Zanieczyszczenie leków nitrozoaminami: fakty i mity

pills-2333023_1920-copy

Niedawne doniesienia mediów o skażeniu niektórych popularnych leków, np. na cukrzycę, rakotwórczymi nitrozoaminami wywołały szok i konsternację u sporej części pacjentów. Jednak lekarze i farmaceuci bardzo krytycznie odnoszą się do tych doniesień i apelują, aby nie odstawiać wspomnianych leków. Wyjaśniamy dlaczego.

Zacznijmy od tego, że faktycznie w kilku grupach powszechnie stosowanych leków, m.in. na nadciśnienie(sartany), cukrzycę (metformina) czy na problemy gastryczne (ranitydyna) na przestrzeni ostatnich 2-3 lat wykryto wiele przypadków zanieczyszczenia nitrozoaminami. W związku z tym, w USA oraz w Europie prowadzone są różnego rodzaju oficjalne, urzędowe działania kontrolne i regulacyjne (np. ustanowiony został limit dopuszczalnej zawartości nitrozoamin w lekach będących w obrocie). Niestety naukowcy wciąż nie ustalili na pewno skąd bierze się w niektórych lekach to zanieczyszczenie.

Niemniej jednak, zarówno lekarze jak i farmaceuci przekonują, że ilości nitrozoamin występujące w kwestionowanych lekach nie stanowią wcale tak dużego zagrożenia dla zdrowia, jak sugerowała to część mediów w swoich niedawnych, sensacyjnych doniesieniach na ten temat.

– Media swoimi nieodpowiedzialnymi publikacjami z gatunku „fake news” wywołały popłoch u pacjentów, podając np., że miliony chorych biorą leki, które wywołują raka. W rzeczywistości nie ma dowodów naukowych na to, że zanieczyszczenie leków nitrozoaminami w takich dawkach jakie stwierdzono zwiększa ryzyko zachorowania na raka u ludzi – podkreślał prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, podczas poświęconej temu problemowi konferencji prasowej, zorganizowanej przez organizacje zrzeszające pacjentów.

W tym kontekście warto wiedzieć, że nitrozoaminy są zaliczane przez międzynarodowych ekspertów od nowotworów do grupy substancji „prawdopodobnie rakotwórczych dla ludzi”. Chodzi o to, że kancerogenność nitrozoamin została do tej pory bezsprzecznie potwierdzona naukowo jedynie w badaniach na zwierzętach, którym zresztą podawano bardzo duże ich ilości.

Ale na tym nie koniec argumentów, które każą z dużym dystansem podchodzić do publikacji „straszących” zanieczyszczeniem leków nitrozoaminami.

– Nitrozoaminy powstają w czasie obróbki termicznej żywności, w trakcie przechowywania jedzenia, a także w przewodzie pokarmowym, pod wpływem działania kwasu solnego zawartego w soku żołądkowym. Ponadto nitrozoaminy występują też w powietrzu i wodzie pitnej – wyliczał podczas konferencji dr Waldemar Zieliński, doświadczony farmaceuta, były kierownik Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Eksperci przedstawili wiele konkretnych, dających do myślenia przykładów. Na przykład taki, że kotlet schabowy o masie 100 g zawiera około 1000 nanogramów najbardziej znanej nitrozoaminy – NDMA. Bardzo dużo nitrozoamin zawierają też wędliny, kiełbasy i mięso (zwłaszcza w postaci wędzonej i peklowanej), a także używki (zwłaszcza papierosy i piwo). Na przykład w jednym kilogramie kiełbasy wędzonej lub łopatki peklowanej znajduje się grubo ponad 10 tys. nanogramów nitrozoamin. W efekcie powszechnego występowania tych substancji w żywności oszacowano, że w UE średnie dzienne ich spożycie z żywnością wynosi na osobę od 300 do 1000 nanogramów.

– Dlaczego wobec tego media nie alarmują, że jedzenie kiełbasy zabija miliony ludzi wywołując raka – pytał retorycznie prof. Czupryniak.

Dla porównania dr Waldemar Zieliński podał ile wynosiła stwierdzona przez służby nadzorujące rynek leków (w tym przypadku amerykańską FDA) ilość nitrozoamin w różnych lekach zawierających ranitydynę – zanieczyszczenie wynosiło od 10 do 860 nanogramów na tabletkę. Ale dodajmy od razu, że Główny Inspektorat Farmaceutyczny wydał w zeszłym roku 11 decyzji wstrzymujących obrót produktami zawierającymi ranitydynę. W praktyce więc zostały one wycofane z naszego rynku.

Czy zatem pacjenci stosujący inne leki, np. metforminę, mogą czuć się bezpieczni? Eksperci przekonują, że tak, zwłaszcza, że już w związku z pierwszymi wykrytymi przypadkami zanieczyszczeń (znalezionymi w sartanach) instytucje nadzorujące rynek leków przyjęły tymczasowe limity dopuszczalnego dobowego pobrania nitrozoamin w lekach (np. dla NDMA limit ten wynosi 96 nanogramów). W USA i Europie cały czas jednak trwają intensywne badania, które mogą wkrótce przynieść nowe zalecenia i standardy w tym obszarze.

Póki co, eksperci apelują do pacjentów o spokój i nie  odstawianie leków, zwłaszcza tych na cukrzycę. Zgodnie z opublikowanymi w grudniu 2019 r. rekomendacjami Europejskiej Agencji Leków (EMA), pacjenci w UE powinni kontynuować przyjmowanie metforminy według dotychczasowego schematu. Ryzyko wynikające z braku odpowiedniego leczenia cukrzycy znacznie przewyższa bowiem wszelkie możliwe skutki wykrytego zanieczyszczenia leków nitrozoaminami. EMA podkreśliła, że zaobserwowane w badaniach leków ilości NDMA były bardzo niskie, a ponadto dotyczyły niewielkiej liczby leków przeciwcukrzycowych – zawierających metforminę wyprodukowaną poza obszarem UE.

W Polsce leczy się metforminą około 2 mln osób. Co ciekawe, prof. Leszek Czupryniak podkreślał podczas konferencji, że przyjmowanie metforminy, poza leczeniem cukrzycy, ma także udowodnione działanie przeciwnowotworowe (nawet o 20-30 proc. zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwory układu pokarmowego, trzustki czy wątroby).

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Co warto wiedzieć o interakcjach leków z żywnością?

health-621356_1920-copy

Popicie leku sokiem czy kawą, przyjęcie leku razem ze śniadaniem złożonym z jajek i bekonu może skończyć się łagodnymi lub groźnymi powikłaniami. W interakcje wchodzą nie tylko leki między sobą, ale leki i żywność.

Interakcja to wzajemne oddziaływanie składników pokarmowych i leków zarówno na wchłanianie, metabolizm i wydalanie leków, jak i różne przemiany składników pokarmowych w organizmie.

Wskutek połączenia posiłku z lekiem może on mieć mniejsze działanie lub – przeciwnie – spotęgować je, co z kolei zagraża zwiększeniem jego toksyczności.

Szacuje się, że skutki interakcji między żywnością i lekami w co najmniej 30 proc. w istotny sposób zaburzają proces leczenia (np. brak skuteczności) i narażają na poważne powikłania (np. komorowe zaburzenia rytmu serca).

Instytut Żywności i Żywienia podaje, że z 481 losowo wybranych pacjentów przyjmujących co najmniej jeden lek narażenie na interakcję wystąpiło u 300 z nich – czyli ponad 60 proc. Problem jest zatem poważny, zwłaszcza jeśli chory przyjmuje kilka leków.

Zasady przyjmowania leków:

  • Zawsze czytaj ulotkę dołączoną do leku. Jeśli czegoś nie rozumiesz, zapytaj lekarza lub farmaceutę.
  • Popijaj leki wodą. Kawa, herbata, sok czy mleko mogą zmniejszać wchłanianie leku – nie będzie skuteczny, lub zwiększyć jego toksyczność.
  • Nie mieszaj leku w gorącym napoju, gdyż wysoka temperatura może zmniejszyć jego skuteczność.
  • Nie zażywaj preparatów witaminowo-mineralnych w tym samym czasie co leku, bo mogą zaburzać ich wchłanianie, chyba że zalecił to lekarz.
  • Nigdy nie zażywaj leków z alkoholem.
  • Jeśli nie jest to zalecone przez lekarza, nie przyjmuj leków razem z posiłkiem, bezpośrednio przed lub po nim. Odczekaj co najmniej godzinę z posiłkiem po przyjęciu leku lub zażyj lek dwie godziny po jedzeniu.

 

 

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Brałeś leki? Nie pij alkoholu!

red-wine-2443699_1920-copy

Do szpitalnych oddziałów ratunkowych często trafiają pacjenci, którzy znaleźli się w stanie zagrożenia życia wskutek łączenia alkoholu z lekami, nawet tymi dostępnymi bez recepty. Warto więc pamiętać, że alkohol wchodzi w groźne interakcje z wieloma lekami.

W USA szacuje się, że nawet jedna czwarta pacjentów oddziałów ratunkowych to (niejako dobrowolne) ofiary interakcji leków z alkoholem. Grzegorz Michalak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Bielańskiego w Warszawie podkreśla, że w tamtejszym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym przyjmowanych jest średnio kilku pacjentów miesięcznie, u których doszło do groźnych powikłań z powodu połączenia leków z alkoholem.

– Szczególnie niebezpieczne jest łączenie alkoholu z lekami psychotropowymi – podkreśla Michalak. – Alkohol zwiększa uspokajające działanie tych leków, powodując przy tym trudności w oddychaniu, które mogą być fatalne w skutkach. Może nawet dojść do wyłączenia ośrodka oddechowego w mózgu. Połączenie chronicznego picia i przyjmowania leków psychotropowych może doprowadzić też do uszkodzenia wątroby.

Groźne interakcje z alkoholem to skutek połączenia go zarówno z lekami dostępnymi na receptę, jak i tymi sprzedawanymi bez niej. Jeśli ktoś często bierze tabletki na ból z ibuprofenem lub paracetamolem, a później sięga alkohol, powinien liczyć się z tym, że może u niego dojść do rozstroju żołądka lub przyśpieszonego bicia serca.

– U osób uzależnionych od alkoholu istnieje zespół alkoholowo-paracetomolowy. Wtedy nawet przy umiarkowanym spożyciu alkoholu i terapeutycznych dawkach leku może dojść do ciężkiego uszkodzenia lub ostrej niewydolności wątroby – mówi dr Ryszard Feldman, naczelny lekarz Szpitala Praskiego w Warszawie.

Dodaje, że nawet bardzo małych dawek alkoholu nie wolno łączyć z lekami antyhistaminowymi  i o działaniu uspokajającym, gdyż alkohol nasila ich działanie, co zwiększa ryzyko działań niepożądanych leków.

Alkohol i lek „walczą” o enzymy

Lek jest metabolizowany (przetwarzany) przez enzymy i usuwany z organizmu. Alkohol działa na podobnej zasadzie. Działa na mózg, wywołując stan upojenia i później zostaje zmetabolizowany w wątrobie oraz usunięty. Główny metabolit alkoholu to aldehyd octowy – to zatrucie tym związkiem powoduje przykre objawy kaca.

– Alkohol rywalizuje z lekami o enzymy metabolizujące – mówi Feldman.

To dlatego w przypadku niektórych leków już kilka drinków wypitych w ciągu kilku godzin może zahamować lub nasilić działanie leków. U osób uzależnionych od alkoholu może dojść do uaktywnienia enzymów metabolizujących lekarstwo, osłabiając jego działanie. To dlatego alkoholik może potrzebować  wyższych aniżeli niepijący człowiek dawek leków, aby działały one terapeutycznie. Niektóre antybiotyki w połączeniu z jednorazową dawką alkoholu mogą powodować nudności, wymioty, bóle głowy czy drgawki.

– Generalnie powinno się unikać picia alkoholu przy braniu leków – podkreśla dr Feldman.

Ryzykowne połączenie: alkohol plus leki na serce 

Podkreśla, że wyjątkowo ryzykowne jest przyjmowanie preparatów stosowanych w leczeniu chorób serca i układu krążenia i spożywanie alkoholu. Jednorazowa dawka alkoholu wchodzi w interakcje z niektórymi z nich, powodując zawroty głowy lub omdlenia.

– U osób z arytmią serca, chorobą niedokrwienną serca czy po zawale, przyjmujących leki z grupy beta-blokerów, duże dawki alkoholu mogą obniżyć efekt terapeutyczny i pacjent, mimo, że wziął leki, będzie miał zaburzenia rytmu serca – podkreśla dr Feldman.

Szczególną ostrożność powinny też zachować osoby starsze, często przyjmujące leki na kilka chorób. U nich procesy fizjologiczne – także metabolizm alkoholu – często mogą być spowolnione.

Część leków, w tym także tych popularnych przeciwbólowych, na kaszel czy przeziębienie zawiera więcej niż jeden składnik czynny, który może wchodzić w reakcje z alkoholem.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Drogi lek – większe skutki uboczne?

pills-2333023_1920-copy

To FAKT! Pacjenci doświadczają silniejszych skutków ubocznych, gdy są przekonani, że otrzymują drogi lek – donosi prestiżowy tygodnik „Science”.

Efekt placebo to sytuacja, gdy pacjentowi podaje się imitację leku, zaś otrzymująca go osoba czuje się lepiej. Jego przeciwieństwem jest efekt nocebo – gdy nieszkodliwa substancja szkodzi, bo uważana jest za szkodliwą. Lekarze często obserwują efekt nocebo w badaniach klinicznych – osoby leczone „na niby” wykazują takie objawy uboczne, jakich można by się spodziewać po prawdziwym leku.

Wiadomo, że placebo wywiera tym silniejsze działanie lecznicze, im droższe wydaje się przyjmującej je osobie. Alexandra Tinnermann z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Hamburg-Eppendorf postanowiła sprawdzić, czy wyższa cena leku może także nasilać efekt nocebo.

Badacze sporządzili dwa pozbawione właściwości leczniczych kremy, różniące się opakowaniem. Ochotników poinformowano, że są to kremy łagodzące swędzenie skóry. Opakowanie pierwszego kremu sugerowało, że to kosztowny preparat znanej firmy farmaceutycznej, drugi zaś wyglądał tanio i zwyczajnie.

Uczestnikom eksperymentu zaprezentowano jeden z dwóch kremów i powiedziano, że efektem ubocznym może być większa wrażliwość na ból.

Następnie ramiona uczestników zostały nasmarowane kremem i wystawione na działanie coraz wyższej temperatury. Każdą z biorących w teście osób poproszono, by określiła odczuwany dyskomfort.

Osoby nasmarowane „droższym” kremem, zgłaszały silniejszy ból niż nasmarowane „tańszym”. W porównaniu do kremu kontrolnego (opisanego, jako niezawierający aktywnych składników), wyglądający tanio krem zwiększał ból średnio o 3 proc., natomiast wyglądający na drogi – niemal o 30 proc. To dowodzi, że cena leku wpływa także na efekt nocebo.

Źródło: http://science.sciencemag.org/content/358/6359/105 za www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Z podwójną dawką magnezu – czy słusznie?

Reklama potrafi uśpić zdrowy rozsądek i pod jej wpływem możemy uznać, że coś jest nam niezbędne. Jeśli dotyczy tzw. produktów prozdrowotnych, możemy mieć problem.

Zwykle nie posiadamy bowiem wystarczającej wiedzy, która pozwalałaby na ocenę ich skuteczności i bezpieczeństwa. A to istotne kwestie dla zdrowia.

Wystarczy już kilkanaście minut w najbliższej aptece, by od stojącej przy okienku osoby usłyszeć prośbę o preparat, który był poprzedniego dnia pokazywany w telewizji. Nic dziwnego, bo…

…reklama dźwignią handlu, niekoniecznie zdrowia

W telewizji, radio, internecie promowane są:

  • leki dostępne bez recepty,
  • wyroby medyczne,
  • kosmetyki,
  • suplementy diety,
  • dietetyczne środki spożywcze.

Niestety, coraz trudniej je od siebie odróżnić, bo niekiedy zawierają te same substancje, a zdarza się, że występują w tej samej postaci. Dla przykładu: bywają reklamy szamponu czy lakieru do paznokci,  które w istocie prezentują nie kosmetyk, a dostępny bez recepty lek o działaniu przeciwgrzybiczym.

Można się pogubić: w zależności od zawartych składników lizak czy tabletka do ssania mogą być lekiem, wyrobem medycznym albo suplementem diety. Te ostatnie często mają postać kapsułek, tabletek, drażetek, saszetek z proszkiem czy ampułek z płynem i wyglądają tak samo jak leki.

W rezultacie zwykle nie wiemy, czy reklamowany preparat to lek posiadający udowodnione działanie lecznicze i znany profil bezpieczeństwa, czy też mieszanina substancji, które bez trudu dostarczymy sobie (zapewne taniej) w zrównoważonej diecie.

Tymczasem jest niebagatelna różnica między lekiem a suplementem diety, zwłaszcza jeśli chodzi o wiedzę dotyczącą ich bezpieczeństwa – m.in. skutków ubocznych.

Suplementy diety nie leczą

W potocznym odbiorze często postrzegane są jako leki pozbawione działań niepożądanych. Niesłusznie.

Są to produkty w formie umożliwiającej dawkowanie, np. w postaci kapsułek, tabletek, drażetek, saszetek z proszkiem, ampułek z płynem, butelek z kroplomierzem, które posiadają status żywności, mającej uzupełniać dietę.

Suplementy mogą zawierać w swoim składzie witaminy, minerały, aminokwasy, enzymy, prebiotyki i probiotyki, nienasycone kwasy tłuszczowe i inne substancje znajdujące się w pożywieniu, które mają powodować działanie odżywcze. Zgodnie z przepisami nie mogą leczyć chorób lub im zapobiegać, gdyż wtedy powinny być traktowane jako leki i spełniać wszystkie stawiane lekom wymagania.

Nie można jednocześnie wykluczyć, że suplement diety, likwidując w naszym organizmie niedobory witamin czy mikroelementów, przyczyni się do poprawy zdrowia. Tak działa np. witamina C, której niedobór wiąże się z obniżeniem odporności i częstszymi zakażeniami wirusowymi czy bakteryjnymi.

Jednocześnie nigdy nie udowodniono, że jej suplementacja u osób, które nie mają niedoboru, w jakikolwiek sposób przyczynia się do poprawy odporności. Co więcej, nie można sobie z niej zrobić w organizmie zapasu na czas ewentualnego niedoboru: fizjologicznie nie mamy możliwości magazynowania witaminy C – jej nadmiar jest szybko usuwamy z organizmu z moczem.

O co chodzi z tym magnezem?

Zarówno niedobór, jak i nadmiar magnezu mogą prowadzić do szeregu zaburzeń. Ale w większości przypadków wystarczająca ilość tego mikroelementu znajduje się w diecie.  Mało tego:  organizm sam reguluje podaż tego pierwiastka i w przypadku diety ubogiej w magnez, z przewodu pokarmowego wchłania się ponad 90 proc. tego mikroelementu; jednak większość dawki zawarta w suplemencie nie wchłania się i trafia do toalety.

Preparaty z „podwójną dawką magnezu” działają zatem głównie na wyobraźnię i nie mają uzasadnienia medycznego.

Wydaje się, że poza nielicznymi przypadkami wyrównywania niedoborów, działanie suplementów diety można porównać do efektu placebo. Ponieważ wierzymy, że zakupiony preparat działa, to jesteśmy skłonni widzieć jego efekt nawet wtedy, kiedy jest trudny do zmierzenia.

Można się nabrać

W opisie działania suplementu diety często znajdziemy mało precyzyjne określenia jak: „wspomaga procesy”, ”przyczynia się do poprawy”, „jest uważany za”. Za to reklamy suplementów diety bez umiaru przedstawiają je jako środki na wszelkie dolegliwości. Kreują rzeczywistość, w której każda osoba pijąca kawę ma niedobór magnezu i powinna łyknąć kapsułkę, zamiast unikać przejadania się, wystarczy przyjąć inną, wspomagającą wątrobę, aby nie utyć – trzecią.

Niekiedy są to zupełnie błędne zalecenia, bo np. preparat mający likwidować tzw. kaszel palacza w rzeczywistości hamuje fizjologiczny odruch usuwania z dróg oddechowych zanieczyszczeń dostających się tam wraz z dymem tytoniowym. Zahamowanie odruchu odksztuszania powoduje, że zostają one w drogach oddechowych.

Często niesłusznie pomija się kwestie bezpieczeństwa uznając, że przecież nie sposób przedawkować np. kiszonej kapusty, która jest naturalnym źródłem witaminy C. Zjedzenie beczki kapusty rzeczywiście jest mało prawdopodobne, ale przyjęcie kilku tabletek zawierających w swym składzie po gramie tej witaminy może spowodować np. kamicę nerkową.

Jak wprowadza się suplement diety

Wprowadzenie suplementu diety do sprzedaży wymaga powiadomienia Głównego Inspektora Sanitarnego.

Brak jest formalnego wymogu prowadzenia jakichkolwiek badań potwierdzających jego skuteczność czy bezpieczeństwo. Jeśli takie badania już są prowadzone, to zwykle są to testy konsumenckie, odnoszące się do zadowolenia z zakupu lub ze stosowania preparatu bez porównywania go z żadnym innym produktem.

Brak jest również zasadniczych ograniczeń dotyczących reklamy. Choć na opakowaniu produktu musi pojawić się określenie, że jest to suplement diety, to nie ma obowiązku przedstawiania tej informacji w reklamie.

Leki

Zanim leki trafią do sprzedaży, przechodzą natomiast trwający średnio 10-12 lat  skomplikowany proces badań i rozwoju obejmujący testy laboratoryjne, prowadzone na zwierzętach badania przedkliniczne, a następnie dzielące się na 3 fazy badania kliniczne z udziałem ludzi. Przed wprowadzeniem do sprzedaży leki testowane są na grupie od kilkuset do kilku tysięcy osób (w fazie I – zdrowych ochotników, w fazie II i III – pacjentów cierpiących na dolegliwość będącą celem działania leku).

Przed rozpoczęciem każdego badania producenci muszą się zmierzyć z koniecznością uzyskania pozwolenia odpowiednich władz oraz pozytywnej opinii komisji bioetycznej. W czasie trwania prób klinicznych prowadzone są kontrole przez inspektorów z rodzimego Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, a nierzadko również z amerykańskiej Agencji do spraw Żywności i Leków (Food and Drug Administration) oraz Europejskiej Agencji Leków (European Medicines Agency).

Przed dopuszczeniem do sprzedaży leki przechodzą zatem skrupulatną ocenę bezpieczeństwa i skuteczności, a rejestrowane są wyłącznie we wskazaniach, dla których udowodniono pozytywny stosunek korzyści do ryzyka. Ponadto wszystkie leki, także te stosowane w badaniach klinicznych, muszą być wytwarzane zgodnie z restrykcyjnymi wymaganiami Dobrej Praktyki Wytwarzania.

Nawet wtedy, kiedy lek jest już na rynku, zbiera się informacje o jego działaniu, m.in. o działaniach niepożądanych. Pacjent może zgłosić działanie niepożądane na formularzu dostępnym na stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Środków Biobójczych lub zgłosić je lekarzowi czy farmaceucie.

Ograniczenia reklamy leków

Reklama leków można obejmować jedynie produkty dostępne bez recepty. Leki na receptę mogą być wyłącznie źródłem informacji kierowanej do fachowych pracowników ochrony zdrowia.

Jak odróżnić reklamę leku od innych? Musi ona mieć dołączony tekst: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu”.

Choć samodzielnie ordynowane leki też nie zawsze nas wyleczą, istnieje większe prawdopodobieństwo, że będą wykazywały skuteczność, czego nie zawsze można powiedzieć o suplementach diety.

Dr n. med. Wojciech Masełbas

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

 

Oj, nie wziąłem tabletki, czyli o nieprzestrzeganiu zaleceń

Kiedy lekarz stwierdza u pacjenta na wizycie kontrolnej podwyższone ciśnienie krwi, zwykle przychodzą mu na myśl dwie alternatywy: zwiększenie dawki leku lub dołożenie kolejnego. Może się okazać, że podczas kolejnej kontroli pacjent nadal ma nieuregulowane ciśnienie. I wtedy znów mamy dwie alternatywy… Ta gra może się toczyć miesiącami.

Leków na nadciśnienie jest przecież wiele. Ostatecznie nasz pacjent zostanie zakwalifikowany jako rzadki przypadek „nadciśnienia opornego”, a lekarz czuje się rozgrzeszony z nieosiągania u niego normalizacji wartości ciśnienia.

Bywa jednak, że pacjent ma nieco szczęścia, i – czasem z zupełnie innego powodu – trafi do szpitala. A tam okazuje się, że u pacjenta, u którego żadną miarą nie udawało się dotychczas osiągnąć kontroli ciśnienia, następuje cudowna przemiana: jego wartości wracają do normy. I to pomimo tego, że nie wprowadzono żadnych zmian w schemacie leczenia!

Czuły nadzorca

Wytłumaczenie tego „cudu” jest bardzo proste: pacjent pod opieką personelu szpitala… zaczął wreszcie brać leki systematycznie, albo w ogóle wziął je po raz pierwszy.

Brzmi to nieprawdopodobnie, ale zjawisko nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych, bo o nim tu mowa, jest niezwykle rozpowszechnione. Poświęcony mu raport Światowej Organizacji Zdrowia[1] przytacza druzgocące statystyki: podczas leczenia schorzeń przewlekłych, swoich leków nie przyjmuje zgodnie z otrzymanymi zaleceniami aż połowa pacjentów.

Niepokorni Polacy

Co gorsza, wiele wskazuje na to, że w Polsce zjawisko to występuje jeszcze częściej. W badaniach prowadzonych w ramach koordynowanego przeze mnie międzynarodowego Projektu ABC[2] oceniano m.in. częstość niestosowania się pacjentów do zaleceń terapeutycznych w przypadku najczęstszej choroby przewlekłej, jaką jest nadciśnienie. W klasyfikacji tej Polska znalazła się na przedostatnim miejscu spośród zbadanych krajów europejskich, z częstością nieprzestrzegania zaleceń wynoszącą 58 proc., przy średniej dla wszystkich zbadanych krajów wynoszącej 44 proc.[3].

Rozpowszechnienie nieprzestrezgaia zaleceń terapeutycznych

Rozpowszechnienie nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych w przypadku terapii nadciśnienia (odsetki w nawiasach kwadratowych) w krajach uczestniczących w Projekcie ABC. W nawiasach okrągłych podano liczbę osób badanych w każdym z krajów.

W innych badaniach obserwowałem jeszcze bardziej przygnębiające wyniki. Oceniając za pomocą kwestionariusza MMAS (Morisky Medication Adherence Scale) stopień realizacji zaleceń przez ponad 60.000 polskich pacjentów leczonych z powodu różnych schorzeń przewlekłych, ujawniłem nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych przez średnio 83 proc. chorych[4].

Z kolei analizując realizację recept wystawionych na leki wziewne dla pacjentów ze zdiagnozowanymi przewlekłymi schorzeniami dróg oddechowych dla populacji blisko 1,5 mln osób zaobserwowałem, że na koniec rocznego okresu obserwacji odsetek pacjentów kontynuujących leczenie nie przekraczał 21 proc. w przypadku POChP, i zaledwie 13 proc. w przypadku astmy.[5]

Blisko 40 proc. nie stosuje się do zaleceń dotyczących antybiotyków

Przykłady takie można mnożyć, bo, jak się okazuje, nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych z równie wysoką częstością występuje we wszystkich rodzajach schorzeń, zarówno łagodnych, jak i poważnych, tak bezobjawowych, jak i tych, które mają uciążliwe objawy. Co ciekawe, pacjenci nie są skorzy przestrzegać zaleceń nawet wtedy, gdy choroba zjawia się znienacka i znacznie ogranicza normalną aktywność, a leczenie przynosi wymierne korzyści, a zatem wtedy,  gdy wydawać by się mogło, że pacjenci są silnie zmotywowani.

Tak właśnie dzieje się bowiem w przypadku infekcji. I choć antybiotykoterapia zazwyczaj ma trwać nie więcej niż kilka dni, w metaanalizie badań prowadzonych na całym świecie wykazałem, że do zaleceń dotyczących przyjmowania antybiotyków nie stosuje się blisko 40 proc. pacjentów[6]. Nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych należy więc traktować jako regułę, a nie wyjątek.

Następstwa nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych są zbyt ważne, żeby można nad nimi przejść do porządku dziennego. Ich zakres może się wahać od łagodnych zaostrzeń choroby i potrzeby wykonania dodatkowych wizyt u lekarzy POZ, aż do bezpośredniego zagrożenia życia i konieczności hospitalizacji włącznie. Nieuchronnie wiedzie to również do dodatkowych wydatków systemu opieki zdrowotnej, które w USA szacuje się na co najmniej 100 miliardów dolarów rocznie, a w Polsce – na około 10 proc. budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia, czyli ponad 6 mld zł rocznie[7].

prof. Przemysław Kardas

Autor jest kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Źródła:

[1] Sabate E (red). Adherence to long-term therapies: evidence for action. Geneva, World Health Organization, 2003.

[2] ABC Project Final Report, dostępny na stronie www.ABCproject.eu

[3] Morrison VL, Holmes EAF, Parveen S, Plumpton CO, Clyne W, De Geest S, Dobbels F, Vrijens B, Kardas P, Hughes DA. Predictors of Self-Reported Adherence to Antihypertensive Medicines: A Multinational, Cross-Sectional Survey. Val Health 2015; 18: 200 – 210. doi:10.1016/j.jval.2014.12.013

[4] Kardas P. Rozpowszechnienie nieprzestrzegania zaleceń terapeutycznych wśród pacjentów leczonych z powodu wybranych schorzeń przewlekłych. Pol Merk Lek 2011; XXXI(184): 215-220.

[5] Kardas P, Czeleko T, Śliwczyński A. Ciągłość i systematyczność leczenia astmy i POChP w Polsce – ocena przestrzegania zaleceń terapeutycznych na podstawie analizy krajowej bazy danych realizacji recept. Proceedings of The 10th International Conference of the Polish Pharmacoeconomics Society – ISPOR Poland Chapter, Warsaw, 2012.

[6] Kardas P, Devine S., Golembesky A., Roberts R., A Systematic Review and Meta-Analysis of Misuse of Antibiotic Therapies in the Community. Int J Antimicrob Agents 2005; 26(2): 106-13.

[7] Kardas P. Nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych na świecie i w Polsce. (w:) Polskiego Pacjenta portret własny. Fundacja na rzecz wspierania rozwoju polskiej farmacji i medycyny. Starogard Gdański, 2010, str. 25-35.

Za www.zdrowie.pap.pl

Cytrusy i leki to złe połączenie

Grejpfrut oraz sok z tego owocu oraz suplementy diety na bazie lub z wykorzystaniem jego składników nigdy nie powinny być łączone z lekami. Wpływ grejpfruta na metabolizm leków został najlepiej przebadany, ale na liście owoców uznanych za niebezpieczne w połączeniu z lekami znajdują się też inne cytrusy, m.in. pompela, gorzka pomarańcza i limetka.

Wykazano, że obecne w grejpfrucie flawonoidy niejako blokują działanie niektórych enzymów w wątrobie i jelicie cienkim. Przez to właśnie popicie leku sokiem grejpfrutowym powoduje, że lek nie może być metabolizowany, a to z kolei prowadzi do wzrostu jego stężenia we krwi.

Przypuszcza się, że aby uniknąć interakcji, najlepiej odczekać około czterech godzin pomiędzy zjedzeniem grejpfruta, zażyciem suplementu diety zawierającego składniki grejpfruta lub wypiciem soku z tego owocu, a zażyciem leku.

Niebezpieczne połączenia leków i cytrusów

Szczególnie niebezpieczne jest łączenie cytrusów z takimi grupami leków:

  • Blokery kanału wapnia stosowane w leczeniu nadciśnienia tętniczego i choroby niedokrwiennej serca (np. Adalat, Nitrendypina)
  • Leki stosowane w leczeniu zaburzeń lipidowych (np.: Lovastatin, Zocor)
  • Leki przeciwwirusowe stosowane w leczeniu zakażenia HIV oraz pełnoobjawowego AIDS (np.: Invirase)
  • Cyklosporyna – chemioterapeutyk podawany w immunosupresji po przeszczepieniu narządów, zespole nerczycowym i schorzeniach immunologicznych
  • Cyzapryd stosowany w leczeniu m.in.: choroby refluksowej żołądkowo-przełykowej
  • Benzodiazepiny – stosowane m.in. w leczeniu bezsenności (np. triazolam, Midazolam).

Do czego może prowadzić połączenie leków z grejpfrutem lub innymi cytrusami?

Wzrost stężenia blokerów wapnia u chorych na nadciśnienie tętnicze i chorobę niedokrwienną serca może być nawet 3-10 krotny, co prowadzi do gwałtownego spadku ciśnienia po próbie pionizacji.

Z kolei połączenie składników grejpfruta z cyklosporyną powoduje dramatyczny wzrost ciśnienia, któremu mogą towarzyszyć drgawki.

Popicie sokiem grejpfrutowym benzodiazepin może doprowadzić do spłycenia oddechu, kołatania serca, duszności.

Źródło: „Praktyczny Podręcznik Dietetyki” pod redakcją Mirosława Jarosza.

Podano za www.zdrowie.pap.pl