Żylaki to dolegliwość dziedziczna?

feet-1246673_1920-copy

To FAKT! Po rodzicach, dziadkach czy pradziadkach można odziedziczyć zwiększoną podatność na występowanie żylaków. Jednak dzięki odpowiedniej profilaktyce, nawet osoby z genetycznie uwarunkowanymi predyspozycjami mogą istotnie zmniejszyć ryzyko pojawienia się tej dolegliwości lub opóźnić jej rozwój.

Jeśli geny, które odziedziczyliśmy po przodkach, powodują, że mamy słabe i podatne na rozciąganie żyły, a także zbyt małą liczbę prawidłowo działających zastawek żylnych, oznacza to, że jesteśmy szczególnie narażeni na wystąpienie żylaków.

Co to są żylaki

Zgrubiałe, nierówne, poskręcane i często przebarwione fragmenty żył (widoczne gołym okiem), zwykle występujące na nogach, nie są jedynie defektem kosmetycznym – świadczą o poważnej chorobie, jaką jest niewydolność żylna. Rozwija się ona wskutek nadciśnienia żylnego, powstałego na skutek:

  • uszkodzenia lub nieprawidłowego działania zastawek żylnych,
  • niedrożności bądź zwężenia żył,
  • ucisku na żyły.

Kiedy tworzą się żylaki, dochodzi do zastoju krwi oraz tzw. refluksu żylnego, czyli cofania się krwi.

Jak zmniejszyć ryzyko żylaków

Jeśli nasi rodzice lub dziadkowie mieli żylaki, to znaczy, że jesteśmy w grupie ryzyka. Dlatego, dmuchając na zimne, warto zawczasu zainteresować się profilaktyką żylaków. Poniżej przedstawimy sposoby, które pomagają zapobiegać ich rozwojowi. Należą do nich m.in.:

  • Częste odpoczywanie z uniesionymi nogami (dobrze byłoby robić tak codziennie, przez pół godziny)
  • Unikanie długotrwałego stania i „dreptania” w jednym miejscu
  • Unikanie zakładania nogi na nogę podczas siedzenia, a także siedzenia na stopie podkurczonej nogi
  • Unikanie długich i gorących kąpieli, a także intensywnego opalania się
  • Unikanie chodzenia na wysokich obcasach
  • Noszenie specjalnych podkolanówek uciskowych, zwłaszcza jeśli wykonuje się pracę stojącą lub dźwiga ciężary
  • Regularnie praktykowana, rekreacyjna aktywność fizyczna, np. jazda na rowerze, pływanie czy maszerowanie
  • Zdrowe żywienie i dbanie o prawidłową masę ciała.
  • Warto też nie palić i nie pić alkoholu.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wyszukiwarka najtańszych leków refundowanych

medications-342463_1920-copy

Lista leków refundowanych zmienia się co 3 miesiące, ale nasza aplikacja jest na bieżąco aktualizowana.

Jeśli chcecie dowiedzieć się jaki jest najtańszy lek refundowany w przeliczeniu na jedną tabletkę? Skorzystajcie z naszej wyszukiwarki ceneolek.pl. Co trzeba zrobić?

  • Uruchom bazę leków z refundowanymi cenami
  • Wpisz nazwę leku
  • Zaznacz – Cena za jednostkę od najtańszych
  • Wciśnij przycisk szukaj po nazwie

    Dowiesz się, który preparat jest najtańszy dla pacjenta w przeliczeniu na jedną tabletkę.

 

Opublikowany w Leki

Wścieklizna: ratunek tylko przed wystąpieniem objawów choroby

vaccine-3741296_1920-copy

W Polsce ze wścieklizną zwykle kojarzą się lisy. Ale ostatnio coraz częściej stwierdza się ją u nietoperzy. Należy unikać kontaktu z tymi zwierzętami, bo nie warto ryzykować: wścieklizna to choroba odzwierzęca, która jest w 100 proc. śmiertelna – o ile na czas nie poda się szczepionki.

Osobom, które z nietoperzami mają kontakt (bo na przykład je liczą) zaleca się szczepienia profilaktyczne, podobnie jak i wszystkim, którzy są z przyczyn zawodowych narażeni na pogryzienie przez zwierzę chore na wściekliznę.

– Te szczepionki są zarówno skuteczne, jak i bezpieczne – podkreśla prof. Andrzej Horban, specjalista chorób zakaźnych i dyrektor Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

Przypomina przy tym, że twórcami tych właśnie bezpiecznych i skutecznych szczepionek przeciwko wściekliźnie było dwóch Polaków pracujących w Stanach Zjednoczonych: Tadeusz Wiktor i Hilary Koprowski.

– Nawet jeśli człowiek zaszczepiony przeciwko wściekliźnie został ugryziony przez zwierzę, które można podejrzewać o tę chorobę, należy jak najszybciej zgłosić się do lekarza – podkreśla prof. Horban.

Wścieklizna w Poznaniu

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Poznaniu właśnie wydał ostrzeżenie dla kilku obszarów tego miasta w związku ze znalezieniem martwego nietoperza, w ciele którego wykryto wirusa wścieklizny. Na wyznaczone tereny nie wolno wyprowadzać domowych zwierząt, a jeśli nasze pupile nie mają aktualnych szczepień przeciwko wściekliźnie, należy je jak najszybciej uzupełnić (w Polsce psy oraz koty, które wychodzą poza dom, obowiązkowo trzeba poddawać szczepieniu przeciwko wściekliźnie co roku).

„W przypadku znalezienia martwego nietoperza lub innego zwierzęcia stałocieplnego w wyznaczonym obszarze zagrożenia, nie należy go dotykać oraz zgłosić do oficera dyżurnego Straży Miejskiej Miasta Poznania tel. 986” – głosi komunikat do mieszkańców i gości Poznania.

Kiedy ochrona przed wścieklizną

Zaleca się szczepienia przedeskpozycyjne (czyli zanim doszło do możliwości zakażenia wirusem wścieklizny) osobom, które mogą mieć kontakt z chorymi zwierzętami (weterynarze, myśliwi).

Szczepienia przedekspozycyjne powinny też rozważyć te osoby, które wyjeżdżają do krajów, gdzie wścieklizna nie jest rzadką chorobą (np. większość krajów azjatyckich, w Europie to na przykład Ukraina).

Wścieklizna w Europie u turystów

W 2017 roku 10-letni chłopiec z Europy zachorował na wściekliznę po pogryzieniu przez psa w czasie podróży na Sri Lance. Wcześniej, w 2014 roku – odnotowano trzy podobne sytuacje.

Do lekarza należy się zgłosić jak najszybciej, jeśli zostaliśmy ugryzieni przez dzikie zwierzę lub  zwierzę domowe, co do którego nie mamy pewności, że było szczepione.

Jeśli przed wystąpieniem pierwszych objawów wścieklizny nie poda się szczepionek (tzw. szczepienie poekspozycyjne) oraz immunoglobulin, wścieklizna zawsze prowadzi do śmierci w wyniku zapalenia mózgu i rdzenia.

Jakie zwierzęta przenoszą wściekliznę na człowieka

Na człowieka wściekliznę najczęściej mogą przenieść chore drapieżniki (np. lisy czy nietoperze) oraz chore domowe zwierzęta (psy i koty).

Prof. Horban podkreśla, że podejrzewa się możliwość wścieklizny u dzikiego zwierzęcia, jeśli niezagrożone zaatakuje człowieka.

– Dzikie zdrowe zwierzęta unikają ludzi. Chore na wściekliznę nie mają lęku przed ludźmi – dodaje.

Eksperci wskazują, że są zwierzęta, które chorują na wściekliznę, np. krowy czy owce, ale paradoksalnie nie jest znany przypadek przeniesienia jej z nich na człowieka.

Prof. Horban tłumaczy, że jeśli dojdzie do ugryzienia przez domowe zwierzę, np. psa, należy je obserwować przez około 10 dni. Zgodnie z prawem zwierzę takie powinno być pod obserwacją lekarza weterynarii.

Każdy, kto u swojego pupila zauważy niepokojące objawy, powinien jak najszybciej udać się z nim do weterynarza. Jeśli zwierzę kogoś ugryzło, weterynarz doradzi w tej sytuacji, co pogryziony człowiek powinien zrobić.

Po ugryzieniu przez gryzonia (np. szczura) należy się zgłosić do lekarza, ale raczej nie z tego powodu, że mógł nas zarazić wścieklizną.

– Szczury przenoszą mnóstwo innych groźnych patogenów – wyjaśnia prof. Horban.

Co robić po ugryzieniu lub zadrapaniu przez zwierzę

Wirus wścieklizny przenoszony jest ze śliną chorego zwierzęcia poprzez ugryzienie albo oślinienie uszkodzonej skóry lub błon śluzowych (np. spojówek) człowieka.

Jeśli podejrzewasz, że ugryzło Cię lub zadrapało zwierzę, które mogło mieć wściekliznę:

  • dokładnie przemyj ranę bieżącą wodą z mydłem,
  • zdezynfekuj ją jodyną lub środkiem do dezynfekcji ran, przykryj ją lekkim opatrunkiem,
  • zapamiętaj, gdzie doszło do zdarzenia, a jeśli możesz zrobić to bez szkody dla siebie, zabezpiecz zwierzę,
  • jak najszybciej zgłoś się do najbliższego punktu medycznego lub lekarza.

– Po ekspozycji na ryzyko wścieklizny do lekarza trzeba udać się jak najszybciej – podkreśla prof. Horban.

Przyznaje, że okres inkubacji wścieklizny jest stosunkowo długi (zwykle 20-90 dni), ale może być zarówno dłuższy, jak i krótszy – zależy to od drogi, jaką wirus musi przebyć w organizmie człowieka. A kieruje się zawsze do mózgu i rdzenia kręgowego.

– Jeśli na przykład zostanie pogryziony nos, ta droga jest krótsza i przez to okres wylęgania choroby także – wyjaśnia prof. Horban.

Niemniej jednak zawsze w przypadku podejrzenia zakażenia wirusem wścieklizny działać trzeba szybko.

– Kiedy u człowieka wystąpią tylko pierwsze objawy wścieklizny, na skuteczny ratunek jest już za późno – podkreśla ekspert.

Objawy wścieklizny u człowieka

Na początku:

  • rozdrażnienie,
  • ból głowy,
  • utrata apetytu
  • mrowienie w miejscu ugryzienia.

Dopiero potem dochodzą znane z literatury pięknej wodowstręt, światłowstręt i niekiedy napady szału. Ostatni etap choroby to porażenia nerwów, objawiające się m.in. skurczami mięśni, brakiem koordynacji ruchów itp.

Wścieklizna występuje u osób pokąsanych lub kontaktujących się z chorymi zwierzętami:

  • 80-100 proc. – osoby pokąsane głęboko – rozległe rany twarzy, głowy rąk i karku;
  • 20-30 proc. – osoby z pojedynczymi głębokimi ranami twarzy i rąk;
  • 5-10 proc. – osoby z powierzchownymi obrażeniami;
  • 0,1 proc. – osoby z oślinieniami świeżo zranionej skóry.

Objawy wścieklizny u zwierząt

U zwierząt okres wylęgania się choroby jest różny w zależności m.in. od gatunku zwierzęcia, sposobu zarażenia się nią, zjadliwości wirusa. Może trwać od kilku dni do kilku lat. SANEPID podaje przykładowe okresy inkubacji wścieklizny u różnych zwierząt::

  • u małych zwierząt (pies, kot, owca, koza, świnia) – od kilku do 90 dni;
  • u dużych zwierząt (bydło, koniowate) – od kilku do 180 dni.

Objawy zależą od gatunku chorego zwierzęcia:

  • psy – występuje niepokój, nadmierna pobudliwość, włóczęgostwo, spożywanie niejadalnych przedmiotów, wzmożony popęd płciowy, agresja, ochrypłe szczekanie, ślinotok, opadanie żuchwy z wypadaniem języka, zez, niedowłady kończyn i inne porażenia;
  • koty – odnotowuje się podobne objawy jak u psów, przy czym zwierzęta chowają się, uciekają, nieustannie miauczą, zachowują się agresywnie, a śmierć poprzedzona jest zwykle porażeniem kończyn;
  • bydło – obserwuje się niestrawność i obniżone łaknienie, wzdęcie, zaparcie lub biegunkę, drgawki poszczególnych grup mięśni, ślinotok, parcie na przeszkody, ciągłe ryczenie, objawy podobne do rui, nienaturalne położenie głowy lub ogona, chwiejność i porażenia kończyn tylnych;
  • świnie – występuje lękliwość, ochrypłe chrząkanie, kurczowe ruchy głowy i gryzienie ściółki;
  • owce i kozy – odnotowuje się niepokój, wzmożony popęd płciowy, ochrypłe beczenie, nagle porażenia i upadki;
  • konie –  obserwuje się wpadanie na ściany stajni, drgawki mięśniowe, objawy kolkowe i częste oddawanie moczu;
  • zwierzęta dzikie – głównym objawem jest utrata wrodzonego lęku. Występuje także agresja przejawiająca się atakami na zwierzęta domowe, gospodarskie i ludzi. Dodatkowo, u nietoperzy obserwuje się utratę zdolności lotu, nadpobudliwość na dotyk i dźwięk, przewracanie się na grzbiet i aktywność dzienną niespotykaną u zdrowych osobników.

Uwaga! Nie wszystkie wymienione objawy muszą wystąpić u każdego zwierzęcia zakażonego wirusem wścieklizny.

W razie podejrzenia wścieklizny u zwierzęcia należy pilnie skontaktować się z weterynarzem lub najbliższym SANEPID-em.

Wścieklizna w Polsce: na szczęście rzadko

Wścieklizna jest coraz mniejszym zagrożeniem epidemiologicznym w Polsce. Marian Flis w artykule „Wścieklizna w odwrocie – dane za 2018 rok” zamieszczonym w Życiu Weterynaryjnym podaje, że w 2018 r. na terenie całego kraju stwierdzono tylko dziewięć przypadków wścieklizny, wyłącznie u zwierząt dzikich.

Cztery przypadki wystąpiły u lisów wolno żyjących, zaś pięć kolejnych u nietoperzy. Eksperci podkreślają, że wirus wścieklizny został w Polsce wyeliminowany u zwierząt domowych.

„Występuje rokroczny spadek liczby stwierdzanych przypadków wścieklizny” – konkluduje Marian Flis.

Jeszcze w 2010 odnotowano w Polsce 151 przypadków wścieklizny (u zwierząt). U ludzi od lat nie stwierdzono wścieklizny, ale 7442 osoby musiały się w ubiegłym roku poddać szczepieniom ze względu na ryzyko rozwoju tej choroby (zostały pokąsane przez zwierzęta podejrzane o wściekliznę lub u których ją stwierdzono).

Wścieklizna coraz częściej u nietoperzy

Co roku coraz mniej lisów jest zarażonych wścieklizną, a to dzięki prowadzonym od lat szczepieniom tych zwierząt. Jednak – jak wskazują niektórzy weterynarze – nietoperze mogą stać się istotnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego.

„Mimo że liczba przypadków stwierdzanych u tego gatunku jest niewielka, to ssaki te mogą stanowić nowy rezerwuar wirusa, a tym samym wpływać na wzrost zagrożenia epizootycznego i epidemiologicznego” – czytamy w pracy „Aktualna sytuacja dotycząca zakażeń wirusem wścieklizny – czy należy obawiać się nietoperzy?” autorstwa naukowców z Zakładu Chorób Zakaźnych i Administracji Weterynaryjnej Katedry Epizootiologii z Kliniką Ptaków i Zwierząt Egzotycznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej we Wrocławiu.

Wskazują, że wirus został wyeliminowany u zwierząt domowych, zaś największym zagrożeniem w obecnej sytuacji wydaje się fakt corocznego stwierdzania wścieklizny u nietoperzy.

Autorzy pracy zamieszczonej w piśmie Clinical Infectious Diseases, w 2013 roku (Udov et al.) wskazują, zaś, że ugryzienia nietoperzy są często małe i powierzchowne. Z tego powodu – jak wykazali w swojej analizie, często wścieklizna, jaką człowiek nabył od nietoperza, jest zbyt późno wykrywana. Warto przy tym zaznaczyć, że ich analiza dotyczyła przypadków wścieklizny u ludzi, stwierdzonej w krajach Azji, Afryki, obu Ameryk i Europy. Ponieważ choroba została wykryta w fazie, gdy dawała objawy, pacjenci ci nie mieli już szans na przeżycie, a autorzy badali różnice w klinicznych manifestacjach w zależności od tego, jakie zwierzę zaraziło człowieka.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Poznaj powód, by do samolotu nie wsiadać z chorymi zatokami

aircraft-1362586_1920-copy

Wakacje, więc wielu z nas ma w planie podróż samolotem. Nagła infekcja górnych dróg oddechowych albo przewlekły stan zapalny zatok to problemy, które mogą poważnie skomplikować podniebą podróż. Zwłaszcza podczas zniżania się samolotu do lądowania w razie infekcji można doznać urazu ciśnieniowego.

Ciśnienie na pokładzie samolotu na wysokości przelotowej może odpowiadać temu w górach na wysokości od 1524 do 2428 metrów nad poziomem morza. Dla zdrowego człowieka to żaden problem, choć generalnie przystosowani jesteśmy do ciśnienia na poziomie morza. Podczas zniżania się do lądowania następuje nagła zmiana ciśnienia. Osoba z katarem lub chorymi zatokami może wówczas odczuwać ból w wyniku urazu ciśnieniowego (barotraumy).

Co to jest barotrauma?

Uraz ciśnieniowy czyli tzw. barotrauma polega na tym, że różnice ciśnień uszkadzają wewnętrzne struktury, czyli najczęściej ucho środkowe i zatoki przynosowe, wyrównujące ciśnienie wewnątrz z panującym na zewnątrz bardzo wąskimi kanałami wysłanymi błoną śluzową. Dochodzi do niego wskutek działania gwałtownej zmiany ciśnień na jamy ciała zawierające powietrze.

Dlaczego? Podczas kataru czy innej infekcji górnych dróg oddechowych dochodzi do obrzęku błony śluzowej nosa, a także znajdującej się w części tylnej nosa ujścia trąbki słuchowej.

– Stan zapalny w przestrzeni ucha środkowego prowadzi do nadmiernej produkcji i gromadzenia się wydzieliny. Jeśli jej fizjologiczny odpływ jest niemożliwy (to tzw. niedrożność trąbki słuchowej) zaczyna ona gromadzić się w uchu środkowym, powodując wzrost ciśnienia w jamie bębenkowej. Powoduje to napięcie błony bębenkowej, które objawia się bólem ucha. Jeśli ciśnienie przekroczy wytrzymałość błony – np. podczas lotu samolotem lub nurkowania – może dojść do perforacji i wycieku wydzieliny na zewnątrz oraz czasowego niedosłuchu – ostrzega specjalistka otolaryngologii Agnieszka Dmowska-Koroblewska z Centrum MedycznegoMML w Warszawie.

Objawy uszkodzenia ucha w konsekwencji urazu ciśnieniowego:

  • silny ból
  • zawroty głowy
  • zaburzenia równowagi

Urazowi ciśnieniowemu najczęściej ulegają zatoki czołowe. Objawem jest rozpierający ból w okolicy czołowej, a także wynaczynienie się krwi do jamy zatok.

Katar i chore zatoki a podróż samolotem

Nasze drogi oddechowe, nawet zdrowe, „nie lubią” latania nie tylko z powodu różnicy ciśnień, ale i dlatego, że powietrze w samolocie ma niską wilgotność. Kiedy samolot znajduje się na wysokości przelotowej (10-12 km nad ziemią) do jego wnętrza wprowadzane jest powietrze, wcześniej zagęszczone i ogrzane. Nie jest ono „bogate” w parę wodną, czyli nie ma wysokiej wilgotności. Dlatego w samolocie dobrze jest pić dużo wody, a skórę zabezpieczać kremem nawilżającym.

Niektórzy podczas lotu, choć nie cierpią z powodu kataru czy innej infekcji, odczuwają ból uszu, zwłaszcza podczas zniżania się do lądowania. To ważny sygnał, który powinien skłonić do wizyty u specjalisty przed kolejną podróżą. Warto, by lekarz sprawdził, co dzieje się z nosem – czy nie ma skrzywionej przegrody nosowej, polipów, obrzęków związanych z przewlekłym procesem zapalnym.

Jeśli nie ma już możliwości konsultacji, to mogą pomóc dostępne bez recepty leki do nosa obkurczające błonę śluzową, które należy zażyć na ok. 30 minut przed startem.

– One działają krótko, ale są bardzo skuteczne. Ponadto w czasie lotu samolotem należy często przełykać ślinę, dużo pić, ruszać żuchwą. Jeżeli dolegliwości są bardzo intensywne, warto zatkać nos i usta i z całej siły wydmuchnąć powietrze. Dzięki temu ciśnienie powinno się wyrównać i takie działanie przyniesie ulgę – podpowiada lekarka.

Nie należy też podczas lotu pić alkoholu, bo powoduje dodatkowo obrzęk błony śluzowej w górnych drogach oddechowych i narządzie słuchu.

Jak lot samolotem wpływa na chore zatoki

Bardzo powszechnym letnim problemem jest zapalenie zatok. W przebiegu takiej infekcji spływająca do nosogardzieli wydzielina oraz katar w efekcie doprowadza w czasie lotu do zatykania uszu. Lekarka wyjaśnia, że zapalenie zatok to infekcja dotycząca nie tylko zatok, ale i całej jamy nosa oraz ujścia trąbki słuchowej, czyli połączenia ujścia ucha z nosem. To obrzęk tych struktur, ich przerośnięcie, typowe dla procesu zapalnego zatok, są szczególnie kłopotliwe  w samolocie.

– Naszymi pacjentami często są stewardesy i piloci. I wcale nie muszą mieć od razu zapalenia zatok, wystarczy ropny katar, aby doszło do problemów. Ropna wydzielina w czasie lotu samolotem może bowiem dostać się do ucha środkowego i spowodować jego zapalenie. U pilota taka sytuacja jest krytyczna i stanowi przeciwwskazanie do lotu – dodaje lek. Agnieszka Dmowska-Koroblewska.

Nawracające problemy tego typu powinny skłonić nas do wizyty u specjalisty i zrobienia pełnej diagnostyki, bo tylko zdiagnozowanie problemu pomoże nam zapobiec tym nieprzyjemnym sytuacjom, a może i większym problemom zdrowotnym.

Urazy wywołane zmianą ciśnienia najczęściej dotyczą osób :

  • podróżujących samolotem
  • nurkujących
  • uprawiających sporty lotnicze: skoki ze spadochronem, baloniarstwo

Jak uchronić rodzinę i siebie przed barotraumą

  • Ważna jest właściwa wentylacja jam nosa i zatok. Na 30 minut przed startem i lądowaniem warto zachęcić dziecko do wydmuchiwania nosa i samemu także zrobić to samo.
  • Jeśli to nie wystarcza pomocne zazwyczaj okazują się krople obkurczające błonę śluzową nosa
  • Jeśli występują objawy ostrej infekcji dróg oddechowych, należy rozważyć przełożenie podróży na inny termin
  • W samolocie żuj gumę, poruszaj żuchwą, często przełykaj ślinę, wydmuchuj nos, pij dużo wody

Monika Wysocka, Zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Sposoby na odciski i pęcherze na stopach

feet-1840937_1920-copy

Każdy z nas czasem ma z nimi problem. Aby się pojawiły na stopach wystarczy założyć nowe lub źle dobrane buty, wybrać się na dłuższą wędrówkę albo przetańczyć całą noc – zwłaszcza na obcasach. Czy przekłuwać pęcherze? Jak pozbyć się odcisków? Sprawdź, co radzą specjaliści.

Pęcherze i odciski powstające na stopach to nie tylko problem estetyczny. Jeśli je zlekceważymy i zaniedbamy, to w końcu mogą wywołać stan zapalny, ból oraz inne komplikacje. Warto zatem wiedzieć skąd się biorą i jak można sobie z nimi poradzić, w sposób zarówno skuteczny, jak i bezpieczny dla zdrowia.

Jakie są najlepsze sposoby na odciski

– Jeżeli na stopie zdrowej osoby powstanie odcisk, to w celu jak najszybszego pozbycia się go można zastosować miejscowo specjalne preparaty lub plastry, które w tym pomogą. Ale nie można na tym poprzestać, bo to, że w danym miejscu powstał odcisk oznacza, że albo mamy niewygodny but albo mamy taki kształt stopy, który powoduje ucisk. Po prostu nasze kości są tak ustawione, że dają ucisk w konkretnym miejscu lub miejscach – mówi Elżbieta Szkiler, doświadczona specjalistka pielęgniarstwa opieki długoterminowej.

Aby skutecznie i trwale pozbyć się odcisków (wybrać najlepszą metodę przeciwdziałania) najpierw trzeba więc ustalić konkretne przyczyny ich powstawania w danym miejscu stopy, a potem je wyeliminować. Najczęściej przyczyny te są dość banalne.

– Pacjent powinien po pierwsze zmienić oryginalne wkładki w butach, najlepiej na wkładki silikonowe, które są miękkie i lepiej chronią skórę. Najczęściej jednak odciski robią się od zagiętej wkładki w bucie. Na ogół jest tak, że pacjent nie wkłada ręki do buta, żeby to sprawdzić. Jeśli tak właśnie jest, to może nie trzeba nawet kupować nowych wkładek, tylko po prostu wyprostować, wygładzić obecne wkładki – podpowiada Elżbieta Szkiler.

Jeśli jednak to nie pomoże, to wtedy warto rozważyć zmianę obuwia na wygodniejsze i bardziej dopasowane do danej stopy.

– Bez tego raz powstały odcisk będzie się stale odnawiał w tym samym miejscu. Musimy zatem przede wszystkim usunąć przyczynę powstawania odcisku, a nie tylko sam odcisk. Dopiero wtedy problem zniknie – mówi pielęgniarka.

Czym się różni odcisk od pęcherza?

Co ciekawe, okazuje się, że powszechna wiedza na temat odcisków i pęcherzy powstających na stopach jest wciąż niewystarczająca.

– Ludzie często mylą odciski z pęcherzami. W praktyce łatwo je odróżnić, bo odcisk to twarda tkanka, która powstaje w miejscu stałego twardego ucisku (tam gdzie czujemy, że zawsze nas ciśnie). Tymczasem pęcherze są z reguły bardziej miękkie, widoczne, a także bardziej bolesne – mówi Elżbieta Szkiler, podkreślając, że zarówno w przypadku problemów z odciskami, jak i pęcherzami na stopach warto udać się po pomoc do specjalisty od leczenia i pielęgnacji stóp, czyli podologa, który potrafi też wykryć deformacje stóp, o których możemy nie mieć pojęcia.

Pęcherze na stopach: czy można je przebijać?

– Najważniejsza zasada postępowania z takimi pęcherzami jest następująca: nie wolno usuwać ich pokrywy! Jej zdarcie sprawia, że gojenie pęcherza przebiega dłużej, trudniej i powstaje ryzyko zakażenia rany – ostrzega Elżbieta Szkiler.

Decyzja o tym, czy zostawić taki pęcherz samemu sobie, aby po jakimś czasie samoistnie się wchłonął, czy też go przebić i zabezpieczyć, zależy od umiejscowienia pęcherza.

– Jeśli jest w takim miejscu, że założenie buta grozi jego zdarciem, to wtedy powinno się go umiejętnie przekłuć i założyć odpowiednio dobrany opatrunek, aby naskórek, który tworzy pokrywę pęcherza mógł z powrotem przyrosnąć do znajdującej się pod nim tkanki – podpowiada pielęgniarka.

Jak przebić i opatrzyć pęcherz na stopie?

– Przebijanie pęcherza powinno się robić jałową igłą, prostopadle do powierzchni skóry, ale nie z góry tylko z boku. Po nakłuciu trzeba delikatnie usunąć z pęcherza płyn, a potem położyć na pęcherz opatrunek, który nie przywiera, a więc najlepiej nieprzywierający opatrunek siatkowy pokryty maścią obojętną (np. wazeliną lub lipidokoloidowe albo  pokryte lipidami) i na to drugi opatrunek, który będzie to trzymał w całości – radzi Elżbieta Szkiler.

Specjalistka zaznacza, że zdejmowanie opatrunku też musi być umiejętne.

– W tym celu zaznaczamy miejsce nakłucia pęcherza i opatrunek zdejmujemy właśnie w tę stronę, nie odwrotnie – dodaje.

Wszystko po to, aby nie zedrzeć pokrywy pęcherza razem z opatrunkiem. 

Czy należy dezynfekować pęcherze na stopach?

– Jeżeli nie usuwamy pokrywy pęcherza, to nie ma potrzeby jego zdezynfekowania i zastosowania antyseptyku. Wystarczy tylko dobrze zabezpieczyć go przed uszkodzeniem. Dezynfekcja jest potrzebna wtedy, kiedy ten pęcherz pęknie i powstanie otwarta rana (odsłonięcie tkanek wewnętrznych) – mówi Elżbieta Szkiler.

Zatem, jeśli pęcherz jest w miejscu, gdzie można go bezpiecznie zostawić (bez groźby uszkodzenia – wtórnego urazu), to należy tak właśnie zrobić. Z czasem po prostu sam się wchłonie.

Jak nie dopuścić do powstania pęcherzy?

Pęcherze na stopach powstają wskutek silnego, lokalnego otarcia tkanek skóry, najczęściej spowodowanego przez niewygodne, niedopasowane obuwie lub bardzo intensywną pracę stóp (np. długotrwały marsz).
Tkanki te intensywnie się przesuwają w trakcie chodzenia, pracy fizycznej lub innej aktywności ruchowej, a oddziałujące na nie w tym czasie tarcie sprawia, że w końcu powstaje pęcherz wypełniony płynem surowiczym.

Można zatem nie mieć pęcherzy, o ile zapewni się odpowiednie obuwie oraz fizjologiczną pracę stóp.

Źródło: Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Na POChP chorują tylko palacze?

man-2634401_1920-copy

To MIT! Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) faktycznie najczęściej diagnozowana jest u osób, które palą bądź paliły papierosy lub inne wyroby tytoniowe, ale nawet ok. 20 proc. pacjentów z tym schorzeniem w Polsce nie oddawało się temu nałogowi.

POChP objawia się dusznością, świszczącym oddechem, nadmiarem wydzielanego śluzu oraz kaszlem na skutek ograniczenia przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe.

Jak wskazuje prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP) prof. Paweł Śliwiński, podstawową przyczyną rozwoju POChP jest palenie papierosów, które odpowiada za około 80 proc. przypadków tej choroby.

– Wielu chorych nigdy jednak nie paliło. Wskazują na to badania diagnostyczne przeprowadzone w Krakowie oraz kilku innych miejscowościach podkrakowskich. POCHP wykryto tam u 26 proc. kobiet, które nie paliły papierosów – mówi. Zaznacza jednak, że nie ma jednak pewności na ile te badania są miarodajne dla całej naszej populacji.

Przyczyny POChP

  • Palenie tytoniu
  • Zanieczyszczenie powietrza
  • Infekcje układu oddechowego we wczesnym dzieciństwie
  • Nawracające infekcje oskrzelowo-płucne
  • Bierne palenie
  • Nadreaktywność oskrzeli/astma
  • Uwarunkowania genetyczne

Naukowcy uważają, że głównym powodem przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, poza paleniem tytoniu, mogą być różnego rodzaju zanieczyszczenia powietrza.

– Może to być smog w miastach, jak również spaliny wydobywające się z kuchenek gazowych czy domowych kominków lub grilla. Wszystko zależy w jakim stopniu jesteśmy narażeni na szkodliwe substancje i jakie są nasze predyspozycje genetyczne – wyjaśnia prof. Śliwiński, który jest kierownikiem II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Jak w przypadku większości schorzeń wczesna diagnoza jest na wagę złota. POChP jest wprawdzie nieuleczalna, ale wczesne wdrożenie dostępnych terapii hamuje jej rozwój, zatem pacjent może normalnie funkcjonować i nie naraża się na powikłania ze strony układu krążenia.

Jak diagnozuje się POChP

Potrzebne jest badanie lekarskie z dokładnym wywiadem oraz spirometria – w stanie spoczynku oraz po podaniu leku rozkurczającego oskrzela.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Nowotwory – siedem sygnałów ostrzegawczych

cancer-389921_1920-copy-1

Dzięki współczesnej medycynie znaczną część chorób nowotworowych można wyleczyć – o ile tylko wykryje się je na wczesnym etapie rozwoju. Dlatego kluczową sprawą jest samoobserwacja i wiedza na temat wczesnych objawów raka. Sprawdź czy je znasz!

Poniżej wskazujemy siedem najczęściej występujących objawów, które mogą świadczyć o rozwijającej się skrycie chorobie nowotworowej – wymienił je podczas konferencji prasowej pt. „Warto się badać. Badanie daje życie” prof. Krzysztof Bielecki, znany lekarz i nauczyciel akademicki, specjalizujący się w chirurgii i proktologii.

Ale uwaga! Wszystkie te objawy MOGĄ, choć wcale NIE MUSZĄ, świadczyć o rozwoju nowotworu. Dlatego w razie ich wystąpienia warto skonsultować się z lekarzem, aby wykluczyć tę potencjalnie śmiertelną chorobę.

Na co zatem należy zwracać szczególną uwagę?

  • Zaburzenia oddawania stolca i moczu (np. nawracające, uporczywe, naprzemienne zaparcia i biegunki, zmiana rytmu wypróżnień, częstomocz). Mogą wskazywać na nowotwory jelita grubego lub układu moczowego.
  • Przewlekłe owrzodzenia skóry (utrzymujące się dłużej niż 3 miesiące), a także zmiany w obrębie znamion na skórze (np. zmiana zabarwienia, grubości, kształtu). Mogą wskazywać na nowotwory skóry.
  • Patologiczna (nietypowa) wydzielina, wydobywająca się z różnych otworów naturalnych ciała i brodawek (np. ropne upławy, krwioplucie). Może wskazywać na nowotwór narządów rodnych, płuca, jelita grubego lub piersi.
  • Guzki lub guzy (mogą pojawiać się w różnych miejscach, często są widoczne gołym okiem lub są wyczuwalne w dotyku). Mogą wskazywać m.in. na nowotwory tkanek miękkich (mięsaki) albo nowotwór piersi.
  • Dysfagia, czyli trudności w przełykaniu (zwłaszcza jeśli chodzi o produkty stałe). Może świadczyć o nowotworze przełyku.
  • Kaszel lub chrypka (gdy są męczące, nietypowe, utrzymujące się przewlekle), a także krew w plwocinie. Mogą świadczyć o nowotworze płuca.
  • Gorączka lub stany podgorączkowe występujące bez wyraźnej przyczyny, a także obfite nocne poty. Mogą wskazywać na nowotwory hematologiczne, np. chłoniaki (ich objawem jest też powiększanie się węzłów chłonnych, m.in. pachy, pachwiny i szyi).

Rzecz jasna, możliwych objawów nowotworów jest znacznie więcej – ich nasilenie i lokalizacja zależą w dużej mierze od rodzaju nowotworu. Na przykład rak wątroby może się objawić żółtaczką albo bólami pod prawym łukiem żebrowym, a rak trzustki bólami promieniującymi do kręgosłupa (odczuwanymi jako ból pleców).

Ale warto wiedzieć, że są też pewne ogólne objawy, które są wspólne dla wielu rodzajów nowotworów.

Prof. Krzysztof Bielecki podpowiada, że do takich „uniwersalnych” sygnałów ostrzegawczych należą: utrata łaknienia, szybko postępujący ubytek masy ciała (chudnięcie), a także szybko postępująca utrata sił (ogólne osłabienie, wyczerpanie).

Na tym jednak nie koniec. Eksperci podkreślają, że kolejnym ważnym elementem profilaktyki nowotworów, obok samoobserwacji, jest regularny udział w badaniach kontrolnych (tzw. skriningowych, np. kolonoskopii czy mammografii), adekwatnych do wieku i płci danej osoby. Trzeba o tym ciągle przypominać, bo niestety zgłaszalność na tego rodzaju badania nie jest w Polsce tak duża i powszechna, jak być powinna.

– Zgłaszalność na darmową kolonoskopię, w ramach akcji profilaktycznych, które są poprzedzane rozesłaniem imiennych zaproszeń, wynosi u nas niespełna 30 proc. Musimy więc dalej edukować Polaków i przekonywać ich do brania udziału w badaniach profilaktycznych. Bez tego nie da się wygrać z nowotworami – podkreśla prof. Krzysztof Bielecki.

W ramach profilaktyki nowotworów eksperci zalecają ponadto stosowanie w codziennym życiu 12 zasad zawartych w tzw. Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem.

Przypomnijmy, że nowotwory są drugą w kolejności, po chorobach układu krążenia, przyczyną zgonów w Polsce. Nic zatem dziwnego, że lekarze ciągle apelują do Polaków, aby w ramach „dmuchania na zimne” wprowadzali prozdrowotne zmiany w swoim życiu i praktykowali tzw. czujność onkologiczną. Chodzi przede wszystkim o to, żeby nie przegapić wczesnych objawów rozwijającego się nowotworu, ponieważ szybkie jego wykrycie daje duże szanse na wyleczenie.

– Naprawdę warto się badać. Sama jestem przykładem na to, że wcześnie wykryta zmiana, daje duże szanse na powrót do pełni zdrowia – podkreśla Anna Czech, posłanka, która jest przewodniczącą Zespołu Parlamentarnego ds. Organizacji Ochrony Zdrowia.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Chorobotwórczy patogen „sprzeda” nam tylko osoba chora?

virus-1812092_1920

To MIT! Bardzo często jest tak, że zakażamy się groźnymi wirusami, bakteriami czy grzybami od osób, które fachowo określa się „bezobjawowymi nosicielami”.

I tak, aż 10 proc. ogólnej populacji może mieć w błonie śluzowej jamy ustnej dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, powszechnie znane jako meningokoki, a odsetek takich nosicieli w populacji dzieci w żłobkach i przedszkolach sięga nawet 80 proc.! Oczywiście nie wszystkie chorują, jednak u niektórych może rozwinąć się bardzo groźna inwazyjna choroba meningokokowa.

Z kolei nosiciele wirusa HIV nawet przez całe dekady mogą żyć w nieświadomości, że z biegiem czasu rozwinie się u nich śmiertelne AIDS, a w tym czasie zakażać swoich partnerów/partnerki. Tego rodzaju przykładów jest znacznie więcej. Jak się chronić? Jest kilka zasad, dających dobre efekty:

  • Jeśli istnieje szczepionka – szczepić się!
  • Zachowywać podstawowe zasady higieny: pić z własnych naczyń czy butelek, dzieląc się z kimś kanapką – odkrajać jej część, a nie odgryzać, myć często ręce, wymieniać często szczoteczkę do zębów itp.
  • Zachowywać wierność jednemu partnerowi.
  • Wykonywać zalecane badania diagnostyczne – np. test w kierunku wykrycia HIV czy cytologię.
  • W razie podejrzenia choroby zgłaszać się do lekarza.
  • Zdrowo jeść, ruszać się i zadbać o wypoczynek zarówno dobowy, jak i wakacyjny – to wzmacnia odporność i tym samym chroni przed tym, że w razie zakażenia się patogenem rozwinie się infekcja.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Dziecko z astmą warto zapisać na karate?

karate-851715_1920-copy

To FAKT! Jak podkreśla alergolog i internista prof. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w astmie ważne jest nauczyć się kontrolować swój oddech. A naukę takiej umiejętności zapewniają sporty walki. Może to być karate, ale także innego tego rodzaju dyscypliny.

– Właśnie po to, by nauczyły się kontrolować oddech, zalecamy dzieciom chorym na astmę sporty walki – tłumaczy profesor, kierujący Kliniką Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z kolei dorosłym astmatykom lekarze zapisują jogę (chyba że mają fizyczne możliwości i ochotę na rozpoczęcie przygody ze sportami walki).

Oczywiście podstawą leczenia astmy są regularnie przyjmowane zalecone przez lekarza leki oraz unikanie sytuacji, w których ta choroba o zapalnym podłożu może się zaostrzyć (np. warto unikać przebywania w kurzu, pyłach i pyłkach, smogu, dymie papierosowym, zimnym powietrzu).

Chory na astmę musi też regularnie wykonywać spirometrię spoczynkową (o ile lekarz nie zaleci inaczej, co najmniej raz do roku), aby sprawdzić, jak radzą sobie jego płuca.

Warto wiedzieć, że astma nie uniemożliwia uprawiania sportu, nawet na wyczynowym poziomie, także w niesprzyjających dla chorego warunkach. Na astmę choruje na przykład Marit Bjoergen, która posiada kolekcję 15 medali olimpijskich w biegach narciarskich (w tym osiem złotych). W tym kontekście trzeba przypomnieć, że zimne powietrze zaostrza astmę; na przykładzie słynnej norweskiej astmatyczki, która publicznie opowiada o regularnym przyjmowaniu leków na swoją chorobę można powiedzieć, że terapia astmy potrafi być niezwykle skuteczna.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixaby.com

Jajka – ile można bezpiecznie zjeść

jaja-1

Jajka to symbol Wielkanocy. Powszechnie wiadomo, że zawierają sporo cholesterolu, jednak nie można powiedzieć, że są to niezdrowe produkty. Sprawdź ile można ich zjeść, by dodać sobie zdrowia.

W Polsce spożycie jajek szacuje się obecnie średnio na nieco ponad 3 sztuki tygodniowo (na osobę). Dużo to czy mało?

„Jajka należy spożywać, ze względu na ich wartość odżywczą (źródło białka, witamin A, D, B12, B1, B2, żelaza), ale w rozsądnych ilościach, czyli nie więcej niż jedno dziennie” – rekomenduje prof. Longina Kłosiewicz-Latoszek, ekspertka z Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ).

Niestety, jajka, ze względu na zawartość cholesterolu pokarmowego, budzą wciąż sporo kontrowersji i obaw, szczególnie wśród osób obciążonych chorobami układu krążenia, czy też osób z dużym stężeniem cholesterolu we krwi (hipercholesterolemią).

Zwłaszcza takim osobom eksperci radzą więc ograniczanie spożycia cholesterolu pokarmowego, ale to zalecenie obejmuje przede wszystkim tłuste mięso i tłuszcz zwierzęcy oraz słodycze, zwłaszcza te wytwarzane na przemysłową skalę.

Jak wskazują w artykule zamieszczonym na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej Barbara Wojda oraz Zofia Chwojnowska, badania z ostatnich lat dowodzą, że cholesterol z jaj nie jest taki straszny, jak wcześniej sądzono.

„Cholesterol zawarty w jajach w większości przypadków nie wpływa na poziom cholesterolu we krwi, tak jak tłuszcze nasycone  w tym tłuszcze trans, tak często obecne w słodyczach i ciastkach. Żółtko jaja ma bardzo korzystny stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych do cholesterolu i odpowiednią ilość fosfolipidów, przez co zjedzenie nawet 2-3 sztuk jaj dziennie nie powoduje u zdrowego dorosłego człowieka wzrostu cholesterolu. Aktualne badania wskazują, że spożycie jaj – jako części zdrowej, zbilansowanej diety – nie zwiększa znacząco poziomu cholesterolu u większości zdrowych ludzi, w tym dzieci” – czytamy.

Ekspertki dodają, że niewiele jest produktów spożywczych o tak niepowtarzalnym składzie i wartości odżywczej, zatem zaleca się, aby osoby zdrowe, w tym dzieci i młodzież mogli spożywać 1 jajko dziennie.

W tym kontekście warto jeszcze dodać, że ludzie różnią się reakcją organizmu na cholesterol pokarmowy. Jedni są po prostu na jego wpływ bardziej wrażliwi, a inni mniej. Tym bardziej lepiej w tej kwestii dmuchać na zimne i preferować w diecie produkty roślinne.

Warto jeść jajko codziennie, bo jaja zawierają jednak szereg drogocennych elementów, jak na przykład łatwo przyswajalne żelazo, wysokiej jakości białko, witaminy z grupy B, A, D, E, cynk, fosfor, jod oraz karotenoidy jak zeaksantyna i luteina (mające istotny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie narządu wzroku).

Zatem zjedzenie jajka czy dwóch przy wielkanocnym stole nie powinno zaszkodzić, zwłaszcza jeśli po śniadaniu udamy się na długi spacer.

Wiktor Szczepaniak, Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com