Sposoby na odciski i pęcherze na stopach

feet-1840937_1920-copy

Każdy z nas czasem ma z nimi problem. Aby się pojawiły na stopach wystarczy założyć nowe lub źle dobrane buty, wybrać się na dłuższą wędrówkę albo przetańczyć całą noc – zwłaszcza na obcasach. Czy przekłuwać pęcherze? Jak pozbyć się odcisków? Sprawdź, co radzą specjaliści.

Pęcherze i odciski powstające na stopach to nie tylko problem estetyczny. Jeśli je zlekceważymy i zaniedbamy, to w końcu mogą wywołać stan zapalny, ból oraz inne komplikacje. Warto zatem wiedzieć skąd się biorą i jak można sobie z nimi poradzić, w sposób zarówno skuteczny, jak i bezpieczny dla zdrowia.

Jakie są najlepsze sposoby na odciski

– Jeżeli na stopie zdrowej osoby powstanie odcisk, to w celu jak najszybszego pozbycia się go można zastosować miejscowo specjalne preparaty lub plastry, które w tym pomogą. Ale nie można na tym poprzestać, bo to, że w danym miejscu powstał odcisk oznacza, że albo mamy niewygodny but albo mamy taki kształt stopy, który powoduje ucisk. Po prostu nasze kości są tak ustawione, że dają ucisk w konkretnym miejscu lub miejscach – mówi Elżbieta Szkiler, doświadczona specjalistka pielęgniarstwa opieki długoterminowej.

Aby skutecznie i trwale pozbyć się odcisków (wybrać najlepszą metodę przeciwdziałania) najpierw trzeba więc ustalić konkretne przyczyny ich powstawania w danym miejscu stopy, a potem je wyeliminować. Najczęściej przyczyny te są dość banalne.

– Pacjent powinien po pierwsze zmienić oryginalne wkładki w butach, najlepiej na wkładki silikonowe, które są miękkie i lepiej chronią skórę. Najczęściej jednak odciski robią się od zagiętej wkładki w bucie. Na ogół jest tak, że pacjent nie wkłada ręki do buta, żeby to sprawdzić. Jeśli tak właśnie jest, to może nie trzeba nawet kupować nowych wkładek, tylko po prostu wyprostować, wygładzić obecne wkładki – podpowiada Elżbieta Szkiler.

Jeśli jednak to nie pomoże, to wtedy warto rozważyć zmianę obuwia na wygodniejsze i bardziej dopasowane do danej stopy.

– Bez tego raz powstały odcisk będzie się stale odnawiał w tym samym miejscu. Musimy zatem przede wszystkim usunąć przyczynę powstawania odcisku, a nie tylko sam odcisk. Dopiero wtedy problem zniknie – mówi pielęgniarka.

Czym się różni odcisk od pęcherza?

Co ciekawe, okazuje się, że powszechna wiedza na temat odcisków i pęcherzy powstających na stopach jest wciąż niewystarczająca.

– Ludzie często mylą odciski z pęcherzami. W praktyce łatwo je odróżnić, bo odcisk to twarda tkanka, która powstaje w miejscu stałego twardego ucisku (tam gdzie czujemy, że zawsze nas ciśnie). Tymczasem pęcherze są z reguły bardziej miękkie, widoczne, a także bardziej bolesne – mówi Elżbieta Szkiler, podkreślając, że zarówno w przypadku problemów z odciskami, jak i pęcherzami na stopach warto udać się po pomoc do specjalisty od leczenia i pielęgnacji stóp, czyli podologa, który potrafi też wykryć deformacje stóp, o których możemy nie mieć pojęcia.

Pęcherze na stopach: czy można je przebijać?

– Najważniejsza zasada postępowania z takimi pęcherzami jest następująca: nie wolno usuwać ich pokrywy! Jej zdarcie sprawia, że gojenie pęcherza przebiega dłużej, trudniej i powstaje ryzyko zakażenia rany – ostrzega Elżbieta Szkiler.

Decyzja o tym, czy zostawić taki pęcherz samemu sobie, aby po jakimś czasie samoistnie się wchłonął, czy też go przebić i zabezpieczyć, zależy od umiejscowienia pęcherza.

– Jeśli jest w takim miejscu, że założenie buta grozi jego zdarciem, to wtedy powinno się go umiejętnie przekłuć i założyć odpowiednio dobrany opatrunek, aby naskórek, który tworzy pokrywę pęcherza mógł z powrotem przyrosnąć do znajdującej się pod nim tkanki – podpowiada pielęgniarka.

Jak przebić i opatrzyć pęcherz na stopie?

– Przebijanie pęcherza powinno się robić jałową igłą, prostopadle do powierzchni skóry, ale nie z góry tylko z boku. Po nakłuciu trzeba delikatnie usunąć z pęcherza płyn, a potem położyć na pęcherz opatrunek, który nie przywiera, a więc najlepiej nieprzywierający opatrunek siatkowy pokryty maścią obojętną (np. wazeliną lub lipidokoloidowe albo  pokryte lipidami) i na to drugi opatrunek, który będzie to trzymał w całości – radzi Elżbieta Szkiler.

Specjalistka zaznacza, że zdejmowanie opatrunku też musi być umiejętne.

– W tym celu zaznaczamy miejsce nakłucia pęcherza i opatrunek zdejmujemy właśnie w tę stronę, nie odwrotnie – dodaje.

Wszystko po to, aby nie zedrzeć pokrywy pęcherza razem z opatrunkiem. 

Czy należy dezynfekować pęcherze na stopach?

– Jeżeli nie usuwamy pokrywy pęcherza, to nie ma potrzeby jego zdezynfekowania i zastosowania antyseptyku. Wystarczy tylko dobrze zabezpieczyć go przed uszkodzeniem. Dezynfekcja jest potrzebna wtedy, kiedy ten pęcherz pęknie i powstanie otwarta rana (odsłonięcie tkanek wewnętrznych) – mówi Elżbieta Szkiler.

Zatem, jeśli pęcherz jest w miejscu, gdzie można go bezpiecznie zostawić (bez groźby uszkodzenia – wtórnego urazu), to należy tak właśnie zrobić. Z czasem po prostu sam się wchłonie.

Jak nie dopuścić do powstania pęcherzy?

Pęcherze na stopach powstają wskutek silnego, lokalnego otarcia tkanek skóry, najczęściej spowodowanego przez niewygodne, niedopasowane obuwie lub bardzo intensywną pracę stóp (np. długotrwały marsz).
Tkanki te intensywnie się przesuwają w trakcie chodzenia, pracy fizycznej lub innej aktywności ruchowej, a oddziałujące na nie w tym czasie tarcie sprawia, że w końcu powstaje pęcherz wypełniony płynem surowiczym.

Można zatem nie mieć pęcherzy, o ile zapewni się odpowiednie obuwie oraz fizjologiczną pracę stóp.

Źródło: Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Na POChP chorują tylko palacze?

man-2634401_1920-copy

To MIT! Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) faktycznie najczęściej diagnozowana jest u osób, które palą bądź paliły papierosy lub inne wyroby tytoniowe, ale nawet ok. 20 proc. pacjentów z tym schorzeniem w Polsce nie oddawało się temu nałogowi.

POChP objawia się dusznością, świszczącym oddechem, nadmiarem wydzielanego śluzu oraz kaszlem na skutek ograniczenia przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe.

Jak wskazuje prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP) prof. Paweł Śliwiński, podstawową przyczyną rozwoju POChP jest palenie papierosów, które odpowiada za około 80 proc. przypadków tej choroby.

– Wielu chorych nigdy jednak nie paliło. Wskazują na to badania diagnostyczne przeprowadzone w Krakowie oraz kilku innych miejscowościach podkrakowskich. POCHP wykryto tam u 26 proc. kobiet, które nie paliły papierosów – mówi. Zaznacza jednak, że nie ma jednak pewności na ile te badania są miarodajne dla całej naszej populacji.

Przyczyny POChP

  • Palenie tytoniu
  • Zanieczyszczenie powietrza
  • Infekcje układu oddechowego we wczesnym dzieciństwie
  • Nawracające infekcje oskrzelowo-płucne
  • Bierne palenie
  • Nadreaktywność oskrzeli/astma
  • Uwarunkowania genetyczne

Naukowcy uważają, że głównym powodem przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, poza paleniem tytoniu, mogą być różnego rodzaju zanieczyszczenia powietrza.

– Może to być smog w miastach, jak również spaliny wydobywające się z kuchenek gazowych czy domowych kominków lub grilla. Wszystko zależy w jakim stopniu jesteśmy narażeni na szkodliwe substancje i jakie są nasze predyspozycje genetyczne – wyjaśnia prof. Śliwiński, który jest kierownikiem II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Jak w przypadku większości schorzeń wczesna diagnoza jest na wagę złota. POChP jest wprawdzie nieuleczalna, ale wczesne wdrożenie dostępnych terapii hamuje jej rozwój, zatem pacjent może normalnie funkcjonować i nie naraża się na powikłania ze strony układu krążenia.

Jak diagnozuje się POChP

Potrzebne jest badanie lekarskie z dokładnym wywiadem oraz spirometria – w stanie spoczynku oraz po podaniu leku rozkurczającego oskrzela.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Nowotwory – siedem sygnałów ostrzegawczych

cancer-389921_1920-copy-1

Dzięki współczesnej medycynie znaczną część chorób nowotworowych można wyleczyć – o ile tylko wykryje się je na wczesnym etapie rozwoju. Dlatego kluczową sprawą jest samoobserwacja i wiedza na temat wczesnych objawów raka. Sprawdź czy je znasz!

Poniżej wskazujemy siedem najczęściej występujących objawów, które mogą świadczyć o rozwijającej się skrycie chorobie nowotworowej – wymienił je podczas konferencji prasowej pt. „Warto się badać. Badanie daje życie” prof. Krzysztof Bielecki, znany lekarz i nauczyciel akademicki, specjalizujący się w chirurgii i proktologii.

Ale uwaga! Wszystkie te objawy MOGĄ, choć wcale NIE MUSZĄ, świadczyć o rozwoju nowotworu. Dlatego w razie ich wystąpienia warto skonsultować się z lekarzem, aby wykluczyć tę potencjalnie śmiertelną chorobę.

Na co zatem należy zwracać szczególną uwagę?

  • Zaburzenia oddawania stolca i moczu (np. nawracające, uporczywe, naprzemienne zaparcia i biegunki, zmiana rytmu wypróżnień, częstomocz). Mogą wskazywać na nowotwory jelita grubego lub układu moczowego.
  • Przewlekłe owrzodzenia skóry (utrzymujące się dłużej niż 3 miesiące), a także zmiany w obrębie znamion na skórze (np. zmiana zabarwienia, grubości, kształtu). Mogą wskazywać na nowotwory skóry.
  • Patologiczna (nietypowa) wydzielina, wydobywająca się z różnych otworów naturalnych ciała i brodawek (np. ropne upławy, krwioplucie). Może wskazywać na nowotwór narządów rodnych, płuca, jelita grubego lub piersi.
  • Guzki lub guzy (mogą pojawiać się w różnych miejscach, często są widoczne gołym okiem lub są wyczuwalne w dotyku). Mogą wskazywać m.in. na nowotwory tkanek miękkich (mięsaki) albo nowotwór piersi.
  • Dysfagia, czyli trudności w przełykaniu (zwłaszcza jeśli chodzi o produkty stałe). Może świadczyć o nowotworze przełyku.
  • Kaszel lub chrypka (gdy są męczące, nietypowe, utrzymujące się przewlekle), a także krew w plwocinie. Mogą świadczyć o nowotworze płuca.
  • Gorączka lub stany podgorączkowe występujące bez wyraźnej przyczyny, a także obfite nocne poty. Mogą wskazywać na nowotwory hematologiczne, np. chłoniaki (ich objawem jest też powiększanie się węzłów chłonnych, m.in. pachy, pachwiny i szyi).

Rzecz jasna, możliwych objawów nowotworów jest znacznie więcej – ich nasilenie i lokalizacja zależą w dużej mierze od rodzaju nowotworu. Na przykład rak wątroby może się objawić żółtaczką albo bólami pod prawym łukiem żebrowym, a rak trzustki bólami promieniującymi do kręgosłupa (odczuwanymi jako ból pleców).

Ale warto wiedzieć, że są też pewne ogólne objawy, które są wspólne dla wielu rodzajów nowotworów.

Prof. Krzysztof Bielecki podpowiada, że do takich „uniwersalnych” sygnałów ostrzegawczych należą: utrata łaknienia, szybko postępujący ubytek masy ciała (chudnięcie), a także szybko postępująca utrata sił (ogólne osłabienie, wyczerpanie).

Na tym jednak nie koniec. Eksperci podkreślają, że kolejnym ważnym elementem profilaktyki nowotworów, obok samoobserwacji, jest regularny udział w badaniach kontrolnych (tzw. skriningowych, np. kolonoskopii czy mammografii), adekwatnych do wieku i płci danej osoby. Trzeba o tym ciągle przypominać, bo niestety zgłaszalność na tego rodzaju badania nie jest w Polsce tak duża i powszechna, jak być powinna.

– Zgłaszalność na darmową kolonoskopię, w ramach akcji profilaktycznych, które są poprzedzane rozesłaniem imiennych zaproszeń, wynosi u nas niespełna 30 proc. Musimy więc dalej edukować Polaków i przekonywać ich do brania udziału w badaniach profilaktycznych. Bez tego nie da się wygrać z nowotworami – podkreśla prof. Krzysztof Bielecki.

W ramach profilaktyki nowotworów eksperci zalecają ponadto stosowanie w codziennym życiu 12 zasad zawartych w tzw. Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem.

Przypomnijmy, że nowotwory są drugą w kolejności, po chorobach układu krążenia, przyczyną zgonów w Polsce. Nic zatem dziwnego, że lekarze ciągle apelują do Polaków, aby w ramach „dmuchania na zimne” wprowadzali prozdrowotne zmiany w swoim życiu i praktykowali tzw. czujność onkologiczną. Chodzi przede wszystkim o to, żeby nie przegapić wczesnych objawów rozwijającego się nowotworu, ponieważ szybkie jego wykrycie daje duże szanse na wyleczenie.

– Naprawdę warto się badać. Sama jestem przykładem na to, że wcześnie wykryta zmiana, daje duże szanse na powrót do pełni zdrowia – podkreśla Anna Czech, posłanka, która jest przewodniczącą Zespołu Parlamentarnego ds. Organizacji Ochrony Zdrowia.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Chorobotwórczy patogen „sprzeda” nam tylko osoba chora?

virus-1812092_1920

To MIT! Bardzo często jest tak, że zakażamy się groźnymi wirusami, bakteriami czy grzybami od osób, które fachowo określa się „bezobjawowymi nosicielami”.

I tak, aż 10 proc. ogólnej populacji może mieć w błonie śluzowej jamy ustnej dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, powszechnie znane jako meningokoki, a odsetek takich nosicieli w populacji dzieci w żłobkach i przedszkolach sięga nawet 80 proc.! Oczywiście nie wszystkie chorują, jednak u niektórych może rozwinąć się bardzo groźna inwazyjna choroba meningokokowa.

Z kolei nosiciele wirusa HIV nawet przez całe dekady mogą żyć w nieświadomości, że z biegiem czasu rozwinie się u nich śmiertelne AIDS, a w tym czasie zakażać swoich partnerów/partnerki. Tego rodzaju przykładów jest znacznie więcej. Jak się chronić? Jest kilka zasad, dających dobre efekty:

  • Jeśli istnieje szczepionka – szczepić się!
  • Zachowywać podstawowe zasady higieny: pić z własnych naczyń czy butelek, dzieląc się z kimś kanapką – odkrajać jej część, a nie odgryzać, myć często ręce, wymieniać często szczoteczkę do zębów itp.
  • Zachowywać wierność jednemu partnerowi.
  • Wykonywać zalecane badania diagnostyczne – np. test w kierunku wykrycia HIV czy cytologię.
  • W razie podejrzenia choroby zgłaszać się do lekarza.
  • Zdrowo jeść, ruszać się i zadbać o wypoczynek zarówno dobowy, jak i wakacyjny – to wzmacnia odporność i tym samym chroni przed tym, że w razie zakażenia się patogenem rozwinie się infekcja.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Dziecko z astmą warto zapisać na karate?

karate-851715_1920-copy

To FAKT! Jak podkreśla alergolog i internista prof. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w astmie ważne jest nauczyć się kontrolować swój oddech. A naukę takiej umiejętności zapewniają sporty walki. Może to być karate, ale także innego tego rodzaju dyscypliny.

– Właśnie po to, by nauczyły się kontrolować oddech, zalecamy dzieciom chorym na astmę sporty walki – tłumaczy profesor, kierujący Kliniką Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z kolei dorosłym astmatykom lekarze zapisują jogę (chyba że mają fizyczne możliwości i ochotę na rozpoczęcie przygody ze sportami walki).

Oczywiście podstawą leczenia astmy są regularnie przyjmowane zalecone przez lekarza leki oraz unikanie sytuacji, w których ta choroba o zapalnym podłożu może się zaostrzyć (np. warto unikać przebywania w kurzu, pyłach i pyłkach, smogu, dymie papierosowym, zimnym powietrzu).

Chory na astmę musi też regularnie wykonywać spirometrię spoczynkową (o ile lekarz nie zaleci inaczej, co najmniej raz do roku), aby sprawdzić, jak radzą sobie jego płuca.

Warto wiedzieć, że astma nie uniemożliwia uprawiania sportu, nawet na wyczynowym poziomie, także w niesprzyjających dla chorego warunkach. Na astmę choruje na przykład Marit Bjoergen, która posiada kolekcję 15 medali olimpijskich w biegach narciarskich (w tym osiem złotych). W tym kontekście trzeba przypomnieć, że zimne powietrze zaostrza astmę; na przykładzie słynnej norweskiej astmatyczki, która publicznie opowiada o regularnym przyjmowaniu leków na swoją chorobę można powiedzieć, że terapia astmy potrafi być niezwykle skuteczna.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixaby.com

Jajka – ile można bezpiecznie zjeść

jaja-1

Jajka to symbol Wielkanocy. Powszechnie wiadomo, że zawierają sporo cholesterolu, jednak nie można powiedzieć, że są to niezdrowe produkty. Sprawdź ile można ich zjeść, by dodać sobie zdrowia.

W Polsce spożycie jajek szacuje się obecnie średnio na nieco ponad 3 sztuki tygodniowo (na osobę). Dużo to czy mało?

„Jajka należy spożywać, ze względu na ich wartość odżywczą (źródło białka, witamin A, D, B12, B1, B2, żelaza), ale w rozsądnych ilościach, czyli nie więcej niż jedno dziennie” – rekomenduje prof. Longina Kłosiewicz-Latoszek, ekspertka z Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ).

Niestety, jajka, ze względu na zawartość cholesterolu pokarmowego, budzą wciąż sporo kontrowersji i obaw, szczególnie wśród osób obciążonych chorobami układu krążenia, czy też osób z dużym stężeniem cholesterolu we krwi (hipercholesterolemią).

Zwłaszcza takim osobom eksperci radzą więc ograniczanie spożycia cholesterolu pokarmowego, ale to zalecenie obejmuje przede wszystkim tłuste mięso i tłuszcz zwierzęcy oraz słodycze, zwłaszcza te wytwarzane na przemysłową skalę.

Jak wskazują w artykule zamieszczonym na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej Barbara Wojda oraz Zofia Chwojnowska, badania z ostatnich lat dowodzą, że cholesterol z jaj nie jest taki straszny, jak wcześniej sądzono.

„Cholesterol zawarty w jajach w większości przypadków nie wpływa na poziom cholesterolu we krwi, tak jak tłuszcze nasycone  w tym tłuszcze trans, tak często obecne w słodyczach i ciastkach. Żółtko jaja ma bardzo korzystny stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych do cholesterolu i odpowiednią ilość fosfolipidów, przez co zjedzenie nawet 2-3 sztuk jaj dziennie nie powoduje u zdrowego dorosłego człowieka wzrostu cholesterolu. Aktualne badania wskazują, że spożycie jaj – jako części zdrowej, zbilansowanej diety – nie zwiększa znacząco poziomu cholesterolu u większości zdrowych ludzi, w tym dzieci” – czytamy.

Ekspertki dodają, że niewiele jest produktów spożywczych o tak niepowtarzalnym składzie i wartości odżywczej, zatem zaleca się, aby osoby zdrowe, w tym dzieci i młodzież mogli spożywać 1 jajko dziennie.

W tym kontekście warto jeszcze dodać, że ludzie różnią się reakcją organizmu na cholesterol pokarmowy. Jedni są po prostu na jego wpływ bardziej wrażliwi, a inni mniej. Tym bardziej lepiej w tej kwestii dmuchać na zimne i preferować w diecie produkty roślinne.

Warto jeść jajko codziennie, bo jaja zawierają jednak szereg drogocennych elementów, jak na przykład łatwo przyswajalne żelazo, wysokiej jakości białko, witaminy z grupy B, A, D, E, cynk, fosfor, jod oraz karotenoidy jak zeaksantyna i luteina (mające istotny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie narządu wzroku).

Zatem zjedzenie jajka czy dwóch przy wielkanocnym stole nie powinno zaszkodzić, zwłaszcza jeśli po śniadaniu udamy się na długi spacer.

Wiktor Szczepaniak, Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Skaleczenie zagraża życiu osoby chorej na hemofilię?

accident-743035_1920-copy

To MIT! W dawnych czasach, kiedy nie było jeszcze leków na hemofilię, rzeczywiście, zwykłe skaleczenie mogło doprowadzić do wykrwawienia się człowieka na śmierć – jeśli cierpiał na ciężką postać hemofilii. Jednak obecnie, dzięki skutecznej profilaktyce, chorzy na tę chorobę nie muszą się już obawiać, nie tylko zwykłych skaleczeń, lecz również inwazyjnych zabiegów medycznych.

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym w ogóle jest hemofilia:

  • zalicza się ją do tzw. chorób rzadkich (choruje na nią w Polsce około 10 tys. osób, głównie mężczyźni),
  • należy do grupy uwarunkowanych genetycznie skaz krwotocznych (pod tym pojęciem kryją się różnego rodzaju wrodzone skłonności do nadmiernych krwawień),
  • przyczyną hemofilii jest niedobór tzw. czynników krzepnięcia krwi w organizmie chorego.

– Hemofilia jest chorobą nieuleczalną, która wymaga stałego leczenia, jednak prawidłowo leczona staje się chorobą przewlekłą, z którą można normalnie żyć. Leczenie jest bardzo proste: polega na regularnym podawaniu brakującego czynnika krzepnięcia – mówi Bogdan Gajewski z Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Hemofilię.

Lekarze podkreślają, że dzięki regularnemu, profilaktycznemu podawaniu czynników krzepnięcia, chorzy na hemofilię mogą nie tylko normalnie funkcjonować na co dzień, lecz także cieszyć się długim życiem (pod tym względem nie odbiegają już dziś od reszty populacji). Dzięki stałemu uzupełnianiu niedoborów czynnika krzepnięcia, chorzy nie muszą też bać się skaleczeń, zabiegów stomatologicznych, a nawet bardziej skomplikowanych i rozległych operacji chirurgicznych. Eksperci zapewniają, że dbanie o odpowiedni poziom czynników krzepnięcia w organizmie chorego skutecznie zabezpiecza go przed groźbą wykrwawienia się w wymienionych wyżej sytuacjach. W cięższych przypadkach, przed inwazyjnymi zabiegami, konieczne może być jednak prewencyjne przyjęcie dodatkowej porcji leków.

Niektórzy dentyści wciąż boją się leczyć chorych na hemofilię, obawiając się powikłań krwotocznych. Dla nich hemofilia równa się krwawienie. Byłaby to prawda, gdyby leczyli chorego na hemofilię bez odpowiedniego przygotowania, ale jeśli trafi do nich pacjent odpowiednio przygotowany, poprzez profilaktyczne podanie czynnika krzepnięcia przed zabiegiem, to nie ma się czego obawiać – zapewnia prof. Krystyna Zawilska, przewodnicząca Grupy ds. Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Oczywiście stomatolog, podobnie jak i inni lekarze, przeprowadzający zabiegi inwazyjne u osób cierpiących na hemofilię, przed ich rozpoczęciem powinni upewnić się, że pacjent otrzymał przedtem właściwy czynnik krzepnięcia. Najlepiej byłoby oczywiście, o ile to możliwe, aby przed takimi zabiegami lekarze konsultowali się ze specjalistą hematologiem prowadzącym danego pacjenta.

Warto wiedzieć, że profilaktyka chroni też chorych na hemofilię przed wieloma innymi groźnymi, możliwymi powikłaniami tej choroby (m.in. przed uszkodzeniem stawów).

Dodajmy, że hemofilia ma dwie postaci: A i B, w zależności od tego, jakiego konkretnie czynnika krzepnięcia brakuje w organizmie. Rzecz jasna wymagają one nieco innego leczenia.

Na koniec, warto przypomnieć raz jeszcze, że jest to choroba uwarunkowana genetycznie (wrodzona), zatem nie można się nią zarazić – wbrew temu co głosi inny mit dotyczący hemofilii.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Witaminę D można przedawkować?

about-3455012_1920-copy

To FAKT! Boleśnie przekonał się o tym 54-latek z Kanady, który nie dość, że stosował co najmniej kilkukrotnie wyższą niż zalecana dawkę witaminy D, to jeszcze korzystał z kąpieli słonecznych na wakacjach w Azji Południowo-Wschodniej. Po powrocie trafił do szpitala z poważnym uszkodzeniem nerek.

Lekarze uratowali mu nerki (i życie), ale odtąd boryka się z niewydolnością tych narządów.

Przypadek tego pacjenta oraz proces terapii opisali lekarze na łamach pisma Canadian Medical Association Journal „CMAJ”. Diagnoza zajęła im trochę czasu (podejrzewano m.in. nowotwór), przełom zaś nastąpił wtedy, kiedy pacjent przyznał, że od ponad dwóch lat przyjmuje witaminę D w kroplach. Okazało się, że przepisał mu ją naturoterapeuta, w dziennej dawce wynoszącej 8000–12 000 IU.

Warto wiedzieć, że w Kanadzie lekarze zalecają zdrowym dorosłym suplementację witaminy D w ilości 400–1000 IU dziennie, a osobom powyżej 50. R.ż. z tzw. grup ryzyka (na przykład z chorobami krążenia czy otyłością) – 800–2000 IU na dzień.

Kanadyjczyk zaś, nieświadom ryzyka przedawkowania witaminy D, przez ponad dwa lata przyjmował codziennie dawki co najmniej sześciokrotnie przekraczające zalecane, przy czym nigdy nie stwierdzono u niego niedoboru tej substancji.

Witamina D pochodzi w 20 proc. z żywności (dużo jest jej w rybach i owocach morza, jajach, wątrobie i produktach mlecznych) oraz w 80 proc. z syntezy skórnej jako produkt przemian zawartego w skórze 7-dehydrocholesterolu, zachodzących pod wpływem promieniowania ultrafioletowego.

Warto wiedzieć, że u osób o jasnym zabarwieniu skóry), dawka promieni ultrafioletowych wywołująca minimalny rumień skóry (określana jako jedna dawka rumieniowa – 1 MED), doprowadza do 10-krotnego wzrostu poziomu witaminy D w surowicy krwi, a powrót do normalnego poziomu witaminy podwyższonego po naświetleniu skóry promieniami UV następuje po kilku dniach.

Ponieważ w Europie (i Kanadzie) w okresie zimowo-jesiennym mamy niewielkie szanse na syntezę witaminy D w skórze (zbyt małe nasłonecznienie oraz długie przebywanie w pomieszczeniach), a chroniąc się przed szkodliwymi czynnikami promieniowania UV coraz częściej używamy kremów z filtrem, naukowcy oceniają, że niedobór witaminy D jest powszechny.

Na podstawie oznaczeń biochemicznych stwierdzono niedobór witaminy D w Europie u 28-100 proc. osób zdrowych i 70-100 proc. hospitalizowanych dorosłych (rozpiętość danych wynika z geografii – w krajach południowej Europy stwierdza się mniejszy niż na północy). Dlatego też w Europie Północnej naukowcy zalecają suplementację witaminy D, ale warto wcześniej oznaczyć sobie poziom stężenia 25(OH)D w surowicy krwi, by stwierdzić, czy mamy taką potrzebę.

Nadmiar witaminy D w diecie (czyli w praktyce pochodzącej z suplementów) może bowiem doprowadzić do groźnych konsekwencji dla zdrowia, o czym przekonał się pechowy Kanadyjczyk. Co ciekawe, nie da się „przedawkować” witaminy D pochodzącej z syntezy w skórze pod wpływem słońca.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Co oznacza wycofanie z obrotu serii szczepionki Rotarix?

syringe-417786_1920-copy

22.03.2019 roku Główny Inspektorat Farmaceutyczny przekazał informację o wycofaniu z obrotu na terenie Polski szczepionki przeciw rotawirusom Rotarix seria AROLC214AE (data ważności 02.2021)

Decyzja związana jest ze zgłoszonymi nieprawidłowościami podczas procesu wytwarzania jednej serii szczepionki, które mogły spowodować niedostateczne napełnienie opakowania bezpośredniego szczepionki, tj. aplikatora doustnego. Zgodnie z powyższą informacją wytwórca poinformował, że odnotowana niezgodność objętości szczepionki dotyczy 50 opakowań napełnianych w cyklu produkcyjnym tej serii jako ostatnie.  Skutkiem wykazanej nieprawidłowości jest niespełnienie wymagań jakościowych dotyczących badania objętości. Wielkość serii liczy ponad dwadzieścia tysięcy dawek.

Szczepionka przeciw rotawirusom Rotarix jest szczepionką żywą przygotowywaną jako zawiesina do podania drogą doustną w dawce 1 ml. Wykryta nieprawidłowość nie dotyczy bezpieczeństwa produktu i nie zagraża zdrowiu pacjenta. Potencjalne ryzyko dotyczy możliwości podania zmniejszonej dawki szczepionki. Prawdopodobieństwo podania jednej z dotkniętych nieprawidłowością jakościową dawki szczepionki jest niskie, zważywszy, że mniejsza objętość szczepionki jest łatwa do wykrycia.

Przed każdym podaniem szczepionki pielęgniarka/lekarz mają obowiązek dokładnie obejrzeć opakowanie bezpośrednie szczepionki i zareagować jeżeli widoczne są niezgodności wyglądu. Biorąc pod uwagę wskazane w decyzji GIF informacje nie ma uzasadnionych powodów aby powtarzać dawkę szczepienia przeciw rotawirusom wykonane szczepionką Rotarix seria AROLC214AE. Decyzja GIF ma charakter profilaktyczny i jest przejawem szczególnych środków ostrożności gwarantujących bezpieczeństwo szczepionek.

Charakterystyka Produktu Leczniczego szczepionki Rotarix. Cykl szczepienia składa się z dwóch dawek. Pierwsza dawka może być podana od 6. tygodnia życia dziecka. Pomiędzy dawkami powinien być odstęp  co najmniej 4 tygodni. Cykl szczepienia powinien być najlepiej ukończony do 16 tygodnia życia dziecka, ale musi być ukończony do 24 tygodnia życia.

Do podstawowych zadań Głównego Inspektora Farmaceutycznego należy czuwanie nad jakością produktów leczniczych, w tym również szczepionek dostępnych na rynku, tak aby pacjenci dostali właściwy oraz spełniający wymagania produkt.

Źródło: www.szczepienia.pzh.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Tatuaż dyskwalifikuje z dawstwa szpiku?

tatuazcopy

To MIT! Choć wykonanie tatuażu niesie pewne ryzyko zakażenia groźnymi wirusami, to krew i szpik kostny każdego dawcy, zanim dojdzie do przeszczepienia osobie chorej, podlegają licznym i bardzo dokładnym badaniom, które mają na celu wyeliminowanie jakichkolwiek zagrożeń.

Dlatego posiadacz tatuaży może podzielić się swoim szpikiem z potrzebującym, ale ważne, by pamiętał, kiedy miał wykonywany rysunek w skórze. Podobne zasady stosowane są wobec osób, które poddały się piercingowi czy mają wykonany makijaż pernamentny.

Zarówno tatuaż, jak i piercing wymagają przerwania ciągłości skóry. Jeśli nie są stosowane przy tym surowe zasady profilaktyki przeniesienia zakażenia (bo np. używa się tych samych igieł u różnych osób), istnieje ryzyko zakażenia groźnymi wirusami, przede wszystkim wirusowego zapalenia wątroby typu C i B, a także HIV.

Warto wiedzieć, że można się nimi zakazić także drogą kontaktów seksualnych oraz we wszystkich miejscach, gdzie niedbale wykonywane są zabiegi z przerwaniem ciągłości skóry.

O tym, że osoby z kolczykami i tatuażami mogą jednak zostać dawcami szpiku, przypomina Fundacja DKMS, która prowadzi bazę potencjalnych dawców szpiku (w Polsce jest kilka podmiotów, które rekrutują dawców szpiku, DKMS jest jednym z nich, a pełną listę można znaleźć na stronie Poltransplantu). Informuje, że nastąpiła zmiana w obowiązujących procedurach. „Jeszcze jakiś czas temu, po zrobieniu tatuażu, potencjalni dawcy szpiku, figurujący w bazie Fundacji DKMS, musieli zgłaszać wykonanie tatuażu i na pewien czas byli blokowani w rejestrze, a ich dane nie były widoczne dla systemu. Oznaczało to, że przez ten czas nie mogli zostać dawcą faktycznym i oddać szpiku potrzebującemu przeszczepienia pacjentowi” – wyjaśnia DKMS w informacji prasowej.

Także wtedy osoby z tatuażem mogły podzielić się swoim szpikiem, ale dane potencjalnego dawcy były odblokowywane w bazie dawców po upływie sześciu miesięcy, czyli po czasie, kiedy można było na 100 proc. sprawdzić, czy nie są bezobjawowymi nosicielami groźnych wirusów.

„Obecnie procedury zmieniły się i nie ma potrzeby blokowania potencjalnych dawców szpiku w bazie Fundacji DKMS na etapie rejestracji. Jednocześnie potencjalni Dawcy nie muszą zgłaszać wykonania tatuażu czy zabiegów takich, jak piercing i makijaż permanentny, ale powinni pamiętać o tym, kiedy były one wykonane” – informuje DKMS.

Warto jednak wiedzieć, że o wykonaniu tatuażu, piercingu czy makijażu pernamentnego trzeba poinformować koordynatora (koordynator zgłasza się do potencjalnego dawcy szpiku w sytuacji, gdy jest pacjent, który może być biorcą jego tkanki), a także zaznaczyć w ankiecie tę informację wraz z datą poddania się tego rodzaju zabiegom.

– Każdy dawca jest skrupulatnie badany, a jego krew i szpik podlegają szczegółowym badaniom, także molekularnym, by wykryć wszelkie potencjalne zagrożenia dla zdrowia – podkreśla hematolog i transplantolog prof. Wiesław Jędrzejczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com