Jakie badania robią Polacy?

laboratory-2815641_1920-copy

Zniechęca nas oczekiwanie na termin wizyty, brak skierowania, boimy się albo mamy nadzieję, że objawy same ustąpią – takie przyczyny podali ankietowani Polacy, tłumacząc dlaczego nie zgłosili się na badania diagnostyczne. To wyniki z raportu Głównego Urzędu Statystycznego dotyczącego ochrony zdrowia.

 

GUS opublikował raport ”Zdrowie i ochrona zdrowia w 2016 r.”. Znajdują się w nim m.in.: wyniki badania „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2016 r.”, w którym zapytano Polaków z jakich badań laboratoryjnych korzystali w przychodniach w ciągu 2016 r.

Z raportu wynika, że 46 proc. ankietowanych w ciągu 2016 r. miało wykonane przynajmniej jedno badanie laboratoryjne. Najczęściej wskazywanym była morfologia (42 proc.), a następnie badanie ogólne moczu (ok. 36 proc.).

Morfologia to najprostsze badanie diagnostyczne. Zalecane jest, by je robić raz w roku. Na jego podstawie lekarz może ocenić, czy nie należy włączyć bardziej rozszerzonej diagnostyki w celu wykluczenia np. białaczki, chłoniaka, czy innych poważnych schorzeń, także nienowotworowych. W wielu nowotworach stwierdza się anemię, spadek lub wzrost liczby krwinek białych.

Cytologię miało 18,2 proc. ankietowanych kobiet, a badanie PSA (badanie krwi pozwalające zmierzyć stężenie antygenu specyficznego dla prostaty, co ułatwia wykrycie raka tego gruczołu) – 5,6 proc. mężczyzn.

– Cytologia jest zalecana u pań w wieku od 25-59 lat – mówi Marta Mańczuk, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Zakładzie Epidemiologii Centrum Onkologii. – Co trzy lata powinny ją zrobić panie, u których poprzedni wynik był prawidłowy. Jeśli był nieprawidłowy, badanie trzeba powtarzać częściej.

Wykonanie mammografii zadeklarowało 7,3 proc. kobiet. To badanie – profilaktycznie – zalecane jest co dwa lata u pań w wieku od 50 do 69 lat.

USG – najczęściej wykonywane badanie obrazowe

GUS zbadał także jak często Polacy robią badania obrazowe takie jak: tomografia komputerowa (CT), pozytronowa tomografia emisyjna (PET), rezonans magnetyczny (MRI), elektrokardiogram (EKG), badanie Holtera, echokardiogram (echo serca), USG, RTG, spirometria, urografia, mammografia, biopsja, gastroskopia i kolonoskopia.

Wykonanie w 2016 r. przynajmniej jednego z tych badań zadeklarowało 31 proc. osób badanych. Częściej kobiety niż mężczyźni (37 proc. wobec ok. 25 proc.) oraz mieszkańcy miast niż wsi (35,5 proc. wobec 25 proc.).

Najczęściej respondenci deklarowali, że w 2016 r. w opiece ambulatoryjnej mieli przeprowadzone badania: USG (13,5 proc.), EKG (13 proc. i RTG (10 proc.). Z USG zdecydowanie częściej korzystały kobiety (18,5 proc.) niż mężczyźni (8 proc.). EKG wykonało 14 proc. kobiet i 12 proc. mężczyzn, natomiast RTG – 10 proc. kobiet i prawie tyle samo mężczyzn.

Jakie badania robili Polacy w 2016 r.?

Rzadziej przeprowadzanymi badaniami były: echokardiogram (4,8 proc.), tomografia komputerowa (3,8 proc.), rezonans magnetyczny (2,3 proc.), spirometria (2,2 proc.), badanie Holtera (2 proc.), gastroskopia (1,4 proc.), kolonoskopia (1,1 proc.) i biopsja (1 proc.). Badanie PET, wykorzystujące pierwiastki promieniotwórcze emitujące pozytony i mające zastosowanie głównie w onkologii, kardiologii i neurologii, wykonane było u 0,1 proc. respondentów.

Raport GUS podaje, że osoby, które oceniały swój stan zdrowia jako bardzo dobry, trzykrotnie rzadziej korzystały z badań laboratoryjnych (23 proc.) niż oceniający je jako zły (ok. 74 proc.) czy bardzo zły (ok. 68 proc.).

Za jakie badania płacą Polacy z własnej kieszeni?

Biorąc po uwagę ostatnio wykonane w 2016 r. badanie laboratoryjne, większość była sfinansowana ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia lub programów profilaktycznych. 82 proc. badań poziomu PSA było sfinansowane przez NFZ.

Za ok. 7 proc. morfologii i badań moczu pacjenci zapłacili sami. W przypadku cytologii – 25 proc. pacjentek zapłaciło za nią z prywatnych pieniędzy. Według danych NFZ cytologię w ramach programu profilaktycznego raka szyjki macicy wykonało niecałe 19 proc. kobiet w tzw. wieku skryningowym, czyli 25-59 lat.

– Wiele kobiet korzysta z opieki w prywatnych gabinetach ginekologicznych –mówi Mańczuk. – W takich gabinetach lekarz najczęściej pobiera cytologię raz w roku i koszt badania jest już zawarty w koszcie wizyty. Pacjentka ta nie trafia wtedy do systemu NFZ, który gromadzi informacje o cytologiach wykonanych w ramach programu profilaktycznego .

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku mammografii, z której w ramach programu wczesnego wykrywania raka piersi korzysta niemal 40 proc. kobiet w wieku 50-69 lat. – Badanie to jest dużo droższe od cytologii, a ponadto wymaga specjalistycznego sprzętu i tu kobiety chętniej korzystają z badania finansowego przez NFZ – podkreśla Mańczuk. – Niestety ten odsetek jest również daleki od zadowalającego, aby można było mówić o skutecznej profilaktyce. W krajach skandynawskich, które często stawiane są za wzór jeśli chodzi o prewencję nowotworów, z badań profilaktycznych korzysta ponad 90 proc. uprawnionych do tego kobiet.

Zapłaciliśmy sami za wiele badań genetycznych

Z budżetów domowych zostało sfinansowanych nawet 40 proc. badań genetycznych.

– NFZ przeznacza na jednego pacjenta ok. 1 tys. zł na wszystkie badania i poradę u genetyka na cały rok – tłumaczy dr Katarzyna Wertheim-Tysarowska, kierownik Pracowni Badań Chorób Dziedzicznych Zakładu Genetyki Medycznej Instytutu Matki i Dziecka. – Jednak lekarze, by postawić diagnozę, coraz częściej potrzebują bardziej skomplikowanych i przez to droższych badań, których koszt przekracza ten limit i wtedy pacjent wykonuje je prywatnie.

Dr Wertheim-Tysarowska dodaje, że często rodzice wolą zapłacić za badania genetyczne niż czekać kilka miesięcy do roku na to, by dostać się do poradni genetycznej w ramach NFZ.

Najczęściej – ponad 20 proc. – pacjenci prywatnie płacili za badanie USG. Płacimy z własnej kieszeni także za badania rezonansu magnetycznego (ok. 19 proc.), biopsji czy za echo serca (po ponad 14 proc.). W ramach medycyny pracy realizowane były tylko niektóre badania. W największym stopniu finansowanie badań z tego źródła dotyczyło spirometrii i badań RTG (po prawie 9 proc.) lub EKG (ponad 5 proc.).

Częściej w miastach nie robili badań

Z badań diagnostycznych nie skorzystało w 2016 r., mimo istnienia takiej potrzeby, 2,1 proc. osób (1,9 proc. mężczyzn i 2,3 proc. kobiet). Częściej nie realizowały tego typu badań osoby starsze – w grupie wieku 60-69 lat (odsetek ten stanowił 3,4 proc). Z wykonania koniecznych badań diagnostycznych rezygnowało więcej mieszkańców miast (2,6 proc.) niż wsi (1,4 proc.).

Dlaczego nie robimy badań?

Do trzech najczęściej podawanych przyczyn niekorzystania z badań wśród mężczyźni należały:

  • długi czas oczekiwania na termin wizyty (ponad 25 proc.),
  • strach (ponad 21 proc.)
  • brak skierowania (ponad 14 proc.)

Kobiety nie robiły badań:

  • bo nie miały skierowania (prawie 23 proc.)
  • ze względu na długi czas oczekiwania na termin wizyty (ponad 21 proc.)
  • z powodu braku pieniędzy (ponad 16 proc.).

Przyczyny niekorzystania z badań diagnostycznych różniły się również ze względu na miejsce zamieszkania. Mieszkańcy miast wśród trzech, najważniejszych powodów wymienili: długi czas oczekiwania na termin wizyty (ok. 24 proc.), brak skierowania (ok. 23 proc.) i strach przed badaniem (ok. 17 proc.). Natomiast mieszkańcy wsi wskazali: brak pieniędzy (ok. 29 proc.), długi czas oczekiwania na termin wizyty (prawie 22 proc.) i oczekiwanie na ustąpienie objawów (ponad 16 proc.).

Odsetek osób, które miały wykonane badanie laboratoryjne, rósł też wraz ze wzrostem poziomu miesięcznego dochodu na jedną osobę w gospodarstwie domowym– od prawie 29 proc. w grupie badanych z dochodem do 800 zł do prawie 56 proc. wśród osób z dochodem powyżej 1600 zł.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com