Schizofrenia zaczyna się w młodym wieku?

schizophrenia-388869_1920-copy

To FAKT! Gdy ktoś skończy 35 lat, to już tylko w minimalnym stopniu narażony jest na zachorowanie, nawet jeśli schizofrenia wystąpiła u członka jego najbliższej rodziny.

 Schizofrenia to choroba zaliczana do tzw. psychoz, czyli grupy chorób psychicznych, których znakiem rozpoznawczym jest występowanie poważnych zaburzeń w postrzeganiu rzeczywistości.

Z danych epidemiologicznych wynika, że schizofrenia dotyka około 1 proc. populacji, czyli średnio jedną osobę na sto. Niestety, wiadomo też, że podatność na schizofrenię może być dziedziczona. Oznacza to, że w sytuacji, gdy na schizofrenię choruje lub chorował nasz bliski krewny (zwłaszcza rodzeństwo lub rodzice) ryzyko zachorowania znacząco rośnie i wynosi 1:10.

W tym kontekście należy jednak wiedzieć, że objawy schizofrenii pojawiają się zazwyczaj w okresie wczesnej młodości, a konkretnie między 18. a 25. rokiem życia. Eksperci uspokajają, że osoba, która przekroczyła 35. rok życia jest już tylko w minimalnym stopniu narażona na zachorowanie i to pomimo faktu występowania tej choroby w najbliższej rodzinie.

Schizofrenia jest jednak chorobą przewlekłą. Zatem jeśli jej objawy (pierwszy epizod) wystąpiły już u kogoś w młodym wieku, to należy się liczyć z tym, że może ona nawracać również i w późniejszym wieku.

Ale choroba ta u różnych osób może mieć bardzo różny przebieg i związane z tym rokowanie.

„Diagnoza schizofrenii nie jest wyrokiem skazującym na rezygnację z marzeń, zainteresowań i dotychczasowego trybu życia. Po pierwszym epizodzie trudno przewidzieć, jak rozwinie się choroba. Wiadomo, że 15 proc. spośród osób, u których psychoza rozwinęła się nagle, w pełni wraca do zdrowia i nigdy więcej nie ma nawrotu. Szacuje się, że około 45 proc. chorych ma szansę na pełną remisję oraz aktywne życie prywatne i zawodowe. Warunkiem poprawy stanu zdrowia jest podjęcie leczenia” – czytamy w poradniku dla rodzin osób ze schizofrenią, opublikowanym w ramach Ogólnopolskiego Programu Zmiany Postaw Wobec Psychiatrii.

Trzeba też wiedzieć, że bez porozumienia z lekarzem nie wolno odstawiać leków ani zmieniać ich dawek. Wielu ludzi obawia się, że przyjmowanie leków stosowanych w schizofrenii zamieni ich w  postacie, które pamiętamy z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. To już jednak przeszłość i zapewne wielu z nas zna osobę chorującą na schizofrenię, ale o tym nie wie – współcześnie stosowane medykamenty pozwalają na nor

Jak można rozpoznać schizofrenię?

Jeśli w ostatnich tygodniach zaobserwowałeś, że twój bliski bardzo się zmienił:

  • ma trudności w prawidłowej ocenie rzeczywistości,
  • ma problemy w zapanowaniu nad własnymi emocjami i zachowaniem,
  • widzi lub słyszy coś, czego nikt inny nie spostrzega,
  • izoluje się, niechętnie odpowiada na pytania,
  • przestał wykonywać lub zaczął zaniedbywać obowiązki domowe,
  • zachowuje się dziwacznie, niezrozumiale i niepokojąco,

może to oznaczać, że zachorował na schizofrenię.

W takim przypadku należy poszukać pomocy lekarza psychiatry.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Polska jedynym krajem w UE z obowiązkiem szczepień?

vaccination-2722937_1920-copy

To MIT! Obowiązek szczepień mają m.in. Francja i Włochy, zaś w krajach, w których takiego obowiązku nie ma, istnieje szereg zachęt oraz nieprzyjemnych konsekwencji, jeśli dziecka nie poddaje się szczepieniom.

We Włoszech jeszcze dwa lata temu nie było obowiązku szczepień, ale po wzroście zachorowań na choroby, które wcześniej dzięki szczepieniom zostały niemal wyeliminowane, wprowadzono dekret o obowiązku szczepień dzieci przeciwko 10 chorobom. Wzrost zachorowań na choroby zakaźne we Włoszech związany był przede wszystkim ze wzrastającą popularnością ruchów antyszczepionkowych i spadkiem wysokiej wcześniej wyszczepialności.

Jarosław Pinkas, krajowy konsultant ds. zdrowia publicznego, w trakcie debaty sejmowej nad obywatelskim projektem ustawy zmierzającym do zniesienia obowiązku szczepień ochronnych w Polsce wskazał, że we Francji, w której obowiązkowe były szczepienia jedynie przeciw trzem chorobom zakaźnym (poliomyelitis oraz błonicy i tężcowi), od 2018 roku obowiązkowe stały się szczepienia przeciw jedenastu chorobom zakaźnym.

Taka decyzja władz Francji była podyktowana niebezpiecznym wzrostem zachorowań na choroby zakaźne, przed którymi chronią szczepienia – przede wszystkim na odrę.

Pinkas zwrócił uwagę, że w wielu krajach świata nie przewiduje się wprawdzie obowiązku szczepień, jednak szczepionki są w pełni refundowane dla osób ubezpieczonych, a ponadto istnieje wiele  mechanizmów zwiększających nacisk na to, by dzieci były szczepione. Jeden z popularniejszych to odmowa przyjęcie dziecka nieszczepionego do szkoły lub przedszkola.

Specjalista przypomniał, że np. w Niemczech rodzice pod groźbą kary finansowej są zobowiązani do odbywania spotkań z lekarzem i rozmów na temat szczepień. Podobny obowiązek istnieje w Stanach Zjednoczonych, Australii czy Francji. Ponadto, w Stanach Zjednoczonych, Francji, Australii czy Kanadzie dzieci nieszczepione mogą zostać nieprzyjęte do szkoły. Ale na tym nie koniec. Na przykład w Australii, w ramach programu o nazwie „Nie kłujesz, nie płacimy”, obniża się zasiłek rodzinny, wtedy gdy dziecko nie jest szczepione.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Paracetamol czy ibuprofen? Wybieraj świadomie.

tablets-2248375_1920-copy-1

Paracetamol i ibuprofen to jedne z najpopularniejszych i najczęściej stosowanych substancji przeciwbólowych i przeciwgorączkowych. Leki te można kupić w każdej aptece, sklepie czy na stacji benzynowej – są to preparaty dostępne bez recepty (tzw. leki OTC). Niejednokrotnie wybór jednego ze wspomnianych leków jest przypadkowy, bez wcześniejszego zapoznania się z ich właściwościami. Substancje te, mimo iż zwykle stosowane na te same dolegliwości, mają jednak nieco inne działanie i tym samym inne przeciwwskazania.

Paracetamol, znany także jako Acetaminofen, to organiczny związek chemiczny, pochodna aniliny, stosowany jako lek o działaniu przeciwbólowym i przeciwgorączkowym. Osoba dorosła i dzieci powyżej 12 lat jednorazowo mogą zażyć 1-2 tabletki (500 -1000 mg) co 4 do 6 godzin. Dawka dobowa nie powinna jednak przekraczać 4000 mg substancji, czyli 8 tabletek 500 mg/dobę. To stosunkowo bezpieczny lek, jednak jego długotrwałe stosowanie może prowadzić do uszkodzenia wątroby. Paracetamol jest dobrze wchłaniany z przewodu pokarmowego (z jelita cienkiego), wykazuje szybkie działanie terapeutyczne – maksymalne stężenie we krwi osiąga po ok. 30 – 60 min. po zastosowaniu i działa do 4 – 6 godzin. Stosowany w bólach o małym i umiarkowanym nasileniu, najczęściej w bólach: głowy, gardła, bólach zębów, menstruacyjnych, a także w bólach kostnych, stawowych i reumatycznych. Ze względu na działanie przeciwgorączkowe stosowany jest także w stanach przeziębienia i grypy. Ponadto prowadzone badania wykazały, że paracetamol w zalecanych dawkach i pod nadzorem lekarza może być stosowany u kobiet w ciąży i karmiących piersią, gdy występuje taka konieczność. Stosowany zgodnie z zaleceniami nie wywiera niekorzystnych efektów ze strony układu pokarmowego, w przeciwieństwie do leków z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ). Przyjmowanie tego leku nie wpływa także na proces krzepnięcia krwi – nie hamuje zlepiania płytek krwi i procesu krzepnięcia. Tak jak w przypadku każdego leku, również po zażyciu paracetamolu mogą wystąpić działania niepożądane. Najczęściej są to: reakcje alergiczne (wysypka, pokrzywka, świąd) czy łagodne dolegliwości ze strony układu pokarmowego (nudności, wymioty).

Natomiast Ibuprofen to pochodna kwasu propionowego. Tak jak paracetamol wykazuje działanie przeciwbólowe oraz przeciwgorączkowe. Dodatkowo działa przeciwzapalnie – należy do grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ). Stosowany jest, tak jak paracetamol, w celu obniżenia gorączki i zmniejszenia dolegliwości grypowych, a także w łagodzeniu dolegliwości bólowych różnego pochodzenia o małym i średnim nasileniu. Działanie terapeutyczne jako lek przeciwbólowy i przeciwzapalny wykazuje także w dolegliwościach związanych z reumatoidalnym zapaleniem stawów, chorobie zwyrodnieniowej stawów i kręgosłupa oraz innych reumatycznych chorobach. Stosowany jest również w leczeniu zmian pourazowych (np. skręcenie, zwichniecie).  U osób dorosłych oraz dzieci powyżej 12 r. ż. zalecana dawka wynosi 1200 – 1800 mg/dobę tj. 6-8 tabletek 200 mg (maksymalna dawka nie powinna przekraczać 3200 mg/dobę tj. 16 tabletek 200 mg) w podzielonych dawkach. Działanie przeciwbólowe wykazuje już po 30 min. od zażycia i utrzymuje się przez ok. 4 – 6 godzin. Maksymalne stężenie we krwi osiąga po ok. 1 – 2 godzinach od podania. Proces wchłaniania rozpoczyna się częściowo w żołądku i w większym stopniu w jelicie cienkim. Ibuprofen tak jak inne NLPZ może uszkadzać śluzówkę żołądka, w wyniku czego przy dłuższym stosowaniu możliwe jest wystąpienie dolegliwości ze strony układu pokarmowego, takich jak: krwawienia, owrzodzenia i perforacja żołądka i jelit. W przypadku konieczności zażycia leku przez kobiety w ciąży konieczna jest konsultacja lekarska, jednak w III trymestrze ciąży zdecydowanie nie należy stosować ibuprofenu! Należy także mieć na uwadze, iż ibuprofen wpływa na proces krzepnięcia krwi. Prowadzone badania wykazały, iż stosowanie ibuprofenu może niekorzystnie wpływać na płodność kobiet, dlatego substancja ta nie powinna być przyjmowana przez kobiety, które planują zajść w ciąże lub mają trudności z zajściem w ciążę. Niesteroidowe leki przeciwzapalne mogą także powodować zaburzenia widzenia, w przypadku wystąpienia dolegliwości związanych ze wzrokiem (mroczki) należy zaprzestać przyjmowanie leku. Ibuprofen może przyczyniać się do uszkodzenia nerek, m.in.: ostrego śródmiąższowego zapalenia nerek lub zespołu nerczycowego, zwłaszcza u osób z występującą już chorobą nerek, w podeszłym wieku, z cukrzycą, ciężką niewydolnością serca – dlatego należy stosować go z rozwagą.

Oba leki mogą być stosowane zarówno u dorosłych jak i u dzieci (od 3 miesiąca życia zgodnie z zaleceniami). Badania prowadzone nad skutecznością obu substancji dowiodły, iż oba leki mają podobną skuteczność przeciwbólową i przeciwgorączkową. Dodatkowo ibuprofen eliminuje stan zapalny w organizmie. Przyjmowanie paracetamolu jest jednak bezpieczniejsze, ze względu na mniejszą liczbę możliwych działań niepożądanych.

Ten sam lek, różne preparaty!

Należy pamiętać, że nietrudno o przedawkowanie zarówno jednego jak i drugiego leku, ponieważ substancje te występują w bardzo dużej liczbie preparatów dostępnych pod różnymi nazwami handlowymi, ponadto często (zwłaszcza paracetamol) są elementem leków stosowanych w przeziębieniu i grypie. Przed zastosowaniem kolejnego leku należy zatem dokładnie zapoznać się z załączoną ulotką, żeby zapobiec przedawkowaniu i związanymi z tym konsekwencjami zdrowotnymi.

Ważne jest także, aby przyjmować jak najmniejszą skuteczną dawkę leku. Zarówno paracetamol jak i ibuprofen powinien być przyjmowany przez krótki okres (maksymalnie kilka dni), zgodnie z zalecanymi dawkami. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do dawkowania lub podejrzenia przedawkowania, należy natychmiast skontaktować się z lekarzem.

 

Źródło: http://pacjentinfo.pl/2017/08/28/paracetamol-czy-ibuprofen-wybieraj-swiadomie/

Fot. www.pixabay.com

Z oczu można wyczytać chorobę Parkinsona?

dependent-100343_1280-copy

To FAKT! U osób cierpiących na chorobę Parkinsona, już we wczesnym jej etapie rozwoju, daje się zaobserwować zmniejszenie grubości siatkówki. Dzięki temu odkryciu prawdopodobnie można będzie opracować testy umożliwiające wykrycie tego schorzenia, zanim pojawią się inne, typowe jego objawy.

Zespół dr Jee-Young Lee z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego przeprowadził eksperyment z udziałem 49 chorych na Parkinsona. Średnia ich wieku wynosiła 69 lat. Ochotnicy ci zostali zdiagnozowani mniej więcej dwa lata wcześniej, ale nie przyjmowali leków. Grupę kontrolną stanowiły 54 zdrowe osoby, w podobnym wieku.

U wszystkich uczestników badań naukowcy przeprowadzili kompletne badanie oczu, polegające m.in. na ocenie grubości wszystkich warstw siatkówki. (Siatkówka składa się z kilku warstw komórek nerwowych.)

Dodatkowo, w przypadku 28 chorych przeprowadzono badania za pomocą pozytronowego tomografu emisyjnego (PET). Pozwoliły one zmierzyć w ich mózgach gęstość komórek produkujących dopaminę – substancję, której brak powoduje niekontrolowanie ruchy i drżenia różnych części ciała, czyli podstawowy objaw choroby Parkinsona.

Okazało się, że w przypadku osób cierpiących na to schorzenie wewnętrzne warstwy siatkówki są znacznie cieńsze niż u ludzi zdrowych. Ponadto, im cieńsza siatkówka, tym choroba była bardziej zaawansowana i utrata komórek produkujących dopaminę większa.

– Nasze badania jako pierwsze wykazują powiazanie między grubością siatkówki a oznakami postępu choroby i utratą komórek mózgu wytwarzających dopaminę. Odkryliśmy również, że im cieńsza siatkówka, tym postęp choroby większy. Możliwe, że dzięki tym ustaleniom uda się kiedyś na postawie prostego skanu oka wykryć Parkinsona na wczesnym etapie, przed pojawieniem się innych objawów – mówi dr Jee-Young Lee.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Głód na zdrowie?

eat-healthy-2943187_1920-copy-2

Krótkie głodówki zyskują popularność jako sposób na schudnięcie, obniżenie ciśnienia czy regenerację organizmu. Choć można znaleźć doniesienia naukowe wspierające takie działanie, to okazuje się, że bardziej korzystne może być jednak racjonalne, zdrowe odżywianie.

Badacze z University of Surrey na 10 tygodni podzielili uczestników swojego eksperymentu na dwie grupy – część opóźniała śniadanie o 90 min i jadła ostatni posiłek o 90 min wcześniej, a część odżywiała się według wcześniejszych zwyczajów. Ochotnicy, którzy zmienili swój rytm odżywiania, nie tylko mieli w ciągu dnia mniej okazji do jedzenia, ale też zmniejszył się ich apetyt. W efekcie, w czasie trwania eksperymentu wyraźnie spadła u nich ilość tkanki tłuszczowej.

Korzyści z okresowego głodu

Podobnych eksperymentów było więcej. W projekcie badawczym zespołu z University of Illinois w Chicago, 23 otyłe osoby w wieku średnio 45 lat mogły spożywać posiłki tylko między godziną 10. a 18. W tym czasie uczestnicy mogli jeść wszystko, co tylko chcieli, lecz w pozostałych godzinach wolno im było tylko pić bezkaloryczne napoje. Po 12 tygodniach naukowcy zauważyli wyraźne zmiany – masa ciała ochotników spadła przeciętnie o 3 proc., a skurczowe ciśnienie krwi o 7 mm Hg. Podobnie może działać system nazywany 5:2. Polega on na normalnym odżywianiu przez 5 dni i znacznym ograniczeniu jedzenia przez kolejne dwa dni. W jednym z badań sprawdzających takie podejście naukowcy z University of Surrey poprosili część ochotników z nadwagą, aby przez 5 dni w tygodniu odżywiali się normalnie, a przez 2 dni spożywali tylko 600 kalorii. Druga grupa natomiast po prostu przyjmowała codziennie 600 kalorii mniej niż zwykle. Okresowy, częściowy post poskutkował lepszymi wynikami. Organizmy osób z tej grupy szybciej usuwały trójglicerydy z krwi po posiłku i musiały produkować mniej insuliny. Naukowcy zaobserwowali też u nich większy spadek ciśnienia krwi.

– U osób jedzących przez długi okres żywność wysoko przetworzoną o niskiej wartości odżywczej lecz wysokiej kaloryczności, najczęściej można zaobserwować niekorzystne zmiany profilu lipidowego, wzrostu glukozy we krwi, otyłość, nadciśnienie, wysypki, problemy z wypróżnianiem i wiele innych objawów. Często właśnie takie osoby decydują się na okresowe posty. Organizm dostaje mniej energii, mniej składników mineralnych, w tym sodu wpływającego na wzrost ciśnienia, energię czerpie z zasobów tkanki tłuszczowej, więc osoba chwilowo chudnie oraz spada jej ciśnienie, czy ilość glukozy we krwi – mówi Tomiła Karwowska, dietetyk w poradni mojdietetyk.pl

Głód a nowotwory i komórki jelit

Niektóre obserwowane skutki czasowej rezygnacji z jedzenia mogą wręcz zadziwiać. Badacze z University of California w San Diego przeanalizowali dane na temat prawie 2,5 tys. kobiet z rakiem piersi wykrytym na wczesnym etapie, w wieku od 27 do 70 lat w momencie diagnozy. Uwzględniające kilka lat życia pacjentek informacje pokazały, że nocna rezygnacja z jedzenia trwająca mniej niż 13 godzin wiązała się z większym o 36 proc. ryzykiem nawrotu choroby w porównaniu do ryzyka u kobiet, które w okresie nocnym powstrzymywały się od jedzenia przez co najmniej 13 godzin.

Kobiety, które dłużej powstrzymywały się od spożywania posiłków także dłużej spały i miały niższe stężenie glikowanej hemoglobiny, która zależy od poziomu glukozy we krwi. Badacze podejrzewają więc, że u tych kobiet mniejsze było też ryzyko wystąpienia cukrzycy i chorób układu krążenia, a nawet innych niż rak piersi nowotworów. Z drugiej jednak strony u stosujących mini-głodówki kobiet nie spadło ryzyko zgonu wywołane rakiem piersi, ani ogólne ryzyko śmierci.

Naukowcy coraz lepiej poznają też skutki ograniczania dostępu do jedzenia, jakie zachodzą na poziomie komórek. Zespół z Massachusetts Institute of Technology w eksperymentach na myszach odkrył na przykład, że już trwający 24 godziny post znacząco poprawiał zdolność do regeneracji komórek macierzystych jelita zarówno u młodych, jak i u starych zwierząt. Komórki te są niezbędne do ciągłego odnawiania się jelitowego nabłonka. Zmiana była spowodowana tym, że komórki zaczęły w większym stopniu wykorzystywać kwasy tłuszczowe zamiast glukozy.

Niedawno grupa badaczy z Georgia State University doniosła natomiast o odkryciu cząsteczki wydzielanej w trakcie ograniczenia dostępu organizmu do kalorii, a która ochrania układ krwionośny przed skutkami starzenia. Substancja należąca do tzw. ciał ketonowych wytwarzana jest w wątrobie i spowalnia starzenie komórek nabłonka wyściełającego naczynia krwionośne oraz limfatyczne.

– Warto powiedzieć, że ograniczenie dostarczania energii jest jedynym jak dotąd udowodnionym sposobem wydłużania życia. Ważne jest jednak, aby nie zmniejszać liczby kalorii zbyt mocno, bo wtedy organizm będzie miał energii za mało, co jest szkodliwe. Trzeba też zadbać o dostarczenie odpowiedniej ilości wszelkich potrzebnych składników, takich jak białko, kwasy tłuszczowe, witaminy czy minerały” – wyjaśnia dr inż. Jacek Bujko, specjalista w zakresie żywienia człowieka i dietetyki w Zakładzie Dietetyki w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Głodówka niekoniecznie jest najlepsza

Nie wszystkie wyniki badań są jednak korzystne dla głodówek. Zespół z University of Illinois w Chicago na setce otyłych osób sprawdził dwa sposoby żywienia. Część ochotników co drugi dzień przyjmowała tylko 25 proc. typowej dawki kalorii, a w pozostałych dniach 125 proc., natomiast druga grupa codziennie ograniczała liczbę kalorii do 75 proc. typowego spożycia. Okazało się, że naprzemienny post nie spowodował wyraźnie lepszych efektów, jeśli chodzi o spadek wagi i czynników ryzyka chorób serca. Nie okazał się też łatwiejszy w przestrzeganiu.

Co więcej, nie do końca jeszcze wiadomo, czy tego typu głodówki są na pewno bezpieczne.

Naukowy z Uniwersytetu w Sao Paulo sprawdzili wpływ poszczenia co drugi dzień na masę ciała, obecność wolnych rodników i poziom insuliny u dorosłych szczurów. Choć ilość przyjmowanego przez zwierzęta pożywienia i masa ich ciała w ciągu trwającego 3 miesiące doświadczenia spadły, to ilość tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha wzrosła. To nie wszystko. Badacze wykryli uszkodzenia w komórkach trzustki produkujących insulinę i obecność podwyższonej ilości szkodliwych wolnych rodników. Wzrosła też oporność szczurów na insulinę.

– Wystarczy popracować trochę w systemie 3 zmianowym i większość osób przyzna mi rację, że rozregulowując swój sen, ciężko się funkcjonuje. Tak samo jest z jedzeniem. Jeżeli organizm nie ma spokoju i harmonii związanego z dostarczaniem pożywienia, będzie się rozregulowywał. Podsumowując, chciałabym namówić wszystkich do zdrowego racjonalnego podejścia do diety. Dieta ma nam służyć, sprawiać przyjemność i wzmacniać zdrowie, a nie powodować jakiegokolwiek rodzaju komplikacje. Uważam, że odczuwanie głodu jest rzeczą naturalną, ale nie powinniśmy odczuwać go zbyt długo. Jeżeli odczuwamy głód, na pewnym etapie możemy sięgnąć  po cokolwiek, byleby zaspokoić tą potrzebę fizjologiczną. Co do osób starszych i kobiet w ciąży, tutaj najbardziej odradzałabym posty. W przypadku osób chorych, wszystko zależy od rodzaju schorzenia (należy pamiętać, że otyłość też jest chorobą), ale uważam, że patrząc przyszłościowo lepiej wybrać racjonalne odżywianie, skupianie się na tym co jemy, w jakiej ilości i jakości, niż wybrać post. Poza tym warto skonsultować to z osobą, która zajmuje się dietetyką na co dzień zamiast robić coś najpierw na własną rękę, czym można sobie zaszkodzić – radzi dietetyk.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Popularny syrop na kaszel wycofany z obrotu

cough-syrup-2557629_1920-copy

W 40 seriach syropu Flegafortan (Aflofarm Farmacja Polska), stosowanego w ostrych i przewlekłych chorobach dróg oddechowych są błędy w ulotce, które grożą przedawkowaniem leku.

Decyzja administracyjna GIF nakazująca wycofanie z rynku wybranych 40 serii preparatu spowodowana jest wykrytą niezgodność ulotki dołączanej do produktu leczniczego z zatwierdzoną przez URPL Charakterystyką Produktu Leczniczego (ChPL). W ulotce podano błędną informację o dawkowaniu leku.

W przypadku dorosłych i młodzieży zamiast 10 ml 3 razy na dobę zgodnie z ChPL powinno być 5 ml 3 razy na dobę, natomiast w przypadku dzieci dawka 5 ml 3 razy na dobę wymieniona w ulotce powinna zgodnie z ChPL wynosić 2,5 ml 3 razy na dobę.

Źródło: www.gif.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Aspiryna na serce nie dla każdego

medications-257344_1920-copy

Aspiryna, ze względu na swoje właściwości, stosowana jest z powodzeniem m.in. w zapobieganiu zawałom i udarom. Ale nie jest polecana wszystkim! Np. u zdrowych seniorów taka profilaktyka nie dość, że nie zadziała, to może wyrządzić szkodę.

Aspiryna to zwyczajowa nazwa kwasu acetylosalicylowego, jednego z najstarszych leków znanych ludzkości. Ekstrakty z kory i liści wierzby, które zawierają ten związek, stosowane były już w czasach Hipokratesa. Syntezę kwasu salicylowego przeprowadzono pod koniec XIX wieku. Od tamtego czasu jest to jeden z najpowszechniej używanych leków przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych, który podobnie jak antybiotyk – penicylina – zrewolucjonizował medycynę.

W latach 70. ubiegłego wieku zauważono dobroczynny wpływ kwasu acetylosalicylowego w zapobieganiu tzw. ostrym incydentom sercowo-naczyniowym, czyli zawałom serca i udarom. Wtedy też rozpoczęła się kariera aspiryny jako środka profilaktycznego.

Liczne badania potwierdziły wpływ aspiryny na zmniejszenie ryzyka wystąpienia kolejnego zawału lub udaru. Sądzono zatem, że może ona też przynieść korzyści osobom bez choroby sercowo-naczyniowej, ale z racji na przykład wieku lub innych chorób (choćby cukrzycy, która jest istotnym czynnikiem ryzyka zawału lub udaru) bardziej narażonych na problemy z sercem i naczyniami krwionośnymi.

Okazuje się, że nie ma podstaw do tego, by takim osobom, czyli takim, u których nie stwierdzono choroby sercowo-naczyniowej, polecać aspirynę jako środek profilaktyczny.

W tym miesiącu NEJM – prestiżowe amerykańskie czasopismo naukowe – opublikował dwie prace dotyczące profilaktyki pierwotnej w postaci podawania kwasu acetylosalicylowego starszym osobom bez choroby układu krążenia i bez zespołu otępiennego.
Co ważne, prace naukowe w dziedzinie medycyny znacząco różnią się między sobą m.in. siłą dowodów naukowych, a opublikowane właśnie w NEJM rezultaty dwóch badań mają ten wskaźnik na wysokim poziomie – były przeprowadzone na dużej grupie uczestników (ponad 19 tysięcy osób), czas obserwacji wynosił ponad cztery lata, grupy badanych były zróżnicowane etnicznie i narodowo (choć była istotna nadreprezentacja osób rasy kaukaskiej, czyli białej), a samo badanie było badaniem randomizowanym z podwójnie zaślepioną próbą i z użyciem placebo (ani uczestnicy, ani medycy nie mieli świadomości, czy konkretna osoba w badaniu otrzymuje placebo – środek obojętny, czy kwas acetylosalicylowy).

Aspiryna może wywoływać wewnętrzne krwawienia

W jednym z tych badań naukowcy chcieli sprawdzić, czy aspiryna sprawdza się u zdrowych osób powyżej 70. r.ż. jako skuteczny środek chroniący przed zawałem, udarem czy chorobą sercowo – naczyniową. Okazało się, że nie. Co gorsza, osoby przyjmujące aspirynę w porównaniu z grupą przyjmującą placebo, miały istotnie wyższe ryzyko krwawienia, zarówno z przewodu pokarmowego, jak i wewnątrzczaszkowego.

Badaniami objęto ponad 19 tysięcy Amerykanów i Australijczyków w wieku co najmniej 70 lat, którzy nie mieli demencji ani choroby układu krążenia. Połowa z nich codziennie przez pięć lat zażywała aspirynę w dawce 100 mg, połowa – placebo.

Drugie badanie miało na celu sprawdzić, czy przyjmowanie aspiryny wydłuża czas bez niepełnosprawności ruchowej czy psychicznej (istnieje hipoteza, że na wystąpienie takiej niepełnosprawności może u osób starszych mieć wpływ zmniejszony przepływ krwi w naczyniach wskutek powstawania zakrzepów; aspiryna zaś ma właściwości przeciwzakrzepowe). Tu także nie zaobserwowano korzyści, za to grupa przyjmująca kwas acetylosalicylowy miała istotnie wyższe ryzyko krwawień wewnętrznych.

– To już kolejne badania wskazujące, że aspiryna nie sprawdza się w profilaktyce pierwotnej chorób sercowo-naczyniowych, zawałów czy udarów – mówi prof. Zbigniew Gaciong, szef Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia i Angiologii WUM.

  • Co to jest profilaktyka (prewencja) pierwotna

To działania, które poprzez kontrolę czynników ryzyka rozwoju choroby, zmniejszają ryzyko jej wystąpienia.

  • Co to jest profilaktyka (prewencja) wtórna

To działania, które podejmuje się już w czasie choroby, by zmniejszyć ryzyko powikłań, jak też jej dalszego rozwoju.

Profesor przypomina, że wcześniej naukowcy sprawdzali, czy u osób mających bezobjawową miażdżycę albo cukrzycę aspiryna może przynieść pozytywne efekty. Tu także rezultat był negatywny.
Prof. Gaciong mówi, że na podstawie wielu badań i z uwagi na to, że wielu Amerykanów przyjmowało aspirynę w ramach profilaktyki pierwotnej, tamtejsza Agencja ds. Leków i Żywności (Food and Drug Administration – FDA) wydała komunikat, że nie ma wskazań do takiego działania.

Przypomnijmy – m.in. dlatego, że badania wskazują, iż aspiryna stosowana u osób bez choroby sercowo-naczyniowej czy z bezobjawową miażdżycą naraża takich pacjentów nie tylko na krwawienia z przewodu pokarmowego, ale także – wewnątrzczaszkowe, nie ratuje ich przed zawałem czy udarem. Takie zjawisko jest szczególnie istotne dla seniorów.

Prof. John McNeil z Monash University, który był jednym z autorów pracy w NEJM wyjaśnia, że wcześniejsze badania przeprowadzono głównie na osobach w średnim wieku. Coraz więcej jest jednak obserwacji wykazujących, że wraz z wiekiem większe jest ryzyko działań niepożądanych wynikających z zażywania kwasu acetylosalicylowego, takich jak krwawienia wewnętrzne, do żołądka.

Kto powinien brać aspirynę profilaktycznie

Są jednak grupy pacjentów, którzy regularnie powinni łykać aspirynę, ponieważ u nich korzyści znacznie przekraczają potencjalne ryzyko.

Są to przede wszystkim:

  • Pacjenci po zawale – regularne przyjmowanie małych dawek aspiryny chroni ich przed kolejnym zawałem,
  • Pacjenci po udarze – regularne przyjmowanie małych dawek kwasu acetylosalicylowego chroni ich przed kolejnym udarem.

Prof. Gaciong wskazuje, że profilaktycznie aspirynę powinni regularnie przyjmować także pacjenci z miażdżycą, która daje objawy, pacjenci po niektórych operacjach serca  czy naczyń oraz tacy, którzy doświadczyli przemijającego epizodu niedokrwiennego.

Jaka dawka aspiryny

To lek, który w małych dawkach jest dostępny bez recepty. Jednak nie jest dobrym pomysłem, by pacjenci w ramach profilaktyki wtórnej sami po niego sięgali. W takiej sytuacji dawkę aspiryny powinien dobierać lekarz, na podstawie badania pacjenta i oceny możliwych powikłań. Co więcej, lekarz jest w stanie zmniejszyć ryzyko powikłań dobierając nie tylko odpowiednią dawkę aspiryny, ale i dodając odpowiednie dodatkowe leki czy inne zalecenia.

Pamiętajmy też, że kwas acetylosalicylowy u osób uczulonych może wywołać reakcję alergiczną, w tym – nawet wstrząs anafilaktyczny. O wszelkich niepokojących objawach po zażyciu leków należy informować lekarza. A przed przyjęciem – dokładnie przeczytać ulotkę dla pacjenta.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

E-papierosy uszkadzają DNA komórek ust

man-2634401_1920-copy

W ślinie osób palących e-papierosy znaleziono rakotwórczą akroleinę, która uszkadza komórki i może doprowadzić do pojawienia się nowotworu. To kolejny argument przemawiający za całkowitym rzuceniem palenia.

Obecne na rynku e-papierosy przedstawiane są często jako bezpieczniejsza alternatywa dla tradycyjnych „dymków”. Częściowo ma to swoje uzasadnienie w badaniach, ale systematycznie przybywa dowodów na to, że e-papierosy również są bardzo niebezpieczne.

– Jest jasne, że więcej substancji rakotwórczych pochodzi ze spalania tytoniu w normalnych papierosach niż z palenia e-papierosa. Jednak tak naprawdę nie wiemy, jaki jest rezultat wdychania kombinacji składników produkowanych przez to urządzenie. E-papierosy nie są całkowicie bezpieczne tylko dlatego, że zagrożenie jest inne – mówi dr Silvia Balbo z Masonic Cancer Center University of Minnesota.

Co naukowcy znaleźli w ślinie e-palaczy?

Zespół dr Balbo przeprowadził badania substancji powstających w trakcie w trakcie palenia e-papierosów oraz ich wpływu na DNA komórek w ustach palaczy. W sumie do badania zrekrutowano 20 osób, z których połowa paliła e-papierosy (drugą połowę stanowiły osoby niepalące). Przed i 15 minut po paleniu pobierano od nich próbki śliny, które porównywano z próbkami drugiej, niepalącej dziesiątki. Na celowniku naukowców znalazły się substancje, znane ze swoich rakotwórczych właściwości, związanych ze zdolnością do uszkadzania DNA.

Okazało się, że po paleniu e-papierosa w ślinie palaczy znajdują się: formaldehyd, metyloglioksal i akroleina. Następnie naukowcy sprawdzili w jaki sposób te substancje wpływają na DNA komórek znajdujących się w ustach. Okazało się, że czterech na pięciu palaczy (80 proc.) ma rozległe uszkodzenia DNA związane z obecnością akroleiny w ślinie. Na skutek reakcji tej substancji z materiałem genetycznym, komórki nie są w stanie się naprawiać, co może zaowocować pojawieniem się nowotworu.

Nie ulega wątpliwości, że wprowadzone na rynek kilkanaście lat temu e-papierosy dzięki sprytnemu marketingowi są powszechnie przestawiane jako zdrowsza alternatywna tradycyjnych „dymków”. Stąd ich popularność, zwłaszcza wśród młodzieży. Amerykańskie badanie z 2016 roku pokazuje, że 37,7 proc. licealistów i 35,8 proc. młodych dorosłych (18-24 lata) paliło e-papierosy, w porównaniu do 16,4 proc. osób powyżej 25 roku życia.

 W świetle najnowszych badań ta popularność może więc niepokoić. Teraz zespół dr Balbo planuje powtórzyć swoje eksperymenty na większej grupie osób. Uczeni chcą też porównać ilość i skład substancji rakotwórczych obecnych w ślinie  po paleniu tradycyjnych i e-papierosów.– Porównywanie obydwu tych rzeczy jest jak porównywanie jabłek i pomarańczy. Ryzyka są kompletnie inne. Wciąż nie wiemy dokładnie, w jaki sposób działają te urządzenia i jaki wpływ mogą mieć na  ludzkie zdrowie. Nasze ustalenia dowodzą, że potrzeba bliższego przyjrzenia się temu problemowi jest uzasadniona – podsumowuje dr Silvia Balbo.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Za wysoki „dobry” cholesterol nie taki dobry

pulse-trace-163708-copy

Masz bardzo wysoki poziom tzw. dobrego cholesterolu? Uwaga! Przybywa dowodów na to, że jeśli jego poziom jest zbyt wysoki, może być to szkodliwe dla zdrowia. Zaś zbyt niski może nieść ryzyko nie tylko kłopotów z sercem, ale i raka.

Poziom cholesterolu we krwi stanowi jeden z najważniejszych wskaźników diagnostycznych w medycynie. Cholesterol ma dwie frakcje – LDL (od ang. „low density lipoprotein”) i HDL (ang. „high density lipoprotein”). Ta pierwsza jest uważana za „zły” cholesterol, odpowiadający za budowanie w naczyniach krwionośnych blaszki miażdżycowej. Ta druga – za „dobry”, ponieważ działa ochronnie na ściany naczyń i chroni przez rozwojem miażdżycy.

W badaniach laboratoryjnych z krwi określa się poziom obu frakcji osobno oraz poziom cholesterolu całkowitego. Zbyt wysoki poziom cholesterolu całkowitego, ale przede wszystkim „złego” LDL-u, mogą świadczyć o chorobie i znacząco zwiększają ryzyko wielu groźnych wydarzeń, w tym zawału i udaru.

Przez lata uważano, że z uwagi na dobroczynne właściwości HDL, im jego poziom wyższy, tym lepiej. Okazuje się, że może być jednak wręcz odwrotnie.

Co za dużo, to niezdrowo

Zbyt wysoki poziom HDL może wręcz zwiększać ryzyko zawału, a także śmierci. Dowody na tę tezę pokazał zespół dr Marca Allard-Raticka z Emory University School of Medicine podczas sierpniowego kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

–  Być może już czas na zmianę sposobu postrzegania cholesterolu HDL. Tradycyjnie lekarze mówili swoim pacjentom, że im wyższy „dobry” cholesterol, tym lepiej. Jednakże wyniki naszych badań, a także innych badaczy sugerują, że może nie być to prawda – mówi dr Allard-Ratick.

Jaki HDL jest bezpieczny?

Hipotezę, że HDL nie zawsze przynosi korzyści zdrowotne, w 2012 roku sformułował polski kardiolog, prof. Maciej Banach.

– Pisaliśmy wtedy o dysfunkcjonalnym HDL-u. W wielu sytuacjach klinicznych, kiedy pojawia się stan zapalny, stres oksydacyjny, cholesterol HDL przestaje pełnić swoją funkcję przeciwmiażdżycową. Może dziać się wręcz przeciwnie – może być promiażdżycowy – mówi prof. Banach, dyrektor Instytutu Matki Polki w Łodzi.

Zespół dr Allard-Raticka analizował zależności między poziomem cholesterolu HDL a ryzykiem śmierci z powodu chorób sercowo-naczyniowych i zawału serca. Badania objęły swoim zasięgiem blisko 6 tysięcy osób, których średnia wieku wynosiła 63 lata, 35 proc. z nich stanowiły kobiety, większość uczestników cierpiała z powodu rozmaitych chorób serca.

Ochotnicy ci  zostali podzieleni na 5 grup pod względem zawartości cholesterolu HDL krwi:

  • mniej niż 30 mg/dl,
  • 31-40 mg/dl,
  • 41-50 mg/dl,
  • 51-60 mg/dl
  • więcej niż 60 mg/dl.

W ciągu czterech lat obserwacji 769 (13 proc.) uczestników badań doznało zawału lub umarło z powodu przyczyn sercowo-naczyniowych.  Okazało się przy tym, że:

  • w przypadku osób z HDL-em na poziomie 41-60 mg/dl ryzyko śmierci czy zawału było najniższe;
  • podwyższone ryzyko zawału lub zgonu zaobserwowano u osób z HDL-em zarówno równym lub mniejszym niż 40 mg/dl jak i większym niż 60 mg/dl.

Niski HDL – co to oznacza?

Wniosek płynący z tych badań jest taki, że zarówno zbyt niski, jak i zbyt wysoki HDL nie są korzystne dla serca i naczyń. Ale to niejedyne badania na temat HDL-u. Ciekawe wnioski płyną z pracy zespołu prof. Banacha opublikowanej na początku sierpnia w czasopiśmie Cardiovascular Research . Pokazują pewną zależność pomiędzy niskim HDL a ryzykiem… nowotworu. Badania sugerują, że HDL poniżej 30 mg/dl zwiększa u kobiet ryzyko nowotworu ponad 2,3 raza.

–   Pytanie, czy ten niski HDL bierze udział w samym procesie nowotworzenia, czy nie. Wydaje się, że nie, że jest raczej wtórnym biomarkerem, czyli wskaźnikiem ryzyka nowotworu. Innymi słowy, że jeśli dochodzi do procesu nowotworzenia, to niski HDL może wskazywać, że ten problem już jest i powinniśmy go dalej możliwie jak najszybciej diagnozować – mówi prof. Banach.

Zdaniem profesora, analizując profil lipidowy, czyli cholesterol całkowity z podziałem na poszczególne jego frakcje, warto patrzeć głównie na poziom LDL-u czyli „złego” cholesterolu.

– Co do niego nie mamy już praktycznie żadnych wątpliwości, że im niżej, szczególnie u chorych z rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową, tym lepiej. Tym mniejsze ryzyko zgonu chociażby – mówi prof. Banach.

Jakie są bezpieczne i niebezpieczne poziomy LDL

To zależy od stanu zdrowia danej osoby.

  • Zdrowa osoba – poniżej 115 mg/dl
  • Osoba z ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych (np. z nadwagą, otyłością, z historią rodzinną miażdżycy) – poniżej 100  mg/dl
  • Osoba ze zdiagnozowaną chorobą sercowo-naczyniową – poniżej 70 mg/dl.

Jak podwyższyć HDL i obniżyć LDL?

Skuteczne sposoby to aktywność fizyczna (30 minut dziennie pływania, jazdy na rowerze, szybkiego marszu czy innego wysiłku tlenowego) i prawidłowa dieta (mało żywności przetworzonej, rezygnacja lub niewielki udział cukrów w diecie – najlepiej z owoców, przewaga warzyw i pełnoziarnistych produktów w każdym posiłku, abstynencja tytoniowa i alkoholowa).

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uwaga, nadchodzi grypa!

girl-2171052_1920-copy

Z roku na rok coraz więcej ludzi w Polsce zapada na grypę. Niestety z tą zakaźną chorobą wiąże się nie tylko gorączka i kaszel. Grypa i jej powikłania mogą zabić. Mogą też spowodować trwałe inwalidztwo. Dowiedz się, jak licznymi konsekwencjami grozi zachorowanie na grypę oraz jak uchronić przed nimi siebie i bliskich.

Wraz z pierwszymi jesiennymi chłodami, czyli około połowy września zaczyna się w Polsce sezon grypowy, który kończy się dopiero w połowie kwietnia. Szczytu zachorowań, jak co roku, można się spodziewać między styczniem a marcem. Już teraz jednak, w związku z nadejściem nowego sezonu grypowego, lekarze ostrzegają, aby nie lekceważyć tej podstępnej choroby i apelują, żeby zawczasu przygotować się do jej odparcia.

Okazuje się, że lubiące chłód wirusy grypy mają się w naszym kraju coraz lepiej. W ubiegłym sezonie spowodowały rekordową liczbę ponad 5 mln zachorowań, co oznacza wzrost o 12 proc. w porównaniu do poprzedniego sezonu. Ale to nie koniec złych wieści. W minionym sezonie zwiększyła się również o 10 proc., do niemal 20 tysięcy, liczba związanych z grypą hospitalizacji. Ponadto, każdego roku, co najmniej kilkaset zachorowań kończy się śmiercią. Eksperci biją więc na alarm, zwłaszcza, że liczba zachorowań, hospitalizacji i zgonów spowodowanych grypą lub jej powikłaniami rośnie w Polsce systematycznie już od kilku lat.

Dlaczego grypa jest groźna: lista powikłań

– Grypa sześciokrotnie zwiększa ryzyko zawału serca, w pierwszym tygodniu choroby, a jeśli jest to grypa typu B, to ryzyko może być nawet dziesięciokrotnie większe. Wiąże się z nią również znacznie podwyższone ryzyko udaru mózgu – ostrzega prof. Adam Antczak, pulmonolog z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi i przewodniczący rady naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy.

Dlaczego pospolita grypa może wywołać aż tak drastyczne konsekwencje? Ekspert wyjaśnia, że dzieje się tak m.in. dlatego, że w czasie infekcji dochodzi do osłabienia naczyń krwionośnych i destabilizacji znajdujących się w nich blaszek miażdżycowych, co w efekcie może doprowadzić do zawału albo udaru.

Ale na tym nie koniec. Lista możliwych powikłań grypy, w tym również takich, które grożą trwałym inwalidztwem lub śmiercią, jest znacznie dłuższa.

– Najczęstszym powikłaniem grypy jest zapalenie płuc. Ciężkie wirusowe zapalenie płuc może przebiegać z niewydolnością oddechową i w efekcie doprowadzić do zgonu. Ale nierzadko rozwija się też wtórne do zakażenia wirusowego nadkażenie bakteryjne, które może wywołać sepsę i doprowadzić do śmierci pacjenta w efekcie uszkodzenia wielonarządowego lub niewydolności krążeniowo-oddechowej – ostrzega dr Barbara Joanna Bałan z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Poza wspomnianymi wyżej przykładami, na liście możliwych skutków grypy znajduje się jeszcze wiele innych, mniej lub bardziej poważnych powikłań, w tym m.in.:

  • zapalenie mięśnia sercowego,
  • zapalenie osierdzia,
  • kardiomiopatia rozstrzeniowa,
  • zapalenie krtani,
  • zapalenie oskrzeli,
  • zapalenie zatok,
  • nieodwracalne następstwa neurologiczne (np. utrata wzroku lub słuchu),
  • choroby autoimmunologiczne (np. Hashimoto),
  • zaostrzenie przebiegu różnych chorób przewlekłych (m.in. choroby wieńcowej, astmy czy POCHP).

Eksperci zwracają również uwagę na fakt, że grypa może przebiegać bezobjawowo lub skąpo-objawowo, co wcale jednak nie oznacza, że nie niesie ze sobą ryzyka powikłań, które w dodatku mogą się objawić z pewnym opóźnieniem. Dlatego, w sezonie jesienno-zimowym trzeba być bardzo czujnym i w razie jakichkolwiek wątpliwości konsultować się z lekarzem.

Jak się roznosi wirus grypy

Jedno kichnięcie osoby chorej na grypę rozsiewa wkoło 3 tys. kropelek zawierających wirusa. Roznosi się on wtedy z piorunującą prędkością 167 km na godzinę. Chore dzieci zarażają grypą aż przez 10 dni, podczas gdy dorośli tylko przez 5. Wirusa można spotkać m.in. na klamkach, blatach, poręczach, klawiszach komputera, no i oczywiście także na rękach. Wirus najdłużej utrzymuje się na powierzchniach gładkich (do 24 h), podczas gdy na ubraniach tylko 15 minut, a na dłoniach 8 minut. W temperaturze 4 stopni Celsjusza może jednak przeżyć nawet 48 godzin, a w lodzie wiele lat.

Jak uchronić się przed zachorowaniem na grypę?

– Wszyscy, bez względu na stan odporności, jesteśmy narażeni na zakażenie wirusem grypy. Odporne na grypę są jedynie osoby, które się przeciwko niej zaszczepią – mówi dr Barbara Joanna Bałan.

Eksperci podkreślają, że coroczne szczepienie na grypę wzmacnia odporność, znacząco redukuje ryzyko zachorowania, lecz przede wszystkim zabezpiecza przed groźnymi powikłaniami (np. zmniejsza ryzyko zawału serca o 67 proc., a udaru mózgu o 55 proc.).

W tym kontekście warto wiedzieć, że człowieka atakują dwa typy wirusów grypy: A lub B. Niestety, wirusy te ciągle się zmieniają, przez co każdego roku mamy do czynienia z nowymi ich wariantami. W efekcie, tak naprawdę nigdy nie wiadomo, który konkretnie typ i wariant wirusa będzie dominował w danym sezonie grypowym.

– Wirus grypy jest podstępny, nieprzewidywalny, ponieważ ciągle mutuje i ewoluuje. Pod tym względem ma nad nami pewną przewagę. Dlatego szczepionki na grypę zawierają więcej niż jeden typ wirusa i stale wzbogaca się ich skład. Każdego roku wytwarzana jest nowa szczepionka, która ma za zadanie chronić nas podczas najbliższego sezonu grypowego – wyjaśnia prof. Adam Antczak.

Eksperci podkreślają, że w bieżącym sezonie grypowym, w polskich aptekach i placówkach służby zdrowia dostępne są rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), bardzo skuteczne szczepionki czterowalentne, a więc w praktyce składające się z czterech różnych szczepionek (przeciwko różnym wariantom wirusów grypy, zarówno typu A jak i B).

– W tym roku została wprowadzona 50-procentowa refundacja szczepień przeciw grypie dla osób powyżej 65 roku życia. To bardzo dobra decyzja Ministerstwa Zdrowia, bo najwięcej powikłań dotyka właśnie osoby w wieku podeszłym i to one płacą najwyższą cenę za nieszczepienie się przeciw grypie – mówi prof. Adam Antczak.

Szacuje się, że nawet do 80 proc. zgonów z powodu grypy i jej powikłań dotyczy właśnie seniorów.

Innymi grupami podwyższonego ryzyka, którym eksperci szczególnie rekomendują profilaktyczne szczepienia na grypę (z uwagi na możliwość wystąpienia groźnych dla zdrowia lub życia powikłań), są:

  • kobiety w ciąży,
  • dzieci w wieku poniżej 5 lat,
  • osoby z otyłością znacznego stopnia (BMI ponad 40),
  • osoby z chorobami przewlekłymi płuc, serca, nerek, wątroby, układu krwiotwórczego,
  • osoby z chorobami reumatologicznymi.

Eksperci podkreślają, że szczepić przeciwko grypie powinny się również osoby chore na nowotwory, bo mają one obniżoną odporność i są przez to bardzo narażone na infekcje i ich groźne powikłania.

Kiedy zaszczepić się przeciw grypie?

Wiele osób zastanawia się, kiedy jest najlepszy moment na zaszczepienie się przeciwko grypie. Eksperci podpowiadają, że najlepiej wykonać je w okresie od września do grudnia. Warto też wiedzieć, że maksymalna ochrona przed wirusem występuje po 4 tygodniach od szczepienia. Nie warto więc zwlekać ze szczepieniem na ostatnią chwilę, tuż przed szczytem zachorowań.

Na temat tych szczepień krąży niestety wiele mitów i półprawd. Niektórzy twierdzą np., że zaszczepili się na grypę, a mimo to na nią zachorowali. W rzeczywistości jednak mogli oni pomylić grypę z inną chorobą.

– Szczepienie na grypę chroni nas przed zachorowaniem na grypę. A trzeba pamiętać, że jest jeszcze wiele innych wirusów wywołujących infekcje dróg oddechowych, czyli tzw. przeziębienia – tłumaczy dr Barbara Joanna Bałan.

Jeśli jednak ktoś faktycznie, pomimo szczepienia, zachorował na grypę, może to wynikać m.in. z faktu, że jego szczepionka była niedoszacowana. Co to znaczy? Chodzi o to, że np. taka osoba zaszczepiła się szczepionką trójwalentną, a więc dającą mniejszy zakres ochrony niż mocniejsze szczepionki (czterowalentne). Dlatego zawsze warto sięgać po najlepsze, dostępne w danym momencie szczepionki, rekomendowane przez specjalistów.

Eksperci podważają też mity na temat rzekomej, powszechnej szkodliwości szczepionek, np. możliwości doznania wstrząsu anafilaktycznego wskutek szczepienia. Profesor Antczak przekonuje, że coś takiego zdarza się niezwykle rzadko – raz na 1,5 mln przypadków. Według niego, wielokrotnie większe ryzyko takiego wstrząsu wiąże się z zażyciem powszechnie stosowanej aspiryny.

Ale ruchy antyszczepionkowe w Polsce wciąż trzymają się mocno, co z pewnością przekłada się na wciąż sporą niechęć Polaków do wykonywania dobrowolnych szczepień ochronnych, w tym także na grypę.

Z danych przedstawionych przez ekspertów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy wynika, że poziom wyszczepialności przeciwko grypie w Polsce osiągnął w zeszłym roku poziom niespełna 3,7 proc. ogólnej populacji. To zdecydowanie za mało, aby powstrzymać dalszą ekspansję grypy i wywoływanych przez nią problemów.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com