Leki antymalaryczne trzeba przyjmować także po powrocie z tropików?

mosquito-213805-copy

To FAKT! Nie ma szczepionki przeciwko malarii, ale podróżnym wybierającym się w rejony tropikalne zaleca się przyjmowanie tzw. chemioprofilaktyki, czyli odpowiednio dobranych leków. Istotne jest to, by przyjmować je zgodnie z zaleceniami, a zatem na pewien czas przed wyjazdem i przez pewien czas po powrocie. W przeciwnym razie ryzykujemy tę groźną chorobę.

Przerwanie przyjmowania leku antymalarycznego tuż po powrocie do kraju mogło być – zdaniem autorów pracy „Zawleczona malaria wywołana przez Plasmodium Falciparum – opis przypadku” – przyczyną rozwoju ciężkiej postaci malarii u trzydziestopięciolatka, który przez dwa lata pracował w systemie comiesięcznym w Nigerii, a po powrocie z jednego z wyjazdów zgłosił się do szpitala w Polsce z gorączką, dreszczami, osłabieniem i złym samopoczuciem. Badania laboratoryjne wykazały, że przyczyną jego stanu była malaria.

„Opisywany pacjent nie stosował prawidłowej chemioprofilaktyki przeciwmalarycznej (nie kontynuował przyjmowania leku antymalarycznego po powrocie), co hipotetycznie mogło niekorzystnie wpłynąć na przebieg choroby (…), jeżeli ukąszenie komara nastąpi np. w ostatnim dniu pobytu, to po przerwaniu profilaktyki po powrocie stężenie leku może być zbyt niskie do zwalczenia choroby” – zauważają autorzy artykułu: Wojciech Malchrzak, Weronika Rymer i Małgorzata Inglot.

Pacjenta udało się uratować, choć nie ustrzegł się groźnych powikłań – m.in. zapalenia płuc.

„Leki zapobiegające malarii u podróżnych dostępne są w postaci doustnej, w Polsce sprzedawane są jako tabletki albo kapsułki. Należy je stosować codziennie albo co tydzień, w zależności od preparatu. Bardzo ważne jest, aby rozpocząć zażywanie leku jeszcze przed przybyciem w rejon zagrożony malarią, przyjmować go przez cały okres pobytu w strefie malarycznej oraz określony czas po jej opuszczeniu (od tygodnia do czterech tygodni, w zależności od preparatu). Warto przestrzegać zaleceń lekarza i producenta leku, co do jego stosowania, np. przyjmować lek wraz z posiłkiem, jeśli podróżny otrzyma taką rekomendację. Takie zalecenia podnoszą skuteczność chemioprofilaktyki i jednocześnie minimalizują szansę na pojawienie się działań niepożądanych” – czytamy w artykule Agnieszki Wroczyńskiej opublikowanym w portalu Medycyna Praktyczna.

Malaria w Polsce nie występuje endemicznie (co oznacza, że w naszej strefie klimatycznej nie żyją komary roznoszące zarodźce malarii – patogeny wywołujące malarię). W związku z popularnością turystyki do rejonów tropikalnych, w których malaria jest wielkim problemem zdrowotnym oraz z migracjami pracowniczymi do regionów malarycznych w Polsce mamy jednak do czynienia z tzw. malarią zawleczoną. W 2017 roku rozpoznano ją w naszym kraju u 27 pacjentów.

Na co najmniej sześć tygodni przed wyjazdem w tropiki warto skonsultować się z lekarzem, najlepiej w poradni chorób tropikalnych, by zabezpieczyć się przed chorobami występującymi w krajach z innych stref klimatycznych.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Witamina D zmniejsza ryzyko nowotworów i chorób serca?

capsule-1079838_1920-copy

To MIT! Choć kilka lat temu szeroko informowano o ochronnym wpływie witaminy D na m.in. ryzyko rozwoju chorób serca, chorób autoimmunologicznych czy raka, najnowsze badania nie potwierdzają tego dobroczynnego efektu.

Amerykańscy badacze z VITAL Research Group przeprowadzili badanie, mające na celu określenie wpływu suplementacji witaminy D i kwasów omega-3 na ryzyko rozwoju nowotworów i chorób serca. Uczestnikami byli mężczyźni po 50. roku życia i kobiety po 55. roku życia (łącznie ponad 25 tys. osób). Grupa eksperymentalna otrzymywała codziennie 2000 j. witaminy D3 i 1 g kwasów omega-3. Grupa kontrolna otrzymywała placebo. Po średnio pięcioletnim okresie obserwacji nie stwierdzono ochronnego wpływu witaminy D3 na ryzyko rozwoju nowotworów i chorób serca.

Zbadano także wpływ suplementacji tymi preparatami na ryzyko zgonu z jakiejkolwiek innej przyczyny i również nie zauważono związku.Warto dodać, że stosowane preparaty nie powodowały działań niepożądanych, w tym hiperkalcemii (nadmiernego stężenia wapnia w surowicy krwi).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Przeciw HPV powinniśmy szczepić także chłopców?

vaccination-2722937_1920-copy

To FAKT! Wirus HPV jest najczęściej przenoszonym drogą płciową patogenem. Niemal każda aktywna seksualnie osoba zarazi się nim w ciągu swojego życia, jeśli się przeciw niemu nie zaszczepiła. Dzieje się tak w wyniku kontaktu z błonami śluzowymi lub skórą osoby zakażonej. Eksperci podkreślają, że ryzyko zakażenia dotyczy nie tylko kobiet, lecz także mężczyzn.

Mężczyźni mogą być bezobjawowymi nosicielami wirusa HPV, ale niektórzy mogą w wyniku przewlekłego zakażenia zachorować na raka odbytu, raka w obrębie tkanek głowy i szyi lub raka prącia. Na podstawie badań klinicznych już kilka lat temu rozszerzono  wskazania medyczne do szczepień przeciw HPV również dla chłopców. Szczepienia są najskuteczniejsze, kiedy są podawane nastolatkom (w 11-12 roku życia), ale młodzi mężczyźni też mogą być szczepieni.

Korzyści ze szczepienia mężczyzn odnoszą rzecz jasna również kobiety. Eksperci podkreślają, że uodpornieni mężczyźni nie będą nosicielami wirusa HPV i w ten sposób przerwany będzie łańcucha zakażenia HPV, co pomoże zmniejszyć również liczbę przypadków raka szyjki macicy oraz innych nowotworów wśród kobiet.

– Pierwszym krajem na świecie, który ogłosił eliminację raka szyjki macicy jest Australia, w której od wielu lat realizowany jest powszechny program szczepień przeciw HPV. Są one tam realizowane u dziewcząt od 2007 r., a od 2013 r. dodatkowo u chłopców. Według Cancer Council Australia, szczepienie doprowadziło do 77-procentowej redukcji zakażeń typami HPV odpowiedzialnymi za raka szyjki macicy. Tak spektakularny sukces w walce z tym typem nowotworów zachęca do szerszych wskazań dla tych szczepień, ponieważ te same serotypy wirusowe odpowiadają za niektóre nowotwory zlokalizowane w obrębie dróg moczowo-płciowych oraz głowy i szyi u mężczyzn – mówi dr Paweł Grzesiowski, Prezes Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, konsultant szpitali w dziedzinie zakażeń szpitalnych i antybiotykoterapii.

Powszechne szczepienia przeciw HPV dla dziewcząt i chłopców w wieku 12-13 lat są już realizowane w Austrii, Włoszech, Szwajcarii, Czechach, Chorwacji, Serbii, Finlandii, Niemczech oraz Norwegii. Od 2019 roku powszechne szczepienia dla dziewcząt i chłopców będą realizowane również w Wielkiej Brytanii.  Poza Europą szczepienia wszystkich zdrowych nastolatków są również stosowane w Izraelu, Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii oraz wspomnianej wcześniej Australii.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Zbyt mało węglowodanów w diecie skraca życie?

breads-387544_1920-copy

To FAKT! W ostatnich latach popularność zyskały diety niskowęglowodanowe. Faktycznie, pozwalają schudnąć, ale ceną może okazać się nowotwór lub choroby układu krążenia.

Do takich diet zaliczamy na przykład: dietę Atkinsa czy dietę Kwaśniewskiego, w których ogranicza się węglowodany, a zjada dużo mięsa i tłuszczu.

Prof. Maciej Banach z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zaprezentował na wrześniowym kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyniki badań swojego zespołu, z których płynie jednoznaczny wniosek: dieta o niskiej zawartości węglowodanów (poniżej 215 gramów na dobę) stosowana w dłuższym okresie jest niekorzystna dla zdrowia.

Dla porównania: łyżeczka cukru to 5-10 gramów węglowodanów. Produkty bogate w węglowodany to pieczywo, makarony, owoce, warzywa.

Zdaniem prof. Banacha maksymalny okres stosowania tego rodzaju diety to sześć do 12 miesięcy. Dłuższy czas, już powyżej jednego roku, skutkuje wzrostem ryzyka śmierci z powodu nowotworu (o 36 proc., jeśli jest stosowana powyżej 6 lat) oraz wzrostem ryzyka śmierci z powodu choroby układu krążenia (analogicznie o 50 proc.).

Zespół profesora dokonał analizy na podstawie danych sześcioletnich obserwacji prawie 25 tys. osób. Co istotne – o ile w badaniach obserwacyjnych wysuwane są często wnioski na podstawie deklaracji pacjentów co do jadłospisu, tu sposób odżywiania codziennie kontrolował odpowiednio wyszkolony personel – są to zatem bardzo wiarygodne dane.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Aerozol z e-papierosów szkodzi płucom?

beauty-2843930-copy

To FAKT! E-papierosy są reklamowane jako mniej szkodliwe, ponieważ nie ma procesu spalania i palacz nie wdycha dymu z tysiącami substancji przyczyniających się do rozwoju chorób, zwłaszcza płuc. Jednak e-papierosy także mogą szkodzić układowi oddechowemu.

Wątpliwości wokół e-papierosów jest coraz więcej. Są stosunkowo nowym produktem i w związku z tym nie jest możliwe poznanie ich długofalowego oddziaływania na organizm. Jednak wciąż powstają kolejne badania sprawdzające, jak wdychanie aerozolu z e-papierosów wpływa na zdrowie.

Rok temu ukazała się w „American Journal of Physiology – Lung Cellular and Molecular Physiology” praca grupy naukowców, która dokonała systematycznego przeglądu badań sprawdzających wpływ e-papierosów na układ oddechowy. Uwzględnili publikacje z badań przeprowadzonych na komórkach, zwierzętach i z udziałem ludzi. „Podsumowując, rośnie liczba dowodów z badań in vitro, na modelach zwierzęcych i na ludziach, które sugerują, że używanie e-papierosów ma istotnie toksyczny wpływ na układ oddechowy” – ogłosili w konkluzji swojej pracy.

Dwanaście miesięcy później to samo czasopismo opublikowało pracę z badań przeprowadzonych na myszach, z których wynika, iż wdychanie zawartych w aerozolu e-papierosów substancji, zwłaszcza zapachowych, powoduje rozwój stanów zapalnych w płucach i zaburza ich czynność.

Co zawiera aerozol w e-papierosach?

Do cieczy w e-papierosach, z której po podgrzaniu powstaje aerozol, dodawane są (poza nikotyną) m.in. glikol propylenowy i często różne związki zapachowe. Glikol propylenowy to bezbarwna i bezwonna substancja, która jest stosowana w żywności i lekach. Eksperci są zdania, że w takich ilościach, w jakich znajduje się w żywności czy lekach i podany drogą pokarmową, glikol propylenowy nie powoduje szkód. Jednocześnie uważają, że ten sam związek chemiczny, gdy przedostaje się drogą oddechową, może mieć szkodliwy wpływ na organizm.

Jak na wdychanie aerozolu z e-papierosów reaguje układ oddechowy?

Naukowcy z Uniwersytetu w Atenach w Grecji prowadzili badania na czterech grupach myszy, które przez krótszy (trzy dni) lub dłuższy (cztery tygodnie) czas – były narażone na działanie różnych substancji chemicznych w powietrzu.

Jedna grupa gryzoni była narażona na wdychanie dymu papierosowego, a kolejne na wdychanie aerozolu z e-papierosów, który zawierał:

  • glikol propylenowy i glicerynę pochodzenia roślinnego (z której glikol propylenowy powstaje);
  • glikol propylenowy i glicerynę roślinną wraz z nikotyną;
  • glikol propylenowy i glicerynę roślinną wraz z nikotyną i substancją zapachową.

Grupa kontrolna oddychała powietrzem niczym niezanieczyszczonym.

Okazało się, że już po trzech dniach wdychania składników aerozolu z e-papierosów, zwłaszcza tych z nikotyną i substancjami zapachowymi, nasilił się stan zapalny w płucach i oskrzelach myszy (na podstawie badania płynu oskrzelowo-pęcherzykowego – BASF). Ponadto doszło do nadprodukcji śluzu i wzrostu natężenia tzw. stresu oksydacyjnego (nadmiar wolnych rodników uszkadzających ważne składniki komórek) na poziomie zbliżonym, a nieraz nawet większym niż u myszy narażonych na dym papierosowy.

Po trzech dniach u wszystkich myszy wdychających glikol propylenowy obserwowano zmianę elastyczności tkanek w płucach oraz większy opór dróg oddechowych, który przekłada się na zmniejszenie przepływu powietrza. Jednak po czterech tygodniach zmiany mechaniki płuc dotyczyły już tylko myszy wdychających dym papierosowy.

Jak oceniają autorzy pracy, wyniki tego badania wskazują, że ekspozycja na opary z e-papierosów może pobudzać procesy zapalne w układzie oddechowym i negatywnie wpływać na mechaniczną czynność płuc. W wielu przypadkach dodatek substancji zapachowej w e-papierosach nasila te szkodliwe efekty.

Ich zdaniem dowodzi to, że zarówno stosowanie e-papierosów, jak i palenie papierosów konwencjonalnych szkodzi płucom.

Co wiemy o wpływie e-papierosów na układ oddechowy ludzi?

Grecy przeprowadzili badanie na myszach, ale trzeba mieć na uwadze, że wcześniej dwa inne zespoły badaczy, które sprawdzały wpływ e-papierosów na ludzki układ oddechowy wykazały, że użytkownicy e-papierosów mają większą podatność na stany zapalne w płucach i oskrzelach niż osoby ich nie stosujące, niezależnie od tego, czy użytkownicy e-papierosów wcześniej palili tradycyjne papierosy, czy nie (wcześniejsze stosowanie tradycyjnych papierosów mogłoby sugerować, że stany zapalne w układzie oddechowym są pochodną wcześniejszego wdychania dymu).

Naukowcy zwracają szczególną uwagę na to, że dotychczasowe badania wskazują na znaczną szkodliwość substancji zapachowych, które są obecne w aerozolach e-papierosów. Zawiera je większość tzw. liquidów (cieczy) stosowanych w tych urządzeniach, natomiast zwykle nie ma ich tradycyjnych papierosach.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

 

Wysokie stężenie kwasu moczowego sprzyja zawałom i udarom?

laboratory-2815641_1920-copy

To FAKT!  Hiperurykemia, czyli zwiększone stężenie kwasu moczowego w surowicy krwi, jest niezależnym czynnikiem ryzyka rozwoju wielu groźnych chorób układu krążenia, m.in. choroby wieńcowej, nadciśnienia tętniczego oraz chorób naczyniowych mózgu.

Eksperci ostrzegają, że hiperurykemia, która jest w dużej mierze efektem niezdrowego stylu życia, coraz częściej występuje u mieszkańców krajów rozwiniętych (dotyczy już średnio 3-6 proc. mężczyzn i 1-2 proc. kobiet). Jest to powód do niepokoju, bowiem dowiedziono, że hiperurykemia zwiększa ryzyko rozwoju wielu groźnych chorób cywilizacyjnych, m.in. chorób serca oraz chorób metabolicznych, a także ich powikłań, np. zawału serca czy udaru mózgu. Warto jednak wiedzieć, że zależność ta działa też i w drugą stronę – to znaczy występowanie tych chorób istotnie zwiększa częstość występowania hiperurykemii.

W związku z powyższym, eksperci, m.in. z Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC), jak również Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ESH), rekomendują włączenie badania stężenia kwasu moczowego we krwi do rutynowych badań wykonywanych cyklicznie u pacjentów z grup podwyższonego ryzyka sercowo-naczyniowego.

– Do tej pory badanie stężenia kwasu moczowego we krwi było uznawane jedynie za opcjonalne. W praktyce było wykonywane najczęściej raz do roku lub bardzo okazjonalnie. To stanowczo na rzadko, ponieważ często uniemożliwiało wykrycie hiperurykemii na wczesnym jej etapie, a tym samym na wcześniejsze podjęcie działań terapeutycznych i obniżenie ryzyka niebezpiecznych powikłań zdrowotnych – podkreśla prof. Krzysztof Narkiewicz z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Optymalny poziom stężenia kwasu moczowego we krwi powinien wynosić poniżej 6 mg/dL (360 μmol/L), a w przypadku pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym poniżej 5 mg/dl (300 μmol/L.).

Warto pamiętać, że dodatkową korzyścią z monitorowania tego składnika krwi jest też zmniejszenie ryzyka rozwoju dny moczanowej, innej groźnej choroby, która jak dotąd najbardziej kojarzona była z hiperurykemią.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay..com

Schizofrenia zaczyna się w młodym wieku?

schizophrenia-388869_1920-copy

To FAKT! Gdy ktoś skończy 35 lat, to już tylko w minimalnym stopniu narażony jest na zachorowanie, nawet jeśli schizofrenia wystąpiła u członka jego najbliższej rodziny.

 Schizofrenia to choroba zaliczana do tzw. psychoz, czyli grupy chorób psychicznych, których znakiem rozpoznawczym jest występowanie poważnych zaburzeń w postrzeganiu rzeczywistości.

Z danych epidemiologicznych wynika, że schizofrenia dotyka około 1 proc. populacji, czyli średnio jedną osobę na sto. Niestety, wiadomo też, że podatność na schizofrenię może być dziedziczona. Oznacza to, że w sytuacji, gdy na schizofrenię choruje lub chorował nasz bliski krewny (zwłaszcza rodzeństwo lub rodzice) ryzyko zachorowania znacząco rośnie i wynosi 1:10.

W tym kontekście należy jednak wiedzieć, że objawy schizofrenii pojawiają się zazwyczaj w okresie wczesnej młodości, a konkretnie między 18. a 25. rokiem życia. Eksperci uspokajają, że osoba, która przekroczyła 35. rok życia jest już tylko w minimalnym stopniu narażona na zachorowanie i to pomimo faktu występowania tej choroby w najbliższej rodzinie.

Schizofrenia jest jednak chorobą przewlekłą. Zatem jeśli jej objawy (pierwszy epizod) wystąpiły już u kogoś w młodym wieku, to należy się liczyć z tym, że może ona nawracać również i w późniejszym wieku.

Ale choroba ta u różnych osób może mieć bardzo różny przebieg i związane z tym rokowanie.

„Diagnoza schizofrenii nie jest wyrokiem skazującym na rezygnację z marzeń, zainteresowań i dotychczasowego trybu życia. Po pierwszym epizodzie trudno przewidzieć, jak rozwinie się choroba. Wiadomo, że 15 proc. spośród osób, u których psychoza rozwinęła się nagle, w pełni wraca do zdrowia i nigdy więcej nie ma nawrotu. Szacuje się, że około 45 proc. chorych ma szansę na pełną remisję oraz aktywne życie prywatne i zawodowe. Warunkiem poprawy stanu zdrowia jest podjęcie leczenia” – czytamy w poradniku dla rodzin osób ze schizofrenią, opublikowanym w ramach Ogólnopolskiego Programu Zmiany Postaw Wobec Psychiatrii.

Trzeba też wiedzieć, że bez porozumienia z lekarzem nie wolno odstawiać leków ani zmieniać ich dawek. Wielu ludzi obawia się, że przyjmowanie leków stosowanych w schizofrenii zamieni ich w  postacie, które pamiętamy z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. To już jednak przeszłość i zapewne wielu z nas zna osobę chorującą na schizofrenię, ale o tym nie wie – współcześnie stosowane medykamenty pozwalają na nor

Jak można rozpoznać schizofrenię?

Jeśli w ostatnich tygodniach zaobserwowałeś, że twój bliski bardzo się zmienił:

  • ma trudności w prawidłowej ocenie rzeczywistości,
  • ma problemy w zapanowaniu nad własnymi emocjami i zachowaniem,
  • widzi lub słyszy coś, czego nikt inny nie spostrzega,
  • izoluje się, niechętnie odpowiada na pytania,
  • przestał wykonywać lub zaczął zaniedbywać obowiązki domowe,
  • zachowuje się dziwacznie, niezrozumiale i niepokojąco,

może to oznaczać, że zachorował na schizofrenię.

W takim przypadku należy poszukać pomocy lekarza psychiatry.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Z oczu można wyczytać chorobę Parkinsona?

dependent-100343_1280-copy

To FAKT! U osób cierpiących na chorobę Parkinsona, już we wczesnym jej etapie rozwoju, daje się zaobserwować zmniejszenie grubości siatkówki. Dzięki temu odkryciu prawdopodobnie można będzie opracować testy umożliwiające wykrycie tego schorzenia, zanim pojawią się inne, typowe jego objawy.

Zespół dr Jee-Young Lee z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego przeprowadził eksperyment z udziałem 49 chorych na Parkinsona. Średnia ich wieku wynosiła 69 lat. Ochotnicy ci zostali zdiagnozowani mniej więcej dwa lata wcześniej, ale nie przyjmowali leków. Grupę kontrolną stanowiły 54 zdrowe osoby, w podobnym wieku.

U wszystkich uczestników badań naukowcy przeprowadzili kompletne badanie oczu, polegające m.in. na ocenie grubości wszystkich warstw siatkówki. (Siatkówka składa się z kilku warstw komórek nerwowych.)

Dodatkowo, w przypadku 28 chorych przeprowadzono badania za pomocą pozytronowego tomografu emisyjnego (PET). Pozwoliły one zmierzyć w ich mózgach gęstość komórek produkujących dopaminę – substancję, której brak powoduje niekontrolowanie ruchy i drżenia różnych części ciała, czyli podstawowy objaw choroby Parkinsona.

Okazało się, że w przypadku osób cierpiących na to schorzenie wewnętrzne warstwy siatkówki są znacznie cieńsze niż u ludzi zdrowych. Ponadto, im cieńsza siatkówka, tym choroba była bardziej zaawansowana i utrata komórek produkujących dopaminę większa.

– Nasze badania jako pierwsze wykazują powiazanie między grubością siatkówki a oznakami postępu choroby i utratą komórek mózgu wytwarzających dopaminę. Odkryliśmy również, że im cieńsza siatkówka, tym postęp choroby większy. Możliwe, że dzięki tym ustaleniom uda się kiedyś na postawie prostego skanu oka wykryć Parkinsona na wczesnym etapie, przed pojawieniem się innych objawów – mówi dr Jee-Young Lee.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

E-maile od szefa wpływają na zdrowie twoich bliskich

social-1206614_1920-copy

Twój pracodawca wymaga od Ciebie żebyś sprawdzał maile poza godzinami pracy? Uważaj – to może się odbić na zdrowiu twoich najbliższych.

 

Smartfony pozwalają nam być w nieustannym kontakcie z naszą rodziną, przyjaciółmi i… szefem. Choć czasami wcale tego nie chcemy, również po godzinach pracy, cały czas pracujemy, odpisując na maile, które nasi koledzy wysłali tuż przed wyłączeniem służbowego komputera. Nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy nasz przełożony po prostu wymaga żebyśmy byli „pod mailem”.

W rezultacie, ani nie jesteśmy w pracy, ale też nie wypoczywamy z rodziną. Opublikowane kilka lat temu badania zespołu dr Williama Beckera z Virginia Tech wykazały, że nie tylko maile od szefa poza godzinnymi pracy są niezwykle stresujące, lecz nawet sama świadomość, iż przełożony oczekuje naszej dyspozycyjności wieczorem lub w weekendy. W ten sposób nie jesteśmy w stanie odseparować się od naszych obowiązków mentalnie, co ma wiele negatywnych skutków. Przede wszystkim, co wykazały badania dr Beckera – wypalenie, chroniczny stres i emocjonalne wyczerpanie.

Idąc dalej  tym tropem, dr Becker przy współpracy dr Liuby Belkin z Lehigh University i Sarah Tuskey z Virginia Tech, postanowił sprawdzić jak owa niemożność „odpięcia się” od pracy działa na bliskich takiego pracownika.

Praca zdalna: blaski i cienie

W ramach badań uczeni przeprowadzili ankiety wśród 142 par, w których jedna osoba musiała być „pod mailem” poza oficjalnymi godzinami pracy. Teoretycznie sytuacja nie wydawała się taka zła: uczeni założyli, że pracownik jest w stanie oddzielić rzeczy ważne od mniej ważnych i wyznaczyć granicę dyspozycyjności, zachowując autonomię i znajdując czas dla bliskich.

– Nasze badania ujawniły to, co się dzieje w rzeczywistości: „elastyczne granice pracy” często okazywały się „pracą bez granic” zagrażając zdrowiu i dobremu samopoczuciu pracownika, jak i jego rodziny – mówi dr Becker.

Jego zespół odkrył, że choć „elektroniczna smycz” łącząca pracownika z pracodawcą, nie ma wpływu na jakość jego związku i satysfakcję z relacji, to odciska się na zdrowiu jego bliskich. Mówiąc inaczej partnerzy osób, które nieustannie muszą być w kontakcie ze swoim przełożonym tudzież współpracownikami nie są zadowoleni ze swojego stanu zdrowia.

– To dość nieoczekiwany efekt uboczny całej tej sytuacji – przyznaje Liuba Belkin z Lehigh University.

Szukając nowej pracy pomyśl o rodzinie

Jak można sobie poradzić z tą sytuacją? Zniesienie obowiązku monitorowania kanałów komunikacji elektronicznej przez pracownika byłoby idealnym rozwiązaniem. Jeśli jest to niemożliwe, warto zastanowić się nad wyznaczeniem określonych godzin (poza biurem), w których dany pracownik miałby sprawdzać i odpowiadać na maile. Dzięki temu mógłby skutecznie oddzielić życie prywatne od zawodowego i zmniejszyć obciążenie swoją pracą, jakie spada na jego rodzinę.

Dodatkowo, jeśli praca wymaga nieustannego kontaktu ze współpracownikami, takie oczekiwania powinny być jasno zakomunikowane już w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej czy w ogłoszeniu. Ale to nie wszystko.

– Jeśli natura danego stanowiska wymaga dostępności e-mailowej cały czas, takie odczekiwania powinny zostać oficjalnie wpisane w obowiązki związane z danym stanowiskiem – mówi dr Becker.

Dzięki temu pracownik będzie mniej zdenerwowany napływającymi wiadomościami, a jego rodzina będzie wiedziała, że na odpowiadaniu na te maile polega jego praca.

Świadomość tego, na co się piszemy może mieć jednak i taki skutek, że nie przyjmiemy danej posady. Ale jeśli trzeba pracować 24 godziny na dobę, to czy warto się interesować takim stanowiskiem?

Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Rodzaj tkaniny ubraniowej ma znaczenie dla przebiegu Atopowego Zapalenia Skóry?

shopping-606993_1920-copy

To FAKT! Pacjenci z atopowym zapaleniem skóry najlepiej będą się czuli w ubraniach z naturalnych włókien, np. jedwabiu czy bawełny. Koszulka z nylonu może zaostrzyć objawy ich choroby.

AZS to częsty problem u dzieci – choruje na nie od 20 do 30 proc. z nich. Może pojawić się u małego niemowlęcia karmionego wyłącznie mlekiem matki. Spora część chorych „wyrasta” z AZS – z tym problemem boryka się od 2 do 10 proc. dorosłych.

Chorzy na AZS mają wrodzony defekt bariery naskórkowej – ich skóra przypomina ceglany mur bez zaprawy, wskutek czego są narażeni na stany zapalne.

W części przypadków atopowe zapalenie skóry jest związane z uczuleniem na alergeny środowiskowe, np. roztocza czy określony pokarmy. Ale jest typ AZS, który nie ma pochodzenia alergicznego.

Podstawą leczenia jest odpowiednia pielęgnacja skóry, w związku z tym nawilżanie jej i stosowanie zaleconych przez lekarza emolientów. Ubranie, jakie nosi pacjent z AZS, ma również olbrzymie znaczenie.

W wielu badaniach klinicznych wykazano, że nylon pogarszał stan skóry u pacjentów z AZS, powodując większy dyskomfort i swędzenie niż bawełna. Skóra okryta tkaninami sztucznymi „nie oddycha”.

Za jeden z najprzyjaźniejszych materiałów dla skóry uznawany jest jedwab. Ta tkanina zbudowana jest z całkowicie naturalnych białek. Budowa i struktura jedwabiu powodują, że jest on nie tylko delikatny, ale także przewiewny, elastyczny i ma cechy termoregulacyjne. Prowadzono szereg badań na temat tego, co jest lepsze dla pacjenta z AZS – bawełna czy jedwab. Wyniki ich są sprzeczne, a badania mają różną jakość. Pewne jest jednak, skóra dotknięta AZS, ale i ta zdrowia, lepiej będzie się czuła w odzieży wykonanej z naturalnych włókien.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com