Po 50-tce czas dla każdego na specyfiki na kości i stawy?

pills-2333023_1920-copy

To MIT! Specjaliści przestrzegają, aby reklamowane specyfiki na stawy i kości stosować po konsultacji z lekarzem. W przeciwnym razie można sobie zaszkodzić.

– Pamiętajmy, że suplementy diety, które stosujemy na różne przypadłości, mogą nakładać swoje niekorzystne działanie. Osoby chore na chorobę zwyrodnieniową stawów często leczą się też z powodu innych chorób, np. nadciśnienia tętniczego, czy cukrzycy i dodatkowo przyjmowane na własną rękę suplementy i leki wydawane bez recepty mogą wchodzić z nimi w interakcje – zwraca uwagę reumatolog prof. Anna Kuryliszyn-Moskal.
Do tego im osoba jest starsza, tym bardziej podawanie niekontrolowanych  suplementów i leków wydawanych bez recepty jest groźniejsze.

– Chciałabym też przestrzec przed dowolnym stosowaniem paracetamolu – dodaje specjalistka.
Okazuje się, że sporo osób z dolegliwościami bólowymi ze strony układu kostno-stawowego stara się uśmierzyć cierpienie za pomocą dostępnych łatwo środków, a leków zawierających paracetamol jest mnóstwo.
Może on zaś powodować poważne skutki uboczne, zwłaszcza wtedy, gdy stosuje się go często i w dużych dawkach. Uszkadzana jest wtedy wątroba i nerki.

Dlatego właśnie włączanie kolejnych leków, szczególnie dostępnych bez recepty, oraz suplementów, powinno odbywać się wyłącznie pod kontrola lekarską. Lecząc ból na własną rękę możemy wyrządzić sobie ogromną krzywdę, gdyż – jak zwracają uwagę lekarze – suplementy nie mają kontroli farmakologicznej takiej, jaką mają leki – nie mają odpowiednich badań podczas procesu produkcji, a także badań klinicznych. To oznacza, że znakomita ich część nie była badana na pacjentach, lecz jedynie na osobach zdrowych.
Internista prof. Jarosław Drobnik zwraca też uwagę, że wielokrotnie osoby chore, zamiast zgłosić się do lekarza, korzystają z niesprawdzonych alternatywnych metod, które nic nie wnoszą, a tylko opóźniają rozpoczęcie właściwego leczenia.

– Dlatego bardzo proszę pacjentów, aby nie stosowali suplementów na własną rękę. Ich wybór na rynku jest ogromny, niektóre z nich są skuteczne i bezpieczne, ale ich wybór pozostawmy lekarzowi” – radzi prof. Anna Kuryliszyn-Moskal.

Jednocześnie trzeba też pamiętać, że podstawą zapobiegania chorobom kości i stawów jest prawidłowa dieta, obfitująca w wapń, witaminy i zdrowe tłuszcze (a zatem przede wszystkim te z oliwy z oliwek, oleju rzepakowego i ryb). Druga zasada to ruch – nie wyczynowy, a rekreacyjny. W razie dolegliwości należy skonsultować się z lekarzem i fizjoterapeutą w celu dobrania do siebie odpowiednich ćwiczeń.

Monika Wysocka, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Na zespół suchego oka dobra jest sól fizjologiczna?

eyes-5248678_1920-copy

To  MIT! Zespół suchego oka wynika ze zmniejszonej produkcji łez lub nadmiernego ich odparowywania. Sól fizjologiczna tu nie pomoże, a nawet może zaszkodzić, choć oczywiście należy mieć ten płyn w apteczce i wykorzystywać go do innych celów.

Nadaje się ona do przemywania oczu i nosów zmęczonych alergią lub wypłukiwania z oka ciała obcego, np. rzęsy czy piasku.  Można stosować ją do inhalacji lub do oczyszczania skaleczeń i ran. Działa też wspomagająco przy leczeniu zapalenia spojówek. Nie nadaje się jednak do leczenia zespołu suchego oka.

– Trzeba pamiętać, że zespół suchego oka to poważna choroba związana z zaburzeniem równowagi powierzchni oka, wynikającej ze zmniejszonej produkcji łez lub nadmiernego ich odparowywania. Zapuszczona sól fizjologiczna tylko chwilowo zwilża i odświeża oko, ale jej regularne stosowanie może zaburzyć naturalny film łzowy. Poza tym kropla wodnego roztworu nie utrzymuje się długo na powierzchni oka – odparowuje i odpływa do dróg łzowych po kilku mrugnięciach. Jeśli miałaby być skuteczna, nawilżanie trzeba by było powtarzać bardzo często. To natomiast przyczyniłoby się do „zmywania” z powierzchni oka trójwarstwowego filmu łzowego” – wyjaśnia dr Małgorzata Zaraś, Kierownik Okulistyki w Centrum Medycznym CMP.

Jak wyjaśnia specjalistka, w leczeniu zespołu suchego oka powinno stosować się krople nawilżające, najlepiej pochodne hialuronianu, który jest naturalnym składnikiem łez. Należy też zwrócić uwagę, aby preparat nie zawierał konserwantów, które zwykle uczulają i mogą pogorszyć sytuację dodatkowo wysuszając gałkę oczną. Jeśli samo nawilżenie nie przyniesie ulgi, warto zastosować krople poprawiające jakość warstwy śluzowej lub tłuszczowej.

„Są to preparaty, które naśladują swoim składem film łzowy, a więc raczej emulsje jednocześnie nawilżające i natłuszczające gałkę oczną, zmniejszające odparowywanie wodnej warstwy łez” – wyjaśnia okulistka.

Zespół suchego oka może wywołać stan zapalny powierzchni oka i wtedy konieczne będzie włączenie do leczenia preparatów zawierających steryd. W połączeniu z kroplami nawilżającymi zazwyczaj skutecznie poprawia jakość nawilżenia powierzchni oka i przynosi szybką ulgę w dolegliwościach.

 

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Lekarz może zlecić witaminę D bez badań laboratoryjnych?

wit-d-copy

To FAKT! W naszej strefie klimatycznej lekarze nie zawsze muszą sprawdzać poziom witaminy D u pacjenta, by zalecić suplementację tej substancji. Jest jeden warunek – zalecana dawka dobowa witaminy powinna się wówczas mieścić w przedziale 800-2000 IU dla osób w wieku do 75 r.ż. i do 4000 IU u osób powyżej 75 r.ż.

Jak tłumaczy prof. Ewa Marcinkowska – Suchowierska z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, eksperci przyjęli tego rodzaju założenie ze względu na to, że niedobór witaminy D w populacji polskiej, zgodnie z badaniami epidemiologicznymi, jest powszechny. Nie należy się temu dziwić. W polskich warunkach klimatycznych nawet urozmaicona prawidłowa dieta nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania organizmu na witaminę D. Zdecydowana jej większość jest bowiem wytwarzana w skórze, ale potrzebne jest do tego odpowiednie nasłonecznienie – w Polsce przede wszystkim w miesiącach letnich. Problem narasta w populacji osób starszych, którzy z uwagi na fizjologię procesu starzenia się mają kłopoty zarówno z syntezą skórną witaminy D, jak i z mniejszą jej przyswajalnością.

W sytuacji, gdy lekarz podejrzewa znaczny niedobór witaminy D, w oparciu o wyniki badań laboratoryjnych, polegających na oznaczeniu poziomu kalcydiolu – 25 (OH)D w surowicy krwi, może zalecić przyjmowanie wysokich dawek witaminy D (tzw. dawek terapeutycznych). Przebieg leczenia powinien być kontrolowany, chociażby z tego powodu, że zdarzają się pacjenci z nadwrażliwością na witaminę D oraz z uwagi na to, że można ją przedawkować.

Suplementacja witaminy D jest formą zapobiegania szeregu chorób, zarówno dotyczących układu kostno-mięśniowego, jak i innych.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Sms-y mogą szkodzić szkieletowi?

smartphone-1894723_1920-copy

To FAKT! Lekarze przyznają, że wśród nastolatków i młodych dorosłych coraz częściej zdarza im się diagnozować problemy związane z tzw. sms-ową szyją (text neck syndrome): uczucie mrowienia i ukłucia w okolicy szyi, ból pleców w odcinku piersiowym i szyjnym, a w bardziej zaawansowanych stadiach – drętwienie rąk, sztywność szyi, ból głowy.

Choć takie objawy łatwo zignorować warto wiedzieć, że tak zaczyna się proces zwyrodnieniowy, który ma dużo poważniejsze konsekwencje

Głowa dorosłego człowieka przeciętnie waży ok. 5,5 kilograma. Tyle nosi nasz kręgosłup w postaci wyprostowanej. Jednak kiedy lekko głowę pochylamy, obciążenie kręgosłupa wzrasta dwukrotnie. Głębsze pochylenie, które może być efektem na przykład postawy przyjmowanej podczas gry na telefonie czy wysyłania i odbierania wiadomości tekstowych powoduje takie obciążenie kręgosłupa i mięśni karku, jakby głowa ważyła 27 kilogramów – czyli pięć razy więcej niż faktycznie!

Chwilowe pochylenie nie jest czymś strasznym – zarówno kręgosłup, jak i mięśnie dzielnie to zniosą. Jeśli jednak będziemy trzymać głowę w tej pozycji dłużej, musimy się liczyć z konsekwencjami: nasze krążki międzykręgowe, mięśnie i ścięgna podtrzymujące kręgosłup znacznie szybciej się „zużyją”. Z czasem zaczniemy odczuwać bóle w klatce piersiowej i w plecach, przewlekły ból głowy, a nawet zaburzenia neurologiczne, które mogą prowadzić do bolesnych przykurczy, sztywności szyi, a nawet do problemów z oddychaniem.

– Syndrom SMS-owej szyi (text neck syndrome) pojawił się w literaturze medycznej już jakiś czas temu, ale muszę przyznać, że w ostatnich latach młodzi ludzie skarżą się na takie dolegliwości coraz częściej. Problem bardziej dotyczy dorosłych, ale „pracujemy” na niego już w młodym wieku. Im wcześniej się zaczyna, tym gorzej dla naszego narządu ruchu” – ostrzega dr n. med. Piotr Orłowski z Centrum Rehabilitacji Ruchowej Ost Med.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Żylaki to dolegliwość dziedziczna?

feet-1246673_1920-copy

To FAKT! Po rodzicach, dziadkach czy pradziadkach można odziedziczyć zwiększoną podatność na występowanie żylaków. Jednak dzięki odpowiedniej profilaktyce, nawet osoby z genetycznie uwarunkowanymi predyspozycjami mogą istotnie zmniejszyć ryzyko pojawienia się tej dolegliwości lub opóźnić jej rozwój.

Jeśli geny, które odziedziczyliśmy po przodkach, powodują, że mamy słabe i podatne na rozciąganie żyły, a także zbyt małą liczbę prawidłowo działających zastawek żylnych, oznacza to, że jesteśmy szczególnie narażeni na wystąpienie żylaków.

Co to są żylaki

Zgrubiałe, nierówne, poskręcane i często przebarwione fragmenty żył (widoczne gołym okiem), zwykle występujące na nogach, nie są jedynie defektem kosmetycznym – świadczą o poważnej chorobie, jaką jest niewydolność żylna. Rozwija się ona wskutek nadciśnienia żylnego, powstałego na skutek:

  • uszkodzenia lub nieprawidłowego działania zastawek żylnych,
  • niedrożności bądź zwężenia żył,
  • ucisku na żyły.

Kiedy tworzą się żylaki, dochodzi do zastoju krwi oraz tzw. refluksu żylnego, czyli cofania się krwi.

Jak zmniejszyć ryzyko żylaków

Jeśli nasi rodzice lub dziadkowie mieli żylaki, to znaczy, że jesteśmy w grupie ryzyka. Dlatego, dmuchając na zimne, warto zawczasu zainteresować się profilaktyką żylaków. Poniżej przedstawimy sposoby, które pomagają zapobiegać ich rozwojowi. Należą do nich m.in.:

  • Częste odpoczywanie z uniesionymi nogami (dobrze byłoby robić tak codziennie, przez pół godziny)
  • Unikanie długotrwałego stania i „dreptania” w jednym miejscu
  • Unikanie zakładania nogi na nogę podczas siedzenia, a także siedzenia na stopie podkurczonej nogi
  • Unikanie długich i gorących kąpieli, a także intensywnego opalania się
  • Unikanie chodzenia na wysokich obcasach
  • Noszenie specjalnych podkolanówek uciskowych, zwłaszcza jeśli wykonuje się pracę stojącą lub dźwiga ciężary
  • Regularnie praktykowana, rekreacyjna aktywność fizyczna, np. jazda na rowerze, pływanie czy maszerowanie
  • Zdrowe żywienie i dbanie o prawidłową masę ciała.
  • Warto też nie palić i nie pić alkoholu.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Poznaj powód, by do samolotu nie wsiadać z chorymi zatokami

aircraft-1362586_1920-copy

Wakacje, więc wielu z nas ma w planie podróż samolotem. Nagła infekcja górnych dróg oddechowych albo przewlekły stan zapalny zatok to problemy, które mogą poważnie skomplikować podniebą podróż. Zwłaszcza podczas zniżania się samolotu do lądowania w razie infekcji można doznać urazu ciśnieniowego.

Ciśnienie na pokładzie samolotu na wysokości przelotowej może odpowiadać temu w górach na wysokości od 1524 do 2428 metrów nad poziomem morza. Dla zdrowego człowieka to żaden problem, choć generalnie przystosowani jesteśmy do ciśnienia na poziomie morza. Podczas zniżania się do lądowania następuje nagła zmiana ciśnienia. Osoba z katarem lub chorymi zatokami może wówczas odczuwać ból w wyniku urazu ciśnieniowego (barotraumy).

Co to jest barotrauma?

Uraz ciśnieniowy czyli tzw. barotrauma polega na tym, że różnice ciśnień uszkadzają wewnętrzne struktury, czyli najczęściej ucho środkowe i zatoki przynosowe, wyrównujące ciśnienie wewnątrz z panującym na zewnątrz bardzo wąskimi kanałami wysłanymi błoną śluzową. Dochodzi do niego wskutek działania gwałtownej zmiany ciśnień na jamy ciała zawierające powietrze.

Dlaczego? Podczas kataru czy innej infekcji górnych dróg oddechowych dochodzi do obrzęku błony śluzowej nosa, a także znajdującej się w części tylnej nosa ujścia trąbki słuchowej.

– Stan zapalny w przestrzeni ucha środkowego prowadzi do nadmiernej produkcji i gromadzenia się wydzieliny. Jeśli jej fizjologiczny odpływ jest niemożliwy (to tzw. niedrożność trąbki słuchowej) zaczyna ona gromadzić się w uchu środkowym, powodując wzrost ciśnienia w jamie bębenkowej. Powoduje to napięcie błony bębenkowej, które objawia się bólem ucha. Jeśli ciśnienie przekroczy wytrzymałość błony – np. podczas lotu samolotem lub nurkowania – może dojść do perforacji i wycieku wydzieliny na zewnątrz oraz czasowego niedosłuchu – ostrzega specjalistka otolaryngologii Agnieszka Dmowska-Koroblewska z Centrum MedycznegoMML w Warszawie.

Objawy uszkodzenia ucha w konsekwencji urazu ciśnieniowego:

  • silny ból
  • zawroty głowy
  • zaburzenia równowagi

Urazowi ciśnieniowemu najczęściej ulegają zatoki czołowe. Objawem jest rozpierający ból w okolicy czołowej, a także wynaczynienie się krwi do jamy zatok.

Katar i chore zatoki a podróż samolotem

Nasze drogi oddechowe, nawet zdrowe, „nie lubią” latania nie tylko z powodu różnicy ciśnień, ale i dlatego, że powietrze w samolocie ma niską wilgotność. Kiedy samolot znajduje się na wysokości przelotowej (10-12 km nad ziemią) do jego wnętrza wprowadzane jest powietrze, wcześniej zagęszczone i ogrzane. Nie jest ono „bogate” w parę wodną, czyli nie ma wysokiej wilgotności. Dlatego w samolocie dobrze jest pić dużo wody, a skórę zabezpieczać kremem nawilżającym.

Niektórzy podczas lotu, choć nie cierpią z powodu kataru czy innej infekcji, odczuwają ból uszu, zwłaszcza podczas zniżania się do lądowania. To ważny sygnał, który powinien skłonić do wizyty u specjalisty przed kolejną podróżą. Warto, by lekarz sprawdził, co dzieje się z nosem – czy nie ma skrzywionej przegrody nosowej, polipów, obrzęków związanych z przewlekłym procesem zapalnym.

Jeśli nie ma już możliwości konsultacji, to mogą pomóc dostępne bez recepty leki do nosa obkurczające błonę śluzową, które należy zażyć na ok. 30 minut przed startem.

– One działają krótko, ale są bardzo skuteczne. Ponadto w czasie lotu samolotem należy często przełykać ślinę, dużo pić, ruszać żuchwą. Jeżeli dolegliwości są bardzo intensywne, warto zatkać nos i usta i z całej siły wydmuchnąć powietrze. Dzięki temu ciśnienie powinno się wyrównać i takie działanie przyniesie ulgę – podpowiada lekarka.

Nie należy też podczas lotu pić alkoholu, bo powoduje dodatkowo obrzęk błony śluzowej w górnych drogach oddechowych i narządzie słuchu.

Jak lot samolotem wpływa na chore zatoki

Bardzo powszechnym letnim problemem jest zapalenie zatok. W przebiegu takiej infekcji spływająca do nosogardzieli wydzielina oraz katar w efekcie doprowadza w czasie lotu do zatykania uszu. Lekarka wyjaśnia, że zapalenie zatok to infekcja dotycząca nie tylko zatok, ale i całej jamy nosa oraz ujścia trąbki słuchowej, czyli połączenia ujścia ucha z nosem. To obrzęk tych struktur, ich przerośnięcie, typowe dla procesu zapalnego zatok, są szczególnie kłopotliwe  w samolocie.

– Naszymi pacjentami często są stewardesy i piloci. I wcale nie muszą mieć od razu zapalenia zatok, wystarczy ropny katar, aby doszło do problemów. Ropna wydzielina w czasie lotu samolotem może bowiem dostać się do ucha środkowego i spowodować jego zapalenie. U pilota taka sytuacja jest krytyczna i stanowi przeciwwskazanie do lotu – dodaje lek. Agnieszka Dmowska-Koroblewska.

Nawracające problemy tego typu powinny skłonić nas do wizyty u specjalisty i zrobienia pełnej diagnostyki, bo tylko zdiagnozowanie problemu pomoże nam zapobiec tym nieprzyjemnym sytuacjom, a może i większym problemom zdrowotnym.

Urazy wywołane zmianą ciśnienia najczęściej dotyczą osób :

  • podróżujących samolotem
  • nurkujących
  • uprawiających sporty lotnicze: skoki ze spadochronem, baloniarstwo

Jak uchronić rodzinę i siebie przed barotraumą

  • Ważna jest właściwa wentylacja jam nosa i zatok. Na 30 minut przed startem i lądowaniem warto zachęcić dziecko do wydmuchiwania nosa i samemu także zrobić to samo.
  • Jeśli to nie wystarcza pomocne zazwyczaj okazują się krople obkurczające błonę śluzową nosa
  • Jeśli występują objawy ostrej infekcji dróg oddechowych, należy rozważyć przełożenie podróży na inny termin
  • W samolocie żuj gumę, poruszaj żuchwą, często przełykaj ślinę, wydmuchuj nos, pij dużo wody

Monika Wysocka, Zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Na POChP chorują tylko palacze?

man-2634401_1920-copy

To MIT! Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) faktycznie najczęściej diagnozowana jest u osób, które palą bądź paliły papierosy lub inne wyroby tytoniowe, ale nawet ok. 20 proc. pacjentów z tym schorzeniem w Polsce nie oddawało się temu nałogowi.

POChP objawia się dusznością, świszczącym oddechem, nadmiarem wydzielanego śluzu oraz kaszlem na skutek ograniczenia przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe.

Jak wskazuje prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP) prof. Paweł Śliwiński, podstawową przyczyną rozwoju POChP jest palenie papierosów, które odpowiada za około 80 proc. przypadków tej choroby.

– Wielu chorych nigdy jednak nie paliło. Wskazują na to badania diagnostyczne przeprowadzone w Krakowie oraz kilku innych miejscowościach podkrakowskich. POCHP wykryto tam u 26 proc. kobiet, które nie paliły papierosów – mówi. Zaznacza jednak, że nie ma jednak pewności na ile te badania są miarodajne dla całej naszej populacji.

Przyczyny POChP

  • Palenie tytoniu
  • Zanieczyszczenie powietrza
  • Infekcje układu oddechowego we wczesnym dzieciństwie
  • Nawracające infekcje oskrzelowo-płucne
  • Bierne palenie
  • Nadreaktywność oskrzeli/astma
  • Uwarunkowania genetyczne

Naukowcy uważają, że głównym powodem przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, poza paleniem tytoniu, mogą być różnego rodzaju zanieczyszczenia powietrza.

– Może to być smog w miastach, jak również spaliny wydobywające się z kuchenek gazowych czy domowych kominków lub grilla. Wszystko zależy w jakim stopniu jesteśmy narażeni na szkodliwe substancje i jakie są nasze predyspozycje genetyczne – wyjaśnia prof. Śliwiński, który jest kierownikiem II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Jak w przypadku większości schorzeń wczesna diagnoza jest na wagę złota. POChP jest wprawdzie nieuleczalna, ale wczesne wdrożenie dostępnych terapii hamuje jej rozwój, zatem pacjent może normalnie funkcjonować i nie naraża się na powikłania ze strony układu krążenia.

Jak diagnozuje się POChP

Potrzebne jest badanie lekarskie z dokładnym wywiadem oraz spirometria – w stanie spoczynku oraz po podaniu leku rozkurczającego oskrzela.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Chorobotwórczy patogen „sprzeda” nam tylko osoba chora?

virus-1812092_1920

To MIT! Bardzo często jest tak, że zakażamy się groźnymi wirusami, bakteriami czy grzybami od osób, które fachowo określa się „bezobjawowymi nosicielami”.

I tak, aż 10 proc. ogólnej populacji może mieć w błonie śluzowej jamy ustnej dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, powszechnie znane jako meningokoki, a odsetek takich nosicieli w populacji dzieci w żłobkach i przedszkolach sięga nawet 80 proc.! Oczywiście nie wszystkie chorują, jednak u niektórych może rozwinąć się bardzo groźna inwazyjna choroba meningokokowa.

Z kolei nosiciele wirusa HIV nawet przez całe dekady mogą żyć w nieświadomości, że z biegiem czasu rozwinie się u nich śmiertelne AIDS, a w tym czasie zakażać swoich partnerów/partnerki. Tego rodzaju przykładów jest znacznie więcej. Jak się chronić? Jest kilka zasad, dających dobre efekty:

  • Jeśli istnieje szczepionka – szczepić się!
  • Zachowywać podstawowe zasady higieny: pić z własnych naczyń czy butelek, dzieląc się z kimś kanapką – odkrajać jej część, a nie odgryzać, myć często ręce, wymieniać często szczoteczkę do zębów itp.
  • Zachowywać wierność jednemu partnerowi.
  • Wykonywać zalecane badania diagnostyczne – np. test w kierunku wykrycia HIV czy cytologię.
  • W razie podejrzenia choroby zgłaszać się do lekarza.
  • Zdrowo jeść, ruszać się i zadbać o wypoczynek zarówno dobowy, jak i wakacyjny – to wzmacnia odporność i tym samym chroni przed tym, że w razie zakażenia się patogenem rozwinie się infekcja.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Dziecko z astmą warto zapisać na karate?

karate-851715_1920-copy

To FAKT! Jak podkreśla alergolog i internista prof. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w astmie ważne jest nauczyć się kontrolować swój oddech. A naukę takiej umiejętności zapewniają sporty walki. Może to być karate, ale także innego tego rodzaju dyscypliny.

– Właśnie po to, by nauczyły się kontrolować oddech, zalecamy dzieciom chorym na astmę sporty walki – tłumaczy profesor, kierujący Kliniką Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z kolei dorosłym astmatykom lekarze zapisują jogę (chyba że mają fizyczne możliwości i ochotę na rozpoczęcie przygody ze sportami walki).

Oczywiście podstawą leczenia astmy są regularnie przyjmowane zalecone przez lekarza leki oraz unikanie sytuacji, w których ta choroba o zapalnym podłożu może się zaostrzyć (np. warto unikać przebywania w kurzu, pyłach i pyłkach, smogu, dymie papierosowym, zimnym powietrzu).

Chory na astmę musi też regularnie wykonywać spirometrię spoczynkową (o ile lekarz nie zaleci inaczej, co najmniej raz do roku), aby sprawdzić, jak radzą sobie jego płuca.

Warto wiedzieć, że astma nie uniemożliwia uprawiania sportu, nawet na wyczynowym poziomie, także w niesprzyjających dla chorego warunkach. Na astmę choruje na przykład Marit Bjoergen, która posiada kolekcję 15 medali olimpijskich w biegach narciarskich (w tym osiem złotych). W tym kontekście trzeba przypomnieć, że zimne powietrze zaostrza astmę; na przykładzie słynnej norweskiej astmatyczki, która publicznie opowiada o regularnym przyjmowaniu leków na swoją chorobę można powiedzieć, że terapia astmy potrafi być niezwykle skuteczna.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixaby.com

Jajka – ile można bezpiecznie zjeść

jaja-1

Jajka to symbol Wielkanocy. Powszechnie wiadomo, że zawierają sporo cholesterolu, jednak nie można powiedzieć, że są to niezdrowe produkty. Sprawdź ile można ich zjeść, by dodać sobie zdrowia.

W Polsce spożycie jajek szacuje się obecnie średnio na nieco ponad 3 sztuki tygodniowo (na osobę). Dużo to czy mało?

„Jajka należy spożywać, ze względu na ich wartość odżywczą (źródło białka, witamin A, D, B12, B1, B2, żelaza), ale w rozsądnych ilościach, czyli nie więcej niż jedno dziennie” – rekomenduje prof. Longina Kłosiewicz-Latoszek, ekspertka z Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ).

Niestety, jajka, ze względu na zawartość cholesterolu pokarmowego, budzą wciąż sporo kontrowersji i obaw, szczególnie wśród osób obciążonych chorobami układu krążenia, czy też osób z dużym stężeniem cholesterolu we krwi (hipercholesterolemią).

Zwłaszcza takim osobom eksperci radzą więc ograniczanie spożycia cholesterolu pokarmowego, ale to zalecenie obejmuje przede wszystkim tłuste mięso i tłuszcz zwierzęcy oraz słodycze, zwłaszcza te wytwarzane na przemysłową skalę.

Jak wskazują w artykule zamieszczonym na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej Barbara Wojda oraz Zofia Chwojnowska, badania z ostatnich lat dowodzą, że cholesterol z jaj nie jest taki straszny, jak wcześniej sądzono.

„Cholesterol zawarty w jajach w większości przypadków nie wpływa na poziom cholesterolu we krwi, tak jak tłuszcze nasycone  w tym tłuszcze trans, tak często obecne w słodyczach i ciastkach. Żółtko jaja ma bardzo korzystny stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych do cholesterolu i odpowiednią ilość fosfolipidów, przez co zjedzenie nawet 2-3 sztuk jaj dziennie nie powoduje u zdrowego dorosłego człowieka wzrostu cholesterolu. Aktualne badania wskazują, że spożycie jaj – jako części zdrowej, zbilansowanej diety – nie zwiększa znacząco poziomu cholesterolu u większości zdrowych ludzi, w tym dzieci” – czytamy.

Ekspertki dodają, że niewiele jest produktów spożywczych o tak niepowtarzalnym składzie i wartości odżywczej, zatem zaleca się, aby osoby zdrowe, w tym dzieci i młodzież mogli spożywać 1 jajko dziennie.

W tym kontekście warto jeszcze dodać, że ludzie różnią się reakcją organizmu na cholesterol pokarmowy. Jedni są po prostu na jego wpływ bardziej wrażliwi, a inni mniej. Tym bardziej lepiej w tej kwestii dmuchać na zimne i preferować w diecie produkty roślinne.

Warto jeść jajko codziennie, bo jaja zawierają jednak szereg drogocennych elementów, jak na przykład łatwo przyswajalne żelazo, wysokiej jakości białko, witaminy z grupy B, A, D, E, cynk, fosfor, jod oraz karotenoidy jak zeaksantyna i luteina (mające istotny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie narządu wzroku).

Zatem zjedzenie jajka czy dwóch przy wielkanocnym stole nie powinno zaszkodzić, zwłaszcza jeśli po śniadaniu udamy się na długi spacer.

Wiktor Szczepaniak, Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com