Co na ból głowy?

glass-545583_1920-copy

 

W związku z nieuchronnie zbliżającą się Sylwestrową zabawą przypominamy cieszący się duża popularnością artykuł dotyczący dwóch najbardziej popularnych substancji przeciwbólowych. Jeśli więc dopadnie was „Noworoczny ból głowy ” pamiętajcie wybierajcie świadomie.

Paracetamol czy ibuprofen? Wybieraj świadomie.

Wszelkiej pomyślności w nadchodzącym 2019 Roku życzy Wam redakcja ceneolek.pl

Fot. www.pixabay.com

Obolały jak Polak

depression-2734073_1920-copy

Jak zdrowi czują się Polacy? Ponad 58 proc. z nas ocenia swój stan zdrowia jako dobry lub bardzo dobry. Ale to wynik znacznie gorszy od średniej dla UE. Okazuje się, że Polacy najczęściej w Europie skarżą się na ból.

Z opublikowanych przez Eurostat, najnowszych danych na temat samooceny stanu zdrowia mieszkańców Unii Europejskiej (UE) wynika, że kondycja zdrowotna Polaków się pogarsza.

Zacznijmy od tego, że 67,5 proc. mieszkańców Unii Europejskiej ocenia stan swojego zdrowia jako dobry lub bardzo dobry, podczas gdy w Polsce odsetek ten wynosi tylko 58,5 proc. Dla porównania, w najlepszej pod tym względem Irlandii wskaźnik ten sięga aż 82,8 proc.

Na tym jednak nie koniec kiepskich wieści. Okazuje się, że od 2008 r. znacząco wzrósł w Polsce odsetek osób, które zmagają się z chorobami przewlekłymi. W 2008 r. przyznawało się do takich problemów 30,9 proc. Polaków, a w 2016 r. już 36,3 proc. Dodajmy, że średnia dla całej UE to 33 proc., ale np. we Włoszech wskaźnik ten wynosi niespełna 15,2 proc.

Mimo to, pod względem ogólnej samooceny stanu zdrowia oraz występowania chorób przewlekłych, wcale nie wypadamy w Europie najgorzej – gorsze wyniki od nas notują m.in. Portugalia czy Estonia.

Niestety, w wynikach badań sondażowych Eurostatu jest coś szczególnie niepokojącego, co dotyczy Polski. Okazuje się, że w jednym niechlubnym rankingu, tuż obok Słoweńców, wypadamy zdecydowanie najgorzej w Europie. Chodzi o odczuwanie bólu.

Realny problem czy polskie malkontenctwo?

Aż 31 proc. Polaków zadeklarowało odczuwanie umiarkowanego, silnego lub bardzo silnego bólu, w ciągu czterech tygodni poprzedzających sondaż. Gorzej od nas pod tym względem wypadli tylko Słoweńcy, z wynikiem sięgającym blisko 32 proc. Tymczasem, dla porównania, średnia dla całej UE wyniosła 24,9 proc., podczas gdy np. na Malcie wskaźnik ten osiągnął zaledwie 14,2 proc., a w Czechach 18 proc.

Dlaczego Polska tak bardzo odstaje pod tym względem od większości krajów UE?

– Niestety, nie wiemy tego. Analizowaliśmy potencjalny wpływ różnych czynników specyficznych dla Polski, takich jak położenie geograficzne (klimat) czy religia, ale nie znaleźliśmy przekonującego wyjaśnienia tego zjawiska. Jedno jest pewne. Jest to niestety tendencja dość stała. Różnica między Polską a całą UE utrzymuje się bowiem już od wielu lat – mówi dr Magdalena Kocot-Kępska, lekarka specjalizująca się w leczeniu bólu i sekretarz Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Z wcześniejszych badań Eurostatu wiadomo, że już w 2002 r. na poważne dolegliwości bólowe skarżyło się 27 proc. Polaków, podczas gdy średnia dla całej UE wynosiła 20 proc.

Ale interpretując te dane, poza oceną skali i dynamiki występowania bólu, trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt tego zagadnienia.

– Badania Eurostatu dotyczą bólu przewlekłego, a więc np. bólu stawów, pleców, kręgosłupa, mięśni, napięciowych bólów głowy, bólów w chorobach onkologicznych, bólów spowodowanych zwyrodnieniami. Często trudno jest znaleźć przyczynę bólu przewlekłego, a także ją usunąć – podkreśla Magdalena Kocot-Kępska.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że medycyna dysponuje dziś lekami przeciwbólowymi, które mogą skutecznie poprawić jakość życia chorych.

– Niestety, leczenie bólu w Polsce kuleje. Brakuje wystarczającej liczby poradni leczenia bólu. Teoretycznie taka poradnia powinna być w każdym szpitalu wojewódzkim, ale tak nie jest. Być może przyczynia się do tego fakt, że NFZ nisko wycenia tego typu świadczenia, a więc nie przynoszą one zysku szpitalom – ocenia Magdalena Kocot-Kępska.

Tymczasem, jak wskazuje badanie Eurostatu, problem jest ogromny, bo dotyczy około 8 mln Polaków.

– Duża część osób cierpiących z powodu przewlekłego bólu nie leczy go, choć powinna. Leczenie nie polega jednak tylko na podawaniu leków przeciwbólowych. U sporej części chorych pomóc mogłyby programy rehabilitacyjne, poprawiające kondycję układu mięśniowo-szkieletowego – mówi Magdalena Kocot-Kępska.

Pierwszą linią pomocy są oczywiście lekarze pierwszego kontaktu. Jeśli oni nie poradzą sobie z problemem to powinni kierować chorych do specjalistów: reumatologów, ortopedów czy neurologów. Jeśli i oni nie będą w stanie pomóc to chory powinien w końcu trafić do jednej z poradni leczenia bólu, w których pracują głównie anestezjolodzy, specjaliści opieki paliatywnej i neurolodzy.

– Niestety, w Polsce nie ma jeszcze w medycynie specjalizacji leczenia bólu, choć nasze środowisko od dawna postuluje potrzebę powstania takiej specjalizacji (medycyny bólu). Ból jest zjawiskiem powszechnym i ma wiele twarzy. Może być objawem choroby albo też chorobą samą w sobie – dodaje Magdalena Kocot-Kępska.

Czy styl życia wpływa na ryzyko wystąpienia bólu?

Biorąc pod uwagę dużą skalę problemu i związanego z nim cierpienia, szczególnie ważne jest zapobieganie bólowi przewlekłemu. Na szczęście jest ono możliwe.

– Kluczowe w profilaktyce są: utrzymywanie prawidłowej masy ciała lub jej redukcja w przypadku nadwagi i otyłości, a także umiarkowana, dostosowana do możliwości danej osoby, regularna aktywność fizyczna (bez przetrenowywania się). Warto uświadamiać ludzi, że najczęściej bóle przewlekłe są odległym skutkiem nadwagi i otyłości, siedzącego trybu życia i monotonnych, codziennie wykonywanych w pracy lub domu czynności – mówi Magdalena Kocot-Kępska.

Inni eksperci, do możliwych powodów bardzo częstego, deklarowanego występowania dolegliwości bólowych w Polsce, oprócz niedoboru specjalistów do spraw leczenia bólu czy rzadkiego stosowania silnych leków przeciwbólowych, dodają jeszcze jeden czynnik, niestety dość trudny do zmierzenia.

– Pewien wpływ na dane dotyczące odczuwanego bólu, zwłaszcza słabego i umiarkowanego, mogą też mieć czynniki subiektywne – sugeruje prof. Bogdan Wojtyniak, kierownik Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Jego zdaniem, czynniki subiektywne mogą też mieć istotny udział w niezbyt dobrym wyniku ogólnej samooceny stanu zdrowia Polaków.

– Odkąd pamiętam, pod względem samooceny stanu zdrowia, Polacy zawsze wypadali znacznie gorzej od średniej dla całej UE. Ale pod względem rozpowszechnienia chorób przewlekłych i ograniczonego poziomu sprawności, różnice między Polakami a średnią unijną nie są już tak wyraźne. Rozdźwięk między danymi na temat ogólnej samooceny, a wspomnianymi wcześniej bardziej konkretnymi parametrami stanu zdrowia sugeruje, że być może na wynik tej samooceny wpływają in minus nasze cechy narodowe, takie jak np. skłonność do narzekania czy malkontenctwo – mówi prof. Bogdan Wojtyniak.

Mimo to, ekspert ostrzega przed bagatelizowaniem wyniku badań sondażowych Eurostatu.

– Choć dane na temat samooceny zawierają dużą dozę subiektywizmu, mimo wszystko należy je traktować poważnie. Zostało dowiedzione, że negatywna ocena własnego stanu zdrowia wyraźnie koreluje z podwyższonym ryzykiem zgonu – podkreśla prof. Bogdan Wojtyniak.

Infografika PAP / Serwis Zdrowie

Edukacja i zamożność wydłużają życie

Z badań Eurostatu oczywiście płynie też wiele innych ciekawych wniosków. Potwierdzają one m.in. znaną już od dawna tezę, że osoby gorzej wykształcone i mniej zamożne oceniają swój stan zdrowia gorzej oraz faktycznie są mniej zdrowe w porównaniu do osób o wysokim statusie społecznym i materialnym, posiadającym wyższe wykształcenie.

– Niestety, nierówności społeczne w dziedzinie zdrowia są w Polsce znacznie większe niż w krajach starej UE, a do tego nie zmniejszają się tak szybko jak byśmy tego chcieli. Do poprawienia sytuacji konieczne są rozwiązania systemowe, zgodne z rekomendowaną przez UE zasadą: zdrowie obecne we wszystkich politykach, która wskazuje, że nie da się osiągnąć znaczącej poprawy w dziedzinie zdrowia publicznego bez wdrożenia długofalowej i wielosektorowej strategii działania – podkreśla prof. Bogdan Wojtyniak.

Według niego, jednym z ważnych przejawów takiego podejścia jest ocena skutków zdrowotnych różnych przyjmowanych w danym kraju regulacji prawnych.

– W Polsce jest w tej dziedzinie jeszcze dużo do zrobienia – ocenia prof. Bogdan Wojtyniak.

Eksperta nie dziwi też zaobserwowany przez Eurostat wzrost występowania chorób przewlekłych w polskim społeczeństwie.

– Przyczyniają się do tego m.in. niekorzystne zmiany demograficzne, a więc przede wszystkim starzenie się polskiej populacji. W związku z tym nie należy się spodziewać znaczącej poprawy tego stanu rzeczy w kolejnych latach. Na szczęście, na stan zdrowia Polaków równolegle oddziaływać będzie też drugi, przeciwstawny trend. Mam na myśli, wzrost wczesnej wykrywalności i wyleczalności chorób, których efektem powinien być spadek śmiertelności oraz umieralności z powodu chorób przewlekłych – mówi prof. Bogdan Wojtyniak.

W tym kontekście warto dodać, że w efekcie szybkiego rozwoju medycyny nawet kojarzące się dotąd z pewną śmiercią nowotwory zaczynają już dziś być traktowane jako choroby przewlekłe.

– Oceniając aktualny stan zdrowia Polaków należy też wziąć pod uwagę odziedziczone po PRL zapóźnienie w tej dziedzinie, którego nie udało się nam niestety zbytnio nadrobić. Choć dużo się u nas poprawiło, to jednak kraje starej UE ciągle nam uciekają. Aby sytuacja się wyraźnie poprawiła, potrzebujemy zdecydowanie większych nakładów nie tylko na ochronę zdrowia, ale także na promocję zdrowia i profilaktykę chorób. Samym leczeniem nie zmienimy obecnego stanu rzeczy – rekomenduje prof. Bogdan Wojtyniak.

Zdaniem eksperta NIZP-PZH, promocja zdrowia do tej pory była w Polsce zbyt mało widoczna i skuteczna.

– W celu poprawy sytuacji warto m.in. lobbować za wprowadzeniem do szkół przedmiotu zdrowie, a także zachęcać jednostki samorządu terytorialnego do wdrażania programów zdrowia publicznego skierowanych do lokalnych społeczności. Wiadomo, że takie programy są bardziej skuteczne w odniesieniu do wybranych, mniejszych grup populacyjnych – radzi ekspert NIZP-PZH.

Bogdan Wojtyniak podkreśla, że za profilaktykę w tego rodzaju programach powinny odpowiadać kompetentne osoby. Jego zdaniem, specjalistów do spraw zdrowia publicznego w Polsce nie brakuje, ale dotąd zbyt rzadko byli oni zatrudniani zgodnie z kwalifikacjami.

– To musi się zmienić. Nie stać nas na to, aby promocją zdrowia i profilaktyką zajmowały się osoby przypadkowe – konkluduje prof. Bogdan Wojtyniak.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Długo coś cię boli. Sam się nie lecz!

man-2734073_1920-copy

36 proc. Polaków nie pamięta, jak wygląda życie bez bólu. Tymczasem ból można i należy skutecznie leczyć, m.in. po to, by uniknąć powikłań choroby.

Najczęściej dokuczają dolegliwości związane z chorobami  narządu ruchu: kręgosłupa i zwyrodnienia  stawów.

– Zarówno lekarz w szpitalu, jak i w przychodni, powinien ocenić natężenie bólu i wybrać najlepszy sposób jego leczenia – mówi dr Jarosław Woroń, ekspert z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii Wydziału Lekarskiego UJ CM w Krakowie i Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Dr Woroń podkreśla, że jeśli ból trwa krótko – kilka dni, można doraźnie wziąć leki przeciwbólowe dostępne bez recepty.

– Jeśli ból trwa dłużej, nie można go lekceważyć i trzeba iść do lekarza, by zdiagnozować, jaka jest jego przyczyna, ocenić natężenie i dobrać odpowiednie leczenie – mówi dr Woroń. – W wielu przypadkach, np.: w bólu neuropatycznym, leki bez recepty nie pomogą, a zażywane ich w dużych ilościach, może doprowadzić do niewydolności nerek, uszkodzić wątrobę lub górny odcinek układu pokarmowego.

Niebezpieczne interakcje

Każdy lek ma działania uboczne i każdy lek może wejść w interakcje z innymi medykamentami lub żywnością.

Najczęściej obserwowane interakcje:

  • z powodu zażycia za dużej ilości leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty może dojść do krwawienia z przewodu pokarmowego zwłaszcza u pacjentów, którzy jednocześnie zażywają doustne leki  przeciwzakrzepowe
  • doustne leki antykoncepcyjne  przyspieszają metabolizm paracetamolu w wątrobie , co powoduje , że działa krócej, a zatem zwiększa się ryzyko jego przedawkowania
  • paracetamol zmniejsza działanie leków moczopędnych, co redukuje ich skuteczność w leczeniu nadciśnienia tętniczego czy niewydolności serca
  • nie wolno łączyć paracetamolu z warfaryną  (doustny środek przeciwzakrzepowy), gdyż może to powodować ciężkie krwawienia .
  • jednoczesne podanie aspiryny i ibuprofenu może zmniejszać skuteczność aspiryny stosowanej we wtórnej prewencji zawału mięśnia sercowego. Aby ograniczyć ryzyko tej interakcji zaleca się, by przyjmować ibuprofen 8 godzin przed lub 30 minut po podaniu aspiryny.
  • niesteroidowe leki przeciwzapalne (najpopularniejsze kwas acetylosalicylowy, deksketoprofen dikofenak, ibuprofen, naproksen czy meloksykam) nasilają działanie leków przeciwcukrzycowych, leków przeciw padaczkowych silnie wiążących się z białkami krwi, a efekt ten zależy od dawki leku przeciwbólowego.

Uwaga na suplementy diety!

– Jeśli dodatkowo, prócz leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, pacjent będzie przyjmował suplementy diety z wyciągiem z żeń-szenia lub z miłorzębu japoński (ginko-biloba), wtedy 6-krotnie zwiększa się ryzyko wystąpienia krwawień z różnych części ciała np.: z nosa, dróg rodnych,, krwawień do mózgu. Dzieje się tak z uwagi na to, że substancje te osłabiają sklejanie płytek krwi – ostrzega dr Woroń.

Lek powinien wyprzedzać ból

Dr Woroń podkreśla, że lek przeciwbólowy zawsze powinien wyprzedzać ból, a nie być podawany, gdy chory już zwija się z powodu dolegliwości. Dzięki takiej strategii leczenia bólu  pacjent szybciej wraca do zdrowia, jego hospitalizacja może być krótsza, a badania pokazały, że szpital zużywa mniej  środków przeciwbólowych.

Zmiana przepisów: każdy pacjent ma prawo do leczenia bólu

24 lutego 2017 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, która zapewnia każdemu pacjentowi prawo do uśmierzenia i leczenia bólu (do tej pory dotyczyło to tylko chorych w stanie terminalnym).

Jeśli lekarz POZ wyczerpie swoje możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, powinien skierować pacjenta do poradni leczenia bólu.  Eksperci podkreślają, że każdy szpital i przychodnia powinien mieć opracowane wewnętrzne procedury związane z rozpoznaniem, leczeniem i monitorowaniem bólu. Teraz takie wytyczne mają zwykle tylko szpitale onkologiczne i duże wielospecjalistyczne placówki, które otrzymały certyfikaty jakości.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com