkohol, nadmierne spożycie mięsa przetworzonego i aflatoksyny (toksyny wytwarzane przez grzyby pleśniowe).

Czy mięso jest zdrowe?

– Niestety, w nauce często bardzo trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy coś jest zdrowe czy nie – mówi prof. Wojciech Roszkowski.

Ekspert podkreśla, że w zależności od dawki wszystko może być trucizną albo i nie. Jako przykład podaje mięso i jego przetwory, które są bogatym źródłem białka o wysokiej wartości odżywczej, zawierają dużo żelaza hemowego o wysokiej biodostępności, dużo cynku i miedzi czy też witamin z grupy B.

– Można je więc uznać za produkty o wysokiej wartości odżywczej. Ale eksperci z Międzynarodowej Agencji ds. Badań nad Rakiem (IARC), na podstawie analizy 800 wysokiej jakości publikacji naukowych z okresu 20 lat, zaklasyfikowali nadmierne spożycie mięsa przetworzonego jako przekonująco kancerogenne dla człowieka, a mięso czerwone jako prawdopodobnie kancerogenne – mówi prof. Roszkowski.

Fakty są takie, że niezbędne dla zdrowia żelazo (zawarte w mięsie, zwłaszcza czerwonym) w nadmiarze może być szkodliwe i uszkadzać cząsteczki naszego DNA.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że eksperci Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ) w aktualnych zaleceniach dla dorosłej populacji Polski radzą ograniczyć spożycie mięsa (zwłaszcza czerwonego) i przetworzonych produktów mięsnych do zaledwie 0,5 kg / tydzień.

Mity i półprawdy o żywności i żywieniu

Prof. Roszkowski podkreśla, że lista rozpowszechnianych przez media mitów i fikcji na temat żywności i żywienia jest bardzo długa. I podaje kilka przykładów: ser biały jest najlepszym źródłem wapnia, można schudnąć bez żadnej diety i wyczerpujących ćwiczeń fizycznych tylko dzięki suplementom diety, powinniśmy jeść jak najwięcej ryb, seniorzy nie powinni pić mleka.

Ekspert do osobnej kategorii zalicza półprawdy. Należą do nich np. takie tezy: mleko szkodzi zdrowiu, produkty bez konserwantów są zdrowsze i smaczniejsze, etc.

Skąd jego zdaniem bierze się tak wiele mitów i półprawd w mediach?

Do najważniejszych tego przyczyn prof. Roszkowski zalicza: powierzchowność i pośpiech w pracy dziennikarzy, chęć wywołania sensacji, działalność celebrytów, pogoń za sławą i rozgłosem w nauce, a także komercyjne wpływy producentów żywności i lobbystów.

Gdzie szukać wiarygodnych informacji o zdrowiu?

Na koniec warto przypomnieć, że od niedawna Polacy dysponują już nowoczesnym, rzetelnym i do tego bezpłatnym źródłem informacji o żywności i żywieniu, dostępnym przez internet. Jest nim Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, prowadzone przez ekspertów Instytutu Żywności i Żywienia.

W kontekście wiarygodności informacji na temat zdrowia i jego uwarunkowań warto też wiedzieć co dokładnie oznacza, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, określenie „aktualny stan wiedzy medycznej”. Otóż, aby uznać, że działanie lekarza jest zgodne z aktualną wiedzą medyczną, stosowane przez niego metody (diagnostyczne, profilaktyczne i lecznicze) muszą znajdować odzwierciedlenie w najnowszych:

  • wydaniach podręczników dla studentów medycyny,
  • wytycznych, rekomendacjach czy opiniach zespołów ekspertów wydawanych przez medyczne towarzystwa naukowe,
  • tzw. przeglądach systematycznych i metaanalizach dotyczących danej dziedziny (rodzaje badań naukowych).

W szczególnie ważnych i nurtujących nas kwestiach warto więc samemu sięgnąć do źródła informacji, a więc do oryginalnych publikacji naukowych zawierających wyniki konkretnych badań, pamiętając aby koniecznie przeczytać znajdujące się na końcu takich publikacji uwagi o ograniczeniach badania. Dopiero te informacje pozwalają na właściwą interpretację wyników danego badania.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Seniorzy bardziej narażeni na skutki upału?

senior-3336451_1920-copy

To FAKT! Osoby w podeszłym wieku są z przyczyn fizjologicznych, a czasami też psychologicznych, są bardziej narażeni na odwodnienie. Lekarze apelują, by w czasie upału dbali o picie odpowiedniej ilości płynów i nie przebywali na zewnątrz w godzinach 10-17.

– W tym wieku szczególnie niebezpieczne jest odwodnienie, które zaburza pracę wielu narządów, m.in. nerek – mówi lekarz rodzinny Joanna Zabielska- Cieciuch, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego. – Osoby starsze są na nie narażone dlatego, że w mniejszym stopniu odczuwają pragnienie. Według niektórych badań wynika to z pogarszającego się z wiekiem funkcjonowania tych obszarów mózgu, które za to odpowiadają. Niektórzy pacjenci tłumaczą, że przyjmują niewiele płynów po to, by nie korzystać zbyt często z toalety, co jest dla nich uciążliwe np. z powodu niepełnosprawności. Bez względu jednak na przyczyny ograniczania napojów, jest to niebezpieczne dla ich zdrowia. Dlatego zwłaszcza w gorące dni nie czekajmy, aż nasz bliski senior poprosi o coś do picia, tylko zadbajmy o to, by zawsze miał pod ręką przysłowiową szklankę wody, przypominajmy regularnie, by się napił, sprawdźmy czy to zrobił. Warto też pomyśleć o wyręczeniu starszej osoby w codziennych czynnościach, nawet gdy nie mieszkamy razem. Chodzi zwłaszcza o wszystko, co wiąże się z wychodzeniem z domu, jak choćby zakupy czy sprawy w urzędach, które możemy załatwić za babcię i dziadka.

Dorosła osoba powinna w czasie upału wypijać ok. 2-3 litrów na dobę.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Gdzie w Polsce się nie szczepi dzieci?

vaccination-2722937_1920-copy

Najwięcej odmów szczepień jest w Polsce w województwie pomorskim – 8,3 na tysiąc mieszkańców. I choć według raportu Najwyższej Izby Kontroli ogólny wzrost liczby odmów jest niepokojący, specjaliści uspokajają, że nie jest (jeszcze?) tragicznie.

W najnowszym raporcie Najwyższej Izby Kontroli poświęconym opiece zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą w wieku szkolnym w Polsce znalazł się również fragment dotyczący szczepień. Wynika z niego, że z roku na rok  zwiększa się  liczba rodziców uchylających się od obowiązku szczepień swoich dzieci. W 2017 r. było ich ponad 30 tys., czyli o 30 proc. więcej niż w 2016 r. Od 2013 r. do 2017 r. ich liczba wzrosła o ponad 305 proc.

Regiony, w których jest najwięcej i najmniej odmów szczepień

Na terenie Polski istnieją duże różnice, jeśli chodzi o wskaźnik odmów szczepień na tysiąc mieszkańców. Najwięcej odmów przypada na województwo pomorskie – 8,3, najmniej zaś na podkarpackie – 0,8.

Co ciekawe, badania socjologiczne nie wykazują w tym przypadku prostych zależności między stosunkiem do szczepień a wykształceniem, statusem społecznym czy liczbą posiadanych dzieci. Nie jest na przykład tak, że osoba bogatsza jest zwolennikiem szczepień.

– Moim zdaniem należy to wiązać ze zjawiskami kulturowymi. Tematyka szczepień może być czasem metaforą poglądów szerszych niż samo podejście do szczepionek i niekoniecznie jest związana jedynie z medycyną. Z forów przeciwników szczepień, które czytam, często wynika, że ludzie ci niekiedy w ogóle kwestionują medycynę lub są przekonani na przykład o spisku lekarzy. Odwołują się też do kwestii praw obywatelskich, twierdząc, że nie powinno być obowiązku szczepień, co jest problemem obecnym w poglądach przeciwników szczepień od czasów Jennera– mówi dr Karolina Zioło-Pużuk z kampanii „Zaszczep się wiedzą” i Wydziału Nauk Humanistycznych UKSW w Warszawie.

Według ekspertki niektórzy przeciwnicy szczepień tylko pozornie szukają prawdy, zadają pytania. Ich celem nie jest bowiem uzyskanie odpowiedzi, tylko złapanie kogoś na nieścisłości lub niewiedzy. A jeśli znajdą coś bardzo sprzecznego z ich poglądami, odwołują się do argumentu ostatecznego: „To jest spisek, nigdy nie powiedzą ci prawdy”.

– Prowadzona przez nich dyskusja na temat szczepień nie jest dyskusją medyczną, bo nie jest prowadzona przez medyków, nie jest prowadzona w czasopismach medycznych. Jest prowadzona z użyciem wybranych terminów medycznych, ale jest rozmową o czymś tak naprawdę innym, na przykład o prawach obywatelskich, lęku rodzica o dziecko, czy też potrzebie powrotu do „natury” – dodaje dr  Zioło-Pużuk.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

10-krotne różnice w liczbie odmów w województwach Polski zastanawiają także dr hab. Ernesta Kuchara z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

–  Na pewno jest to związane z zaufaniem do medycyny i szczepień ochronnych w ogóle. Szczepienia to interwencje medyczne, które wykonujemy na zdrowych. By się nim poddać, musimy być przekonani, że nie zaszkodzą. Zaufanie społeczne jest w niektórych województwach wyższe. W tym przypadku Polska wschodnia wypada lepiej. Dlaczego? Mamy tam większe zaufanie do lekarzy – mówi dr hab. Kuchar.

Według niego ważny jest również wpływ lokalnych mediów. – W rejonie kaliskim jest gazeta, która od lat lansuje pogląd, że szczepienia są bardzo szkodliwe. I w województwie wielkopolskim dzieci nie szczepi 6 rodziców na 1000. Łatwiej jest podważyć zaufanie niż je zyskać – dodaje dr hab. Kuchar.

Kościół popiera szczepienia

Zarówno on, jak i dr Karolina Zioło-Pużuk zwracają uwagę, jak bardzo istotne było włączenie się  Kościoła w kampanię proszczepionkową. Ostatnimi czasy etycy katoliccy wypowiedzieli się zdecydowanie za tą formą zapobiegania chorobom zakaźnym.

W raporcie poświęconym opiece zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą w wieku szkolnym, Najwyższa Izba Kontroli zwraca jednak uwagę, że istniejąca tendencja wzrostowa w liczbie odmów szczepień może, w przyszłości, skutkować zagrożeniem epidemiologicznym i odrodzeniem się chorób dziś uważanych za „wymarłe”.

Tak jest  w przypadku krztuśca, czyli kokluszu, którego systematyczny wzrost zachorowań jest już obserwowany. W 2016 r. liczba chorych powiększyła się o ponad 224 proc. w stosunku do 2014 r. Więcej jest także zachorowań na odrę.  W 2016 r.  ich liczba wzrosła o ponad 177 proc. w porównaniu do 2015 r.

Jednak na razie jesteśmy generalnie bezpieczni. Odporność populacyjna nie spadła jeszcze poniżej bezpiecznego poziomu około 97 proc. zaszczepionych Polaków.

– Mamy pojedyncze przypadki na tysiąc mieszkańców, wciąż poniżej jednego procenta populacji – uspokaja dr hab. Kuchar.

Nie zwalnia to jednak rodziców od dbania o swoje dzieci. Warto je szczepić by nie chorowały i nie zarażały dzieci i dorosłych, które z różnych względów nie mogą zostać zaszczepione lub biorą leki niwelujące działanie szczepionek.

Jest projekt obywatelski ustawy, którego celem jest dobrowolność szczepień. Stanowczo sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu Ministerstwo Zdrowia. Nie ma dowodów na to, że dobrowolność szczepień wpływa pozytywnie na populację – argumentuje minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Co więcej, są kraje, w których rezygnuje się z dobrowolności szczepień z uwagi na rosnące ryzyko epidemiologiczne.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Alternatywna „medycyna” na raka zwiększa ryzyko zgonu?

energy-healing-3182787_1920-copy

To FAKT! Tak wykazała analiza prestiżowego periodyku JAMA Oncology dotycząca pacjentów cierpiących na uleczalne nowotwory. Okazało się, że ci, którzy stosują tzw. alternatywne metody, dwukrotnie częściej umierają niż pacjenci poddający się konwencjonalnemu leczeniu.

Autorzy pracy podkreślają, że dzieje się tak, ponieważ pacjenci ufający niekonwencjonalnym metodom, odmawiają często leczenia za pomocą chemioterapii, radioterapii i/lub zabiegów chirurgicznych.

Badacze z Uniwersytetu Yale poddali analizie dane 1290 osób chorych na raka piersi, prostaty, płuca lub raka jelita grubego w stadium bez przerzutów, czyli potencjalnie możliwych do wyleczenia. Czerpali informacje z amerykańskiej bazy gromadzącej dane o nowotworach złośliwych (National Cancer Database).

Naukowcy porównali losy 258 pacjentów, którzy standardową terapię uzupełniali alternatywnymi metodami, oraz grupy 1032 pacjentów chorych na raka, którzy korzystali tylko z konwencjonalnej terapii.

Znacznie różniły się w obu grupach odsetki osób, które nie wyraziły zgody na zaproponowaną terapię konwencjonalną:

  • W przypadku chirurgicznego usunięcia guza: 7 proc. pacjentów stosujących alternatywne metody wobec 0,1 proc. w drugiej grupie,
  • W przypadku chemioterapii: 34 proc. vs 3 proc.
  • W przypadku radioterapii: 53 proc. vs 2 proc.

Główny autor pracy Skyler Johnson podkreśla, że z terapiami alternatywnymi wiąże się wiele błędnych przekonań. Choć mogą one być stosowane na przykład po to, by pacjenci łatwiej znosili działania uboczne terapii standardowej, wydaje się, że są albo reklamowane, albo postrzegane przez pacjentów, jako skuteczne lekarstwo na raka. Tymczasem tzw. konwencjonalne metody, choć są obarczone wieloma działaniami ubocznymi, wykazują wysoką skuteczność. W większości nowotworów złośliwych złotym standardem jest stosowanie terapii skojarzonej, czyli leczenia chirurgicznego, chemioterapii i radioterapii, a w przypadku nowotworów hormonozależnych – także hormonoterapii.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Homeopatia to ziołolecznictwo?

peppermint-2816012_1920-copy

To MIT! Zioła zawierają naturalnie substancje lecznicze, czasami nawet w dużych dawkach, dlatego nie należy ich nadużywać, a długotrwale zażywanie trzeba konsultować z lekarzem. Z kolei preparaty homeopatyczne, czasami w ogóle nie zawierają substancji czynnej.

Homeopaci uważają, że substancja, która w dużych dawkach wywołuje objawy choroby, podana w dawce minimalnej je leczy. Specyfik ma tym silniej działać, im bardziej jest rozcieńczony. Pomimo lat badań naukowcy nie znaleźli logicznych i wiarygodnych dowodów na to, że homeopatyczne preparaty działają. Niezwykle znaczącą była w tej sprawie publikacja w czasopiśmie „Lancet”, która porównywała 110 badań klinicznych z wykorzystaniem specyfików homeopatycznych z identyczną ilością badań klinicznych normalnych leków. Wynikało z niej, że homeopatia działa na podobnej zasadzie co placebo.

W 2016 r. w Stanach Zjednoczonych Federalna Komisja Handlu nałożyła na producentów środków homeopatycznych obowiązek publikowania na ich opakowaniach informacji o braku dowodów potwierdzających ich skuteczność.

O podobne rozwiązania do polskiego Ministerstwa Zdrowia apelował w zeszłym roku Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Choroby serca mają płeć

blood-1813410_1920-copy

Myślisz, że zawał to męska rzecz? Błąd. Z jego powodu to kobiety częściej przedwcześnie tracą życie – 55 proc. pań wobec 43 proc. mężczyzn. Obie płcie inaczej chorują na serce, a co gorsza, naukowcy dopiero od niedawna dokładniej badają te różnice.

Dominuje przekonanie społeczne, że największym zabójcą kobiet jest rak piersi. „Raporty dotyczące hierarchii zagrożeń zdrowotnych wskazują, że ponad 50 proc. kobiet uważa, że ich głównym zagrożeniem są choroby nowotworowe, a tylko 13 proc. kobiet wskazało choroby serca. Tymczasem co druga kobieta umiera na serce” – czytamy w krótkim omówieniu problemu chorób układu krążenia u kobiet zamieszczonym na stronie Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

– Waga problemu chorób serca u kobiet jest niedoszacowana – mówi prof. Małgorzata Peregud-Pogorzelska z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Dotyczy to nie tylko kobiet, ale i profesjonalistów medycznych.

Profesor wskazuje, że w większości dotychczasowych badań zdecydowaną przewagę wśród uczestników mieli mężczyźni, a dopiero od niedawna podjęto starania, by w mniej więcej równym stopniu reprezentowane były w nich kobiety. Nie chodzi bynajmniej o poprawność polityczną – ponieważ są różnice w patofizjologii chorób układu krążenia między kobietami a mężczyznami, trzeba zebrać informacje na temat tych różnic i w razie potrzeby dostosować do płci zarówno działania zapobiegawcze, jak i leczenie. Dla kobiet to dosłownie kwestia życia i śmierci.

Różnice między płciami

Serce kobiety waży mniej, ale kurczy się częściej, przy każdym skurczu wyrzucając mniej krwi niż męskie. Jego naczynia wieńcowe mają mniejszą średnicę, cieńsze ściany i kręty przebieg, a krążenie oboczne jest mniej rozwinięte. Z wiekiem ulega mniejszym zmianom. Z powodu odmienności anatomicznych płeć żeńska stanowi niezależny czynnik ryzyka występowania powikłań po zabiegu kardiochirurgicznym.

Kobiety i mężczyźni inaczej też reagują na leki. Inna jest także budowa blaszki miażdżycowej, reaktywność naczyń wieńcowych, inne funkcjonowanie śródbłonka oraz wchłanianie, metabolizm i dystrybucja substancji chemicznych – w tym leków.

„Niestety, udział kobiet w badaniach (nad chorobami serca oraz lekami na nie – przyp. red.) w ostatnich dekadach wynosił od 0 proc. do 30 proc., a wyniki były uogólnione. Jeśli dodatkowo uwzględnimy fakt, że ponad 30 proc. leków dopuszczonych do obrotu przez FDA (ang. Food and Drug Administration, amerykańska Agencja Żywności i Leków – przyp. red.) nie ma informacji o działaniu zależnym od płci, a badanie zastosowań 300 nowych leków wykazało, że nawet te, które mają istotne różnice we wchłanianiu, metabolizmie, wydalaniu u kobiet i mężczyzn, nie miały różnic w zaleconym dawkowaniu w zależności od płci, mamy skalę problemu” – czytamy w cytowanym wcześniej omówieniu.

Prof. Peregud-Pogorzelska podkreśla, że odmienne objawy i przebieg choroby niedokrwiennej serca u kobiet prowadzą do niekorzystnej dla pań sytuacji na wszystkich etapach rozwoju tej choroby. Mowa tu o następujących zagrożeniach:

  • ryzyko zdarzeń zagrażających życiu (jak zawał czy udar) jest u kobiet rzadziej oceniane,
  • bóle wieńcowe są częściej atypowe, zatem bywa, że niewiązane przez lekarzy z chorobą serca,
  • testy diagnostyczne są rzadziej wykonywane,
  • niektóre testy z powodzeniem wykonywane u mężczyzn dają fałszywe wyniki u kobiet (np.  elektrokardiograficzna próba wysiłkowa u kobiet często daje wyniki fałszywie dodatnie)
  • w koronarografii u kobiet często brak jest istotnych zmian, pomimo tego, że stan ich układu krążenia zagraża ich zdrowiu i życiu,
  • leczenie jest później wdrażane u kobiet niż u mężczyzn.

W efekcie rokowanie u kobiety doświadczającej choroby niedokrwiennej serca jest gorsze niż u mężczyzn. W ślad za tymi spostrzeżeniami część naukowców opowiada się za wyodrębnieniem kobiecego modelu choroby niedokrwiennej serca.

Na co kobiety powinny zwrócić uwagę:

Objawy zawału serca:

  • U mężczyzn często jest to ból zamostkowy, promieniujący do lewego ramienia.
  • U kobiet zawał często objawia się narastającym zmęczeniem, złą tolerancją wysiłku, uczucie „zatykania się”, dolegliwościami ze strony układu pokarmowego (zgaga, nudności, odbijanie się), ból pleców.

Zawał częściej przydarza się mężczyznom, ale dlatego, że mają go statystycznie we wcześniejszym wieku niż kobiety. To zjawisko należy przypisać ochronnemu działaniu estrogenów – kobiecych hormonów płciowych, których mężczyźni siłą rzeczy mają mało. Jednak po menopauzie nie można już  liczyć na estrogeny; wówczas to u pań częściej dochodzi do zawału niż u panów.
Kobiety rzadziej giną w ostrej fazie zawału niż mężczyźni, ale  w późniejszym okresie to one umierają częściej. Zwłaszcza w ciągu pierwszych 30 dni po zawale śmiertelność kobiet jest aż 2-3 razy wyższa niż u mężczyzn.

W XVIII wieku William Heberden opisał dławicę piersiową (zespół objawów będących efektem choroby niedokrwiennej serca): „jeżeli spotkasz mężczyznę z uczuciem dyskomfortu w okolicy serca, z bólem barku po stronie serca, wiedz, że śmierć jest blisko. Widziałem blisko 100 osób z takimi zaburzeniami, wśród nich trzy kobiety. Wszyscy pozostali byli mężczyznami około lub po 50. roku życia” . Przeprowadzone w roku 2000 badania obejmujące 5000 pacjentów wykazały, że o ile nietypowe objawy dławicy ma 19 proc. mężczyzn, to kobiet – aż 60 proc. Warto też zdać sobie sprawę z tego, że w XVIII wieku mniej kobiet niż obecnie dożywało okresu po menopauzie, co musiało wpływać na wyniki obserwacji Heberdena.

Udar

Zdarza się zdecydowanie częściej kobietom niż mężczyznom. Trzeba o tym pamiętać, bo podobnie, jak w przypadku zawału, uzyskanie profesjonalnej pomocy możliwie szybko odgrywa dużą rolę w szansach na przeżycie i uniknięcie niepełnosprawności.

Objawy udaru to:

  • Silny ból głowy,
  • Drętwienie kończyn,
  • Spowolnienie mowy,
  • Niewyraźna mowa,
  • Niedowład twarzy lub barku (lub twarzy i barku, może być niewielki),
  • Osłabienie kończyn.

Zanieczyszczenie powietrza

Warto, by kobiety szczególnie, o ile jest to możliwe, zadbały o przebywanie w jak najmniej zanieczyszczonym środowisku. Wdychanie pyłu zawieszonego prowadzi do silniejszego wzrostu ciśnienia tętniczego u kobiet niż u mężczyzn, nadciśnienie tętnicze jest jednym z najsilniejszych czynników zarówno zawału, jak i udaru.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Utrata wagi szkodzi osobom z chorobą serca

scale-403585_1920-copy

Zwiększona aktywność fizyczna, a nie utrata wagi, pomaga osobom z chorobą niedokrwienną serca żyć dłużej. Ciekawe ustalenia norweskich naukowców dowodzą, że lepiej ćwiczyć niż chudnąć, by zachować zdrowie.

Standardowe zalecenia lekarskie mówią, że osoby ze schorzeniami układu krwionośnego powinny utrzymywać prawidłową wagę ciała (BMI mniejsze niż 25) oraz regularnie ćwiczyć. Tymczasem badania zespołu, w którym prym wiedli badacze z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Trondheim dowodzą, że ćwiczenia są ważniejsze dla zachowania zdrowia i, co więcej złapanie kilku nadprogramowych kilogramów, w momencie, gdy już mamy nadwagę, nie jest tak bardzo groźne.

Naukowcy analizowali dane pochodzące z badań HUNT – szeroko zakrojonych badań populacyjnych obejmujących około 125 tys. Norwegów. Z tej grupy naukowcy wybrali 3307 osób (1038) kobiet cierpiących na chorobę niedokrwienną serca. Losy tych pacjentów śledzono przez 30 lat. W tym czasie 1493 z nich zmarło i w przypadku 55 proc. śmierci przyczyną były choroby sercowo-naczyniowe.

Analiza danych przyniosła dość zaskakujące wyniki. Okazało się, że utrata wagi u osób chorych na serce zwiększa ogólne ryzyko przedwczesnej śmierci o 30 proc. Przybieranie na wadze nie ma takiego efektu. Kardiolodzy nazywają to zjawisko “paradoksem otyłości”. Już wcześniejsze badania wskazywały bowiem, że nadwaga a nawet otyłość mogą działać ochronnie w przypadku niektórych chorób serca.

Ćwicz na zdrowie
Okazało się również, że w przypadku chorych na serce, niezależnie od wagi, ochronnie działa aktywność fizyczna. Nawet taka poniżej zalecanych 150 minut umiarkowanego (lub 75 intensywnego) wysiłku fizycznego tygodniowo. Zmniejszona aktywność niweluje ryzyko śmierci o 19 proc. Natomiast w przypadku, gdy jest ona zgodna z zaleceniami – o 36 proc. (Oczywiście w porównaniu z osobami, które w ogóle nie ćwiczą.) – Nawet odrobina aktywności jest lepsza niż jej kompletny brak, ale pacjenci muszą utrzymać określony poziom aktywności przez dłuższy czas – mówi współautorka badań dr Trine Moholdt z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Trondheim.

Według niej pacjenci z chorobami serca często są w kiepskiej kondycji fizycznej, stąd nawet niezbyt intensywne zajęcia mogą być dla nich obciążające. Łatwo osiągnąć im stan intensywnego wysiłku. Ważne jest to, by się spocić, by oddech stał się na tyle krótki, by nie móc rozmawiać. Nie muszą więc ćwiczyć godzinami by uzyskać pożądany efekt.

Najgorsze co może się im przytrafić, to brak jakiegokolwiek ruchu. Zwłaszcza, jeśli są osobami z nadwagą lub otyłością. – Ćwiczenia mają zbawienny wpływ na wszystkie organy człowieka, mózg, serce, wątrobę, układ krwionośny i oczywiście mięśnie – dodaje dr Moholdt. Dlatego wysiłek fizyczny wskazany jest nie tylko osobom z chorobami serca.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com