Leki wziewne u dziecka: trzeba je podawać prawidłowo, a nie jest to proste

inhalation-1944929_1920-copy

Inhalacja u płaczącego i wiercącego się dziecka nie może się udać. Lek powinien bowiem dotrzeć bezpośrednio do płuc, tam gdzie jest stan zapalny, a to dzieje się tylko przy wdechu. Dowiedz się, jak podać dziecku leki wziewne, aby mogły zadziałać.

Alergie i astma u dzieci to coraz powszechniejszy problem. Małe dzieci często też chorują na różne infekcje układu dróg oddechowych. Jednym ze najbardziej skutecznych sposobów walki z chorobami dróg oddechowych jest inhalacja leku do oskrzeli i płuc. Niestety, dla niektórych dzieci trudna do zaakceptowania.

– Inhalacje to leczenie miejscowe – jak nałożenie kremu na skórę – tylko tu mamy pobranie leku do dróg oddechowych, do miejsca, gdzie jest proces zapalny. I trzeba sobie uświadomić, że leczy tylko ta dawka, która dotrze we właściwe miejsce, a nie ta, która wyleci z inhalatora. Trzeba przy tym wiedzieć, że depozycja leku  w płucach jest tylko podczas wdechu, wydech jest stracony dla inhalacji i przyjmowania leku. A co za tym idzie, kiedy dziecko ma krótki wdech, płacze, krzyczy,  wierci się, nie toleruje inhalacji, to tak, jakby tej inhalacji w ogóle nie było – uświadamia pediatra i alergolog dr hab. Adam Sybilski, kierownik Kliniki Chorób Dziecięcych i Noworodkowych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Niektórzy rodzice próbują metod, które niestety, nie zadziałają – np. podają lek w namiocie zrobionym z prześcieradła lub koca.

– Odstawienie maseczki na odległość 1 cm od ust powoduje spadek docierania leku do dróg oddechowych o 50 proc. , o 2 cm – aż o 85 proc. Jeśli do tego dodamy informację, że z tego, co wylatuje z inhalatora, do płuc dziecka dolatuje 25 proc., to po odsunięciu go na kilka centymetrów od ust właściwie inhalowanie przestaje mieć sens – ostrzega specjalista.

Zasady prawidłowej inhalacji

  • Inhalacja lekiem dziecka do 3. r. ż. powinna się odbywać przez dobrze dopasowaną do twarzy dziecka, maskę bez bocznych otworów, obejmującą jego nos i usta.
  • Po 3. r. ż. maskę powinniśmy zamienić na ustnik, który dziecko powinno trzymać w zamkniętych na nim ustach.
  • Inhalacja ma sens jedynie wtedy, kiedy dziecko w jej trakcie oddycha przez usta, a nie przez nos! Nos jest doskonałym filtrem powietrza i wszystko, co się do niego dostaje, pozostaje tam w 90 proc.
  • Inhalacji lekiem nie wykonujemy przez smoczki dołączone do inhalatorów
  • Po każdej inhalacji należy umyć buzię i wypłukać jamę ustną, u młodszych dzieci należy podać coś do popicia
  • Do inhalatorów nie dodajemy (nie wlewamy) żadnych olejków czy ziół
  • Inhalatory należy regularnie czyścić
  • Nie powinno się rozcieńczać leków do inhalacji

Anna Trawka, blogerka i matka dwójki dzieci, podkreśla także, jak ważny jest wybór odpowiedniego nebulizatora (inhalatora).

– Śmiało mogę powiedzieć, że inhalator to mój talizman – gdy tylko go schowam, moje dzieci zaczynają chorować. Niestety, nasz kupiłam na szybko, gdy dziecko zachorowało, nie zdążyłam zrobić rozeznania, wybrać najlepszego dla nas sprzętu. To był błąd – mówi.

Bardzo ważne jest, by zanim zaczniemy używać go „na poważnie” , w celach terapeutycznych, warto oswoić dziecko z tym urządzeniem.

– Pozwólmy mu trochę się nim pobawić. Niech założy maseczkę misiowi, najpierw zrobi inhalację swoim lalkom. A potem też róbmy z tego zabawę – pamiętam, że na początku, zanim dzieci zaakceptowały tę metodę leczenia robiliśmy to razem z mężem: ja trzymałam dziecko na kolanach, a on stał przed nami i śpiewał śmieszne piosenki odgrywając przy tym jakieś scenki, żeby tylko odwrócić uwagę dziecka – opowiada pani Anna.

Skuteczne u dzieci jest też wspomaganie się oglądaniem bajek podczas inhalacji.

– Skuteczność tej metody potwierdzili nawet ostatnio francuscy naukowcy: zbadali, jak nebulizację znoszą dzieci oglądające bajkę i te, u których nie zastosowano takiej metody. Okazało się, że współpraca z dzieckiem wzrosła z 15 do 80 proc. Kiedy podanie leku jest koniecznością, kilkanaście minut dziennie bajki na ekranie jest mniejszym złem – uważa dr Sybilski.

Alergia i astma: dzieci bardziej narażone niż dorośli

Układy narządowe i czynnościowe dziecka przez pierwsze lata życia nie są w pełni rozwinięte; uważa się, że stopień pewnej dojrzałości osiąga dopiero w wieku 12-14 lat. To dlatego dzieci częściej niż dorośli chorują i są bardziej narażone na skutki zanieczyszczeń.

Dziecko jako mały człowiek ma także krótszą drogę dotarcia alergenów i zanieczyszczeń do dolnych dróg oddechowych, znacznie łatwiej docierają tam wszystkie niekorzystne czynniki. Do tego trzeba dodać powszechne szkodliwe czynniki zewnętrzne takie jak bierne palenie, smog, a nawet jedzenie naszpikowane szkodliwymi dodatkami (ulepszacze, konserwanty), które uczulają.

Według WHO rocznie z powodu zanieczyszczeń powietrza umiera nawet ok. 700 tys. dzieci poniżej 5. r. ż.

Nie bez znaczenia jest także pamięć immunologiczna, która u dorosłych z racji wieku jest lepiej rozwinięta.

– Nasz organizm zapamiętuje bakterie i wirusy, z którymi zetknął się w trakcie życia i kiedy  po raz kolejny ma do czynienia z jakimś patogenem, rozpoznaje go i zaczyna atakować. Tak działają komórki pamięci, które u dzieci mają o wiele mniej doświadczeń „na koncie” – wyjaśnia pediatra.

Nic dziwnego, że alergia jest jedną z najczęstszych przyczyn chorób układu oddechowego – nieżytu nosa czy astmy.

– Co ciekawe, bardzo powszechny nieżyt nosa występuje znacznie częściej na terenach regionów miejskich niż na wsi, więc prawdopodobnie zanieczyszczenie miejskiego powietrza wpływa na potęgowanie objawów czy wyzwala objawy alergii – uważa dr Sybilski.

Amerykańskie Towarzystwo Chorób Płuc (ALA) twierdzi, że dzieci są bardziej narażone na wpływ zanieczyszczeń  powietrza ponieważ ich płuca intensywnie się rozwijają i przez to pracują aktywniej niż płuca dorosłych. Pobierają więc więcej powietrza, wraz z toksycznymi zanieczyszczeniami.

Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki bezwzględnie trzeba dzieci chronić przed biernym paleniem, a także śledzić alerty smogowe i powstrzymać się od aktywności fizycznej z maluchem w czasie wysokiego poziomu zanieczyszczenia powietrza.
Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Dziecko z astmą warto zapisać na karate?

karate-851715_1920-copy

To FAKT! Jak podkreśla alergolog i internista prof. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w astmie ważne jest nauczyć się kontrolować swój oddech. A naukę takiej umiejętności zapewniają sporty walki. Może to być karate, ale także innego tego rodzaju dyscypliny.

– Właśnie po to, by nauczyły się kontrolować oddech, zalecamy dzieciom chorym na astmę sporty walki – tłumaczy profesor, kierujący Kliniką Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z kolei dorosłym astmatykom lekarze zapisują jogę (chyba że mają fizyczne możliwości i ochotę na rozpoczęcie przygody ze sportami walki).

Oczywiście podstawą leczenia astmy są regularnie przyjmowane zalecone przez lekarza leki oraz unikanie sytuacji, w których ta choroba o zapalnym podłożu może się zaostrzyć (np. warto unikać przebywania w kurzu, pyłach i pyłkach, smogu, dymie papierosowym, zimnym powietrzu).

Chory na astmę musi też regularnie wykonywać spirometrię spoczynkową (o ile lekarz nie zaleci inaczej, co najmniej raz do roku), aby sprawdzić, jak radzą sobie jego płuca.

Warto wiedzieć, że astma nie uniemożliwia uprawiania sportu, nawet na wyczynowym poziomie, także w niesprzyjających dla chorego warunkach. Na astmę choruje na przykład Marit Bjoergen, która posiada kolekcję 15 medali olimpijskich w biegach narciarskich (w tym osiem złotych). W tym kontekście trzeba przypomnieć, że zimne powietrze zaostrza astmę; na przykładzie słynnej norweskiej astmatyczki, która publicznie opowiada o regularnym przyjmowaniu leków na swoją chorobę można powiedzieć, że terapia astmy potrafi być niezwykle skuteczna.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixaby.com