Same fakty o statynach

tablets-1001224_1920-copy

„Czego lekarz ci nie powie o statynach?” – takie zapytania można znaleźć w wyszukiwarkach internetowych po wpisaniu nazwy tej grupy leków. To pokłosie mitów o statynach. Uważaj, ich samowolne odstawienie to udział w niezabezpieczonym eksperymencie na własnym zdrowiu.

Niektórzy kardiolodzy, interniści i hipertensjolodzy mówią, że zaczyna się rodzić nowy ruch na wzór ruchów antyszczepionkowych (nazywanych przez coraz większą grupę profesjonalistów – ruchami proepidemicznymi). Poznaj fakty o statynach, by pochopnie nie niszczyć swojego zdrowia.

Co to są statyny?

To leki przepisywane pacjentom cierpiącym na chorobę związaną z miażdżycą ( np. osobom, które miały zawał, u których rozpoznano chorobę wieńcową) oraz tym, u których stwierdza się podwyższony poziom cholesterolu we krwi, a dieta i aktywny tryb życia nie przynoszą poprawy (ponieważ na przykład mają uwarunkowaną genetycznie hipercholesterolemię rodzinną). Zadaniem statyn jest obniżenie poziomu cholesterolu frakcji LDL, nazywanego „złym” z uwagi na to, że jego zbyt wysoki poziom niszczy naczynia krwionośne i powoduje miażdżycę.

Czy statyny są bezpieczne?

Stosuje się je u pacjentów na całym świecie od prawie 31 lat. To istotna informacja, ponieważ im dłużej jest stosowany lek i im większa jest grupa pacjentów, która przyjmuje ten lek, tym więcej wiadomo o tym, jak on działa i jakie ma skutki uboczne. Badania nad lekiem nie kończą się wraz z jego wprowadzeniem na rynek – trwają dalej. Świat medyczny ma ograniczone zaufanie i dlatego nieustannie weryfikuje wiedzę. Pokłosiem tego może być wycofanie leku w ogóle, jak zdarzyło się to na przykład z jedną ze statyn – cerywastatyną, wycofaną w 2001 roku z powodu wysokiej toksyczności. Taki los nie spotkał jednak innych specyfików z tej grupy i wciąż są one przepisywane milionom pacjentów.

Trudno zliczyć ludzi, którzy przyjmowali statyny, ponieważ miażdżyca i jej powikłania to jedna z najczęściej występujących chorób na świecie. Są podstawą leczenia tej choroby, o czym mówią wszystkie wytyczne towarzystw medycznych na całym świecie, a te wskazówki zostały sformułowane na postawie szeregu rozmaitych badań. Nie obalono tezy, że statyny przynoszą istotną korzyść pacjentom.

– Z punktu widzenia ostatnich 50 lat, jeśli chodzi o skuteczność interwencji farmakologicznej, statyny walczą na podium o pierwsze miejsce. Uratowały życie lub przedłużyły je tylu osobom, że nie da się ich po prostu zliczyć – mówi prof. Artur Mamcarz, szef Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Leonardo da Vinci był pierwszym znanym naukowcem, który opisał patologię związaną z miażdżycą tętnic. Musiało jednak minąć wiele lat do czasu, gdy wyjaśniono mechanizm jej powstawania i znaleziono skuteczne leki. W 1976 roku dwóch naukowców – Endo i Kuroda wyizolowali z hodowli Penicillum citrinum (rodzaj grzyba, pojawiającego się m.in. na cytrynach) trzy metabolity, dzięki którym hamowana była produkcja cholesterolu. Jeden z nich nazwano mewastatyną i stał się on prekursorem współczesnych statyn, choć sam nie został lekiem. Dwa lata po odkryciu Endo i Kurody kolejny zespół naukowców wyizolował z hodowli innego grzyba – Aspergillus terreus – lowastatynę. Ten lek nadal jest z powodzeniem stosowany i można powiedzieć, że jego źródło jest naturalne.

Statyny: skutki uboczne

To leki, a każdy lek może u pewnych pacjentów skutki uboczne.

– Każdy lek ma działania niepożądane. Jeśli ktoś bierze kwas acytylosalicylowy, czyli popularną aspirynę, też naraża się na ryzyko – w tym wypadku na przykład na krwawienia z przewodu pokarmowego. Leki, które nie mają działań niepożądanych najczęściej nie działają – wskazuje prof. Mamcarz.

Podkreśla, że ryzyko długotrwałego stosowania statyn jest niższe niż ryzyko jakiejkolwiek tabletki przeciwbólowej kupionej w kiosku.
Zwraca uwagę, że statyny są przyjmowane pod kontrolą lekarską. Nadto lekarz ma duże pole manewru, bo jest kilka rodzajów tego typu środków i dobiera się je do konkretnego pacjenta. W razie pojawienia skutków ubocznych, należy się zgłosić do lekarza, który najczęściej albo zmieni lek, albo dawkowanie. Sytuacje, gdy statyny należy odstawić, są – w świetle europejskich wytycznych – rzadkie.

Prof. Filipiak, relacjonując dla lekarzy ustalenia Europejskiego Kongresu Kardiologicznego i nowych europejskich wytycznych, napisał: U każdego pacjenta „walczymy” o statynę, nawet gdy jej nie toleruje — stąd podkreślona w wytycznych koncepcja podawania maksymalnej tolerowanej dawki statyny, w skrajnych przypadkach nawet co drugi czy trzeci dzień lub rzadziej.

– Nikt nie ma wątpliwości, że statyny trzeba przyjmować, bo obniżają na przykład ryzyko kolejnego zawału czy udaru. Każdy, kto widział pacjenta po udarze, który mógł z dużym prawdopodobieństwem tego udaru uniknąć dzięki leczeniu miażdżycy, raczej nie ma wątpliwości co do sensu ich stosowania – podkreśla prof. Mamcarz.

Groźnym działaniem niepożądanym statyn są bóle mięśniowe, które mogą (nie muszą) wskazywać na miopatię. Jednak obserwuje się je u zaledwie połowy procenta wszystkich pacjentów przyjmujących te leki.

– Wciąż bezpieczniej jest mieć  chyba mieć bóle mięśniowe niż zawał – dodaje profesor.

Inne istotne powikłanie, zdarzające się  – w zależności od badań – u 0,5-2 proc. pacjentów przyjmujących statyny, to podwyższone miana prób wątrobowych.

Na forach internetowych można znaleźć wyraz obaw, że specyfiki te doprowadzają do impotencji, jednak raczej jest odwrotnie – to nieleczona miażdżyca prowadzi do tego problemu, a przyjmowanie statyn pozwala na prowadzenie normalnego życia seksualnego.

Wskutek przyjmowania statyn notuje się też wyższe ryzyko cukrzycy.

– Na każde 10 uratowanych istnień jest jeden nowy przypadek cukrzycy – wyjaśnia prof. Mamcarz.

Przyjmujący statyny mogą też rzadko odczuwać bóle głowy, stawów, mieć wysypkę czy problemy ze snem.

Czy każdemu pacjentowi z podwyższonym poziomem cholesterolu lekarz przepisze statyny?

Nie. To zależy, jak oceni (na podstawie kilku wskazówek) ryzyko, że dozna on zawału lub udaru oraz od tego, na ile podwyższony jest poziom cholesterolu LDL. Na początku choroby najczęściej zaleca się zmianę stylu życia, czyli prawidłową dietę, zwiększenie aktywności fizycznej, schudnięcie, abstynencję od tytoniu oraz stałe monitorowanie parametrów wskazujących na rozwój miażdżycy.
Powyższe zalecenia są też nieodłącznym elementem terapii wtedy, gdy nie da się uniknąć łykania statyn.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Skażenie wody farmaceutykami: coraz poważniejszy problem

medications-257336_1920-copy

Środowisko wodne coraz bardziej skażone jest lekami. To może być groźne dla zdrowia, dlatego niepotrzebne medykamenty zanosić trzeba do apteki, a nie wyrzucać do kosza w domu. Uwaga, nie do każdej apteki!

Wszystkie mają obowiązek utylizacji własnych przeterminowanych leków, natomiast wybrane przez samorząd lokalny – mają odpowiednie pojemniki, do których każdy może wrzucić niepotrzebne medykamenty. Najbliższą swojego miejsca zamieszkania można znaleźć w wykazach umieszczonych na stronach miasta czy gminy. Samorząd lokalny, na mocy ustawy o utrzymaniu w porządku i czystości, ma obowiązek wskazać punkty, do których każdy może przynieść przeterminowane leki (w Warszawie na przykład wykaz znajduje się pod adresem: https://czysta.um.warszawa.pl/punkty-zbiorki-przeterminowanych-lekow-i-termometrow-rteciowych, w Kielcach – http://www.um.kielce.pl/zasady-selektywnej-zbiorki/przeterminowane-leki/ ). Nie trzeba się legitymować paragonem czy jakimkolwiek dokumentem zakupu czy osobistym.

Jakimi lekami Polacy trują środowisko?

Każdy lek wyrzucony do odpadów komunalnych szkodzi. Zanieczyszczenie wód jest dziś niestety zjawiskiem powszechnym, a głównymi jego źródłami są: ścieki komunalne i przemysłowe, a także różne toksyczne substancje spłukiwane przez opady atmosferyczne z terenów wiejskich (np. pól uprawnych) oraz miejskich (np. z ulic).

Rozwój cywilizacyjny cały czas powoduje powstawanie nowych rodzajów zanieczyszczeń, które przenikają do wód i stanowią zagrożenie dla człowieka. To do nich należą farmaceutyki.

Okazuje się, że w środowisku wodnym często stwierdza się występowanie wielu różnego rodzaju farmaceutyków, w tym przede wszystkim: niesteroidowych leków przeciwzapalnych (np. ibuprofen, ketoprofen, kwas acetylosalicylowy), paracetamolu, antybiotyków (erytromycyna, trimetoprim, sulfametoksazol), leków hipolipemicznych (np. kwas klofibrowy, bezafibrat), środków hormonalnych (np. estron, estradiol), beta-blokerów (np. metoprolol, propanolol), leków psychotropowych (np. fluoksetyna, karbamazepina).

Wbrew pozorom, źródłem tego rodzaju zanieczyszczeń często są gospodarstwa domowe, bo niewykorzystane, przeterminowane leki są wyrzucane przez ludzi prosto do toalet lub zwykłych odpadów komunalnych.

Dlaczego leki szkodzą środowisku?

„Ze względu na złożoną budowę i zróżnicowane właściwości fizyczne i chemiczne, farmaceutyki często są odporne na procesy biodegradacji i dlatego nie ulegają całkowitej eliminacji w trakcie procesów oczyszczania ścieków w konwencjonalnych systemach. Skutkuje to ich przedostawaniem się zarówno do wód powierzchniowych, jak i podziemnych. Wykazywane są również w wodach przeznaczonych do picia, co stwarza niebezpieczeństwo dla zdrowia ludzi” – czytamy w wydanej niedawno książce pt. „Medycyna stylu życia”, dotyczącej profilaktyki zdrowotnej i czynników ryzyka chorób cywilizacyjnych.

Eksperci ostrzegają, że zanieczyszczenia polekowe kumulują się również w glebach i osadach dennych.

Ale poza ewentualnym, toksycznym wpływem na ludzi, leki występujące w środowisku wodnym stwarzają jeszcze inne ważne zagrożenia.

„Woda z pozostałościami leków może skutecznie zaburzać równowagę ekosystemów, wpływając na bioróżnorodność organizmów wodnych, procesy nitryfikacji i obiegu pierwiastków biogennych. Przyczynia się także do niebezpiecznego zjawiska lekooporności, które jest potęgowane przez powszechność stosowania antybiotyków” – czytamy w książce.

Na koniec warto dodać, że najbardziej niebezpieczne dla zdrowia człowieka są występujące w zanieczyszczonej wodzie sole metali ciężkich (ołowiu, rtęci, kadmu, miedzi, chromu i cynku). Kumulują się one w zbiornikach wodnych i przenikają także do ryb. Ich obecność stwierdzono w mięsie najczęściej spożywanych przez Polaków ryb, takich jak: karpie, pstrągi, dorsze, śledzie czy makrele. Najbardziej skażone są ryby mięsożerne i żywiące się organizmami żyjącymi na dnie.

Jeśli mamy stary termometr rtęciowy, należy go także zanieść do apteki do specjalnego pojemnika.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Opublikowany w Leki

Podwyższone ciśnienie: powód do niepokoju?

blood-pressure-monitor-1952924_1920-copy

Masz prawidłowe, ale wysokie ciśnienie? Niedobrze. Amerykanie postulują zmianę definicji nadciśnienia, co będzie miało skutki dla opieki nad pacjentami. Poznaj przyczyny tej decyzji i domowe sposoby na obniżenie ciśnienia tętniczego. 

Nadciśnienie to powszechna choroba współczesnego świata. Rozpoznaje się je wtedy, kiedy skurczowe ciśnienie tętnicze osiąga wartość powyżej 140 mmHg i/lub rozkurczowe – powyżej 90 mm/Hg. Optymalne wartości ciśnienia to poniżej 120 mmHg skurczowego i poniżej 80 mmHg rozkurczowego.

Od kilku miesięcy trwa w świecie medycznym dyskusja na temat wartości ciśnienia pomiędzy 120/80 a 140/90 mmHg. W Europie przyjmuje się, że wartość ciśnienia skurczowego powyżej 120 mm słupka rtęci, ale poniżej 140, to tzw. prawidłowe wysokie. W USA American Heart Association postuluje inne normy. Amerykanie, na podstawie przeglądu ponad 900 prac medycznych uznali, że:

  • podwyższone ciśnienie tętnicze to wartości w przedziale 120–129/<80 mm Hg
  • nadciśnienie 1. stopnia: 130–139/80–89 mm Hg
  • nadciśnienie 2. stopnia: równe lub wyższe niż 140/90 mm Hg.

Decyzja American Heart Association wzburzyła kardiologów, hipertensjologów i internistów na świecie. Europejskie towarzystwa wkrótce się do niej ustosunkują i nie można wykluczyć zmiany europejskich wytycznych. To jednak dyskusja profesjonalistów, a jakie wnioski wypływają z niej dla przeciętnych ludzi?

Także podwyższone ciśnienie jest groźne

Początkowo nadciśnienie nie daje wyraźnych objawów, więc po prostu nawet gdy czujemy się zdrowi, trzeba je regularnie mierzyć. Szacuje się, że nawet 1/3 dorosłej populacji w Polsce choruje na nadciśnienie tętnicze, ale aż 3 miliony z niej, z powodu braku regularnego pomiaru ciśnienia wynikającego być może z braku dokuczliwych objawów, ma już tę chorobę, ale o niej nic nie wie.

Kolejne częste zjawisko obserwowane w rozwiniętych krajach, to podwyższone ciśnienie tętnicze, czyli – według wciąż obowiązujących kryteriów europejskich – prawidłowe wysokie (powyżej 120/80 mmHG).

– Amerykanie doszli do wniosku, że to „prawidłowe” takie nie jest – mówi internista i kardiolog prof. Zbigniew Gaciong z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

I wskazuje, że są podstawy do takiego twierdzenia.

– Przyjmuje się, że od poziomu 120/70 każdy wzrost ciśnienia skurczowego o 10 milimetrów słupka rtęci podwaja ryzyko wystąpienia zagrażających życiu stanów, np. udaru – podkreśla.

Co to jest ciśnienie tętnicze

Bijące serce pompuje krew do tętnic. Wpompowywana w taki sposób natleniona krew wywiera nacisk na ściany tętnic – innymi słowy, wywiera na nie ciśnienie. Waha się ono pomiędzy wartością maksymalną – gdy serce kurczy się, wyrzucając porcję krwi do naczyń krwionośnych (ciśnienie skurczowe i minimalną – gdy serce rozkurcza się (ciśnienie rozkurczowe). Jeśli ciśnienie jest zbyt wysokie, niszczy ściany naczyń krwionośnych. Po zaopatrzeniu komórek ciała w tlen krew wraca do serca układem naczyń żylnych.

Oczywiście do wystąpienia takiego stanu przyczynia się wiele czynników ryzyka, ale im jest ich mniej, tym  bezpieczniej możemy się czuć. Co więcej, na niektóre z nich mamy bezpośredni wpływ – czy to przez zmianę stylu życia, czy też – podjęcie terapii. Jednak najtrudniejsze, a powszechne w medycynie jest to, że mało jest uniwersalnych zaleceń, które mogą stosować wszyscy.

– Może być pacjent z ciśnieniem 128/78 i będzie miał powikłania, a może być pacjent, który będzie miał wyższe i nic mu się nie będzie działo – zaznacza internista i kardiolog prof. Artur Mamcarz z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dlatego kluczowa jest świadomość własnego ciała i dobra współpraca z lekarzem, który w wyborze zaleceń weźmie pod uwagę możliwe do zdiagnozowania czynniki oraz styl życia pacjenta i na ich podstawie ustali cel terapii, do którego będą dążyć. Kardiolodzy mają pacjentów, u których celem terapii jest na przykład osiągnięcie podwyższonego, a nie tzw. optymalnego ciśnienia.

Podwyższone ciśnienie – jakie ryzyko?

Wciąż: podwyższone ciśnienie, a zatem powyżej optymalnej wartości 120/80 mmHG to czynnik, który może sprzyjać rozwojowi miażdżycy, zawałom serca czy udarom.

Opublikowana właśnie w prestiżowym periodyku „European Heart Journal” praca międzynarodowego zespołu badaczy dodaje kolejny argument za tym, by dbać o prawidłowe ciśnienie – naukowcy wykazali,  że podwyższone ciśnienie w średnim wieku istotnie zwiększa ryzyko demencji w wieku starszym.

Związek między chorobami neurodegeneracyjnymi a patologiami układu krążenia nie jest czymś nowym.

– Najprostsza teoria, która taki związek wyjaśnia, to teoria naczyniowa – mówi prof. Mamcarz.

Chodzi przecież o to, że mózg potrzebuje tlenu i składników odżywczych, a otrzymuje je ze krwi, która krąży w naczyniach. Jeśli z nimi coś się dzieje, a podwyższone ciśnienie niszczy ścianki naczyń krwionośnych, siłą rzeczy transport potrzebnych składników szwankuje.

Nowością w pracy opublikowanej w „European Heart Journal” jest to, że wykazała ona w badaniu epidemiologicznym, iż podwyższone ciśnienie w wieku średnim, a zatem takie, które w świetle kryteriów medycznych nie wymaga najczęściej interwencji farmakologicznej, istotnie podwyższa ryzyko demencji w wieku starszym.

Francuscy, angielscy i amerykańscy badacze wykorzystali dane z 30-letniego programu badawczego, którym objętych było 8 360 urzędników brytyjskiej służby cywilnej. Do analizy wykorzystali pomiary ciśnienia u uczestników badania w latach 1985, 1991, 1997 i 2003. Sprawdzili też w rejestrach medycznych, ilu z nich do końca marca 2017 roku otrzymało diagnozę zespołu otępiennego (demencji), aby znaleźć – o ile istnieje – potencjalny związek między podwyższonym ciśnieniem tętniczym a demencją.

Okazało się, że związek taki jest, i to istotny, nawet po uwzględnieniu w analizie inne czynniki ryzyka, jak uzależnienie od tytoniu, nadużywanie alkoholu, socjodemograficzne czynniki ryzyka, choroby przewlekłe (np. cukrzyca) itp. W porównaniu do osób, które w wieku 50 lat miały optymalne skurczowe ciśnienie tętnicze (równe lub poniżej 120 mmHg), ci uczestnicy badania, których ciśnienie skurczowe w wieku 50 lat wynosiło 130 mmHg lub powyżej, mieli aż 38 proc. wyższe ryzyko diagnozy demencji w wieku 65 lat i później.

Co ciekawe, podwyższone ciśnienie w późniejszym wieku nie wpływa już istotnie na wystąpienie demencji, którą najczęściej diagnozuje się po 75. roku życia. Naukowcy przypuszczają, że podwyższone ciśnienie dokonuje niszczenia naczyń w mózgu podstępnie przez całe dekady, stąd brak korelacji między wystąpieniem podwyższonego ciśnienia w wieku podeszłym a demencją.
Czynią jednocześnie zastrzeżenie, że nie wiadomo, czy obniżenie ciśnienia w wieku średnim do wartości optymalnych odbuduje zniszczenia i ryzyko demencji się zmniejszy.

Podwyższone ciśnienie – czy trzeba je leczyć?

– Wysokie prawidłowe ciśnienie to sygnał, że najwyższa pora, by zacząć o siebie dbać – podkreśla prof. Gaciong. – Przede wszystkim schudnąć, bo często takie ciśnienie wiąże się z nadwagą lub otyłością. Przy czym mówię pacjentom, że mają schudnąć, by zaczęli biegać, a nie na odwrót, bo to może się skończyć źle.

Aktywność fizyczna jest rzeczywiście istotna, ale musi być dobrana do stanu zdrowia.

– Umiarkowana aktywność fizyczna w wymiarze 150-300 minut tygodniowo pozwala obniżyć ciśnienie tętnicze o 2-3 mm słupka rtęci – przypomina prof. Mamcarz.

Domowe sposoby na obniżenie ciśnienia tętniczego

Są sposoby na obniżenie ciśnienia tętniczego (oraz uzyskanie innych dobroczynnych efektów dla zdrowia), które można wdrożyć od zaraz. Oto one:

  • Zmniejszyć ilość soli w posiłkach – a zatem nie tylko mniej solić potrawy, ale zrezygnować lub znacznie ograniczyć wysoko przetworzone produkty (wędliny, dania typu fast-food, zupy czy sosy instant, białe pieczywo);Do każdego posiłku dodawać zielone warzywa – mają dużo potasu, co sprzyja obniżeniu ciśnienia;Ograniczyć alkohol – mało kto wie, że picie alkoholu jest silnym czynnikiem wpływającym na podniesienie ciśnienia
  • Chodzić przynajmniej trzy razy w tygodniu na półgodzinne spacery, podczas których idziemy szybkim marszem;
  • Wyrzucić z kuchni olej palmowy (można go używać jako kosmetyk), a jeść olej rzepakowy i oliwę z oliwek z pierwszego tłoczenia;
  • Spożywać dużo pomidorów w każdej postaci.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Suplementacja witaminy C dobra na leczenie raka?

drink-3331913_1920-copy

Nie wiadomo! Choć prowadzono badania sprawdzające, czy witamina C wspomaga leczenie onkologiczne, wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Jest szansa, że uzyska ją zespół prof. Ryszarda Olińskiego z Collegium Medicum UMK, który prowadzi badania nad doustnym podawaniem witaminy C chorym na raka prostaty i białaczkę.

Profesor przyznaje, że dotychczasowe badania miały kontrowersyjne rezultaty – jedne potwierdzały skuteczność takiej suplementacji, inne – wprost przeciwnie.

Badania laboratoryjne wykazywały najczęściej, że podawanie dużych dawek witaminy C nie tylko spowalniało wzrost komórek wielu rodzajów nowotworów złośliwych, ale i ograniczało ich rozsiew. Były to jednak badania na liniach komórkowych, a te są dopiero wstępnym etapem sprawdzania, jak dana substancja działa.

Witamina C: przeciwwskazania

Badania na zwierzętach były jeszcze mniej jednoznaczne niż te laboratoryjne; niektóre z nich wykazały jednak, że witamina C pomaga niszczyć komórki nowotworowe. Inne jednak wskazywały, że witamina C wchodzi w interakcje z lekami przeciwnowotworowymi, w rezultacie doprowadzając do większego wzrostu guza niż wtedy, gdy podawane są klasycznie stosowane leki.

Potwierdzono też, że witamina C podnosiła jakość życia i poprawiała funkcjonowanie fizyczne osób chorych na nieuleczalne nowotwory.

Ale wykazano ponadto, że niektórym pacjentom podawanie witaminy C może wręcz zaszkodzić – zwłaszcza tym, którzy mają problemy z nerkami.

Były prowadzone także inne badania z udziałem ludzi, jednak na bardzo małych grupach uczestników, a zatem ich rezultaty nie dają pewności co do bezpieczeństwa i skuteczności suplementowania witaminy C u chorych onkologicznie.

Nic dziwnego zatem, że witamina C nie jest obecnie rekomendowana jako leczenie wspomagające przy nowotworach, ani tym bardziej – jako lek na raka.

Witamina C a nowotwory

Prof. Oliński wskazuje, że u wielu pacjentów chorych na nowotwory obserwuje się niedobór witaminy C. Badania jego zespołu mają sprawdzić, czy jest związek między poziomem witaminy C we krwi, a w komórkach prostaty oraz limfocytach B, a jeśli tak, to czy wskutek tego zmienia się poziom modyfikacji epigenetycznych DNA, czyli czy witamina C ma działanie przeciwnowotworowe.

Jedno jest pewne. W razie nowotworu pacjent we własnym interesie powinien poinformować lekarza prowadzącego o wszelkich planowanych modyfikacjach terapii polegających na samowolnym przyjmowaniu zarówno suplementów diety, jak i witamin, ziół czy leków. Leczenie przeciwnowotworowe może być na tyle obciążające, że nawet z pozoru niewinne, w 100 proc. naturalne zioła, mogą doprowadzić do szkodliwych interakcji i zniweczyć szanse na sukces terapii.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Zmiany na liście leków refundowanych

syringe-1884784_1920

Przypominamy, że od 1 lipca obowiązuje nowa lista leków refundowanych. A w niej min.

  1. Zmiany w programach lekowych – nowe leki i rozszerzenia programów lekowych.
    • Epclusa (sofosbuvirum + velpatasvirum) w ramach programu lekowego „Leczenie przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C terapią bezinterferonową”
    • HyQvia (Immunoglobulinum humanum normale) w ramach programu lekowego „Leczenie pierwotnych niedoborów odporności u dzieci
    • Vargatef (nintedanib) w ramach programu lekowego  „Leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca z zastosowaniem afatynibu i nintedanibu (ICD-10 C 34)” w 2 linii leczenia dla chorych z rozpoznaniem histologicznym lub cytologicznym raka gruczołowego lub niedrobnokomórkowego raka płuca z przewagą gruczolakoraka.
    • Herceptyna (trastuzumab) w ramach programu lekowego „Leczenie raka piersi (ICD-10 C50)”. Wprowadzono zmiany w opisie istniejącego programu lekowego, które zrównują podskórną i dożylną postać trastuzumabu.
    • Kanjinti (trastuzumab), który został objęty refundacją w ramach programu lekowego „Leczenie raka piersi (ICD-10 C50)” i jest pierwszym odpowiednikiem substancji czynnej  trastuzumab w postaci dożylnej.
    • Tysabri (natalizumab) w ramach programu lekowego „Leczenie stwardnienia rozsianego po niepowodzeniu terapii lekami pierwszego rzutu lub szybko rozwijającej  się ciężkiej postaci  stwardnienia  rozsianego (ICD-10  G 35)”. Nowy opis istniejącego programu lekowego umożliwia stosowanie leku bez ograniczeń czasowych oraz poszerza populację pacjentów kwalifikujących się do leczenia  o grupę chorych z dodatnim mianem przeciwciał przeciw JCV.
  2. Zmiany na liście aptecznej 
    • 50% refundacja dla osób pow. 65 roku życia VaxigripuTetra (czterowalentnej szczepionki przeciw grypie we wskazaniu: czynne uodpornienie osób powyżej 65 roku życia w zapobieganiu grypy wywołanej przez dwa podtypy wirusa grypy A oraz dwa typy wirusa grypy B, które zawarte są w szczepionce.
    • Xeplion (palmitynian paliperidonu) w postaci zawiesiny do wstrzykiwań o przedłużonym uwalnianiu we wskazaniu: leczenie schizofrenii u dorosłych pacjentów, u których uzyskano odpowiednią stabilizację podczas leczenia rysperydonem lub paliperydonem, w przypadku nawrotu objawów psychotycznych w wyniku udokumentowanego, uporczywego braku współpracy chorego. Lek jest stosowany raz na miesiąc.

Wszystkie zmiany i wszystkie najnowsze ceny leków dostępne w wyszukiwarce www.ceneolek.pl

Redakcja ceneolek.pl

Fot. www.pixabay.com

Informacja dla pacjentów przyjmujących leki zawierające substancję czynną valsartan

pill-1884775_1920-copy

Konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii prof. dr hab. med. Jarosław Kaźmierczak wyjaśnia, jak postąpić w razie wstrzymania w obrocie lub wycofania z obrotu produktów leczniczych zawierających substancję czynną valsartan pochodzącą od chińskiego wytwórcy – Zhejiang Huahai Pharmaceutical.

  1. Valsartan jest lekiem z grupy antagonistów receptora angiotensyny II (sartany, ARB). Na polskim rynku dostępnych jest kilka innych leków z tej grupy, np. losartan, kandesartan, telmisartan, irbesartan, eprosartan. W przypadku wstrzymania w obrocie i ewentualnego wycofania z rynku wszystkich produktów zawierających valsartan, nie istnieje zagrożenie dla zdrowia lub życia, ponieważ valsartan można zastąpić innym lekiem z tej grupy lub lekami z innych grup, ale o podobnym działaniu leczniczym, np. inhibitorami konwertazy angiotensyny (ACE-I).
  2. W wypadku wstrzymania w obrocie valsartanu, pacjenci dotychczas leczeni produktami zawierającymi tę substancję czynną, powinni zgłosić się do swojego lekarza prowadzącego (lekarza poz lub specjalisty), który zastąpi valsartan innym lekiem z tej samej grupy sartanów  (np. losartan, kandesartan, telmisartan, irbesartan, eprosartan) lub zastosuje lek/grupę leków o podobnym działaniu leczniczym, tj. inhibitory konwertazy angiotensyny czy inne leki hipotensyjne – według indywidualnych wskazań.

Źródło: komunikat na stronie www.mz.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Wstrzymanie w obrocie leków na nadciśnienie

pill-1884777_1920-copy

Główny Inspektor Farmaceutyczny  wstrzymał w obrocie produkty lecznicze zawierające substancję czynną Walsartan.  Produkty zostały wyprodukowane z użyciem substancji czynnej zakupionej od chińskiego producenta Zheijang Huahai Pharmaceuticals Co. Ltd. Podjęto informację o podejrzeniu braku spełnienia wymagań jakościowych dla substancji czynnej.

GIF zdecydował o wstrzymaniu w obrocie:

 Vanatex HCT (Valsartanum + Hydrochlorothiazidum), 160 mg + 25 mg

–  Vanatex HCT (Valsartanum + Hydrochlorothiazidum), 160 mg + 12,5 mg

–  Vanatex HCT (Valsartanum + Hydrochlorothiazidum), 80 mg + 12,5 mg

–  Vanatex 160mg

–  Vanatex 80mg

–  Avasart Plus (Amlodipinum + Valsartanum), 10 mg + 160 mg

–  Avasart Plus (Amlodipinum + Valsartanum), 5 mg + 160 mg

–  Avasart Plus (Amlodipinum + Valsartanum), 5 mg + 80 mg

–  Avasart 160 mg

–  Avasart 80 mg

–  Co-Nortivan (Valsartanum + Hydrochlorothiazidum), 160 mg + 25 mg

–  Co-Nortivan (Valsartanum + Hydrochlorothiazidum), 160 mg + 12,5 mg

–  Nortivan Neo 160mg

–  Nortivan Neo 80mg

Źródło: www.gif.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Stres niszczy męską płodność

man-921004_1920-copy

Długotrwały stres obniża ruchliwość plemników. By zwiększyć szanse na ojcostwo, trzeba wyluzować… i jeść zdrowo, w ten sposób uzupełniając witaminy C, E i B6 oraz mikroelementy – cynk i selen.

Staraniom o dziecko zawsze towarzyszą wielkie emocje i oczekiwanie, że poczęcie powinno nastąpić dość szybko. Jeśli test ciążowy, pomimo regularnego współżycia bez antykoncepcji (cztery – pięć razy w tygodniu) nie pokazuje pozytywnego wyniku przez dłużej niż rok, czas na wizytę pary u lekarza. Czasami potrzebna jest bowiem  interwencja medyczna. Badaniom poddaje się i kobieta, i mężczyzna.

Kiedyś sądzono, że przyczyna niepłodności leży po stronie kobiety. To mit. Czynnik męski leży po stronie około 40 -60 proc. niepowodzeń z poczęciem dziecka. Coraz częściej okazuje się, że po stronie panów podstawą trudności z zajściem pary w ciążę jest zbyt niska liczba plemników w nasieniu, albo/i ich mała ruchliwość.

Przed II wojną światową przeciętny Europejczyk miał prawie dziesięciokrotnie więcej plemników w jednym mililitrze nasienia niż współcześni mężczyźni. Do niedawna za prawidłową liczbę plemników uznawano 20 mln, ale wskutek powiększającego się problemu z jakością nasienia u mężczyzn normy obniżono – za minimum konieczne do zapłodnienia uważa się 14 mln w jednym mililitrze nasienia.

Jakie są przyczyny męskiej niepłodności?

Przyczyną pogarszania się jakości nasienia u mężczyzn może być długotrwały stres – dowodzą badania izraelskich naukowców z Uniwersytetu Ben-Guriona i Centrum Medycznego Soroka. Zaprezentowane niedawno na International  Summit on Assisted Reproduction and Genetics wyniki ujawniły bowiem, że stres psychiczny znacząco obniża ruchliwość plemników.

– Stres może generalnie negatywnie wpływać na płodność, ale niewiele jest badań nad wpływem stresu na jakość nasienia. Nasze badania pokazują, że długotrwały stres znacząco na nią wpływa – mówi dr Eliahu Levitas, szef działu in vitro w Centrum Medycznym Soroka.

Jego zespół zajmował się oceną jakości nasienia ponad 10,5 tys. próbek ofiarowanych centrum w latach 2009-2017, w chwilach, gdy w Izraelu trwał pokój. Porównał ją do 659 próbek pobranych w czasie i do dwóch miesięcy po dwóch militarnych konfliktach między Izraelem a Strefą Gazy w 2012 i 2014 roku. Średnia wieku dawców wynosiła 32, a ok. 44 proc. z nich paliło papierosy.

Okazało się, że w okresie wojny, a więc zwiększonego niepokoju wśród mieszkańców Izraela, prawdopodobieństwo kiepskiej ruchliwości plemników było większe o 47 proc. 37 proc. próbek pobranych w tym okresie oznaczało się niską jakością nasienia. Mniejsza ruchliwość plemników przekłada się automatycznie na mniejsze prawdopodobieństwo zapłodnienia.

– Sądzimy, że każdy mężczyzna, który tylko słyszał syreny ostrzegające przed atakiem rakietowym w czasie tego konfliktu, doświadczał stresu przez cały ten dzień a nawet później. Byliśmy jednak zaskoczeni odkryciem, że istnieje powiązanie między poczuciem bezpieczeństwa a jakością nasienia – mówi dr Levitas.

Jak polepszyć jakość nasienia?

Długotrwały stres związany z trudną sytuacją życiową może mieć więc niszczycielski wpływ na ludzkie życie, także to dopiero będące w planach. Jakość nasienia można jednak polepszyć. Jak wynika z ustaleń Anny Jeznach-Steinhagen i  Anety Czerwonogrodzkiej-Senczyny, z Zakładu Żywienia Człowieka WUM odpowiednio zbilansowana dieta, połączona w niektórych przypadkach z suplementacją wybranych składników odżywczych, może mieć znaczenie wspomagające w poprawie płodności.

Badaczki sugerują, że w diecie przyszłego taty powinny się znaleźć:

  • L-karnityna — zawarta w mięsie (wołowinie, rybach), przetworach mlecznych i orzechach;
  • witamina C — obecna w czerwonych porzeczkach, kiwi, ananasach, melonach, truskawkach, jagodach, pomidorach, brokułach, kapuście, pomarańczach, cytrynach,
  • beta-karoten — czyli marchew, szpinak, pomidory, wiśnie, melony, brzoskwinie;
  • witamina E — zawarta w oliwie z oliwek, sałacie, orzechach ziemnych, migdałach, kukurydzy, zarodkach pszenicy,
  • resweratrol — obecny w czerwonym winie, owocach i soku z czerwonych winogron, orzechach ziemnych, granatach i soku z granatów;
  • likopen — czyli świeże pomidory, sok pomidorowy, ketchup, koncentrat pomidorowy;
  • koenzym Q10 — makrela, łosoś, sardynki, algi morskie;
  • selen — ryby morskie, pestki dyni, wody mineralne, ziarno pszenicy, owsa, jęczmienia, kukurydzy, brązowy ryż;
  • cynk — szparagi, ziemniaki, grzyby, jaja, śledzie, zarodki i kiełki zbóż,
  • N-acetylo-cysteina — produkty mleczne, produkty zbożowe, jaja,
  • witamina B6 — chude mięso, mleko, jaja, produkty zbożowe, drożdże, warzywa (kapusta, zielony groszek, fasolka szparagowa, kalafior, marchew), owoce (banany), orzechy (włoskie, ziemne).

Różne przyczyny męskiej  niepłodności

Powodów z męską niepłodnością jest wiele. Na jakość nasienia wpływa dieta i regularność współżycia. Czynniki, które obniżają płodność to także przyjmowanie anabolików (może to prowadzić do nieodwracalnych zmian w męskiej płodności), a także palenie tytoniu oraz zarówno siedzący tryb życia jak i… nadmierne uprawianie sportu.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Lato sprzyja infekcjom intymnym?

woman-918532_1920-copy

To FAKT! Jedną z przyczyn jest wyższa niż w inne pory roku temperatura, którą bardzo lubią patogeny.

Niektóre sporty również im sprzyjają. Na przykład jazda na rowerze czy konna może doprowadzić do mikrouszkodzeń błony śluzowej pochwy, a wtedy bakteriom i grzybom łatwiej jest ją kolonizować.

Jeśli śluzówka jest już uszkodzona, nie pomogą w jej naturalnym zdrowieniu kąpiele – zarówno w basenie, jak i naturalnych zbiornikach wodnych. Związki chloru z basenu mogą doprowadzić zaś do zaburzenia równowagi naturalnej mikroflory w narządach rodnych, co znowu czyni rozwój patogenów łatwiejszym.

To wszystko nie oznacza, że kobiety mają przestać spędzać wakacje. Trzeba jednak zadbać o właściwą higienę, a zatem:

  • Noszenie przewiewnej bielizny z naturalnych włókien
  • Mycie miejsc intymnych
  • Zmianę mokrego stroju kąpielowego na suchą bieliznę zaraz po wyjściu z wody
  • Współżycie z partnerem z użyciem prezerwatywy, chyba, że para poddała się testom na choroby przenoszone drogą płciową i wypadły one dla obojga negatywnie (brak zakażenia)
  • Jedzenie naturalnych jogurtów i kefirów

Można też profilaktycznie stosować preparaty dopochowowe zawierające pałeczki kwasu mlekowego, zwłaszcza przed i po miesiączce.

Czego nie robić?

– Fatalnym rozwiązaniem jest przepłukiwanie pochwy środkami dezynfekującymi, przeciwbakteryjnymi. Irygacje wypłukują bakterie wchodzące w skład naturalnej mikroflory – przestrzega ginekolog dr Grzegorz Południewski.

Jeśli zaś kobieta odczuwa swędzenie miejsc intymnych, dyskomfort w ich rejonie, zauważy upławy, niepokoi ją ich zapach – należy bezzwłocznie udać się do ginekologa. Przewlekła, nieleczona infekcja intymna może bowiem prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, takich jak niepłodność, zrosty w jamie brzusznej i inne powikłania ginekologiczne.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Gorączka może być potrzebna

fever-thermometer-1935504_1920-copy

Podwyższona temperatura ciała przyspiesza odpowiedź naszego organizmu na infekcje, rany i guzy.  Co ciekawe, im wyższa gorączka, tym naturalny system ochrony działa lepiej. Oczywiście w granicach dopuszczalnej normy.

Przeziębienie, katar, gorączka, mogą się przydarzyć każdemu w dowolnej porze roku. Kiedy pojawia się infekcja – wielu z nas niemal odruchowo sięga po środki przeciwgorączkowe. Lekarze apelują, by nie robić tego automatycznie, a z rozwagą. Dzięki gorączce organizm walczy z mikrobami. Dlatego warto porozmawiać ze swoim lekarzem, kiedy i w jaki sposób obniżać temperaturę.

Jaka jest fizjologia gorączki?

Dzięki badaniom zespołu prof. Mike’a White’a z Manchester Academic Health Sciences Centre na University of Manchester, poznaliśmy komórkowy mechanizm stojący za tym zjawiskiem. Gorączka jest potrzebna, bo przyspiesza komórkowy „zegar” kontrolujący odpowiedź organizmu na infekcje.

Ważnym elementem tego zjawiska jest kompleks białkowy o nazwie NF-kB. Aktywacja tych białek następuje wtedy, gdy organizmowi zagrażają chorobotwórcze bakterie czy wirusy, ciało jest zranione lub tworzy się guz. NF-kB wnikają do wnętrza jądra komórki, „włączając” i „wyłączając” odpowiednie geny. W przypadkach, kiedy aktywacja białek NF-kB wymyka się spod kontroli, pojawiają się schorzenia  autoimmunologiczne o podłożu zapalnym: łuszczyca, reumatoidalne zapalenie stawów, choroba Leśniowskiego – Crohna.

Działanie komórkowego „zegara” napędzanego przez NF-kB powiązane jest również z innym białkiem – A20. Zespół prof. White’a odkrył, że usunięcie go z komórki powoduje, że białka NF-kB nie są w wstanie reagować na zmiany temperatury ciała.

– A20 to enzym, którego funkcje są skomplikowane i tylko częściowo poznane. Wiemy, że ma zdolność modyfikowania innych białek i może zmieniać szybkość ich usuwania – mówi Serwisowi Zdrowie prof. White.

Eksperymenty na myszach, u których za pomocą manipulacji DNA „wyłączono” gen odpowiadający za produkcję A20 przyniosły ciekawe wyniki.

– Zwierzęta te bardzo cierpiały z powodu niekontrolowanego stanu zapalnego. To podkreśla kluczową rolę A20 w redukowaniu zapalenia, którą to białko osiąga działając jako inhibitor (spowalniacz, osłabiacz) odpowiedzi NF-kB – tłumaczy prof. White.
Za wyjątkową rolą A20 w kontrolowaniu stanu zapalnego w organizmie przemawiają również badania genetyczne. Okazuje się, że niektóre mutacje w genie odpowiedzialnym za produkcje tego białka skutkują chorobami autoimmunologicznymi.

Kiedy obniżać gorączkę?

Jeśli gorączka przyspiesza działanie mechanizmu obronnego naszego organizmu, czy w ogóle należy ją obniżać?

– Jest całkiem jasne, że w niektórych przypadkach obniżenie temperatury ciała jest ważne. Na przykład po urazie (lub ćwiczeniach) lód jest używany do zmniejszenia reakcji zapalnej. To hamuje przepływ krwi w obrębie uszkodzonego rejonu. Możemy sądzić, że niższa temperatura także modyfikuje odpowiedź białek NF-kB – mówi prof. White.

Według niego koncepcja, że gorączka może być dobra, nie bez przyczyny krąży po świecie medycznym już od dłuższego czasu.

– Nasze dane dostarczają wyjaśnienia możliwego mechanizmu, który wspiera tę ideę – mówi prof. White.

Skoro zbijanie gorączki osłabia reakcję organizmu na zagrożenie, to co robić w przypadku małych dzieci, które często w trakcie infekcji mają po 40 stopni?

– Nasze ustalenia powstały w ramach badań podstawowych. Nie zajmowaliśmy się fizjologią, ale nasze badania odkryły mechanizm, który może tłumaczyć wcześniejsze ustalenia fizjologów – zastrzega prof. White.

Angielski uczony zwraca uwagę, że dzieci nie są w stanie równie dobrze, co dorośli, kontrolować temperatury własnego ciała. Stąd trzeba pomagać. A najlepiej w sytuacji wysokiej gorączki skonsultować się z lekarzem, niezależnie od wieku pacjenta. Trzeba też pamiętać, że nawracający stan podgorączkowy (poniżej 38 stopni Celsjusza) jest objawem czegoś niepokojącego dziejącego się w organizmie, nawet nowotworu.

Naukowcy liczą, że ich ustalenia da się przełożyć na konkretne terapie. Być może leki modyfikujące działanie białka A20 mogłyby wspomóc leczenie rozmaitych schorzeń.

Dlaczego mamy infekcje, kiedy jest zimno?

Innym ciekawym aspektem działania całego tego mechanizmu, na jaki uczeni zwrócili uwagę w trakcie swoich badań, jest fakt, że i również temperatura otoczenia zdaje się wpływać na działanie naszego systemu immunologicznego.

– Od pewnego czasu wiemy, że epidemie grypy i przeziębień są groźniejsze zimą, kiedy jest zimniej. Także myszy żyjące w wyższych temperaturach mniej cierpią z powodu stanów zapalnych i nowotworów. Te zmiany mogą zostać teraz wyjaśnione przez zróżnicowaną odpowiedź immunologiczną w zależności od temperatur – mówi prof. White.

Badania jego zespołu, choć przyniosły ciekawe wyniki, są dopiero początkiem rozumienia powiązań  między temperaturą a systemem odpornościowym. Sugerują, że podwyższona temperatura nie zawsze stanowi zagrożenie, a czasami po prostu jest niezbędna do tego, by zwalczyć infekcję.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com