Cholesterol w naszej diecie – bać się go czy nie?

fried-eggs-456351_1920-copy

Stosowanie odpowiedniej diety jest pierwszym zaleceniem zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych. Celem leczenia dietetycznego jest obniżenie podwyższonych poziomów cholesterolu całkowitego (TC) oraz cholesterolu LDL, a przez to zmniejszenie zapadalności i umieralności na te choroby.

Od wielu lat cholesterol zawarty w diecie (czyli tzw. cholesterol pokarmowy) oskarżany jest o to, że podwyższa stężenie „złego” cholesterolu (LDL-C) we krwi, a tym samym sprzyja rozwojowi miażdżycy i jej powikłań, czyli chorób sercowo-naczyniowych, w tym m.in.: choroby wieńcowej, zawału serca, udaru mózgu czy miażdżycy kończyn dolnych. W tym kontekście warto podkreślić, że ta właśnie grupa chorób stanowi wciąż najczęstszą przyczynę zgonów w Polsce.

Co to jest miażdżyca i skąd się bierze?

Miażdżyca to choroba, którą powoduje odkładanie się cholesterolu LDL-C w ścianie dużych tętnic, dokąd przenika z krwi (dlatego nazywamy go „złym” cholesterolem):

  • im wyższe jest stężenie cholesterolu LDL-C we krwi, tym większe jest zagrożenie rozwojem miażdżycy
  • im niższy jest poziom cholesterolu LDL, tym mniejsze zagrożenie miażdżycą.

Obniżenie stężenia cholesterolu LDL-C we krwi jest najważniejszą metodą powstrzymywania rozwoju miażdżycy.

Ale czy cholesterol pokarmowy jest głównym „winowajcą” podwyższonego stężenia cholesterolu we krwi? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w stanowiskach medycznych towarzystw naukowych.

Najnowsze wspólne „Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) i Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego (EAS) dotyczące leczenia zaburzeń lipidowych w 2016 roku” podają, jaki jest wpływ określonych zmian stylu życia, w tym żywieniowych, na stężenie cholesterolu całkowitego (TC) i „złego” cholesterolu (LDL-C). We wspomnianym opracowaniu eksperci wskazali, że:

Najsilniejszy wpływ (+++) i najwyższy poziom dowodu (A), na obniżenie stężenia cholesterolu całkowitego i cholesterolu LDL, ma:

  • zmniejszenie spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych
  • zmniejszenie spożycia izomerów trans nienasyconych kwasów tłuszczowych

Silny wpływ (++) i wysoki poziom dowodu (A) ma:

  • zwiększenie spożycia błonnika pokarmowego
  • spożywanie produktów wzbogaconych w fitosterole, czyli sterole i stanole (żywność funkcjonalna)
  • zmniejszenie nadmiernej masy ciała
  • stosowanie suplementów zawierających czerwony fermentowany ryż

Korzystny wpływ, ale mniejszy (+) i niższy poziom dowodów (B) ma: 

  • zmniejszenie spożycia cholesterolu pokarmowego
  • zwiększenie codziennej aktywności fizycznej

Ile cholesterolu pokarmowego można bezpiecznie zjeść

Pomimo mniejszego wpływu cholesterolu pokarmowego, niż nasyconych kwasów tłuszczowych i izomerów trans na stężenie cholesterolu we krwi, w wytycznych ESC/EAS podkreślono, że „istnieje dodatnia korelacja między spożyciem cholesterolu a umieralnością z powodu choroby wieńcowej, która jest częściowo niezależna od stężenia cholesterolu. W kilku badaniach eksperymentalnych przeprowadzonych u ludzi oceniono wpływ cholesterolu zawartego w pożywieniu na wchłanianie cholesterolu i metabolizm lipidów, stwierdzając znaczną indywidualną zmienność tych parametrów”.

W omawianych wytycznych podano, że spożycie cholesterolu powinno być zmniejszone < 300 mg/dzień, zwłaszcza u osób z dużym jego stężeniem w osoczu.

Również „Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) dotyczące prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego w praktyce klinicznej w 2016 roku” nie negują wpływu cholesterolu pokarmowego na stężenie cholesterolu w surowicy, ale wskazują, podobnie, jak wytyczne ESC/EAS, że największy wpływ na to stężenie mają nasycone kwasy tłuszczowe i izomery trans.

Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne podkreśla, że „w przypadku stosowania się do zaleceń dotyczących zmniejszenia spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych zwykle jednocześnie dochodzi również do redukcji spożycia cholesterolu w diecie. Dlatego w niektórych wytycznych (również niniejszych) dotyczących zdrowej diety nie podaje się konkretnych rekomendacji na temat przyjmowania cholesterolu w diecie. W innych dokumentach zaleca się stosowanie ograniczone do < 300 mg/dobę”.

Rekomendacje dotyczące spożycia cholesterolu dla chorych na cukrzycę

Dla osób z cukrzycą, obok zalecenia zmniejszenia spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych i izomerów trans, Polskie Towarzystwo Diabetologiczne jednocześnie podaje następujące ograniczenia:

  • zawartość cholesterolu w diecie nie powinna przekraczać 300 mg/dzień
  • u chorych z podwyższonym stężeniem cholesterolu frakcji LDL (≥ 100 mg/dl), zawartość cholesterolu w diecie należy zmniejszyć do < 200 mg/dzień.

Czy wszyscy podobnie reagują na cholesterol pokarmowy?

Z przytoczonych wyżej rekomendacji wynika, że ograniczanie cholesterolu w diecie jest w dalszym ciągu ważne, chociaż największe znaczenie ma ograniczanie nasyconych kwasów tłuszczowych i izomerów trans. Należy jednak podkreślić, że poszczególne osoby w różnym stopniu reagują wzrostem stężenia cholesterolu LDL we krwi na cholesterol w diecie.

U niektórych osób duża zawartość cholesterolu w diecie powoduje duży wzrost stężenia cholesterolu we krwi (osoby te nazywamy hiperrespondentami), a u niektórych osób nie występuje wzrost cholesterolu we krwi nawet przy nadmiernym spożyciu cholesterolu w diecie (są to tak zwani hiporrespondenci). To jak każdy z nas reaguje na cholesterol w diecie jest uwarunkowane genetycznie. Wiadomo, że wpływ na to ma obecność lub nieobecność tak zwanej apolipoproteiny E.

Szacuje się, że tylko 20-25 proc. osób w populacji wykazuje istotny wzrost stężenia cholesterolu w surowicy krwi w odpowiedzi na zwiększone jego spożycie. Ale wciąż nie wiemy, kto z nas jest wśród tych 20-25 proc., a kto wśród pozostałych 75-80 proc. Precyzyjne określenie w jaki sposób każdy z nas reaguje na cholesterol w diecie nie jest na razie możliwe.

Zawartość cholesterolu w różnych produktach spożywczych

Głównymi źródłami cholesterolu w naszej diecie są z reguły te same produkty, które jednocześnie dostarczają dużo nasyconych kwasów tłuszczowych. Cholesterol jest zawarty tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego: głównie w tłuszczach zwierzęcych, tłustych produktach mięsnych i tłustych produktach mlecznych. W produktach tego rodzaju zawarte są również duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Ale warto wiedzieć, że nie tylko produkty pochodzenia zwierzęcego mogą być istotnym źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych w naszej diecie. Zawarte są one także w niektórych produktach roślinnych, np. w oleju palmowym i kokosowym. Produktem, który zawiera wybitnie dużo cholesterolu jest żółtko jaja, można więc nazwać je „bombą” cholesterolową. Dużo cholesterolu w porównaniu z innymi produktami zawierają także podroby.

Infografika PAP / Serwis Zdrowie

Jaja – „bomba” cholesterolowa – jeść, czy nie jeść?

Od wielu lat toczy się dyskusja, ile jaj można jeść. Przez jakiś czas, z powodu obawy przed cholesterolem, ich renoma uległa osłabieniu, mimo, że są bardzo pożywne. W ostatnich latach przeprowadzono wiele badań, na podstawie których można wysnuć następujące wnioski:

  • jaja są źródłem bogatego we wszystkie niezbędne aminokwasy białka o wysokiej jakości, które jest uznawane za białko wzorcowe
  • zawierają witaminy A, D, B12, B1, B2 , kwas foliowy, żelazo, cynk, potas
  • zawierają luteinę i zeaksantynę- karotenoidy, które pomagają chronić oczy przed zwyrodnieniem plamki żółtej, co może prowadzić u seniorów do utraty wzroku,
  • zawierają lecytynę, która poprawia zdolność uczenia się oraz cholinę, która jest składnikiem niezbędnym do rozwoju mózgu,
  • ponadto spożycie jaj wiąże się z poprawą jakości diety i zwiększa uczucie sytości po posiłku.

Obecnie w celu zmniejszenia poziomu cholesterolu LDL kładzie się nacisk głównie na zastępowanie w diecie nasyconych kwasów tłuszczowych (tłuszcze zwierzęce, oleje tropikalne) nienasyconymi kwasami tłuszczowymi (tłuszcze roślinne, tłuste ryby morskie) oraz na niespożywanie przetworzonej żywności zawierającej izomery trans kwasów tłuszczowych (np. gotowe wyroby cukiernicze). Natomiast mniejszą wagę przywiązuje się do cholesterolu pokarmowego.

Ponieważ cholesterol pokarmowy towarzyszy tłuszczom zwierzęcym, ograniczając ich spożycie, ogranicza się także spożycie cholesterolu.

A wracając do jaj: w codziennej diecie osób zdrowych, bez zwiększonego stężenia cholesterolu we krwi, za rozsądne przyjmuje się spożycie do 7 jaj na tydzień.

Kto powinien ograniczać spożywanie całych jaj?

Na obecnym etapie wiedzy uzasadnione jest zalecenie ograniczenia spożywania jaj m.in. przez osoby z cukrzycą, ponieważ wyniki szeregu badań sugerują, że duże spożycie jaj, może nasilać u tych osób wystąpienie chorób sercowo-naczyniowych.

Eksperci sugerują, że u osób z rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową, z podwyższonym stężeniem cholesterolu we krwi, a także z cukrzycą rozsądne jest ograniczanie spożycia jaj do 2 tygodniowo.

Aleksandra Cichocka, dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uzależnieni od mediów społecznościowych zachowują się jak narkomani?

male-2013929_1920-copy

To FAKT! Mają problemy z podejmowaniem decyzji w identyczny sposób jak osoby uzależnione od narkotyków – dowodzą badania dr Dara Meshi z Michigan State University

– Mniej więcej jedna trzecia ludzi na tej planecie korzysta z social mediów. Niektórzy robią to w sposób niewłaściwy. Miejmy nadzieję, że nasze badania zmotywują ludzi do poważnego postrzegania problemu nadużywania mediów społecznościowych – mówi dr Meshi.

Dotychczasowe ustalenia dowodziły, że u osób nadużywających substancji psychoaktywnych pojawiają się problemy z podejmowaniem decyzji. Nie potrafią się uczyć na błędach i idą dalej ścieżką złych decyzji, mimo nieodpowiednich wyników. Jego zespół postanowił sprawdzić, czy podobne zjawisko można zaobserwować u ludzi nadmiernie używających mediów społecznościowych.

Przeprowadził badania z udziałem 71 użytkowników Facebooka. Najpierw ochotnicy ci wypełniali kwestionariusz pozwalający ocenić, w jakim stopniu są pod względem psychicznym uzależnieni serwisu społecznościowego. Następnie uczestniczyli w tzw. Iowa Test Gambling. To narzędzie w postaci symulacji gry hazardowej, które pozwala badać przebiegu procesów decyzyjnych, m.in. w chorobach neurologicznych, uzależnieniach, schizofrenii i chorobach afektywnych.

Okazało się, że im bardziej dana osoba nie potrafiła oderwać się od Facebooka i wykazywała symptomy uzależnienia od tego medium społecznościowego, tym gorzej radziła sobie z Iowa Test Gambling. Uzyskiwane przez nią wyniki były dokładnie takie same jak w przypadku narkomanów.

Jest to badanie na bardzo małej grupie uczestników, więc konieczne będą dalsze eksperymenty, by móc wyciągać twarde wnioski, ale nawet ten jeden powinien skłonić do refleksji nad tym, czy to my mamy władzę nad naszym społecznościowym kontem, czy ono.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kiepski sen zwiększa ryzyko śmierci?

people-2537324_1920-copy

To FAKT! W przypadku starszych mężczyzn zakłócenia snu i towarzyszące im niedotlenienie krwi znacząco zwiększa ryzyko śmierci z powodu chorób układu krążenia – dowodzą badania pod kierunkiem dr Dominika Linza i dr Mathiasa Baumerta z University of Adelaide.

Uczeni ci przeprowadzili eksperyment, w którym wzięło udział blisko trzy tysiące mężczyzn po 70-tce i 80-tce.  Ochotnicy ci byli monitorowani pod kątem zaburzeń snu, w tym bezdechu sennego. Ich losy naukowcy śledzili średnio przez niemal 9 lat. W tym czasie część badanych zmarła. Analiza przyczyn ich zgonów ujawniła, że ważnym czynnikiem wpływającym na ryzyko śmierci, bardziej niż  sam bezdech, było niskie nasycenie krwi tlenem.

Nasycenie krwi tlenem to tak zwana saturacja. W przypadku zdrowego człowieka, w ciągu dnia wynosi ona 95-100 proc.  Podczas snu jest odrobinę niższa, ponieważ śpiący oddycha płyciej niż normalnie. Saturacja poniżej 90 proc. oznacza niedotlenienie organizmu, objawiające się sinieniem.

– Nasze badanie wykazało, że gdy mężczyzna doświadczał 12 lub więcej minut snu z saturacją poniżej 90 proc., ryzyko śmierci z powodu schorzeń sercowo-naczyniowych było u niego 59 proc. większe – mówi dr Baumert.

W swoim komentarzu uczeni zwracają uwagę, że monitorowanie starszych mężczyzn nie tylko w związku z otyłością czy zaburzeniami snu może przynieść znaczne korzyści zdrowotne. Niedotlenienie można niwelować np. podając tlen.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Leki antymalaryczne trzeba przyjmować także po powrocie z tropików?

mosquito-213805-copy

To FAKT! Nie ma szczepionki przeciwko malarii, ale podróżnym wybierającym się w rejony tropikalne zaleca się przyjmowanie tzw. chemioprofilaktyki, czyli odpowiednio dobranych leków. Istotne jest to, by przyjmować je zgodnie z zaleceniami, a zatem na pewien czas przed wyjazdem i przez pewien czas po powrocie. W przeciwnym razie ryzykujemy tę groźną chorobę.

Przerwanie przyjmowania leku antymalarycznego tuż po powrocie do kraju mogło być – zdaniem autorów pracy „Zawleczona malaria wywołana przez Plasmodium Falciparum – opis przypadku” – przyczyną rozwoju ciężkiej postaci malarii u trzydziestopięciolatka, który przez dwa lata pracował w systemie comiesięcznym w Nigerii, a po powrocie z jednego z wyjazdów zgłosił się do szpitala w Polsce z gorączką, dreszczami, osłabieniem i złym samopoczuciem. Badania laboratoryjne wykazały, że przyczyną jego stanu była malaria.

„Opisywany pacjent nie stosował prawidłowej chemioprofilaktyki przeciwmalarycznej (nie kontynuował przyjmowania leku antymalarycznego po powrocie), co hipotetycznie mogło niekorzystnie wpłynąć na przebieg choroby (…), jeżeli ukąszenie komara nastąpi np. w ostatnim dniu pobytu, to po przerwaniu profilaktyki po powrocie stężenie leku może być zbyt niskie do zwalczenia choroby” – zauważają autorzy artykułu: Wojciech Malchrzak, Weronika Rymer i Małgorzata Inglot.

Pacjenta udało się uratować, choć nie ustrzegł się groźnych powikłań – m.in. zapalenia płuc.

„Leki zapobiegające malarii u podróżnych dostępne są w postaci doustnej, w Polsce sprzedawane są jako tabletki albo kapsułki. Należy je stosować codziennie albo co tydzień, w zależności od preparatu. Bardzo ważne jest, aby rozpocząć zażywanie leku jeszcze przed przybyciem w rejon zagrożony malarią, przyjmować go przez cały okres pobytu w strefie malarycznej oraz określony czas po jej opuszczeniu (od tygodnia do czterech tygodni, w zależności od preparatu). Warto przestrzegać zaleceń lekarza i producenta leku, co do jego stosowania, np. przyjmować lek wraz z posiłkiem, jeśli podróżny otrzyma taką rekomendację. Takie zalecenia podnoszą skuteczność chemioprofilaktyki i jednocześnie minimalizują szansę na pojawienie się działań niepożądanych” – czytamy w artykule Agnieszki Wroczyńskiej opublikowanym w portalu Medycyna Praktyczna.

Malaria w Polsce nie występuje endemicznie (co oznacza, że w naszej strefie klimatycznej nie żyją komary roznoszące zarodźce malarii – patogeny wywołujące malarię). W związku z popularnością turystyki do rejonów tropikalnych, w których malaria jest wielkim problemem zdrowotnym oraz z migracjami pracowniczymi do regionów malarycznych w Polsce mamy jednak do czynienia z tzw. malarią zawleczoną. W 2017 roku rozpoznano ją w naszym kraju u 27 pacjentów.

Na co najmniej sześć tygodni przed wyjazdem w tropiki warto skonsultować się z lekarzem, najlepiej w poradni chorób tropikalnych, by zabezpieczyć się przed chorobami występującymi w krajach z innych stref klimatycznych.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

GIF wycofał z obrotu serię kropli do oczu, stosowaną min. w leczeniu jaskry.

eye-drops-280627_1920-copy

Główny Inspektorat Farmaceutyczny wycofał z obrotu na terenie całego kraju produkt leczniczy:

Xaloptic free (Latanoprostum) krople do oczu 50 µg/ml numer serii 511017, data ważności 06.2020 r. Podmiot odpowiedzialny Zakłady Farmaceutyczne Polpharma.

Xaloptic Free zawiera latanoprost i należy do grupy leków zwanych analogami prostaglandyn. Jego działanie polega na zwiększeniu naturalnego odpływu płynu z wnętrza oka do krwioobiegu. Xaloptic Free jest wskazany u dorosłych w leczeniu jednego z rodzajów jaskry zwanej jaskrą otwartego kąta oraz w leczeniu nadciśnienia wewnątrzgałkowego. Stany te są związane ze zwiększeniem ciśnienia wewnątrzgałkowego i mogą w rezultacie wpływać na wzrok.

Xaloptic Free może być również stosowany u dzieci w każdym wieku w leczeniu zwiększonego ciśnienia śródgałkowego oraz jaskry.

Źródło: www.gif.gov.pl

Fot.www.pixabay.com

Witamina D zmniejsza ryzyko nowotworów i chorób serca?

capsule-1079838_1920-copy

To MIT! Choć kilka lat temu szeroko informowano o ochronnym wpływie witaminy D na m.in. ryzyko rozwoju chorób serca, chorób autoimmunologicznych czy raka, najnowsze badania nie potwierdzają tego dobroczynnego efektu.

Amerykańscy badacze z VITAL Research Group przeprowadzili badanie, mające na celu określenie wpływu suplementacji witaminy D i kwasów omega-3 na ryzyko rozwoju nowotworów i chorób serca. Uczestnikami byli mężczyźni po 50. roku życia i kobiety po 55. roku życia (łącznie ponad 25 tys. osób). Grupa eksperymentalna otrzymywała codziennie 2000 j. witaminy D3 i 1 g kwasów omega-3. Grupa kontrolna otrzymywała placebo. Po średnio pięcioletnim okresie obserwacji nie stwierdzono ochronnego wpływu witaminy D3 na ryzyko rozwoju nowotworów i chorób serca.

Zbadano także wpływ suplementacji tymi preparatami na ryzyko zgonu z jakiejkolwiek innej przyczyny i również nie zauważono związku.Warto dodać, że stosowane preparaty nie powodowały działań niepożądanych, w tym hiperkalcemii (nadmiernego stężenia wapnia w surowicy krwi).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Czy probiotyki pomagają w walce z otyłością?

medicine-2207622_1920-copy

Coraz częściej mówi się o probiotykach i prebiotykach w kontekście zapobiegania nadwadze i otyłości. Choć wiele wskazuje, że faktycznie mogą one być skuteczne, to wyniki badań wciąż nie są w tej kwestii jednoznaczne. Zatem, gdy chcemy zrzucić parę kilo – zażywać je, czy nie?

W Polsce dostępnych jest kilkadziesiąt preparatów probiotycznych, ale decyzja o ich zastosowaniu i wybór właściwego preparatu często jest problemem. Nie wszystkie preparaty zostały poddane wiarygodnym badaniom, stąd wątpliwości dotyczące ich skuteczności.

Zacznijmy jednak od wyjaśnienia czym jest mikrobiota (kiedyś nazywana mikroflorą) – to wszystkie drobnoustroje, które znajdują się w naszym organizmie, głównie w przewodzie pokarmowym oraz ich geny. Odgrywa ona wielką rolę w prawidłowym funkcjonowaniu naszego organizmu. Kiedy dochodzi do zaburzenia mikrobioty, w obrębie jej składu lub funkcji, oznacza to duże kłopoty. Mówimy wtedy o dysbiozie.

Zaburzenia mikrobioty – w jakich chorobach odgrywają rolę

Geneza wielu chorób, w tym m.in. biegunki związanej ze stosowaniem antybiotyków, zespołu jelita drażliwego, nieswoistych zapaleń jelit, chorób alergicznych, cukrzycy i otyłości jest wiązana z zaburzeniami mikrobioty. Dysbioza może mieć udział również w zaburzeniach ze spektrum autyzmu, w depresji, schizofrenii i chorobach neurodegeneracyjnych.

-We wszystkich przypadkach mowa jest tylko o powiązaniach, a nie o udokumentowanych związkach przyczynowo-skutkowych. Nie udało się ustalić jednoznacznie „wzorca” zaburzeń mikrobioty charakterystycznego dla danej choroby. Rzadko, jeżeli w ogóle, zaburzenia mikrobioty stanowią jedyny czynnik etiologiczny choroby – podkreśla prof. Hanna Szajewska z Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak drobnoustroje jelitowe wpływają na nasze zdrowie?

W 2004 r. po raz pierwszy wykazano, że skład mikrobioty jelitowej wpływa na pozyskiwanie energii ze składników odżywczych – czyli mówiąc wprost: jedząc tyle samo, co koleżanka tyjesz albo nie, w zależności od składu mikrobioty jelitowej. Od tego momentu zainteresowanie rolą mikrobioty w występowaniu otyłości znacząco wzrosło.

Na czym to zjawisko polega? Prawdopodobnie na pewnych różnicach w obrębie mikrobioty.

– Uważa się, że znaczenie ma to w jaki sposób drobnoustroje wykorzystują to co zjadamy, czyli może być tak, że różne osoby zjadają to samo, ale jedni lepiej to wykorzystują, zużywają więcej dostarczonych kalorii niż inni – wyjaśnia specjalistka.

Znaczenie może też mieć ekspozycja na toksyny wytwarzane przez niektóre bakterie, które wpływają na wystąpienie stanu zapalnego, co w wielkim skrócie może predysponować do otyłości. Warto zwrócić także uwagę na fakt, że mikrobiota, wpływa na poziom hormonów odpowiedzialnych za wzmaganie bądź hamowanie łaknienia, co przekłada się na metabolizm.

Przegląd publikacji z ostatnich lat na temat powiązania mikrobioty z otyłością pokazuje jednak, że nie jest to tak jednoznaczne jak się na początku wydawało. Nie udało się też ustalić czy jakiś konkretny składnik mikrobioty jest powiązany z nadwagą i otyłością.

– Wiemy jedynie, że mikrobiota osób z nadwagą czy otyłością różni się od tej u osób szczupłych. Największe znaczenie wydaje się mieć zachwianie ogólnej równowagi i stabilności mikrobioty, a nie obecność pojedynczych drobnoustrojów lub ich brak – studzi entuzjazm prof. Szajewska.

Tak więc doniesienia na temat mikrobioty choć ekscytujące, wymagają dalszych badań.

Jednak w efekcie zainteresowania mikrobiotą i dysbiozą wzrosło zainteresowanie modyfikacjami mikrobioty poprzez podawanie probiotyków, prebiotyków, czy też synbiotyków (łączne stosowanie probiotyków i prebiotyków).

Probiotyki – nie takie proste w użyciu

Probiotyki to żywe drobnoustroje, które podawane w odpowiednich ilościach wywierają korzystny efekt zdrowotny u gospodarza.

– Każda część tej definicji jest ważna. Drobnoustrój musi być żywy – inaczej nie mamy do czynienia z probiotykami. Sformułowanie „odpowiednie ilości” sugeruje, że dawka ma znaczenie. A „korzystny efekt zdrowotny” oznacza, że jeżeli nie jest udokumentowany w odniesieniu do jakiegoś drobnoustroju, to taki drobnoustrój nie może być nazwany probiotykiem” – wyjaśnia specjalistka.

Każdy szczep drobnoustrojów wymaga oddzielnych badań w celu określenia jego właściwości probiotycznych i skuteczności w ściśle określonej sytuacji klinicznej. Wyniki badań przeprowadzonych z określonym szczepem probiotycznym nie mogą być wykorzystywane jako dowód skuteczności innych, niepoddanych ocenie szczepów. To samo dotyczy dawki. Skuteczność w określonej dawce nie jest wystarczającym dowodem na to, że podobny efekt można osiągnąć, stosując mniejszą dawkę.

Na co więc zwracać uwagę wybierając probiotyk, np. w celu leczenia biegunki lub podczas antybiotykoterapii?

Przede wszystkim na rodzaj, gatunek i szczep.

– Oznaczenia literowo-cyfrowe obok nazwy drobnoustroju widoczne na opakowaniu są niezwykle ważne – są jak dowód osobisty drobnoustroju. Wskazują na zbiór drobnoustrojów, w którym przechowywany jest szczep wzorcowy. Na przykład oznaczenie ATCC 55103 wskazuje, że dany szczep jest przechowywany w American Type Culture Collection pod numerem 55103. Dla celów marketingowych i handlowych producenci mogą używać dowolnych nazw. Nie są one w żaden sposób regulowane; wyłącznie od dobrej woli producenta zależy, aby nie były mylące – mówi prof. Szajewska.

Warto wiedzieć, że tylko nieliczne probiotyki są zarejestrowane jako produkt leczniczy; większość to suplementy diety lub dietetyczne środki spożywczego specjalnego przeznaczenia medycznego.

Probiotyki bywają też dodawane do produktów fermentowanych (np. jogurtu, kefiru). W tej ostatniej postaci mają znaczenie jako tzw. żywność funkcjonalna, a nie jako produkt stosowany w celach leczniczych (chociaż mogą być wyjątki).

Czy stosowanie probiotyku w zapobieganiu otyłości czy nadwadze ma sens?

Jak pokazują analizy badań – niestety efekt kliniczny jest niewielki. Dodatkowo dane dotyczące poszczególnych szczepów są ograniczone, stąd żaden z nich nie może być zalecany w leczeniu otyłości.

To może prebiotyki?

Prebiotyk to niepodlegający trawieniu składnik żywności, które wybiórczo stymuluje rozwój i/lub aktywność jednego albo ograniczonej liczby szczepów bakterii w jelicie grubym, korzystnie wpływając w ten sposób na stan zdrowia człowieka. Jako prebiotyki stosowane są naturalnie występujące, niepodlegające trawieniu węglowodany. W Europie i w Stanach Zjednoczonych są to najczęściej fruktany (inulina i fruktooligosacharydy) oraz galaktooligosacharydy. Prebiotyki naturalnie występują w wielu owocach, warzywach, produktach zbożowych oraz w mleku kobiecym.

Badania dotyczące znaczenia prebiotyków w odczuwaniu sytości związane są głównie z inuliną i fruktoolisacharydami.

– Udało się wykazać, że długotrwałe podawanie inuliny wzbogacanej fruktozą może przyczynić się do redukcji masy ciała u otyłych dorosłych i mieć prewencyjny wpływ na rozwój otyłości u 12- latków. Nie wszyscy badacze uzyskali jednak takie same wyniki, co oznacza, że konieczne są dalsze badana, które mogłyby to potwierdzić – podkreśla prof. Szajewska.

Wygląda więc na to, że dane są na tyle niespójne, że póki co trudno o jakiekolwiek wytyczne w tej kwestii. Bo choć prebiotyki są potencjalnie skuteczne, wciąż nie wiadomo który prebiotyk należy wybrać, kiedy należy zacząć go stosować i jak długo go stosować, aby uzyskać pożądany efekt.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Co na ból głowy?

glass-545583_1920-copy

 

W związku z nieuchronnie zbliżającą się Sylwestrową zabawą przypominamy cieszący się duża popularnością artykuł dotyczący dwóch najbardziej popularnych substancji przeciwbólowych. Jeśli więc dopadnie was „Noworoczny ból głowy ” pamiętajcie wybierajcie świadomie.

Paracetamol czy ibuprofen? Wybieraj świadomie.

Wszelkiej pomyślności w nadchodzącym 2019 Roku życzy Wam redakcja ceneolek.pl

Fot. www.pixabay.com

Smog a mieszkania: jak dbać w nich o czyste powietrze

city-3850924_1920-copy

 

Jeśli w obawie przed smogiem powstrzymujesz się od wietrzenia mieszkania albo myślisz o zakupie oczyszczacza powietrza – ten tekst jest dla Ciebie.

W ostatnich latach Polacy zostali uświadomieni, przez organizacje pozarządowe, media oraz lekarzy, że żyjemy w kraju o bardzo niskiej jakości powietrza (przynajmniej na tle krajów Europy Zachodniej). W związku z tym wiele osób zaczyna dziś dzień od sprawdzenia w swoim smartfonie jakie jest aktualne natężenie smogu w okolicy. Jeśli jest ono bardzo wysokie, to w trosce o zdrowie, zakładają maseczki antysmogowe i zamykają szczelnie wszystkie okna w domu. I choć nikt już dziś nie kwestionuje faktu, że smog szkodzi zdrowiu, to jednak w sprawie skutecznych sposobów mających nas przed nim chronić zdania są już mocno podzielone. Spróbujmy zatem rozwiać część wątpliwości w tej kwestii.

O to, czy i jak zamykanie okien wpływa na jakość powietrza w naszych mieszkaniach oraz biurach zapytaliśmy eksperta, z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Spójrz na swoją firankę, ona prawdę ci powie

– Zanieczyszczone powietrze z zewnątrz przenika do pomieszczeń wewnątrz budynków, w czasie ich wietrzenia czy też za sprawą wentylacji. Ale mimo to powietrze w naszych mieszkaniach i biurach jest z reguły znacznie mniej zanieczyszczone niż na zewnątrz. Dzieje się tak dlatego, że duża część napływających z zewnątrz zanieczyszczeń (głównie pyłowych) osadza się na przedmiotach znajdujących  się wewnątrz budynków. Aby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć np. na firanki, meble albo na podłogę, na których osadza się wiele różnego rodzaju zanieczyszczeń, w formie brudu czy kurzu – mówi dr Adam Krogulski, mikrobiolog z Zakładu Bezpieczeństwa Zdrowotnego Środowiska NIZP-PZH.

Ekspert podkreśla, że codzienne wietrzenie i wentylowanie naszych mieszkań oraz biur to konieczność, bez względu na warunki panujące na zewnątrz! Dlaczego?

– Gdybyśmy znacząco je ograniczyli, to wtedy zaczęlibyśmy się dusić. Wzrosłoby w nich stężenie dwutlenku węgla (CO2) i innych niepożądanych substancji, a jednocześnie spadłoby stężenie tlenu. Badania naukowe wykazały, że podwyższone stężenie CO2 w szkołach i przedszkolach negatywnie wpływa na rozwój umysłowy dzieci i młodzieży. Pogarsza też ich bieżące zdolności poznawcze, obniża koncentrację, zwiększa senność i zmęczenie – mówi dr Adam Krogulski.

Wspomniane badania sprawiły, że we wszystkich szwedzkich placówkach edukacyjnych wprowadzono wentylację mechaniczną, która nie tylko jest bardzo wydajna, ale też umożliwia oczyszczanie powietrza, dzięki różnego rodzaju filtrom.

– Tymczasem w Polsce, w budynkach starego typu dominuje wciąż klasyczna wentylacja grawitacyjna, której sprawność często niestety pozostawia wiele do życzenia. Dlatego bardzo ważne dla naszego zdrowia jest regularne sprawdzanie drożności przewodów wentylacyjnych przez kominiarzy – mówi Adam Krogulski.

Jak długo powinniśmy wietrzyć swoje mieszkania w czasie smogu?  

Wspomniane wyżej, generalne zalecenie dotyczące regularnego wietrzenia mieszkań i ciągłego ich wentylowania, bez względu na warunki panujące na zewnątrz, nie jest jednak uniwersalne. Ekspert podkreśla, że dotyczy ono ludzi zdrowych.

– Większą ostrożność w tej kwestii powinni zachować jedynie ludzie bardziej wrażliwi na jakość wdychanego powietrza, a więc np. alergicy, astmatycy i osoby z ciężkimi chorobami płuc – wyjaśnia dr Adam Krogulski.

Według specjalisty nie ma też uniwersalnej recepty na dobre wietrzenie.

– Wszystko zależy od wielkości pomieszczenia, liczby ludzi w nim przebywających i innych okoliczności. W dużym uproszczeniu można jednak powiedzieć, że wietrzyć należy zawsze wtedy, gdy w pomieszczeniu robi się duszno. Nie powinniśmy nigdy doprowadzać do takiej sytuacji, ani tym bardziej jej utrzymywać, nawet gdy za oknem jest smog. Ja w domu w ramach dbałości o jakość powietrza zawsze mam lekko rozszczelnione okna. I to razem z wentylacją grawitacyjną najczęściej wystarcza – mówi dr Adam Krogulski.

Smog a oczyszczacze powietrza do pomieszczeń

A co eksperci sądzą o coraz bardziej popularnych dziś w Polsce tzw. oczyszczaczach powietrza, które z troski o zdrowie wstawia się do mieszkań i biur?

– Wbrew temu co można usłyszeć w reklamach, tak naprawdę nie są one w stanie zapewnić nam czystego powietrza. Owszem, oczyszczają powietrze, które przez nie przepływa, ale jak wykazują badania, wydajność popularnych urządzeń tego typu jest zbyt niska, aby oczyścić całe powietrze w danym pomieszczeniu. W rzeczywistości, najczęściej są one w stanie oczyścić tylko nieznaczny ułamek powietrza w mieszkaniu czy biurze. Zbyt mały, aby uczynić istotną różnicę – ocenia dr Adam Krogulski.

Również tzw. jonizatory powietrza i elektrofiltry nie wpływają istotnie na jakość powietrza w pomieszczeniach.

– Ba, jonizatory mogą jeszcze jego jakość pogorszyć. Emitują bowiem oprócz jonów także ozon, który może wchodzić w reakcje z substancjami obecnymi w pomieszczeniach, co może prowadzić do powstawania nowych zanieczyszczeń, w tym silnie szkodliwych. Od dawna wiadomo już, że nadmiar ozonu w powietrzu szkodzi zdrowiu człowieka – ostrzega dr Adam Krogulski.

Czy rośliny poprawiają jakość powietrza w budynkach?

W kontekście poprawy jakości powietrza wewnątrz budynków wiele mówi się też o roli roślin doniczkowych, które rzekomo mogą w tym bardzo pomóc. Co na to naukowcy?

– Ludzie wierzą, że uprawianie roślin w mieszkaniach czy biurach pomaga istotnie poprawić jakość znajdującego się w nich powietrza, zwłaszcza poprzez produkcję tlenu. Badania tego niestety nie potwierdzają. Owszem, rośliny, które mają bardziej postrzępione liście mogą zbierać z powietrza nieco kurzu. Ale już jako źródło tlenu się raczej nie sprawdzają. Trzeba pamiętać, że rośliny wytwarzają tlen tylko w świetle. Przez resztę doby zużywają tlen z otoczenia, aby żyć. Bilans wychodzi więc co najwyżej na zero – mówi dr Adam Krogulski.

Zdaniem eksperta, w praktyce dużo lepiej sprawdzają się w oczyszczaniu powietrza zwykłe firanki, na których zbiera się bardzo wiele zanieczyszczeń, w tym m.in. całkiem sporo osadzonych na cząsteczkach kurzu wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA). Jak widać, nie tylko z powodów estetycznych warto mieć w domu firanki, ale też trzeba je regularnie prać.

Sprawdź, jak twój pracodawca dba o powietrze w biurze

Wietrzenie i wentylowanie mieszkań oraz biur jest koniecznością z bardzo wielu powodów. Jakich?

– Powietrze wewnątrz budynków zanieczyszczają nie tylko przebywający w nich ludzie (m.in. wydychając C02, rozprzestrzeniając bakterie i wirusy), ale także różnego rodzaju przedmioty i urządzenia, począwszy od tapicerowanych mebli i dywanów, poprzez środki chemii gospodarczej, aż po urządzenia elektroniczne, np. komputery czy drukarki (zwłaszcza te starego typu). Generalnie im więcej ludzi oraz wyposażenia w danym pomieszczeniu, tym częściej trzeba je wietrzyć – podpowiada dr Adam Krogulski.

Jego zdaniem, sprawnie działający i właściwie użytkowany system wentylacji mechanicznej lub klimatyzacji rozwiązuje problem czystości powietrza wewnątrz budynków.

– W systemach tych stosowane są filtry, które są w stanie wyłapać z powietrza większą część zanieczyszczeń. Niestety są też budynki, w których z różnych powodów, najczęściej oszczędnościowych, systemy te pracują słabo, przez co nie zapewniają odpowiedniej ilości czystego powietrza. Dzieje się tak np. wtedy, gdy nie są w nich regularnie wymieniane filtry powietrza albo gdy zamiast powietrza z zewnątrz, w zbyt dużej ilości używa się powietrza pochodzącego z recyrkulacji (czyli pochodzącego z wewnątrz). Wtedy w powietrzu nie tylko rośnie stężenie CO2, ale też i chorobotwórczych wirusów – tłumaczy dr Adam Krogulski.

To właśnie dlatego w dobrej klasy biurowcach nadzór nad klimatyzacją i wentylacją powierza się często specjalistycznym firmom zewnętrznym, których wyłącznym zadaniem jest dbać o dobrą jakość powietrza w biurach. Przekłada się to na większą wydajność pracowników i ich lepszy stan zdrowia.

Czy maski antysmogowe chronią przed smogiem  

W kontekście smogu, wiele osób zastanawia się też, czy warto kupować tzw. maski antysmogowe. Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka oczywista, o czym świadczą m.in. wyniki kontroli dostępnych na naszym rynku masek, prowadzonych przez Inspekcję Handlową na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Po ostatnich, drobiazgowych badaniach, przeprowadzonych w laboratorium Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego w Łodzi, okazało się, że nie wszystkie maski skutecznie chronią ludzi przed toksycznymi pyłami. Szczegółowe informacje na ten temat, a także praktyczny poradnik dla konsumentów odnośnie stosowania i zakupu takich masek, można znaleźć w materiałach informacyjnych opublikowanych na stronie internetowej UOKiK.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Pięć powodów, żeby zrobić test anty-HCV

liver-3026639_1920-copy

Marskość albo rak wątroby grozi nie tylko osobom nadużywającym alkoholu. Może się rozwinąć m.in. wskutek nieświadomego zakażenia się wirusem HCV. Podpowiadamy, gdzie można wykonać bezpłatny test anty-HCV.

Naprawdę warto się pod tym kątem przebadać, bowiem od niedawna istnieje już skuteczne leczenie zakażeń wirusem HCV (hepatitis C virus), który wywołuje przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu C (WZW-C). Państwowa Inspekcja Sanitarna szacuje, że około 200 tys. osób w Polsce jest zakażonych tym wirusem. Co gorsza, trzy czwarte zainfekowanych osób w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Jak to możliwe?

– Pierwsze objawy tej choroby mogą wystąpić nawet dopiero po 30 latach od zakażenia. Najczęściej wykrywa się ją zupełnie przypadkowo – mówi Izabela Kucharska, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego.

Eksperci ostrzegają, że większość zakażeń HCV, nawet tych ostrych, przez wiele lat może przebiegać zupełnie bezobjawowo. W efekcie, są one zazwyczaj wykrywane dopiero w bardzo zaawansowanej fazie rozwoju, gdy chory zgłosi się do lekarza już z wyraźnymi objawami zmian w wątrobie, np. jej marskości. Czasami też wykrywa się te zakażenia przez przypadek, np. przy okazji diagnozowania lub leczenia innych chorób.

Wirus HCV jest zatem nie tylko podstępny, ale też bardzo groźny dla zdrowia – konkretnie odpowiada on za 20-40 proc. wszystkich przewlekłych chorób wątroby. Spora część tych zachorowań prowadzi niestety do niepełnosprawności lub przedwczesnej śmierci chorego.

Jak można się zakazić HCV

Wirusowym zapaleniem wątroby typu C nie można się zarazić podczas zwykłych kontaktów z osobą chorą. Można więc trzymać się z nią za ręce, całować, pić i jeść z tych samych naczyń, korzystać z tej samej toalety. HCV przenosi się dopiero poprzez kontakt z zakażoną krwią, głównie w czasie nieprawidłowo wykonywanych zabiegów medycznych czy kosmetycznych, takich jak: zastrzyki, pobieranie krwi, leczenie stomatologiczne, akupunktura, wykonywanie tatuaży, przekłuwanie uszu lub innych części ciała, pedicure, manicure. Zakazić można się także poprzez kontakty seksualne (gdy dojdzie do uszkodzenia naskórka lub błony śluzowej).

Jak uchronić swoją wątrobę przed uszkodzeniem

Eksperci podkreślają, że ogromnym problemem jest bardzo niska wykrywalność wirusa HCV w Polsce. W naszym kraju współczynnik wykrywalności wynosi zaledwie 15 proc., podczas gdy np. w krajach skandynawskich przekracza 80 proc. Dlatego pojawia się coraz więcej kampanii społecznych, które nie tylko uświadamiają Polaków na temat zagrożeń ze strony wirusa HCV, lecz także zachęcają do wykonywania profilaktycznych testów anty-HCV. Jedną z najnowszych tego typu kampanii jest projekt edukacyjny „Zdrowa wątroba”, nad którym patronat honorowy objęli: Główny Inspektorat Sanitarny, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-Państwowy Zakład Higieny oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Pracy.

– Wykrycie i leczenie choroby we wczesnym stadium daje w tej chwili możliwość całkowitego wyleczenia. Osoba, która nie wie o chorobie pozbawia się tej możliwości i naraża na poważne następstwa, jakimi są marskość wątroby, a w późniejszym etapie nawet  nowotwór. Poza tym, osoba która jest zakażona wirusem HCV, ale o tym nie wie, może być zagrożeniem dla swojego otoczenia – podkreśla prof. Anna Piekarska, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wspierająca merytorycznie projekt „Zdrowa wątroba”.

Specjalistka zaznacza, że każdy z nas może być zakażony i o tym nie wiedzieć.

– Na przykład, zdarza się, że na HCV chorują młodzi dorośli, zupełnie niczego nie podejrzewając, a to dlatego, że zostali zakażeni w szpitalu, jeszcze w okresie noworodkowym. Niestety, pierwsze objawy choroby występują zazwyczaj dopiero w bardzo zaawansowanym stadium rozwoju, a więc już przy marskości, raku lub niewydolności wątroby. Zmiany jakie wywołuje w wątrobie HCV są często nieodwracalne. Dlatego tak bardzo liczy się czas – ostrzega prof. Anna Piekarska.

Dr Karolina Zakrzewska z Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny dodaje, że nie ma szczepionki przeciwko HCV.

– Dlatego musimy być czujni. Trzeba mieć świadomość, że wszystkie sytuacje i zabiegi, w których doszło do przerwania ciągłości tkanek albo przetaczania krwi wiążą się z ryzykiem zakażenia HCV. Aby upewnić się, że wszystko jest z nami w porządku, w ramach profilaktyki, warto potem wykonać test anty-HCV – radzi dr Karolina Zakrzewska.

Hepatolodzy podkreślają, że leczenie wirusowego zapalenia wątroby typu C jest obecnie w Polsce łatwo dostępne (bez kolejek) i w pełni refundowane przez NFZ.

Gdzie można wykonać bezpłatne testy anty-HCV

Jak widać, w przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C, naprawdę warto dmuchać na zimne. Testy anty-HCV można wykonać bezpłatnie m.in. w ramach profilaktycznego projektu „Zdrowa wątroba”. Gdzie? Lista placówek medycznych z różnych regionów kraju, w których można wykonać taki test, w tym i przyszłym roku, jest dostępna na stronie internetowej projektu.

Ponadto, do końca 2018 r. można jeszcze skorzystać z bezpłatnego testu na HCV w ramach ogólnopolskiej akcji profilaktycznej zorganizowanej przez fundację Gwiazda Nadziei, która od lat wspiera pacjentów z różnymi chorobami wątroby. Listę placówek medycznych i laboratoriów, które wykonują testy anty-HCV w ramach tej akcji można znaleźć na stronie internetowej fundacji.

Duża aktywność organizacji pozarządowych na tym polu ma związek z faktem, że obecnie, powszechnie dostępnych, przesiewowych testów anty-HCV nie ma w pakiecie podstawowych świadczeń refundowanych w ramach NFZ (lekarz rodzinny może jednak w tej sprawie skierować pacjenta do specjalistycznej poradni chorób zakaźnych). Dobra wiadomość jest taka, że na bezpłatne testy anty-HCV w ramach NFZ mogą liczyć wszystkie kobiety w ciąży.

Jak interpretować wyniki testu anty-HCV

Specjaliści podkreślają, że test przesiewowy, który służy do wykrywania infekcji HCV jest prosty i szybki. Przypomina popularny i dostępny w każdej aptece test ciążowy. Tyle, że w przypadku testu na HCV oczywiście pobiera się do analizy nie mocz, lecz krew badanej osoby.

Kropla krwi z palca wystarczy, aby przeprowadzić test anty-HCV, który już po 5-15 minutach daje wynik – mówi Tomasz Jan Prycel, dyrektor stowarzyszenia CEESTAHC (Central and Eastern European Society of Technology Assessment in Health Care), które jest głównym organizatorem projektu „Zdrowa wątroba”.

Ale uwaga! Jeśli test stwierdzi obecność przeciwciał HCV we krwi, to nie oznacza wcale automatycznie, że jest się chorym. Trzeba wtedy przeprowadzić badania dodatkowe, które dadzą odpowiedź na pytanie czy zakażenie HCV jest aktualne (aktywne), czy też obecność przeciwciał wskazuje tylko na kontakt z wirusem, który miał miejsce w przeszłości, lecz nie doprowadził do rozwoju choroby.

– W przypadku wyniku pozytywnego lub wątpliwego zalecana jest pogłębiona diagnostyka laboratoryjna, wykonywana w ramach środków NFZ (np. poprzez skierowanie przez lekarza POZ do poradni chorób zakaźnych) lub prywatnie. Należy pamiętać, że jedynie wynik HCV-RNA ostatecznie wyklucza lub potwierdza zakażenie HCV. Nie wszystkie pozytywne wyniki testu przesiewowego oznaczają więc aktywne zakażenie wirusem HCV. Istnieje 20-30 proc. prawdopodobieństwa, że badanie molekularne (HCV-RNA) nie wykaże obecności materiału genetycznego wirusa – wyjaśnia Tomasz Jan Prycel.

Jakie mogą być wczesne objawy zakażenia HCV

– Aby uniknąć najgorszego, nie tylko cierpienia, ale też niepełnosprawności czy konieczności przeszczepu wątroby, trzeba wykryć zakażenie jak najwcześniej. Mogą o nim świadczyć nawet tak nieoczywiste objawy jak przewlekłe zmęczenie, ciągła senność czy rozkojarzenie – podpowiada Barbara Pepke, prezes fundacji Gwiazda Nadziei, która osobiście doświadczyła skutków tej podstępnej choroby.

HCV na celowniku Światowej Organizacji Zdrowia

Na koniec warto dodać, że „kariera” jaką w medycynie zrobił wirus HCV jest naprawdę spektakularna. Mało kto bowiem zdaje sobie sprawę z faktu, że wirus ten został odkryty dopiero w 1989 r. W efekcie, dopiero od 1993 r. krew badana jest pod kątem obecności HCV. W praktyce oznacza to tyle, że wszystkie osoby, które we wcześniejszych latach były leczone w szpitalach, zwłaszcza te, które miały przetaczaną krew, mogą być nieświadomymi nosicielami HCV.

Z tego powodu, nie powinien też nikogo dziwić niski poziom społecznej świadomości na temat tego wirusa – z badań wynika, że aż 25 proc. Polaków nie wie, że zapalenie wątroby typu C jest chorobą zakaźną!

Oznacza to, że w dalszym ciągu bardzo potrzebne są w Polsce projekty edukacyjne mające zwiększać świadomość tego problemu, takie jak projekt „Zapobieganie zakażeniom HCV”, realizowany niedawno przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-Państwowy Zakład Higieny, czy też projekt „Zdrowa wątroba”, który stowarzyszenie CEESTAHC realizuje we współpracy z fundacją Gwiazda Nadziei oraz Europejską Fundacją Rozwiązywania Problemów Zdrowotnych.

Na koniec warto dodać, że wirusowe choroby wątroby zostały niedawno uznane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) za poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego. W 2016 r. WHO przyjęła więc strategię, której celem jest eliminacja wirusowych zapaleń wątroby (WZW) do 2030 r., m.in. poprzez zwiększenie wykrywalności zakażeń oraz zapewnienie równego dostępu do profilaktyki i leczenia.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com