Jak przetrwać święta – poradnik

christmas-cakes-1107927_1920-copy

W Boże Narodzenie możemy pofolgować sobie za stołem. Trzeba jednak przestrzegać kilku prostych zasad.

Wigilia i święta Bożego Narodzenia, to jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. Dwa i pół dnia obcowania z pierogami, barszczem lub grzybową, bigosem, sernikiem czy też makowcem. Już rankiem drugiego dnia świąt siedzimy za stołem, pustym wzrokiem wpatrując się w karpia w galarecie, stertę wędlin (obowiązkowo z tłuszczykiem) i jabłecznik. Nic dziwnego, że dla wielu Polaków te święta to prawdziwy „survival”.

Jak jeść żeby je przeżyć? Czy mamy odmawiać sobie tych wszystkich pyszności narażając się na wyrzuty matki? („Nic nie jesz, a ja tyle się narobiłam”). Czy może jednak poddać się bożonarodzeniowej torturze?

Jak nie przytyć po świętach

Specjaliści dają nam świąteczną dyspensę – W święta możemy sobie bardziej pofolgować niż zazwyczaj. Wiadomo, że jedzenie jest inne w święta, ale jeśli nie będziemy jeść kosmicznych ilości, powinno być w porządku. Gdybyśmy się objadali tylko w Boże Narodzenie, a nie jedli za dużo między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą, nikt nie byłby gruby – mówi dr hab. Agnieszka Szadkowska z Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii, I Katedry Pediatrii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Problemem polskich świąt nie jest liczba potraw znajdujących się na stole, lecz ich ogromne zasoby. –My, Polacy zawsze mamy ten problem, że tyle tego jedzenia naprodukujemy, że jemy je jeszcze dwa tygodnie po świętach. A przecież można przecież upiec dwa małe, a nie dwa wielkie ciasta. I na święta nam to wystarczy, a potem, po świętach, już ich nie będzie. – mówi dr hab. Szadkowska.

Równie ważne dla przetrwania Bożego Narodzenia bez złapania dodatkowych kilogramów są spacery. Nie może być tak, że śniadanie płynnie przechodzi w obiad, a obiad w kolację, a my wciąż siedzimy za stołem. – Mamy zwykle się ruszają, bo szykują jedzenie, natomiast dzieci, tatusiowie często sobie siedzą. Powinni posprzątać na stole, a potem całą rodziną zabrać na spacer. Między posiłkami powinny być trzy godziny odpoczynku, z czego godzinę powinno przeznaczyć się na ruch – dodaje dr hab. Szadkowska.

Jak uniknąć świątecznej zgagi

Trzeba jednak pamiętać, że im spacer dłuższy tym lepszy. Na pewno inaczej będą po nim pracować jelita. Można np. pójść do parku, popatrzeć na drzewa. – Jak ktoś lubi, może przejść się w pierwszy dzień świąt po kościołach obejrzeć szopki. Od kościoła do kościoła, u nas w Łodzi jest ich całkiem sporo, taki spacer robi się co najmniej dwugodzinny – mówi dr. hab. Szadkowska.

z poważniejszych problemów zdrowotnych, jaki może nas dopaść w czasie świąt jest zgaga. Pieczenie w przełyku pojawia się m.in., gdy jemy zbyt dużo tłustych i smażonych potraw, ostrych przypraw, kwaśnych potraw i gdy pijemy alkohol. – Oczywiście są takie osoby, które potrafią zjeść pół garnka bigosu i nic im nie jest. A jak ktoś wie, że ma skłonność do zgagi ma dwa wyjścia. Albo jeść potraw, które mu szkodzą bardzo mało, na zasadzie próbowania, albo wziąć leki, suplementy, które pomagają na trawienie czy zgagę – mówi dr hab. Szadkowska.

Kiedy już zjedliśmy za dużo, można zażyć środki zawierające m.in. wyciąg suchy z karczocha, z mięty pieprzowej, kopru włoskiego, z czarnej rzepy, z kurkumy, ale można stosować również probiotyki.

W przypadku zgagi pomogą leki hamujące wydzielanie kwasu solnego w żołądku, dostępne bez recepty, takie jak: ranitydyna, omeprazol, pantoprazol oraz leki zawierające węglan wapnia, węglan magnezu.

Jak wynika z niektórych publikacji, w zgadze wielu osobom ulgę przynosi wypijanie mleka lub niegazowanej wody mineralnej – napoje te neutralizują i spłukują kwaśną treść przedostającą się do przełyku. Co jednak jest najważniejsze w zapobieganiu zgadze – nie należy się objadać! Posiłki o dużej objętości powodują rozciąganie ścian żołądka, co skutkuje zmniejszeniem napięcia w dolnym zwieraczu przełyku i sprzyja występowaniu tej dolegliwości.

Wesołych Świąt!

Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)
Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jak nie uszkodzić kręgosłupa przy pracy biurowej?

computer-2265803_1920-copy

Choć praca przy komputerze nie wymaga podnoszenia ciężarów, często jest przyczyną bólu kręgosłupa. Można go uniknąć, jeśli będziemy stosować kilka prostych ćwiczeń w pracy.

Eksperci wskazują, że w przypadku wysiłku dynamicznego, np. przy przenoszeniu ciężarów, mięśnie ulegają naprzemiennemu napinaniu i rozluźnianiu, Ma to zalety – mięśnie są dobrze ukrwione; dopływa do nich wystarczająca ilość tlenu i środków odżywczych, a toksyczne produkty przemiany materii mogą być z nich usuwane. Dlatego prace, w których przeważa wysiłek dynamiczny – przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa – mogą trwać stosunkowo długo, nie wywołując urazów oraz objawów zmęczenia.

Zgubne siedzenie

Inaczej jest w sytuacji wysiłku statycznego, dominującego podczas pracy przy komputerze. Mięśnie są wtedy utrzymywane w stanie długotrwałego napięcia. Powoduje to ich ucisk na naczynia krwionośne i nerwy obwodowe, zmniejsza się dopływ krwi do napiętych mięśni, a gromadzące się w nich toksyny nie są usuwane. Jest to nienaturalne, sprzeczne z fizjologią człowieka zjawisko, powodujące szybsze zmęczenie mięśniowe.

Praca przy komputerze obciąża m.in.

  • mięśnie stabilizujące kręgosłup w pozycji siedzącej,
  • mięśnie barków i rąk obsługujących klawiaturę,
  • mięśnie karku utrzymujące głowę podczas obserwacji monitora i klawiatury.

W efekcie pojawiać może się ból  szyi, karku, barków, rąk, odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Jeżeli praca – mimo bólu – jest kontynuowana, z biegiem czasu może prowadzić do zmian zapalnych lub degeneracyjnych, takich jak np. zapalenia stawów czy zwyrodnienia stawów kręgosłupa.

Pozycja podczas pracy z komputerem powinna być możliwie najbardziej zbliżona do naturalnej. Należy unikać pracy w pozycji asymetrycznego obciążenia, np. pochylenia w bok, skręcenia głowy albo tułowia, pracy z rękoma położonymi na różnej wysokości, pochylenia głowy, tułowia, zginania rąk w nadgarstkach.

Konieczne jest robienie krótkich przerw, a w ich trakcie kilku prostych ćwiczeń. Specjaliści z Państwowej Inspekcji Pracy zalecają, żeby po każdej godzinie pracy przy komputerze zrobić 5-minutową przerwę i wstać z krzesła. Właśnie ten czas można poświęcić np. na ćwiczenia – zestaw ćwiczeń dla osób pracujących przy komputerze można znaleźć na infografice

Infografika PAP

Jak zorganizować stanowisko pracy?

Na komfort pracy duży wpływ ma organizacja stanowiska. Krzesło powinno zapewniać wygodną pozycję ciała i swobodę ruchów, być wyposażone w regulację wysokości siedziska (40-50 cm od podłogi), regulację wysokości oparcia i pochylenia oparcia, a także podłokietniki. Płyta siedziska powinna być wyprofilowana odpowiednio do odcinka udowego nóg, a oparcie – do naturalnego wygięcia kręgosłupa.

Dodatkowym oparciem może być podnóżek – powinien być ustawiony pod odpowiednim kątem (max. 15°), aby możliwe było płaskie, spoczynkowe ustawienie na nim stóp.

Biurko powinno być na tyle szerokie i głębokie, aby można było ustawić elementy wyposażenia stanowiska pracy w odpowiedniej odległości od siebie, aby nie trzeba było przyjmować wymuszonych pozycji.

Wysokość stołu, krzesła i podłokietników powinna być ustawiona w taki sposób, aby zapewnić naturalne położenie rąk przy obsłudze klawiatury, z zachowaniem co najmniej kąta prostego między ramieniem i przedramieniem.

Monitor powinien stać w odległości 40-75 cm od oczu, zapewniając kąt obserwacji ekranu 20°-50° w dół od linii poziomej prowadzonej na wysokości oczu. Pozwoli to na zminimalizowanie obciążenia oczu i karku.

Specjaliści przypominają, że o prawidłową pozycję należy dbać również podczas pracy w domu lub podróży.

Agata Szczepańska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jak bezpiecznie opóźniać procesy starzenia?

grandparents-2198053_1920-copy

Łykanie antyoksydantów czy hormonów może być nie tylko mało skuteczną strategią opóźniania starości, ale wręcz ryzykowną. Na przedłużenie młodości są może mniej spektakularne, ale bezpieczne metody.

W związku ze starzeniem się społeczeństw w krajach rozwiniętych, w tym także w Polsce, coraz bardziej popularne stają się różnego rodzaju produkty, usługi i kuracje „anti-aging”. Ich głównym deklarowanym celem ma być spowalnianie procesów starzenia się organizmu oraz łagodzenie związanych z wiekiem niedomagań lub dolegliwości.

Jednak przed podjęciem konkretnej „kuracji odmładzającej” warto dobrze się zastanowić, bo może ona nie przynieść żadnych efektów lub też przynieść więcej szkód niż pożytku. Takie wnioski można wyciągnąć z analizy zatytułowanej „Czy można zapobiec starzeniu się?”, która ukazała się w fachowym biuletynie „Geriatria i opieka długoterminowa”. Autorzy: lek. med. Dariusz Kubicz, dr n. med. Barbara Wizner, mgr Iwona Majchrzyk, zawarli w niej skrót wiedzy na temat skuteczności najpopularniejszych strategii anti-aging, w oparciu o oceny amerykańskiego National Institute on Aging (NIA) oraz przegląd literatury naukowej.

Eliksiry młodości pod lupą

We wspomnianej pracy przeanalizowane zostały efekty stosowania następujących strategii anti-aging: suplementacja witaminami antyoksydacyjnymi , restrykcja kaloryczna, zażywanie resweratrolu, stosowanie hormonów oraz przyjmowanie DHEA.

Antyoksydanty

Czy warto w celu opóźnienia starzenia przyjmować suplementy zawierające witaminy antyoksydacyjne (np. kwas askorbinowy, alfa-tokoferol)? Teoretycznie powinny one chronić organizm przed szkodliwym działaniem postarzających go wolnych rodników.

„Obecnie dowody potwierdzające korzystny wpływ suplementacji antyoksydantów na długość życia nie są jednoznaczne, tak więc suplementacja witamin antyoksydacyjnych w celu przedłużenia życia budzi kontrowersje. Nie powinno się rutynowo zalecać takiego postępowania. Należy jednak podkreślić, że opublikowano badania potwierdzające korzystny wpływ na zdrowie diety bogatej w owoce i warzywa” – czytamy w analizie.

Niskokaloryczna dieta

A co badania naukowe mówią o wpływie restrykcji kalorycznej (spożywanie pokarmów o mniejszej nawet o 40 proc. kaloryczności dobowej) na długość życia?

„Obecnie naukowcy nie są pewni, czy długoterminowa restrykcja kaloryczna jest bezpieczna, korzystna i praktyczna u ludzi. Nie wiadomo zwłaszcza, czy ludzie bez nadwagi i otyłości mogliby odnieść korzyść z takiego postępowania. Ten kierunek badań wydaje się obiecujący, ale nie można stwierdzić, że należy rutynowo zachęcać chorych bez nadwagi i otyłości do długoterminowej restrykcji kalorycznej w calu wydłużenia życia” – czytamy w analizie.

To może resweratrol?

Kolejnym związkiem, z którym wiąże się nadzieje na opóźnianie starzenia jest resweratrol, naturalnie występujący m.in. w winogronach, czerwonym winie i orzechach. Czy warto zatem na niego postawić?

„Jest za wcześnie na formułowanie ostatecznych wniosków na temat wpływu resweratrolu na zdrowie i długość życia u ludzi. Potrzebne są kolejne badania zmierzające do ustalenia jego właściwej i bezpiecznej dawki u ludzi, a także do stwierdzenia, czy w ogóle istnieją jakieś użyteczne klinicznie zastosowania resweratrolu” – konstatują autorzy analizy.

Hormony?

Jedną z najpopularniejszych strategii opóźniania starzenia jest przyjmowanie hormonów (estrogenów i progesteronu przez kobiety, testosteronu przez mężczyzn), ponieważ z wiekiem organizm wytwarza ich coraz mniej. Niestety, z omawianej analizy wynika, że tak jak w przypadku substancji opisanych wcześniej, także w przypadku hormonów, badania naukowe nie potwierdzają jednoznacznie ich skuteczności. Co gorsze, często też wykazują ich szkodliwe (niepożądane) działanie na organizm (zwiększone ryzyko rozwoju niektórych groźnych chorób).

„Brakuje danych przemawiających za rutynowym suplementowaniem testosteronu u zdrowych mężczyzn w podeszłym wieku. Brak jest dowodów naukowych potwierdzających, że leczenie testosteronem zdrowych mężczyzn pomaga im starzeć się zdrowiej” – czytamy w analizie.

Dostępne na rynku hormony są najczęściej lekami, więc jak każdy lek mają udowodnione działania niepożądane, które mogą, choć nie muszą wystąpić. Zalecający medykament lekarz najpierw dokonuje więc analizy potencjalnych korzyści i potencjalnych strat u pacjenta. Dlatego nie wolno na własną rękę sięgać po hormony, kupując je na czarnym rynku – może się zresztą zdarzyć, że kupimy lek sfałszowany, zawierający jednoznacznie szkodliwe substancje.

Inną z omawianych w tej analizie substancji potencjalnie opóźniających starzenie jest kolejny hormon – dehydroepiandrosteron (znany szerzej jako DHEA), który powstaje z cholesterolu w korze nadnerczy, a następnie jest przekształcany w testosteron i estrogeny.

Autorzy analizy podkreślają, że na rynku sporo jest preparatów zawierających DHEA, które reklamuje się jako dodające energii, siły, poprawiające odporność, libido, zwiększające masę mięśniową lub zmniejszające udział tłuszczu w masie ciała, choć tak naprawdę wciąż brak jest przekonujących dowodów naukowych potwierdzających, że suplementacja DHEA pozwala uzyskać którykolwiek z wymienionych wyżej efektów. Badacze wciąż nie znają też efektów długoterminowego (ponad rocznego) stosowania preparatów z DHEA, które może się okazać szkodliwe np. dla wątroby.

„Do momentu uzyskania wyników dobrze zaplanowanych i rygorystycznie prowadzonych badań należy pamiętać, że obecnie efekty suplementacji DHEA nie zostały w pełni ustalone i może się okazać, że postępowanie takie przynosi więcej szkód niż korzyści” – czytamy w analizie.

Recepta na zdrowe i długie życie

W świetle przytoczonych argumentów, wniosek końcowy z omawianej analizy jest taki, że obecnie brak jest suplementów czy leków o udowodnionym, kompleksowym działaniu zapobiegającym starzeniu się, a w decyzji o zastosowaniu danej kuracji „odmładzającej” ostatnie słowo zawsze powinien mieć lekarz geriatra.

Eksperci podkreślają jednak, że istnieje wiele innych, w pełni bezpiecznych sposobów na to, aby wydłużyć życie i opóźnić starość oraz związane z nią choroby. W tym celu zalecają wszystkim praktykowanie zdrowego stylu życia. Okazuje się, że jest to najtańszy i przy tym najbardziej skuteczny środek profilaktyczny. W związku z tym, poniżej podajemy siedem praktycznych i tanich przeciw-starzeniowych rad.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jak smartfon może zrujnować kręgosłup?

iphone-313842_1920-copy

Smartfony i tablety nie tylko zmieniają nasz sposób komunikacji, mają też ogromny wpływ na nasz kręgosłup i postawę ciała. Zobacz jak korzystać ze smartfona, by nie rujnować sobie zdrowia.

Z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez firmę Milward Brown w 2014 r. wynika, że Polacy codziennie spędzają ok. 90 minut przed ekranami swoich smartfonów, kolejną godzinę używają tabletów, a ponad dwie godziny patrzą w ekrany komputerów i laptopów. Efekt? W sumie przez blisko pięć godzin dziennie wpatrujemy się w monitory, nie licząc telewizorów.

Zła pozycja, głowa „wisi”

W Szwecji w 2012 r. sprawdzano jak pisanie SMS-ów wpływa na zmiany w układzie mięśniowo-szkieletowym młodych ludzi. Przebadano osoby w wieku od 15 do 24 lat. Okazało się, że 82 proc. z nich miało smartfony. Badacze stwierdzili, że problem z używaniem smartfonów polega na tym, że korzystanie z nich wymusza złą pozycję ciała. Ponieważ ekran i przyciski znajdują się na tej samej płaszczyźnie, automatycznie wielu z nas trzyma telefon na wysokości brzucha i wtedy mocno pochyla szyję, by przeczytać tekst na ekranie. To szkodliwa postawa dla naszego kręgosłupa, który jest narażony na zgięcie i duże naprężenie przez wiele godzin!

Wśród badanej grupy młodych osób w Szwecji 5 proc. wysyłało więcej niż 20 smsów dziennie. Zaliczono je do grupy największego ryzyka. Z badań wynika, że nieco więcej wiadomości tekstowych wysyłają kobiety od mężczyzn, ale piszą je szybciej. Pięć lub mniej SMS-ów dziennie wysyłało 67 proc. mężczyzn i 61 proc. kobiet.  Z innych szwedzkich badań wynika, że najwięcej SMS-ów wysyłają osoby w wieku 15-20 lat.

Największy problem – ból szyi

Z badań wynika, że najczęściej użytkownicy smartfonów narzekają na ból szyi. Wiąże się to m.in. z faktem, że podczas odpisywania na SMS-y wielu z nas siedzi z mocno pochyloną głową. Najczęściej na ból szyi oraz górnego odcinka kręgosłupa narzekali ci, którzy wysyłali więcej niż 20 SMS-ów dziennie. Jednak okazało się, że mniejsza liczba wysyłanych wiadomości tekstowych, mniej niż 6 SMS-ów dziennie, też może powodować rozwój zmian zwyrodnieniowych w układzie mięśniowo-szkieletowym.

– Gdy ktoś siedzi z pochyloną głową, ciężar głowy nie jest przenoszony przez szkielet, tylko przez mięśnie prostujące w odcinku szyjnym, które muszą pracować w stałym napięciu przez długi czas, co powoduje ich przykurcz i napięcie – wyjaśnia prof. Małgorzata Łukowicz, lekarz specjalista rehabilitacji medycznej, ekspert Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji ENEL-SPORT. – Natomiast mięśnie szyi położone z przodu w tym czasie słabną i zanikają. Powstaje tzw. zespół skrzyżowania górnego, który prowadzi w krótkim czasie do nasilenia zmian przeciążeniowych i powstania zmian zwyrodnieniowych. Nieprawidłowe ustawienie i napięcie mięśni doprowadza do wypuklin i przepuklin dyskowych, które z kolei doprowadzają do uszkodzenia układu nerwowego, drętwienia rąk i zaniku mięśni.

Z badań wynika, że ważny jest kąt nachylenia głowy. Jeśli jest większy niż 20 stopni i w takiej pozycji siedzimy przez więcej niż 40 proc. dnia pracy to w istotny sposób zwiększamy ryzyko powstania bólu szyi.

Boli górny odcinek szyjny kręgosłupa

Według dr. Kenneth’a Hansraja, chirurga specjalizującego się w operacjach kręgosłupa w USA, zgięta pozycja przy korzystaniu ze smartfonów może prowadzić do stanów zapalnych kręgosłupa, jego przedwczesnego skrzywienia oraz innych poważnych dolegliwości takich jak przepuklina kręgosłupa, czyli wypadnięcie dysku. Hansraj podkreśla, że jeśli pochylamy głowę podczas korzystania ze smartfona, by odczytać treść SMS-a lub napisać go, ale także, gdy czytamy coś na ekranie lub oglądamy film, na naszą szyję, a więc i cały kręgosłup, działa ogromny nacisk. Średniej wielkości głowa waży, bowiem aż 5,5 kg. Jeśli się pochylamy, to w zależności od kąta nachylenia, nacisk na szyję wynosi od 12 do 27 kg.

Hansraj wprowadził pojęcie „text neck”, czyli bóle szyi i innych części ciała, do których dochodzi na skutek skulonej pozycji, w której znajdują się przez długi czas użytkownicy smartfonów, tabletów czy innych elektronicznych gadżetów.

Objawy „text neck”:

  1. Ból szyi i karku
  2. Chroniczne bóle głowy
  3. Napięcie i sztywność w okolicy karku
  4. Skrzywienie kręgosłupa
  5. Mrowienie lub drętwienie dłoni i palców
  6. Ból nadgarstków i łokci.

– Do wysunięcia lub pęknięcia pierścienia dyskowego dochodzi najczęściej z dwóch powodów: nagłego urazu, czyli dużej siły działającej jednorazowo na kręgosłup oraz przewlekłego przeciążenia, czyli niewielkiej siły działającej stale, ale długo – mówi prof. Małgorzata Łukowicz. – Powstają pęknięcia, pierścień wysuwa się i powoduje ucisk na tkankę nerwową. Długotrwały ucisk doprowadza do trwałego uszkodzenia rdzenia lub korzenia szyjnego kręgosłupa.

Pozycja siedząca z pochyleniem do przodu jest najbardziej przeciążającą pozycją dla kręgosłupa. U osoby zdrowej, gdy popatrzmy na kręgosłup z boku tworzy go wiele krzywych. Szyja, czyli kręgosłup szyjny jest skierowana lekko do wewnątrz, klatka piersiowa na zewnątrz, a kręgosłup lędźwiowy znów powraca do wewnątrz. Jeśli łuki się prostują, powstają wady postawy.

– Kręgosłup stanowi biomechaniczną całość. Przy pochyleniu głowy zaokrągla się, znoszone są krzywizny kręgosłupa, miednica przesuwa się do tyłu, dlatego wysunięcie głowy powoduje zniesienia lordozy lędźwiowej, osłabienie złącza kręgosłupa lędźwiowego z miednicą, co pociąga za sobą przeciążenie kręgosłupa i zespoły bólowe – mówi prof. Małgorzata Łukowicz.

Wady postawy, bo jedne mięśnie są skrócone, inne rozciągnięte

Ekspertka podkreśla, że pozycja siedząca w pochyleniu doprowadza do trwałych zmian w napięciu mięśni. Mięśnie tzw. posturalne, czyli odpowiedzialne za utrzymanie postawy ulegają napięciu i skróceniu, a mięśnie fazowe, czyli mięśnie szybkiego reagowania ulegają zanikom.

– To sprawia, że po długim siedzeniu nie jesteśmy w stanie przyjąć dobrej sylwetki, bo nie pozwalają nam na to mięśnie, które są skrócone lub rozciągnięte – mówi prof. Małgorzata Łukowicz. – Ta asymetria napięć oddziałuje na układ kostny, który też ulega przeciążeniu i zwyrodnieniu. Najłatwiej usuwać zmiany wczesne, które dotyczą tylko tkanek miękkich – mięśni, ścięgien, powięzi. Jak zmiany utrwalą się w kośćcu, są już nie do odwrócenia. Powstają wady postawy – wdowi garb, okrągłe plecy, asymetryczne ustawienie miednicy i bóle stawów krzyżowo-biodrowych.

Wdowi garb, czyli garb u młodych

Steve August, fizjoterapeuta z Nowej Zelandii twierdzi, że wada postawy znana jako tzw. wdowi garb, czyli wyciągnięcie w górnej części pleców powodujące wysunięcie głowy w stosunku do tułowia, jeszcze 30 lat temu występowało tylko u osób starszych, podczas gdy obecnie coraz częściej mają je młodzi ludzie – z powodu pochylonej pozycji, w której korzystają z mobilnych urządzeń. Jeśli pochylamy głowę przez wiele godzin, wtedy garbimy się narażając na szwank odcinek szyjny kręgosłupa.

– Jest to bardzo częsty problem, narastający w populacji osób młodych – podkreśla prof. Łukowicz. – Przeciwdziałać możemy temu poprzez naukę prawidłowego ustawienia głowy podczas pracy przy biurku czy używania smartfona. Niezbędne jest podparcie w okolicy lędźwiowej i szyjnej podczas siedzenia.

Infografika PAP / Serwis Zdrowie

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Nie można pić kawy ani palić przed pomiarem ciśnienia tętniczego?

blood-pressure-1006791_1920-1-copy

To FAKT. Wystarczy wypić filiżankę kawy, mocnej herbaty czy zapalić papierosa, by otrzymać fałszywy, zawyżony wynik pomiaru ciśnienia. Dlatego zaleca się, by przed pomiarem unikać nie tylko używek, ale także ćwiczeń fizycznych.

Stymulujących substancji i aktywności należy unikać w okresie co najmniej 30 minut bezpośrednio poprzedzających pomiar ciśnienia tętniczego. Ważne jest też, by nie mierzyć ciśnienia tuż po posiłku, bo wtedy dodamy do wyniku 10-15 mm Hg. Ostatnie 5 minut przed badaniem powinniśmy poświęcić na odpoczynek. Najlepiej w tym celu usiąść, z podpartymi plecami, w cichym i spokojnym miejscu.

Eksperci zalecają, aby pomiar ciśnienia wykonywać rano, na czczo, przed przyjęciem jakichkolwiek leków. Ciśnienie mierzy się w pozycji siedzącej (wówczas konieczne jest oparcie pleców, zachowanie lekko rozsuniętych nóg, stabilne położenie stóp na podłodze) lub leżącej.

Aby pomiar był wiarygodny, warto pamiętać także o tym, by opaskę ciśnieniomierza zakładać na nagie ramię, ok. 5 cm powyżej zgięcia łokcia. Mankiet nie powinien być założony ani zbyt luźno, ani zbyt ciasno. W szczelinie między ramieniem a mankietem powinny się zmieścić tylko dwa palce.

Ręka, na której dokonuje się pomiaru, powinna być oparta na stole lub łóżku i znajdować się na wysokości serca. Ciśnienie trzeba mierzyć zawsze na tej samej ręce. W czasie pomiaru warto się rozluźnić i nie rozmawiać.

Prawidłowe ciśnienie to 90/60 do 140/90 mm Hg. Jeśli masz równe lub wyższe od górnej granicy lub niższe niż dolna, koniecznie udaj się do lekarza.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jak dbać o mózg?

brain-1295128-copy

Większość Polaków wie, że udar i nowotwór mózgu to schorzenia tego organu. Niewiele jest świadomych, że choroby mózgu to także migrena, depresja czy otępienie. Części chorób mózgu można zapobiegać.

Tylko 20 proc. Polaków ocenia swój stan wiedzy na temat chorób mózgu jako dobry lub bardzo dobry.

Tymczasem European Brain Council podaje, że co trzeci Europejczyk jest lub będzie dotknięty chorobą mózgu. Według WHO do 2030 roku to właśnie choroby mózgu staną się największym zagrożeniem zdrowotnym prowadzącym do niepełnosprawności lub śmierci. Na pierwszym miejscu w tym ponurym rankingu znajduje się depresja.

Choroby mózgu nazywane są tykającą bombą sektora ochrony zdrowia.

Według oficjalnych szacunków European Brain Council w 2005 r. w Europie było ok. 127 mln pacjentów z chorobami mózgu. W 2010 r. ich liczba wzrosła do 299 mln leczonych z powodu jedynie 12 chorób mózgu, w tym: depresji, stwardnienia rozsianego, udaru, migreny czy choroby Alzheimera.

———————————————————————————————————–                        Jakie choroby dotyczą mózgu?

Do chorób mózgu zaliczane są zarówno choroby o podłożu neurologicznym takie jak: udar, choroba Parkinsona, Alzheimera czy stwardnienie rozsiane, jak i choroby psychiczne: depresja czy schizofrenia. Do chorób mózgu należą także bóle głowy, bezsenność czy migrena.

————————————————————————————————————–

Co niszczy mózg?

Wydawać by się mogło, że notowany i oczekiwany w przyszłości dalszy wzrost liczby chorób mózgu to konsekwencja starzenia się społeczeństw: z wiekiem mózg po prostu się zużywa. Ale zjawisko starości nie wyjaśnia fenomenu wzrostu chorób mózgu; winowajcą są także zmiany cywilizacyjne. Stres, brak równowagi między pracą a odpoczynkiem, niezdrowy tryb życia sprawiają, iż zaburzenia psychiczne i neurologiczne pojawiają się u coraz młodszych pacjentów i dopadają coraz więcej starszych dorosłych.

Jak wesprzeć swój mózg?

Polacy nie mają świadomości faktu, że wielu chorobom mózgu można zapobiegać. Z badań na temat wiedzy o chorobach mózgu przeprowadzonych w 2017 r. wśród Polaków przez Kantar Public na zlecenie Fundacji NeuroPozytywni wynika, że blisko jedna piąta Polaków uważa, że nie ma takiej możliwości, by skutecznie zapobiec chorobom mózgu. Nic bardziej błędnego.

– W chorobach mózgu bardzo ważna jest profilaktyka. Najlepiej rozpocząć ją u osób w wieku średnim, czyli między 40. a 45. rokiem życia. Badania prowadzone w USA pokazały, że dzięki skutecznej profilaktyce w tej grupie wiekowej liczba osób chorujących na choroby mózgu spadła z 10 do 8 proc. w populacji powyżej 65 roku życia – mówi prof. Maria Barcikowska, neurolog.

Prof. Agata Szulc, psychiatra, podkreśla, że także chorobom psychicznym też można zapobiegać.

– Zdrowy tryb życia jest ważny nie tylko w profilaktyce demencji, ale także depresji – podkreśla prof. Szulc.

Tadeusz Hawrot z Europejskiej Rady Mózgu dodaje, że profilaktyka związana z przeciwdziałaniem chorobom mózgu zaczyna się już w okresie płodowym, bo wtedy zaczyna się rozwijać mózg. – Dlatego bardzo ważna jest edukacja kobiet, które spodziewają się dziecka – mówi Hawrot. -To, w jaki sposób ciężarne będą się odżywiały i czy będą unikały używek w trakcie ciąży, wpłynie na dalszy rozwój psychofizyczny ich dzieci.

Jak dbać o swój mózg?

  • Regularnie wykonuj badania kontrolne, sprawdzaj poziom cukru, cholesterolu, mierz ciśnienie. Lecz, możliwie jak najszybciej, takie choroby jak: cukrzyca, zaburzenia rytmu serca, nadciśnienie tętnicze oraz wysoki poziom cholesterolu;
  • Jedz zgodnie z piramidą żywienia, w której warzywa to podstawa.
  • Jedz dobre tłuszcze. Mózg nie może prawidłowo pracować bez tłuszczu, dlatego diety nadmiernie ograniczające tłuszcz prowadzą do bardzo poważnych konsekwencji.
  • Tłuszcz tłuszczowi nierówny. Mózg potrzebuje m.in. nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, w które bogate są np. ryby. Groźne dla naszego mózgu jest za to śmieciowe, przetworzone jedzenie, bogate zarówno w nasycone kwasy tłuszczowe, jak i w nadmiar węglowodanów. To zaburza przekazywanie sygnałów między komórkami nerwowymi w mózgu.
  • Konieczny jest wysiłek fizyczny. Pod wpływem ruchu w mózgu tworzą się nowe komórki nerwowe, czego dowiódł Timothy Bussey z brytyjskiego Cambridge University. Inne badania dowodzą, że u osób, które nie ćwiczyły, ryzyko wystąpienia depresji było o 44 proc. (a więc prawie o połowę większe) niż w przypadku ludzi ćwiczących jedną lub dwie godziny tygodniowo. Co ciekawe, z badań wynika, że wielu przypadkom depresji dałoby się zapobiec, gdyby ludzie ćwiczyli zaledwie jedną godzinę tygodniowo. Ruch wpływa także pozytywnie na plastyczność mózgu i utrzymanie funkcji poznawczych nie tylko u osób starszych.
  • Rusz głową! Nie wolno wpadać w lenistwo intelektualne, trzeba ciągle gimnastykować mózg np.: słuchając muzyki, rozwijając hobby i pasje.
  • Nie pal, nie bierz narkotyków, ogranicz alkohol. Wszystkie używki mają dewastujący wpływ na mózg i prowadzą do jego degeneracji.
  • Wysypiaj się! Chroniczne niewyspanie sprzyjać może rozwojowi choroby Alzheimera. Brak snu zwiększa m.in. poziom beta-amyloidu – białka odpowiedzialnego za degenerację neuronów – w płynie mózgowo-rdzeniowym.

Zgodnie z szacunkami Europejskiej Rady Mózgu (EBC, European Brain Council) całkowity koszt leczenia chorób mózgu w 30 krajach europejskich wzrósł z 386 mld euro w 2004 r. do 798 mld euro w 2010 r. Oznacza to, że koszty związane z chorobami mózgu są wyższe niż suma kosztów chorób nowotworowych, sercowo-naczyniowych i cukrzycy.

Fundacja NeuroPozytywni przygotowuje „Brain Plan dla Polski”. Ma on być gotowy w przyszłym roku. Będzie zawierać oszacowane koszty leczenia chorób mózgu w Polsce, ale także wskazywać jakie zmiany należy wprowadzić w systemie ochrony zdrowia, by leczenie schorzeń – rosnących w bardzo szybkim tempie – było bardziej efektywne. Plan ma także zakładać kompleksowe leczenie pacjenta, czyli jeśli chory trafi do ośrodka referencyjnego, w którym będzie leczył główne schorzenie, powinien na miejscu uzyskać pomoc także innych specjalistów.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Infografika PAP mózg

Bomba tykająca w genach

dna-1811955_1920-copy

W Polsce żyje nawet 2 miliony kobiet z podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka piersi lub jajnika. Szansą na ratunek są dla nich testy genetyczne.

Wiele kobiet na świecie i w Polsce mogło doznać szoku po tym, jak Angelina Jolie, słynna amerykańska aktorka, cztery lata temu ujawniła, że usunęła obie swoje piersi z obawy przed rakiem. Dwa lata później zdecydowała się też na usunięcie jajników i jajowodów.

To okaleczenie nie było jednak wcale jej fanaberią. Nie było też podyktowane histerią czy irracjonalnym strachem, a przemyślaną decyzją.

Do jej podjęcia skłoniło Angelinę Jolie niezwykle wysokie ryzyko zachorowania na raka piersi, które w jej przypadku lekarze oszacowali aż na 87 proc.

Wynikało ono przede wszystkim z faktu, że aktorka okazała się być nosicielką mutacji genu BRCA1, który mocno zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi i jajnika. Do tego, na raka w wieku 56 lat, po blisko 10 latach zmagania z chorobą, zmarła mama aktorki.

Angelina Jolie ujawniła te fakty po to, aby zwrócić uwagę innych kobiet na możliwość skutecznego zapobiegania nowotworom złośliwym i zachęcić do badań profilaktycznych.

W związku z obchodzonym na całym świecie tzw. „różowym październikiem” (miesiącem profilaktyki raka piersi) warto przypomnieć, że promowane przez aktorkę badania profilaktyczne, w tym również testy genetyczne, są powszechnie dostępne również w Polsce.

Kiedy do poradni genetycznej?

– W przypadku raka jajnika, a także raka piersi, wskazaniem do przeprowadzenia badań testowych DNA, wykrywających genetycznie uwarunkowane ryzyko zachorowania (nosicielstwo mutacji genetycznych wysokiego ryzyka: BRCA1, BRCA2, MSH2, MLH1, P53, RAD51C i D), jest sytuacja, gdy w rodzinie danej kobiety wystąpił co najmniej jeden przypadek raka jajnika lub raka piersi (u tej kobiety lub jej krewnych I lub II stopnia, po jednej stronie rodziny) – mówi prof. Jan Lubiński, kierownik Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych oraz Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Ekspert podkreśla, że warto wykonać te testy zwłaszcza wtedy, gdy w rodzinie wystąpi rak piersi lub jajnika, który wykazuje cechy genetycznej predyspozycji, czyli np. wtedy, gdy wystąpi w młodym wieku (przed 40. rokiem życia).

– Wtedy prawdopodobieństwo zachorowania innych kobiet z tej rodziny określa się jako duże. Ryzyko rodzinne sięga wtedy nawet 30 proc., co oznacza, że co trzecia kobieta z tej rodziny jest zagrożona rakiem. Mówi się wtedy o diagnozie z dużym prawdopodobieństwem – mówi prof. Jan Lubiński.

Na tym jednak nie koniec. Kiedy w rodzinie (u krewnych I lub II stopnia w dowolnym wieku) wystąpią łącznie trzy przypadki raka piersi lub jajnika należy się spodziewać, że ryzyko zachorowania u innych kobiet z tej rodziny jest bardzo wysokie (nawet do 50 proc. ryzyka rodzinnego).

– W praktyce oznacza to, że co druga kobieta z tej rodziny ma dziedziczne predyspozycje do zachorowania na jeden z tych nowotworów, czyli u co drugiej kobiety z tej rodziny można się spodziewać wykrycia genu wysokiego ryzyka (w formie zmutowanej). Fachowcy nazywają taką sytuację diagnozą definitywną – dodaje prof. Jan Lubiński.

Do poradni genetycznej powinny też zgłosić się te osoby, u krewnych/krewnego których: wystąpiły jednocześnie dwa ogniska raka, na raka piersi zachorował mężczyzna z ich rodziny lub jedna osoba z krewnych zachorowała na obustronnego raka piersi.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Skrajnie wysokie ryzyko raka piersi

Jak widać, już sam tylko rzetelnie zrealizowany wywiad rodzinny i narysowanie rodzinnego drzewa zdrowia może wielu kobietom uratować życie, zwracając im uwagę na fakt, że znajdują się w grupie wysokiego ryzyka. Ten fakt, powinien je szczególnie zmotywować do poddawania się regularnym badaniom profilaktycznym (USG piersi, mammografia), lecz przede wszystkim do zrobienia wspomnianych wyżej testów genetycznych.

Dlaczego to takie ważne? Ponieważ osoba, która ma stwierdzoną mutację genu BRCA1 jest obciążona ryzykiem raka piersi na poziomie sięgającym nawet 80 proc. (przypadek Angeliny Jolie). Niestety, wiąże się z tym także zwiększone ryzyko wystąpienia raka jajnika.

Okazuje się, że rak piersi i jajnika, nierzadko współwystępujące i powiązane ze sobą, są najczęściej występującym, znanym medycynie zespołem nowotworowej predyspozycji genetycznej.

– Niestety, odpowiedzialne za to mutacje genetyczne są w naszej populacji dość powszechne. Szacuje się, że kobiet nimi zagrożonych, które spełniają wymienione wyżej kryteria (diagnozy z dużym lub bardzo dużym prawdopodobieństwem zachorowania) jest w Polsce łącznie od 1,5 do 2 mln. Kobiet, które są nosicielkami samej tylko mutacji genu BRCA1 jest ponad 100 tys. – szacuje prof. Jan Lubiński.

Polskie Towarzystwo Ginekologiczne zaleca, by do poradni genetycznej kierować osoby z rodzin, w których:

  • Wystąpiły trzy lub więcej zachorowania na raka gruczołu piersiowego i/lub jajnika u krewnych I i II stopnia (włączając w to pacjentkę).
  • U jednej i tej samej pacjentki lub u jej krewnej I i II stopnia wystąpiły jednoczasowo lub w różnym czasie zachorowania na raka piersi i jajnika.
  • U kogokolwiek stwierdzono mutację w genie BRCA 1.
  • Wśród krewnych I i II stopnia (włączając w to pacjentkę) wystąpiły dwa zachorowania na raka gruczołu piersiowego i/lub jajnika, w tym 1 zachorowanie przed 50 rokiem życia.
  • Pacjentka lub jej krewna I stopnia zachorowała na raka gruczołu piersiowego lub jajnika przed 40 rokiem życia.

Na szczęście, rodziny obciążone występowaniem dziedzicznych nowotworów obejmowane są w Polsce kompleksową opieką w onkologicznych poradniach genetycznych.

Każda kobieta, która ma tzw. „obciążony wywiad” w kierunku ryzyka dziedziczonego raka piersi/jajnika, może skorzystać z testów na obecność najczęściej występujących mutacji genów (BRCA1 i 2) w bezpłatnych, państwowych, onkologicznych poradniach genetycznych –na podstawie skierowania od lekarza rodzinnego. W każdym województwie jest przynajmniej jedna taka poradnia działająca w ramach NFZ.

– Sekwencjonowanie większości genów wysokiego ryzyka można przeprowadzić tylko w prywatnych firmach (koszt badań o zweryfikowanej jakości to 1200-1500 zł). Warto jednak przebadać swoje geny, aby zapewnić sobie optymalne, spersonalizowane metody zapobiegania i leczenia raka – zaleca prof. Jan Lubiński.

Jak uciec przed rakiem

Jest jeszcze jeden ważny argument, przemawiający za wykonaniem testów genetycznych, nawet w przypadku kobiet, które regularnie wykonują inne badania profilaktyczne.

– Z perspektywy czasu oceniamy, że tradycyjne badania kontrolne, takie jak np. mammografia czy USG, są mało skuteczne we wczesnym wykrywaniu tych dwóch typów nowotworów (10-30 procentowa skuteczność wykrywania u kobiet z mutacją). Nowszym i znacznie bardziej czułym narzędziem do wykrywania raka piersi jest rezonans magnetyczny piersi. Ale nawet wczesne wykrycie tego nowotworu może nie wystarczyć do uratowania kobiety, bo w 15 proc. przypadków, nawet przy bardzo wczesnej diagnozie stwierdza się już przerzuty. Dlatego tak ważne jest prewencyjne, wyprzedające przeprowadzanie testów genetycznych – podkreśla prof. Jan Lubiński.

Co zatem mogą i powinny zrobić osoby, u których testy wykryją posiadanie jednej z feralnych mutacji wysokiego ryzyka?

– W przypadku kobiet ze zdiagnozowanym wysokim ryzykiem zachorowania zalecane jest wykonywanie zabiegów profilaktycznych, takich jak: usunięcie jajników i jajowodów (adneksektomia), optymalnie powyżej 35 roku życia, po urodzeniu dzieci lub mastektomia z rekonstrukcją piersi – przekonuje prof. Jan Lubiński.

Z badań wynika, że usunięcie jajnika i jajowodu zwiększa szansę przeżycia kobiet z BRCA1 co najmniej 10 lat od wyleczenia raka piersi aż o 70 proc.

Taką decyzję podejmuje zawsze pacjentka. Jest to metoda zalecana przez ekspertów z uwagi na jej wysoką skuteczność. Istnieją jednak również inne sposoby, o udowodnionej, ale mniejszej skuteczności, mające zwiększyć ochronę przed dziedzicznym rakiem.

Prof. Lubiński zaleca m.in. unikanie stosowania doustnej antykoncepcji hormonalnej u kobiet przed 25 rokiem życia, co zwiększa ryzyko raka piersi w młodym wieku. Co ciekawe, po 35. roku życia stosowanie doustnej antykoncepcji zmniejsza ryzyko raka jajnika.

– Warto pamiętać, że długie karmienie piersią zmniejsza ryzyko raka piersi u kobiet (jeden miesiąc karmienia piersią zmniejsza ryzyko o 2 proc.). Jest to bardzo naturalny i prosty sposób profilaktyki – dodaje prof. Jan Lubiński.

Są także inne czynniki, które mogą ograniczyć to ryzyko, nawet w przypadku kobiet obciążonych rodzinnie.

Dieta antyrakowa

– Z naszych badań wynika, że trzykrotnie mniejsze ryzyko raka piersi i jajnika występuje u kobiet z optymalnym poziomem selenu we krwi (110-125 mikrogramów na litr). Warto więc zbadać sobie poziom tego pierwiastka we krwi. Jeśli stwierdzi się jego niedobór, to warto zwiększyć jego dostarczanie do organizmu wraz z pożywieniem – mówi prof. Jan Lubiński.

Selen występuje w dużej ilości np. w borowikach, orzechach (włoskich, nerkowcach), soczewicy, serze żółtym i jajach.

Na tym jednak nie koniec możliwości profilaktycznych diety.

– Z występowaniem raka piersi i jajnika wiąże się też niewłaściwe stężenie takich pierwiastków jak cynk, arsen i kadm. Te cztery mikroelementy są według naszych badań kluczowymi markerami tego, czy nasza dieta jest antynowotworowa (chroni nas przed nowotworami), czy też nie. Jeśli żywienie zapewnia nam odpowiedni poziom selenu, cynku, kadmu i arsenu we krwi, to ryzyko zachorowania na nowotwory jest bardzo niskie – twierdzi prof. Jan Lubiński.

Niestety, optymalny poziom zawartości tych pierwiastków zmienia się z wiekiem – jest inny dla osób młodych i starszych.

– Na przykład cynk powinien być dostarczany w dużych ilościach w żywieniu osób młodych (dobrym jego źródłem są m.in. mięsa czerwone, w tym wołowina i zboża), ale u osób po 60. roku życia, wysokie spożycie cynku jest już groźne, przynajmniej z perspektywy ryzyka nowotworów. Z kolei dobrymi źródłami arsenu są m.in. dorsz i ryż. Warto podkreślić, że u mężczyzn poniżej 60. roku życia odpowiednie stężenie arsenu zmniejsza ryzyko raka aż 12-krotnie. Takie są wyniki naszych badań – podsumowuje prof. Jan Lubiński.

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Długo coś cię boli. Sam się nie lecz!

man-2734073_1920-copy

36 proc. Polaków nie pamięta, jak wygląda życie bez bólu. Tymczasem ból można i należy skutecznie leczyć, m.in. po to, by uniknąć powikłań choroby.

Najczęściej dokuczają dolegliwości związane z chorobami  narządu ruchu: kręgosłupa i zwyrodnienia  stawów.

– Zarówno lekarz w szpitalu, jak i w przychodni, powinien ocenić natężenie bólu i wybrać najlepszy sposób jego leczenia – mówi dr Jarosław Woroń, ekspert z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii Wydziału Lekarskiego UJ CM w Krakowie i Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Dr Woroń podkreśla, że jeśli ból trwa krótko – kilka dni, można doraźnie wziąć leki przeciwbólowe dostępne bez recepty.

– Jeśli ból trwa dłużej, nie można go lekceważyć i trzeba iść do lekarza, by zdiagnozować, jaka jest jego przyczyna, ocenić natężenie i dobrać odpowiednie leczenie – mówi dr Woroń. – W wielu przypadkach, np.: w bólu neuropatycznym, leki bez recepty nie pomogą, a zażywane ich w dużych ilościach, może doprowadzić do niewydolności nerek, uszkodzić wątrobę lub górny odcinek układu pokarmowego.

Niebezpieczne interakcje

Każdy lek ma działania uboczne i każdy lek może wejść w interakcje z innymi medykamentami lub żywnością.

Najczęściej obserwowane interakcje:

  • z powodu zażycia za dużej ilości leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty może dojść do krwawienia z przewodu pokarmowego zwłaszcza u pacjentów, którzy jednocześnie zażywają doustne leki  przeciwzakrzepowe
  • doustne leki antykoncepcyjne  przyspieszają metabolizm paracetamolu w wątrobie , co powoduje , że działa krócej, a zatem zwiększa się ryzyko jego przedawkowania
  • paracetamol zmniejsza działanie leków moczopędnych, co redukuje ich skuteczność w leczeniu nadciśnienia tętniczego czy niewydolności serca
  • nie wolno łączyć paracetamolu z warfaryną  (doustny środek przeciwzakrzepowy), gdyż może to powodować ciężkie krwawienia .
  • jednoczesne podanie aspiryny i ibuprofenu może zmniejszać skuteczność aspiryny stosowanej we wtórnej prewencji zawału mięśnia sercowego. Aby ograniczyć ryzyko tej interakcji zaleca się, by przyjmować ibuprofen 8 godzin przed lub 30 minut po podaniu aspiryny.
  • niesteroidowe leki przeciwzapalne (najpopularniejsze kwas acetylosalicylowy, deksketoprofen dikofenak, ibuprofen, naproksen czy meloksykam) nasilają działanie leków przeciwcukrzycowych, leków przeciw padaczkowych silnie wiążących się z białkami krwi, a efekt ten zależy od dawki leku przeciwbólowego.

Uwaga na suplementy diety!

– Jeśli dodatkowo, prócz leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, pacjent będzie przyjmował suplementy diety z wyciągiem z żeń-szenia lub z miłorzębu japoński (ginko-biloba), wtedy 6-krotnie zwiększa się ryzyko wystąpienia krwawień z różnych części ciała np.: z nosa, dróg rodnych,, krwawień do mózgu. Dzieje się tak z uwagi na to, że substancje te osłabiają sklejanie płytek krwi – ostrzega dr Woroń.

Lek powinien wyprzedzać ból

Dr Woroń podkreśla, że lek przeciwbólowy zawsze powinien wyprzedzać ból, a nie być podawany, gdy chory już zwija się z powodu dolegliwości. Dzięki takiej strategii leczenia bólu  pacjent szybciej wraca do zdrowia, jego hospitalizacja może być krótsza, a badania pokazały, że szpital zużywa mniej  środków przeciwbólowych.

Zmiana przepisów: każdy pacjent ma prawo do leczenia bólu

24 lutego 2017 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, która zapewnia każdemu pacjentowi prawo do uśmierzenia i leczenia bólu (do tej pory dotyczyło to tylko chorych w stanie terminalnym).

Jeśli lekarz POZ wyczerpie swoje możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, powinien skierować pacjenta do poradni leczenia bólu.  Eksperci podkreślają, że każdy szpital i przychodnia powinien mieć opracowane wewnętrzne procedury związane z rozpoznaniem, leczeniem i monitorowaniem bólu. Teraz takie wytyczne mają zwykle tylko szpitale onkologiczne i duże wielospecjalistyczne placówki, które otrzymały certyfikaty jakości.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Siedem mitów o szczepieniach

vaccination-2722937_1920-copy

Szczepionki szkodzą, nadwyrężają układ odpornościowy, powodują autyzm, a szczepienia nie są już niepotrzebne, bo wiele chorób, przed którymi mają chronić, już nie występuje – to MITY! Zobaczcie, dlaczego są nieprawdziwe.

Mit 1: Lepiej „przechorować” chorobę zakaźną, niż się przeciwko niej zaszczepić

Efektem tego mitu są na przykład „ospa parties” czy „świnka parties”, czyli urządzanie specjalnego spotkania dzieci, z których przynajmniej jedno choruje na daną chorobę zakaźną, w celu zarażenia nią innych uczestników imprezy.

Skutki: nie tylko narażenie dziecka na co najmniej tydzień leżenia w łóżku z mało sympatycznymi objawami, jak na przykład dotkliwy świąd skóry, ale przede wszystkim bardzo groźne powikłania, ze zgonem włącznie.

Faktycznie, „przechorowanie” niektórych chorób daje odporność przed nimi, choć nie tyczy się to wielu zakaźnych chorób, na przykład wywoływanych przez pneumokoki czy meningokoki.

Problem w tym, że trudno przewidzieć, jak dany organizm zareaguje na zakażenie wirusem lub bakterią. W związku z czym z pozoru niewinna choroba może skończyć się tragicznie: albo poważnymi powikłaniami albo wręcz śmiercią. Świadome narażanie się na przechorowanie jakiejś choroby to gra w rosyjską ruletkę.

Mit 2: Szczepionki nadwyrężają układ odpornościowy

Nieprawdą jest, że szczepienia ochronne przeciążają układ odpornościowy, ponieważ wprowadzają do organizmu zbyt dużo substancji wywołujących reakcję odpornościową, czyli tzw. antygenów. Dr Anna Nitka z Poradni Konsultacyjnej Szczepień Warszawskiego Szpitala dla Dzieci podkreśla, że ze znacznie większą liczbą antygenów niż w szczepionce stykamy się w naturze i w życiu codziennym. Nasz układ immunologiczny jest stale atakowany i radzi sobie z tymi atakami.

Mit 3: Szczepionki skojarzone są bardziej ryzykowne

– Nawet szczepionki wieloskładnikowe, chroniące po jednym podaniu przed kilkoma zakażeniami, nie są zbyt dużym obciążeniem dla układ odpornościowego dziecka – zapewnia dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowym w dziedzinie epidemiologii. Z badań wynika, że w jednym preparacie bez obaw można podać nawet 10-15 antygenów. Ale nikt nie produkuje jeszcze szczepionek chroniących przed taką liczbą zakażeń.

Nieuzasadnione są również obawy, że szczepionki, szczególnie te wieloskładnikowe, grożą poważnymi powikłaniami, na przykład autyzmem. Japonia długo nie szczepiła dzieci przeciwko różyczce, odrze i śwince (MMR), ale okazało się, że liczba dzieci autystycznych była tam nie mniejsza niż w krajach, gdzie podawano MMR.

Mit 4: Kobiety w ciąży nie powinny się szczepić

W Wielkiej Brytanii prowadzono wieloletnie obserwacje, podczas których analizowano, czy kobietom w ciąży można podawać szczepionkę przeciwko grypie. Badania wykazały, że nie ma związku między podaniem szczepionki przeciwko grypie w ciąży a poronieniem.

Jak mówi prof. Lidia Brydak, szefowa Krajowego Ośrodka ds. Grypy, także w Polsce przez wiele lat pokutowało przekonanie, że kobiety w ciąży nie powinny się szczepić przeciwko grypie, ale teraz takie szczepienia rekomenduje Polskie Towarzystwo Ginekologii. Kobiety w ciąży są zaliczane do grup podwyższonego ryzyka powikłań w przebiegu grypy, dlatego szczepione powinny być niezależnie od okresu ciąży inaktywowanymi szczepionkami (nie zawierają żywych wirusów grypy).

Mit 5: Szczepienia są niepotrzebne

Wiele osób uważa, że nie warto się szczepić, ponieważ choroby, przed którymi szczepionki mają chronić, już nie występują. Dr Paweł Grzesiowski nazywa to „pasożytnictwem społecznym”, bo ryzyko występowania chorób zakaźnych jest tym mniejsze, im większy odsetek osób jest przeciwko nim zaszczepionych. Ludzie, którzy się nie szczepią, korzystają z tego, że robią to inni. Jest to jednak niebezpieczne. Gdy spada świadomość zagrożenia infekcjami, coraz mniej osób się szczepi i groźne zakażenia powracają.

Przykładem jest odra. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z powodu spadku szczepień przeciwko tej wyjątkowo zaraźliwej chorobie, w Europie odnotowano wzrost zachorowań na odrę. Tak jest Wielkiej Brytanii, we Włoszech i Francji, a ostatnio również w Turcji, Ukrainie i Rumunii.

Mit 6: Szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce powoduje autyzm

Mit ten jest pokłosiem jednego z najbardziej znanych fałszerstw naukowych XX wieku. Lekarz Andrew Wakefield opublikował pracę naukową udowadniającą taką hipotezę. Wkrótce okazało się, że praca była nierzetelna, a skala tej nierzetelności i jego pracy jako lekarza i naukowca była tak duża (w trwającym 217 dni postępowaniu przed lekarskim sądem udowodniono 36 zarzutów), że doktorowi dożywotnio odebrano prawo wykonywania zawodu.

Mit 7: Szczepionki szkodzą, ponieważ zawierają toksyczną rtęć

Kiedyś w niektórych szczepionkach używano nie tyle rtęci, ile tiomersalu -związku tego faktycznie toksycznego pierwiastka. Teraz już niewiele jest szczepionek, które zawierają ten związek (najlepiej sprawdzić na ulotce produktu). Chodzi jednak o to, że po pierwsze, w szczepionkach był związek rtęci, a ten nie ma takiego działania jak sama rtęć. Na zasadzie porównania należałoby nie jeść soli, ponieważ zawiera szkodliwy skądinąd chlor. Po drugie, pewne ilości rtęci (podobnie jak i innych szkodliwych substancji) dostarczamy sobie z pożywienia czy powietrza; szkodliwe jest przekroczenie bezpiecznych norm.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Co szósta śmierć jest spowodowana skażeniem środowiska

industry-1752876_1920-copy

Zanieczyszczone powietrze, woda i gleba zabijają na całym świecie więcej ludzi niż dieta z wysoką zawartością soli, otyłość, alkohol, wypadki drogowe czy niedożywienie.

W renomowanym czasopiśmie naukowym The Lancet, opublikowany został obszerny raport na temat wpływu zanieczyszczenia środowiska na zdrowie ludzi. Według autorów raportu, temat ten był do tej pory zaniedbywany – zarówno przez rządy wielu krajów, jak i przez liczne międzynarodowe instytucje.

Tymczasem, z raportu wynika, że skażenie powietrza, wody i gleby stanowi najważniejszą środowiskową przyczynę chorób i przedwczesnych zgonów we współczesnym świecie. Łączna liczba takich zgonów (pollution-related deaths) w 2015 r. została oszacowana na 9 mln (co stanowi 16 proc. wszystkich zgonów). W rzeczywistości jest jednak znacznie gorzej, bo autorzy przyznają, że są to niedoszacowane dane.

Co jest najbardziej zabójcze? Okazuje się, że zanieczyszczone powietrze. Odpowiada ono, aż za dwie trzecie wszystkich przedwczesnych zgonów spowodowanych skażeniem środowiska.

„Ekspozycja na skażone powietrze, wodę i glebę zabija więcej ludzi niż dieta z wysoką zawartością soli, otyłość, alkohol, wypadki drogowe czy niedożywienie. Skażenie jest też odpowiedzialne za trzy razy więcej śmierci niż powodują AIDS, gruźlica i malaria razem wzięte” – podkreślają autorzy raportu.

Globalna mapa zanieczyszczeń

Jak na tle innych krajów świata wypada Polska? Wbrew pozorom, wcale nie jest u nas jeszcze tak źle, jak głosi wielu radykalnych ekologów. Z udostępnionej przez internet – w związku z publikacją raportu – interaktywnej mapy świata, pokazującej nie tylko poziom skażenia środowiska w poszczególnych krajach, ale także liczbę związanych z tym zgonów oraz wynikające z tego straty gospodarcze, Polska wypada na szczęście nie najgorzej.

Naukowcy oszacowali, że w Polsce na milion mieszkańców przypada 1047 zgonów rocznie związanych z zanieczyszczeniem środowiska, podczas gdy w wielu innych krajach Europy i świata jest ich znacznie więcej (np. w Bułgarii 1767, na Białorusi 1626, w Serbii 1875, w Indiach 1919, a w Somalii aż 3261). Dla porównania, wskaźnik ten w USA wynosi 483, w Wielkiej Brytanii 771, a w Niemczech 764.

Poza tymi mrocznymi statystykami, na wspomnianej wyżej interaktywnej mapie – dostępnej pod adresem www.pollution.org – każdy może sam sprawdzić jaki jest aktualny poziom zanieczyszczenia powietrza, wody i gleby w różnych miejscach własnego kraju, a także w innym, dowolnym regionie świata.

Uruchomienie strony internetowej pollution.org ma stanowić pierwszy krok w budowie ogólnoświatowego obserwatorium zanieczyszczenia środowiska (Global Pollution Observatory).

Ratunek dla przyszłych pokoleń

W związku z rosnącym skażeniem środowiska na świecie i związanymi z tym chorobami coraz więcej krajów wdraża lub planuje wdrożyć radykalne środki, mające poprawić sytuację. Na przykład, Wielka Brytania czy Chiny zapowiadają wprowadzenie w niedalekiej przyszłości zakazu sprzedaży nowych samochodów napędzanych paliwami kopalnymi (benzyną, olejem napędowym, etc.).

Mimo to, przyszłość rysuje się jednak w dość ciemnych barwach. Z raportu można się np. dowiedzieć, że począwszy od 1950 r. na świecie wyprodukowano ponad 140 tys. różnego rodzaju chemikaliów, z których 5 tys. wytwarzanych jest na masową skalę. Niestety, tylko około połowa z tych ostatnich została w pełni przebadana pod kątem bezpieczeństwa zdrowotnego. Tak więc w naszym środowisku znajduje się wciąż bardzo wiele potencjalnie groźnych toksyn, których wpływ na zdrowie nie jest jeszcze znany.

Na koniec warto dodać, że krajem od którego powinniśmy się uczyć ekologii jest Szwecja, która według raportu ma (obok Brunei) najniższy na świecie wskaźnik występowania zgonów związanych ze skażeniem środowiska (367 przypadków na milion mieszkańców, co stanowi poniżej 4 proc. wszystkich zgonów).

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com